Dokładnie to mam na myśli. U siebie mam semi-kwintyl Słońca z Merkurym i przez lata interpretowałam to jako coś w stylu, że myślę inaczej niż mówię, ale nie wiedziałam, co to powoduje. Dopiero jak ktoś zwrócił mi na to uwagę, zobaczyłam konfigurację w karcie. Wcześniej patrzyłam przez nią i jej nie widziałam.
Ale czy to nie jest trochę wygodne dla systemu? Jeśli aspekt jest widoczny, to interpretujemy go wprost. Jeśli jest niewidoczny, to mówimy, że działa podskórnie. Cokolwiek się wydarzy, mamy wyjaśnienie. Skąd wiadomo, kiedy aspekt naprawdę czegoś nie robi, a kiedy po prostu działa tak cicho, że go nie słychać?
Ja wiem, że to brzmi mało metodycznie, ale u mnie to po prostu zadziałało inaczej niż przy czytaniu zwykłych aspektów. Gdy patrzyłam na swój Mars i Uran przez kwadraturę albo trygon, interpretacje były jakieś płaskie. Semi-decyl, nawet poza orbem, otworzył inny opis, który był bliższy temu, co faktycznie czuję. Nie umiem tego udowodnić, ale trudno mi to też zignorować.
Czytam tę rozmowę od początku i mam jedno pytanie, które nikt chyba jeszcze nie zadał. Te aspekty, 18, 36, 72, są liczone między planetami w karcie urodzenia, tak? A czy ktoś sprawdzał je też w synastrii, czyli między dwiema kartami? Bo zastanawiam się, czy kwintyl między planetami dwóch osób mógłby znaczyć coś w relacji.
Rozumiem z precyzją danych. A jeśli dane są pewne, to czy sprawdzałeś kiedyś taką konfigurację między dwiema kartami i coś z tego wynikało? Albo ktoś inny z dyskusji?
Miałem w jednej relacji kwintyl Saturna mojego do Słońca tej osoby i przez długi czas nie wiedziałem, co z tym zrobić. Klasyczne opisy Saturna w synastrii brzmiały zbyt ciężko, a kwintyl jakby to rozrzedzał. Wyglądało to tak, że ona widziała we mnie rodzaj struktury, na której mogła budować pomysły, ale nie czuła tego jako ograniczenia. Nie wiem, czy to był efekt aspektu, czy po prostu całej reszty karty.
