Słońce w horoskopie to rdzeń tożsamości, ale dom, w którym stoi, pokazuje gdzie ta tożsamość szuka swojego wyrazu. I właśnie to mnie od dawna zastanawia w praktyce - czy wy naprawdę czujecie tę różnicę? Mam Słońce w domu 10, kariera i publiczny wizerunek to dla mnie dosłownie fundament poczucia własnej wartości. Jak nie realizuję się zawodowo, czuję się nikim. Ale widziałam mnóstwo osób z tym samym znakiem Słońca, tylko w domu 4, i ich centrum jest dom, rodzina, prywatność. Zupełnie inny człowiek. Gdzie macie swoje Słońce i czy w ogóle to u siebie rozpoznajecie?
Nie znam swojego domu Słońca, bo nie wiem jak to sprawdzić. Mam datę, godzinę i miejsce urodzenia, czy to wystarczy?
Mam Słońce w domu 12 i potwierdzam, że to nie jest łatwe miejsce dla ego. Dom 12 to izolacja, ukryte sprawy, praca za kulisami. Przez lata nie rozumiałem, dlaczego unikam rozgłosu i wolę działać w cieniu. Dopiero jak zobaczyłem to w karcie, coś kliknęło. Ale mam pytanie do tych, którzy mają Słońce w domach nad horyzontem - czy naprawdę naturalnie przyciągacie uwagę, czy to też trzeba w sobie rozwijać?
Ja mam Słońce w domu 5, ale nie jestem pewna, czy dobrze to odczytuję. Podobno dom 5 to twórczość, zabawa, dzieci. Ale ja nie jestem jakoś szczególnie artystyczna. Czy to znaczy, że ten dom się u mnie nie przejawia, czy może inaczej?
Przyszłam tu szukać odpowiedzi i teraz mam więcej pytań 🙂 Sprawdziłam - mam Słońce w domu 7. Podobno to domy relacji. Ale ja nie jestem jakaś szczególnie towarzyska. Co to oznacza?
to... faktycznie. Zawsze potrzebuję czyjegoś feedbacku, żeby ocenić czy dobrze zrobiłam coś. Myślałam, że to po prostu niepewność siebie, a nie astrologia.
Słońce w domach relacyjnych, czyli 7 i 11, ciekawe zestawienie z domem 1. Mam Słońce w 1 i to jest dokładnie odwrotnie - poczucie tożsamości jest bardzo wewnętrzne, niezależne od tego co mówią inni. Czasem wręcz zbyt niezależne. Trudno mi brać pod uwagę perspektywę kogoś innego, bo instynktownie traktuję siebie jako punkt odniesienia.
Mam Słońce w domu 3 i przez długi czas kompletnie tego nie rozumiałam. Dom 3 to komunikacja, nauka, rodzeństwo, najbliższe otoczenie. Moja tożsamość naprawdę jest zbudowana wokół słów i myśli - piszę, czytam, rozmawiam i dopiero wtedy czuję się sobą. Jak nie mam z kim porozmawiać, dosłownie tracę poczucie siebie. Czy ktoś z domem 3 albo 9 ma podobnie?
Sprawdziłem, mam Słońce w domu 6. Wyczytałem, że to dom pracy, zdrowia, codziennych obowiązków. To brzmi... nudno? Czy to znaczy, że jestem nudnym człowiekiem?
No dobra, może nie nudny, ale jak patrzę na innych w tym wątku - dom 10, dom 8, dom 12 - to jednak czuję, że mam jakiś najbardziej "przyziemny" wariant. Czy ktoś z Słońcem w 6 faktycznie czuje, że to daje głębię, czy to bardziej takie pocieszenie?
Słucham tej rozmowy i zastanawiam się - czy dom, w którym jest Słońce, to jednocześnie ten obszar, w którym mamy największe trudności? Bo u mnie dom 7 i faktycznie relacje to moje największe wyzwanie, nie coś co przychodzi łatwo.
Chyba trochę się zmienia. Wcześniej byłam bardziej uzależniona od oceny innych w sensie ogólnym - co powiedzą sąsiedzi, co pomyśli koleżanka. Teraz to bardziej skoncentrowane właśnie na osobach bliskich. Nie wiem, czy to postęp, czy nie.
Szczerze, tak. Mam takie okresy kiedy prawie w ogóle nie potrzebuję towarzystwa, bo jestem tak pochłonięta jakimś systemem myślowym. Dla otoczenia wygląda to pewnie dziwnie. Ale wracając do tematu - dom 9 to też podróże i mi się zastanawia, czy u innych Słońce w 9 też przejawia się jako dosłowna potrzeba zmiany miejsca?
