Wracam do tego co powiedziała Zaneczka o łzach - bo to jest w sobie piękne. Wątek o ludziach którzy podobno nie czują, i wywołuje właśnie taką reakcję. Myślę że to potwierdza że Księżyc w Koziorożcu to nie jest brak czucia tylko inny kanał. I może właśnie dlatego takie przestrzenie jak to forum są dla tych osób ważniejsze niż dla innych - bo można pisać zamiast mówić.
Czytam ten wątek od początku i właśnie dotarłam do tego co napisała Zanetta o bólu za szybą i do reakcji Zaneczki - i mnie też coś ścisnęło. Mam pytanie może naiwne, ale czy to znaczy że Księżyc w Koziorożcu sprawia że człowiek nie wie że cierpi? Że ten ból jest ale jakby nie dociera do świadomości?
To jest właśnie jeden z kluczowych problemów tego Księżyca w związkach. Nie kłamstwo, nie chłód jako taki - tylko nieumiejętność nazwania własnej potrzeby. Co ciekawe, ta sama cecha która utrudnia intymność, bardzo często czyni z tych ludzi świetnych słuchaczy. Bo obserwują zamiast reagować.
Ale zaraz, czy to nie jest tak że każdy znak ma jakieś utrudnienia w relacjach? Bo trochę czytam i mam wrażenie że Koziorożec wypada tu wyjątkowo ciężko. A co z Baraniem który wybucha, albo z Rybami które się rozpuszczają? Czy to nie jest podobny poziom trudności tylko inaczej wyglądający?
Właśnie ta niewidoczność mnie uderza. Myślę że to jest też odpowiedź na pytanie Ignaśka o mężczyzn z tym Księżycem - bo przy nich ta niewidoczność jest podwójna. Ani kulturowo ani astrologicznie nie ma przestrzeni na ujawnienie.
Chcę wrócić do tego co mówiła Zaneczka o łzach przy czytaniu tego wątku - bo ja to samo poczułam. I zastanawiam się czy to nie jest właśnie ta przestrzeń której brakuje osobom z Księżycem w Koziorożcu na co dzień. Że czytają o sobie i dopiero wtedy coś odpuszcza.
Romualda.x, myślę że masz rację. I właśnie dlatego tak bardzo zależy mi na tym wątku. Bo sama nie mam tego Księżyca, ale mam bliską osobę która ma, i przez lata nie rozumiałam dlaczego nie mogę się przez nią przebić. A teraz zaczynam rozumieć że to nie jest mur - to jest szyba.
i ta różnica między murem a szybą jest ogromna. Mur to odrzucenie. Szyba to próba ochrony. Zupełnie inne podejście do relacji z taką osobą.
A jak to jest z dziećmi z Księżycem w Koziorożcu? Czy to znaczy że od urodzenia tak funkcjonują? Pytam bo mam siostrzenicę która ma siedem lat i jest taka... poważna. Rzadko płacze, rzadko się skarży, jakby wszystko przyjmowała stoicko.
Powiem szczerze - moja mama zawsze chwaliła mnie za to że nie płaczę i że daję radę sama. I dopiero dużo później zorientowałam się że to był komunikat: emocje są złe, samowystarczalność jest dobra. Nie mówię że mama robiła to złośliwie, ale wzmacniała coś co i tak już było we mnie silne.
To co piszecie o środowisku które wzmacnia te cechy - to mnie bardzo uderzyło. Bo właśnie tak to wygląda u mojej siostrzenicy. Rodzice są z niej dumni że jest taka samodzielna, że nie marudzi, że daje radę. I teraz zastanawiam się czy nie robią nieświadomie dokładnie tego o czym pisała Zanetta. Jak to w ogóle można rozpoznać z zewnątrz - że dziecko jest emocjonalnie samodzielne bo tak, a nie dlatego że się nauczyło chować emocje?
I właśnie to rozróżnienie które Sodalitka opisała - między brakiem ekspresji a brakiem emocji - chyba jest kluczem do całej tej rozmowy. Bo przez lata myślałam że mój bliski jest po prostu zimny. A dopiero teraz rozumiem że on czuje, tylko gdzieś to zostaje. I to jest zupełnie inna relacja z tą osobą kiedy to wiem.
a skąd w końcu to zrozumiałaś? Że to nie zimno tylko zablokowanie? Bo ja mam podobną sytuację z kimś bliskim i cały czas nie wiem czy interpretuję dobrze, czy sobie wmawiam że tak jest żeby nie czuć się odrzuconym.
Chcę trochę wejść w to co piszecie o dzieciach, bo myślę że jest tu jedna rzecz której nie powiedzieliście. Księżyc w Koziorożcu to też często dzieci które bardzo szybko przejęły odpowiedzialność za atmosferę w domu. Jakby poczuły że ich emocje są obciążeniem i zaczęły je chować żeby nie dokładać. To nie jest tylko środowisko które chwali - czasem to środowisko które nie ma zasobów na emocje dziecka.
