Nie wiem jak sprawdzić progresy, to jest bardziej zaawansowane niż moje umiejętności. Ale wróćmy do Leszka bo mnie to zaintrygowało - Leszku, podałeś ten rok 'odblokowania'?
Saturn return! Dwadzieścia siedem do dwudziestu dziewięciu lat to właśnie powrót Saturna do pozycji natalnej. Ale to Saturn, nie Jowisz. Choć to nie wyklucza że Jowisz też coś wtedy robił u ciebie. Te cykle mogą się nakładać.
Tu muszę doprecyzować bo to ważne - powrót Saturna jest często mylony z powrotem Jowisza. Jowisz wraca co około dwanaście lat, Saturn co około dwadzieścia dziewięć. To są zupełnie inne cykle o różnej naturze. Przy dwudziestu siedmiu latach faktycznie może być zbieżność, ale to przypadkowa, nie strukturalna. Leszek, czy w tym samym roku nie miałeś też poczucia większego 'obowiązku' albo czegoś co się nagle skrystalizowało strukturalnie?
Przepraszam że wchodzę bo jestem bardziej od tarotu, ale czytam to od góry i zastanawiam mnie jedna rzecz - czy da się jakos odczytać izolacje Jowisza przez karty? Tzn. czy ktoś próbował robić spread pod kątem jak dana planeta działa w twoim zyciu?
Wracając jednak do sedna tematu - bo trochę odpłynęliśmy - to co Leszek opisał, ta dwufazowość, prywatne szczęście kontra brak widoczności na zewnątrz, ten 'rok odblokowania', to wszystko są doświadczenia które pasują do wzorca izolowanego Jowisza. I to jest chyba najciekawsze w tej rozmowie - że różne osoby bez wzajemnego uzgadniania opisują podobne odczucia.
Wodniczka, to co napisałaś na końcu o tej dwufazowości mnie zatrzymało. Czyli rozumiem że u ciebie też tak jest? Że czujesz że masz to szczęście ale jakby do wewnątrz, nie na pokaz?
Dokładnie tak. Jakby Jowisz działał ale na cichym trybie. Mam dobre rzeczy w życiu, naprawdę, ale kiedy patrzę na kogoś z trynem Jowisza do Słońca - oni po prostu promieniują tym. Ludzie ich lubią na pierwszy rzut oka, rzeczy im wychodzą publicznie. U mnie bardziej prywatnie.
To jest dokładnie to co ja czułem przed tym 'odblokowaniem' o którym mówiłem. Że jakby coś jest, ale nie wychodzi na zewnątrz. Zastanawiam się teraz czy to Saturn przy powrocie coś zrobił z moim Jowiszem, czy to były dwa niezależne procesy.
No i tu wracam do mojego sceptycyzmu - czy to nie jest tak że astrologia daje nam język do opisania rzeczy które i tak by się wydarzyły? Tzn. Leszek miał te zmiany, ale czy naprawdę spowodował je Saturn? Czy to jest po prostu wiek kiedy ludzie dojrzewają?
Panowie, ale to jest właśnie pytanie które astrologia sobie nie stawia i nie musi stawiać. Mnie interesuje co z tym Jowiszem Leszka teraz - czy ten aspekt który wtedy się 'włączył' przez progresy, jest nadal aktywny? Leszek, jak jest teraz, subiektywnie?
A mogę się zapytac - ta nowa pozycja bazowa to jest trwała? Tzn. jak Jowisz jest izolowany w natalu to cały czas jest izolowany, ale ta zmiana przez progresy to jakby permanentna poprawa czy tylko okno czasowe?
Natal zostaje. To jest punkt wyjścia i on się nie zmienia. Progresy to jakby ewolucja tego punktu wyjścia w czasie. Więc izolacja w natalu będzie zawsze tłem, ale progresy mogą tworzyć okna kiedy ta izolacja jest mniej odczuwalna. Po przejściu okna nie wracasz do 'gorzej' - ale bazowe napięcie izolacji nadal tam jest.
Czyli to trochę jak z charakterem - możesz nad nim pracować i zmieniać zachowania, ale bazowy temperament zostaje. Dobrze to rozumiem?
To ciekawe co Teodozja mówi o aktywności własnej. Bo w tarocie gdy wyciągam komuś Gwiazdę albo Koło Fortuny, zawsze zaznaczam że to jest potencjał a nie automat. Może izolowany Jowisz też tak działa - że daje potencjał ale trzeba go jakoś aktywować świadomie?
A moze ktoś wie czy sa jakies rytuały pod Jowisza? Tzn. nie pytam o astrologie tylko wlasnie - czy mozna jakoś intencjonalnie wzmocnic jego energie kiedy sie wie ze jest izolowany? Slyszałam ze czwartek jest dniem Jowisza.