Weszłam tu żeby sprawdzić, co znaczy moje Słońce w domu 2 i wyczytałam, że to dom pieniędzy i wartości materialnych. Trochę mi głupio, że moje Słońce jest w tak "przyziemnym" miejscu. Czy to faktycznie oznacza, że moja tożsamość kręci się wokół kasy?
To jest problem z popularnymi opisami - spłaszczają wszystko do jednego wymiaru. Dom 2 i Słońce w nim to raczej pytanie: przez co czujesz, że istniejesz? Jeśli odpowiedź brzmi "przez to co tworzę", "przez moje umiejętności", "przez to co wypracowałam" - to jest właśnie energia dwójki. Niekoniecznie pieniądze.
Ja się trochę gubię w tych wszystkich domach. Rozumiem, że Słońce w 5 to wyrażanie siebie, ale jak to się ma do Słońca w znaku? Moje Słońce jest w Strzelcu i jest w domu 5 - czy te dwie rzeczy się sumują, czy przeszkadzają sobie?
właściwie bez żalu. Przeszłam do następnej rzeczy i tamta jakby przestaje istnieć. Teraz jak o tym myślę, to trochę dziwne, bo inne osoby wydają się bardzo przywiązane do swoich dzieł, a ja nie.
Ten wątek z Rikszą dotknął czegoś, co mnie zastanawia od jakiegoś czasu - czy intensywność Słońca w danym domu maleje z wiekiem, czy raczej zmienia formę? Bo moje dom 9 w młodości wyrażało się przez szukanie nowych filozofii co kilka miesięcy, teraz jest bardziej stabilne. Ale energia chyba ta sama.
Czytam ten wątek o progresji i kompletnie nie rozumiem - jeśli Słońce się porusza, to czy nasze Słońce natalne w domu 2 w ogóle jest stałe? Czy powinnam myśleć o nim jako o czymś tymczasowym?
To samo ćwiczenie dla siebie próbowałam zrobić z domem 7 i wyszło mi, że bardziej boli mnie, gdy ktoś bliski mnie nie rozumie, niż gdy mnie odrzuca. Odrzucenie jakoś przyjmuję, ale niezrozumienie - to jest dezorientacja totalnie. Nie wiem czy to 7 dom, czy coś innego.
Wchodzę tutaj bo mam Słońce w domu 8 i wszędzie czytam, że to dom śmierci i transformacji, i trochę mnie to niepokoi. Czy to naprawdę tak działa, że ta osoba jest jakoś bardziej związana ze śmiercią albo traumą?
Słuchajcie, ta kwestia inicjowania kontra bycia inicjowanym przez życie to ciekawe rozróżnienie, ale zastanawiam się czy to jest cecha domu 8, czy bardziej Słońca w ogóle. Bo jeśli Słońce jest źródłem sprawczości - to może każde Słońce w domu ma ten moment przejścia od reaktywności do aktywności? Tylko w każdym domu to przejście wygląda inaczej.
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale to co mówi Kobalt o skali - jak to wygląda dla domów "zwykłych", nie tak dramatycznych jak 8? Bo mój dom 2 też ma jakiś próg przejścia, ale brzmię przy tej rozmowie jakbym mówiła o zmianie nawyków zakupowych.
to ujęłaś tak, że faktycznie czuję wagę. Ale mam pytanie - skąd wiesz, że to Słońce w 2, a nie Wenus w 2 albo po prostu silny Byk w czymś? Czy da się to odróżnić?
Wracam do wątku o domu 7, bo Rodis powiedziała coś, co mi siedzi - że niezrozumienie przez kogoś bliskiego to kwestionowanie istnienia. Ale czy to nie jest za mocne? Tzn. czy każda osoba ze Słońcem w 7 to czuje tak intensywnie, czy może zależy od innych planet w tym domu albo aspektów?
Jest jeszcze jeden sposób - patrzeć na to, co cię dotyka gdy jesteś zmęczona albo w stresie. Wtedy maski opadają i to, za co naprawdę walczysz, staje się widoczne. Ktoś ze Słońcem w 11 będzie bronił swojej grupy, ktoś w 1 swojej autonomii. To nie zawsze przyjemna metoda obserwacji, ale skuteczna.
Chcę wrócić do czegoś, co Herga poruszyła wcześniej - czy intensywność Słońca w domu zmienia formę z wiekiem. Bo ta rozmowa pokazuje mi, że właściwie wszyscy to potwierdzamy, tylko każdy w swoim domu. Goris w 8 zaczął inicjować zamiast czekać. Leonora w 3 przeszła od mówienia do pisania. Karia w 7 zaczyna rozumieć, co ją boli i dlaczego. Może dojrzewanie to jest właśnie to - Słońce w danym domu przechodzi od reaktywności do autorstwa?
