Tu chcę dorzucić coś, o czym rzadko się mówi w kontekście Chirona-uzdrawiacza. W mitologii Chiron nie uleczył swojej rany przez pomaganie innym - uleczył ją dopiero kiedy zgodził się umrzeć, czyli kiedy puścił swoją nieśmiertelność. To nie jest metafora na "zaakceptuj ból". To jest coś mocniejszego - oddaj coś, do czego się kurczowo trzymasz jako dowodu, że jesteś wartościowy.
Wracam do wątku Leonory, bo coś mi nie daje spokoju. Mówiłyśmy o tej chłonności Chirona-Księżyca i o tym, że dar może się stać obciążeniem. Ale jest jeszcze jedna strona tej koniunkcji, której nie dotknęłyśmy. Chiron-Księżyc to też bardzo często wzorzec z matką - albo z postacią matki. Leonora, nie musisz odpowiadać, ale czy widzisz tam jakieś powiązanie?
To co Leonora napisała - że nie jest gotowa rozwijać - jest samo w sobie ważną odpowiedzią na pytanie o dar Chirona. Rozpoznanie granicy, zatrzymanie się przed wejściem głębiej niż się chce. Przy Chironie-Księżycu to chyba jeden z najtrudniejszych kroków, bo ten układ ma tendencję do zapraszania innych w środek zanim sami tam dojdziemy.
Wracam do tego co Vladi napisał wcześniej o Chironie-Słońcu i tożsamości "wyjątkowego". Byłem przy tym poście kilka razy. Mam wrażenie, że moja rana nie polega na tym, że czuję się mniej wyjątkowy. Polega na tym, że w ogóle nie wiem kim jestem bez tej wyjątkowości. Jakby tożsamość była zbudowana na piasku. Czy to to samo?
