Od jakiegoś czasu drążę temat aspektów harmonicznych opartych na podziale koła przez 5 i 10. Chodzi o kontraparallele z 72, kwintyl 72 stopnie, bikwintyl 144, ale też ten często pomijany dekyl 36 i inclyl 18. Niektórzy nazywają je aspektami mandalowymi albo pentagramicznymi, bo wywodzą się z geometrii pięciokąta wpisanego w koło zodiaku. Moje pytanie jest konkretne: czy ktoś z was sprawdzał te aspekty we własnej karcie i czy coś z tego wyczuł? Bo w literaturze jest sporo teorii, ale brakuje mi relacji z praktyki.
Ja dopiero zaczynam przyglądać się kwintylarni i szczerze mówiąc, jestem trochę zagubiony w tej nomenklaturze. Te 18, 36, 72, 144 to wszystko z tej samej rodziny? Czy jest jakaś hierarchia ważności między nimi, tzn. czy kwintyl 72 jest ważniejszy niż dekyl 36?
Słyszałam, że Harmonics Johna Addey'ego traktuje te aspekty inaczej, bo on patrzy na nie przez pryzmat fal harmonicznych, nie geometrii. Czy ktoś z was czytał Addey'ego bezpośrednio? Bo znam go z opracowań i zawsze zastanawiam się, czy coś mi ucieka.
Przepraszam, że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale co to jest mapa harmoniczna? Słyszę to pojęcie po raz pierwszy i chcę się upewnić, że dobrze rozumiem o czym w ogóle tu rozmawiacie.
A to nie jest trochę tak, że jak będziemy dzielić i mnożyć wystarczająco dużo razy, to zawsze znajdziemy jakiś aspekt między dowolnymi planetami? Mam wrażenie, że im więcej tych podziałów, tym mniej to cokolwiek znaczy.
Ja w ogóle nie wiedziałam, że astrologię da się tak podzielić na podfamilje aspektów. Zawsze patrzyłam na te standardowe, trygon, kwadrat, opozycja. A te kwintylarne to w jakich programach w ogóle można je włączyć? Bo w tym co używam chyba ich nie ma.
A czy te aspekty mają działanie podobne do tryjonów, tzn. takie płynne, czy bardziej aktywują się w konkretnych momentach? Bo czytałam gdzieś, że aspekty kwintylarne są bardziej uśpione i potrzebują uruchomienia.
Czyli można mieć taki aspekt w karcie i kompletnie go nie odczuwać przez całe życie? To trochę smutne, jeśli tak jest. Sprawdzę swój horoskop na astro.com według wskazówek z wcześniejszego posta.
Bo serio, skąd w ogóle wiadomo, że coś "powinno działać" w jakiś konkretny sposób? Czytam opisy aspektów i zawsze to brzmi jak dobra literatura, ale jak mam przyłożyć to do własnego życia, to się gubię. Może po prostu nie umiem tego czytać.
Sprawdziłam na astro.com i rzeczywiście jest opcja z niestandardowymi aspektami. Włączyłam i nagle w mojej karcie pojawiły się trzy nowe linie. Mam coś co program opisuje jako kwintyl Wenus-Neptun. Ktoś wie co to może znaczyć? Orb wychodzi mi 1,4 stopnia.
A jak wy w ogóle zaczynacie szukać tych aspektów? Tzn. wchodzę na astro.com, wygenerowałam kartę, ale jest tam tyle rzeczy naraz, że nie wiem od czego zacząć. Czy jest jakiś sensowny porządek sprawdzania? Nie chcę przez tydzień czytać o wszystkim po kolei.
Jedno mnie tu zastanawia. Mówimy cały czas o aspektach kwintylnych jakby były czymś jednoznacznym, ale różne szkoły chyba nie zgadzają się co do orbu. Gdzie jest granica między 1 a 2 stopniem? Bo przy 1,8 stopnia mam kwintyl Słońce-Jowisz i nie wiem, czy to jeszcze liczyć.
Przepraszam, że wchodzę z innej strony, ale czy ktoś w ogóle badał to empirycznie? Mam na myśli, czy są jakieś statystyki, które pokazują, że osoby z kwintylem w jakimś obszarze rzeczywiście przejawiają konkretne cechy? Bo Addey robił jakieś badania zdaje się, ale nie wiem co z nich wynikło.
I właśnie to mnie w tej piątce zawsze zatrzymuje, bo w tradycjach hermetycznych pentagram nie jest tylko figurą geometryczną, ale symbolem człowieka w ruchu, tego napięcia między duchem a materią. Czy aspekty kwintylarne mogą być miejscem, gdzie ta dynamika jest szczególnie aktywna w karcie? Tzn. nie talent w sensie psychologicznym, ale pewne pole energetyczne, które wymaga świadomego uruchomienia?