A czy ktoś tu ma w ogóle Księżyc w Koziorożcu i może powiedzieć z własnego doświadczenia jak to było w dzieciństwie? Bo rozmawiamy trochę o tym z zewnątrz. Ja mam Księżyc w Rybach więc moje doświadczenie jest kompletnie inne - u mnie za dużo wychodziło na zewnątrz, nie za mało.
Ja mam Księżyc w Koziorożcu. I powiem szczerze - w dzieciństwie nawet nie wiedziałem że jest coś inaczej. Myślałem że wszyscy tak mają. Że emocje to jest coś co się czuje w środku i się z tym żyje, a nie coś co się pokazuje. Dopiero kiedy zacząłem mieć bliskie relacje zobaczyłem że inni działają kompletnie inaczej.
Kalikst, bardzo ci dziękuję za tę szczerość bo to jest chyba pierwszy głos w tym wątku od kogoś kto naprawdę ma ten Księżyc. I mam do ciebie pytanie - czy kiedy czytasz ten wątek, te wszystkie opisy, to się w nich widzisz? Czy raczej myślisz że trochę przesadzamy?
To co mówi Kalikst o braku języka na własne emocje - to mnie uderza inaczej niż wcześniej. Bo ja zawsze myślałam że osoby z tym Księżycem nie chcą mówić. A tu wychodzi że nie mogą - w sensie dosłownie nie mają do tego narzędzi wewnętrznych. To jest ogromna różnica jeśli kogoś takiego kochamy.
Przepraszam że wchodzę z takim podstawowym pytaniem, ale czy to znaczy że ten Księżyc w Koziorożcu to jest coś stałego na całe życie? Czy astrologia mówi coś o tym że można to zmienić albo przepracować? Bo rozumiem że to jest pozycja urodzeniowa ale czy to wyrok?
I to jest chyba jedna z bardziej hopeful rzeczy w tej całej rozmowie. Że Saturn który ogranicza w młodości, z czasem staje się nauczycielem. Znam kilka osób po pięćdziesiątce z tym Księżycem i są jakościowo zupełnie inaczej obecne emocjonalnie niż były w dwudziestce.
Właśnie to chciałam powiedzieć w odpowiedzi na Ignaśka wcześniej - że to nie ślepa uliczka, tylko późniejszy start. Ale chcę też zapytać Kaliksta bo to jest rzadka okazja - czy coś konkretnego pomogło ci w tej przemianie? Terapia, astrologia, relacje? Co otwiera ten Księżyc?
Kalikst, to co napisałeś o czekaniu bez presji - to chyba jest najważniejsze zdanie w tym całym wątku. Że nie chodzi o to żeby wytłumaczyć tej osobie jak ma się otwierać, tylko żeby po prostu być i nie wymagać. Dziękuję ci za tę szczerość, naprawdę. Rzadko trafia się tu ktoś kto mówi od środka, a nie z zewnątrz.
To co mówi Kalikst trochę mnie niepokoi, szczerze. Bo wychodzi na to że ta osoba która kocha kogoś z Księżycem w Koziorożcu musi niejako zgadywać co robić, nie może nawet zapytać, nie może powiedzieć że czeka. To brzmi jak ogromny ciężar po drugiej stronie. Czy astrologia coś mówi o tym jak to przeżywają partnerzy takich osób?
Właśnie o tym myślałam kiedy pisałam że mój Księżyc w Rybach jest kompletnie inny. Mnie ta dynamika z Kaliksta by prawdopodobnie bardzo bolała - bo ja potrzebuję słów, odpowiedzi, potwierdzenia. I teraz myślę że może to nie kwestia złej woli po żadnej stronie, tylko po prostu dwa różne języki. Ale jak to w ogóle połączyć?
Czytam was i myślę że wróciłam do punktu wyjścia całej tej rozmowy, ale już zupełnie inaczej. Zaczęłam od pytania czy te osoby są po prostu zimne. A teraz siedzę i myślę - może pytanie powinno brzmieć: jak się nauczyć być blisko kogoś kto czuje inaczej niż ty. To jest chyba głębszy temat niż sam Księżyc w Koziorożcu.
Zaneczka mówi o byciu blisko kogoś kto czuje inaczej i to mnie skłoniło do takiej myśli - czy Księżyc w Koziorożcu to jest też kwestia tego jak ta osoba rozumie samą bliskość? Bo może dla niej bliskość nie wygląda jak rozmowa o uczuciach tylko jak na przykład wspólne siedzenie w milczeniu albo robienie czegoś razem bez słów?
To mi dużo wyjaśnia, naprawdę. Mam bliską osobę która zawsze woli żebyśmy razem coś robiły zamiast rozmawiać. I zawsze to interpretowałam jako unikanie. A może to jest właśnie jej język bliskości? Czy jest jakiś sposób żeby to sprawdzić astrologicznie, tzn. zobaczyć w czyjejś karcie jak ta osoba wyraża przywiązanie?