Słyszę to pytanie o rytuały pod Jowisza i chcę się wtrącić, bo to trochę bardziej złożone niż sama świeca w czwartek. Wodniczko - kiedy mówiłaś o intencji związanej z pracą, to co dokładnie wizualizowałaś? Bo przy Jowiszu izolowanym zastanawiam się czy problem nie leży w tym, że sama planeta nie ma jak przekazywać energii dalej przez aspekty, więc rytuał musiałby być jakoś inaczej ustrukturyzowany.
Wróćmy na chwilę do tego co powiedziała Wodniczka - bo to ważne. Brak struktury to jedno, ale zastanawiam się czy przy izolowanym Jowiszu sama intencja dotycząca zewnętrznych rezultatów jest właściwym kierunkiem. Jowisz izolowany może działać bardziej do wewnątrz - mądrość, rozumienie, wzrost przez doświadczenie, nie przez łut szczęścia.
Przepraszam że wchodzę w ten wątek rytualny, ale mam pytanie może naiwne - jak wy rozróżniacie kiedy coś działa przez rytuał a kiedy po prostu tak wyszło? Tzn. Wodniczka zapaliła świecę, nic się nie stało. Ale gdyby coś się stało, skąd wiadomo że to przez Jowisza a nie przez inne czynniki?
Chcę się dorzucić do tego co mówi Kapturek, bo pracuję z intencjami od jakiegoś czasu i mam podobne odczucia - powtarzalność jest kluczowa. Ale mam pytanie do niej: czy przy izolowanym Jowiszu sugerowałabyś inny rodzaj pracy niż przy Jowiszu z aspektami? Tzn. czy sama planeta wymaga innego podejścia?
Chcę tu dodać jedno zastrzeżenie bo wątek poszedł w stronę rytuałów i boję się że zgubimy coś ważnego. Izolacja Jowisza to konfiguracja natalna - ona opisuje pewną strukturę, ale sama w sobie nie jest 'blokadą energii' w sensie magicznym. Czy te dwa języki - astrologiczny i rytualny - faktycznie tu razem pasują, czy raczej mówimy o dwóch różnych systemach opisu?
hmm, szczere odpowiedz - nie wiem. Robiłam i miałam okresy w realcjach które mi się podobały, ale czy to przez rytuał czy przez izolowaną Wenus czy przez żadne z nich - uczciwie nie umiem powiedziec. Może Kapturek wie więcej.
Teodozja zadaje ważne pytanie i nie chcę go obejść. Zgadzam się że to dwa różne systemy. Ale w praktyce wiele osób je łączy i pytanie brzmi nie 'czy można' tylko 'jak to robić świadomie'. Przy izolowanym Jowiszu - astrologicznie to planeta która nie dialoguje z innymi. Czy w pracy rytualnej można stworzyć coś co zastąpi ten brakujący dialog? To jest pytanie które sama sobie zadaję.
Słucham tej rozmowy i mam takie skojarzenie - czy izolowany Jowisz w rytuałach mógłby potrzebować jakiegoś 'pośrednika'? Tzn. skoro planeta nie ma aspektów do innych, to może intencja powinna być jakoś inaczej sformułowana, nie 'daj mi szczęście' tylko coś bardziej wewnętrznego. Nie wiem, może gadaję od rzeczy.
No i właśnie to jest to co mówiłem kilka postów wyżej - to może być po prostu dojrzewanie, zmiana perspektywy, i astrologia daje nam język do nazwania tego. Leszek, czy gdybyś nie wiedział nic o swoim Jowiszu, myślisz że te zmiany by się nie wydarzyły?
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam pytanie które mnie nurtuje - czy ktoś próbował sprawdzić jak izolowany Jowisz wygląda u znanych osób, które osiągnęły sukces? Bo zastanawiam się czy ta izolacja naprawdę jest takim utrudnieniem jak się na początku wydaje, czy raczej po prostu inaczej się objawia.
To jest świetne pytanie i akurat trochę szukałam na ten temat. Są przykłady, nie będę teraz rzucać nazwiskami bo nie jestem pewna wszystkich danych urodzenia, ale trafiałam na opisy że izolowany Jowisz może dawać taką niezależność - sukces który nie zależy od sieci znajomości i zbiegów okoliczności, tylko od czegoś głębszego. Choć to może być właśnie ta interpretacja wsteczna której Leszek się boi.
Czyli możemy mieć izolowanego Jowisza i być szczęśliwi, tylko to szczęście wygląda inaczej niż u innych? Mam wrażenie że ta rozmowa powoli do tego zmierza i zastanawiam się czy Teodozja się z tym zgadza, bo ona jako jedyna nie powiedziała jeszcze wprost co myśli o tym czy izolacja to naprawdę problem.