Mam semi-kwintyl Marsa z Saturnem, 36,7 stopnia, więc już przy granicy orbu. I faktycznie jest coś, co mogę opisać jako napięcie między impulsem a hamowaniem. Ale nie wiem, czy to nie jest po prostu trygon Mars-Saturn, który też mam, tyle że wyraźniejszy. Skąd wiem, które z tych dwóch konfiguracji bardziej mówi?
Mam pytanie trochę z innej strony. Czy ktoś pracował z tymi aspektami przy porównywaniu kart dwóch osób, tzn. w synastrze? Bo zastanawiam się, czy kwintyl między planetami dwóch osób ma jakiś sens, czy to już zbyt subtelne, żeby interpretować synastrycznie.
Słucham tej rozmowy i znowu trochę się gubię. Mówicie o aktywowaniu, uruchamianiu, świadomym rozwijaniu, ale nikt nie powiedział, co konkretnie miałoby to oznaczać w praktyce dnia codziennego. Czy to jest np. medytacja nad daną konfiguracją, czy po prostu działanie w określonym obszarze?
To dobre pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi. Dla mnie to jest po prostu obserwowanie momentów, kiedy dana konfiguracja się aktywuje przez tranzyt, i notowanie, co wtedy się dzieje. Jeśli masz kwintyl Wenus-Jowisz i w tym czasie dzieje się coś związanego z ekspansją estetyczną, kontaktem z obcą kulturą, twórczością, to zaczynasz widzieć wzorzec. Medytacja może pomóc, ale głównie jako sposób na wyciszenie, żeby w ogóle to zobaczyć.
Chcę wrócić do kwestii stopni 18 i mandalowych podziałów, bo o nich prawie nie rozmawiamy od dłuższego czasu. Semi-decyl, czyli 18 stopni, to jedna piąta od 90 stopni, co daje podwójny podział, przez 4 i przez 5. Ktoś w ogóle sprawdził, czy ma coś w tej odległości? Bo mam Merkury-Wenus 18,3 stopnia i nie wiem, co z tym zrobić.
Piszę, tak. Ale myślałam, że to przez Merkury w Bliźniętach. Mam teraz mieszane uczucia, bo nie wiem, czy przypisywać to do znaku, do aspektu głównego, czy do tych drobnych podziałów. Zbiera mi się w głowie coraz więcej warstw.
Ja dopiero zaczęłam się interesować astrologią poważniej i ta rozmowa trochę mnie przeraża, bo jak słyszę o mapach H5, semi-kwintylach i harmonicznych, to mam wrażenie, że zanim dojdę do tego poziomu, minie kilka lat. Ale mam pytanie, czy to ma sens sprawdzać te mandalowe aspekty w ogóle zanim się porządnie zna podstawy? Czy to nie jest zakłócanie obrazu?
Mam pytanie do całej rozmowy, bo trochę zgubiłam wątek. Mówimy o 72 stopniach jako kwintylu, ale co z bi-kwintylem, czyli 144 stopniami? Bo w mojej karcie mam parę planet w tej odległości i kompletnie nie wiem, czy to traktować tak samo, czy to jest jakościowo coś innego.
Chcę się upewnić, że dobrze rozumiem podstawy. Kwintyl to 72 stopnie, bi-kwintyl 144, a te mandalowe, o których jest w tytule, czyli 18 i 36, to jak się mają do tej serii? Bo mam wrażenie, że to zupełnie osobna rodzina i się pogubiłem, czy to wszystko jedno.
Astro.com pozwala ustawić własne aspekty i tam możesz wpisać te kąty ręcznie z orbami. Ale radzę zacząć od jednego, bo jak włączysz całą serię naraz, to dostaniesz tyle linii na kole, że nic z tego nie odczytasz. Lepiej wziąć 72 stopnie, sprawdzić, które planety są objęte, i dopiero potem schodzić niżej.
Słucham tej dyskusji o semi-decylu i mam wrażenie, że idziemy w stronę, gdzie każde trochę znaczące ustawienie planet dostaje swoją etykietkę. Nie mówię, że to błąd, ale jak to odróżnić od sytuacji, kiedy po prostu rzutujemy na kartę to, co i tak już czujemy? Pytam serio, bo sam nie wiem, jak to zrobić.
Wracając do pytania Mirty o bi-kwintyl i do tego mandalowego podziału w ogóle. Miałem ostatnio do czynienia z opisem systemu astrologicznego, który traktuje aspekty kwintylarne jako związane z cyklem Wenus, bo Wenus zatacza pentagram na tle ekliptyki w ciągu ośmiu lat. Czy ktoś z was interpretuje te aspekty przez ten klucz, tzn. przez symbolikę winus-pentagramową, a nie tylko matematyczną?
Trochę tak jest, jak mówisz. To co znam, pochodzi głównie z jednej angielskiej książki o astrologicznej geometrii i z kilku rozmów na zagranicznych forach. W polskich źródłach naprawdę trudno znaleźć cokolwiek o aspektach kwintylowych traktowanych jako osobny system, a nie jako ciekawostka na marginesie tranzytów.
