To znaczy, że można wiedzieć z góry, że taki period nadchodzi? Że dom 12 się aktywuje i trzeba się szykować na jakieś zmiany duchowe albo zawodowe? Czy to nie jest trochę przerażające, że te rzeczy są z góry zaplanowane w układzie?
Do tego, co mówi Cohen, chcę dodać perspektywę od strony praktyki. Kiedy widzę, że ktoś ma Neptuna tranzytem wchodzącego w 12, nie mówię 'zaplanuj zmianę zawodową'. Pytam, co dzieje się ze snami, z granicami, z poczuciem tożsamości. Bo zmiana kariery to może być skutek, ale nie ma go w każdym przypadku. Pielęgniarka z przykładu Pytii była gotowa, bo miała już pewien duchowy grunt pod nogami. Bez tego ten sam tranzyt mógłby ją po prostu wyczerpać.
Wierzbina mówi o gotowości i to jest coś, czego szukam w kartach, kiedy ktoś pyta o zmianę drogi. Czy fundament jest. Bo Pustelnik jako karta może oznaczać dobrowolne wycofanie albo wygnanie, i różnica między nimi to właśnie ta gotowość, o której mówisz. Ale chcę zapytać, czy w horoskopie jest coś, co pokazuje ten fundament? Jakiś wskaźnik, że osoba jest gotowa na to, co 12 przynosi?
Ta gotowość, o której mówicie, w runach odpowiadałaby chyba inicjacji. Odyn wisi na drzewie dziewięć dni nie dlatego, że jest gotowy w ludzkim sensie, ale dlatego że decyduje się wejść w to świadomie. To jest ta różnica. Ale wróćmy do tematu, bo chcę zapytać Wierzbiny o coś związanego z domem 6. Czy widziałaś przypadki, gdzie ktoś z mocnym domem 6 opierał się aktywacji 12? Jakby ciało i praca trzymały go przy ziemi zbyt mocno, żeby cokolwiek się otworzyło?
To co Wirzbina pisze o chorobie zamiast refleksji to mnie bardzo uderzyło. Bo mój mąż miał ten swój wykop z pracy właśnie przez chorobę, zepsute kolano, dwa miesiące leżenia i potem już jakoś inaczej zaczął patrzeć na to, co robi. Nikt mu nie mówił żadnej astrologii, ale zastanawiam się teraz, czy mogło to mieć jakieś pokrycie w jego urodzinach. Jak by sprawdzić co miał w tym 6?
Ten przykład Helenki z mężem to jest ciekawy przypadek, gdzie dom 6 wymusił zatrzymanie, które otworzyło coś szerszego. Ale chcę dopytać, czy to jest mechanizm specyficzny dla tej osi, czy po prostu każde poważne zatrzymanie w życiu może działać podobnie? Bo mam wrażenie, że czasem szukamy astrologicznego wyjaśnienia czegoś, co mogłoby się zdarzyć niezależnie od układu.
Właśnie to mnie w tej rozmowie kłuje od jakiegoś czasu i cieszę się, że Cohen to powiedział wprost. Ale z drugiej strony zapytam tak, czy musimy rozstrzygnąć? Może ta oś 6/12 jest przydatna jako mapa psychologiczna nawet bez dowodu przyczynowości? Nie musisz wierzyć, że Saturn dosłownie wymusza zmianę, żeby zobaczyć wzór w swoim życiu.
Novaria dotyka czegoś ważnego i myślę, że to jest też klucz do pierwotnego pytania z tego tematu. Lekarz i kapłan albo terapeuta duchowy nie muszą się wzajemnie wykluczać, jeśli patrzymy na to jako mapę, a nie wyrok. Dom 6 mówi o narzędziu, którym działasz w świecie, dom 12 mówi o źródle, z którego czerpiesz. Najlepsi lekarze, jakich znam przez klientów, mają coś z obu. Technikę z 6 i ciszę z 12.
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam pytanie, które może brzmieć naiwnie. Czy ta oś 6/12 cokolwiek mówi o tym, czego nie widać u lekarza, czyli o empati, o tym czy ktoś potrafi siedzieć z cierpiącym człowiekiem? Bo technikę można się nauczyć, ale to coś innego chyba nie.
Czytam od początku i nie za bardzo się znam na domach, ale to co Wierzbina mówi o Chironie i o tym że boli, to mi się kojarzy z czymś, co czytałem o szamanach. Że szaman musi sam przejść przez chorobę, żeby leczyć. Czy to jest podobny mechanizm w astrologii?
To czym Wierzbina i Filomena opisują Chirona, to dla mnie jeden z mocniejszych punktów stycznych między astrologią a mitologią. Ale mam pytanie do Wierzbiny, bo wcześniej powiedziała, że Chiron w 6 to 'rana przez którą można leczyć'. Co się dzieje, kiedy ktoś ma Chirona w 12? To jest wtedy rana, której sam nie widzi?
Wierzbina, to co opisujesz o Chironie w 12 to brzmi jak klasyczny wzorzec wypalenia zawodowego u pomagaczy. Widzę to często w układach, gdzie 12 jest mocno załadowany, a 6 jest pusty albo słabo aspektowany. Jakby cały potencjał był w niewidzialnym, a nie ma komu zarządzać codzienną higieną tej pracy. Czy to ma sens w twojej praktyce?
Ale zaraz, bo chcę się upewnić, że dobrze rozumiem. Mówicie, że dom 12 to jest ten cichy, ukryty, a dom 6 to ten widoczny, codzienny. Czyli jeśli ktoś pracuje jako lekarz, to działa głównie z 6, ale żeby nie wypalić, musi mieć jakiś kontakt z 12? Czy to jest właśnie ta równowaga, o której chodzi w tym temacie?
Przepraszam, że wchodzę z pytaniem podstawowym, ale zastanawiam się co to w praktyce znaczy dla kogoś takiego jak ja, kto nie pracuje ani w medycynie ani nic duchowego. Czy ta oś coś mówi o zwykłych ludziach, czy tylko o lekarzach i szamanach?
To mi trochę rozjaśnia. Ale mam pytanie do Wierzbiny, bo mówi ona o Chironie, Neptunie, władcach domów. Czy to znaczy, że żeby rozumieć swoją oś 6/12 naprawdę dobrze, trzeba znać cały horoskop, a nie tylko to, czy ma się coś w tych domach? Bo ja na przykład mam tylko Merkurego w 12 i nie wiem czy to dużo czy mało.
Pytam pewnie głupio ale czy można mieć pusty dom 6 i dom 12? Bo jak patrze na horoskop meza to te domy sa puste. Co to znaczy ze nie ma tam nic? Czy to znaczy ze ta os w ogole u niego nie dziala?
To mi się łączy z czymś, o czym myślę od początku tej rozmowy. Mówicie o tym, że oś 6/12 pokazuje gdzie ktoś przetwarza trudne rzeczy. Ale mam pytanie bardziej z boku. Czy ta oś mówi coś o tym, czy ktoś w ogóle jest gotowy pomagać innym? Bo można mieć obciążony 6, być dobrym technikiem w zawodzie, ale kompletnie odciętym od kontaktu z człowiekiem.
Cohen mówi o certyfikacie i to jest ważne słowo. W tradycji runistycznej inicjacja nie daje certyfikatu, daje odpowiedzialność. Możesz przejść przez Hagalaz i wyrosnąć albo nie. Oś 6/12 pokazuje, moim zdaniem, z jakiego materiału pracujesz, ale nie co z nim zrobisz. Czy Wierzbina widzi w praktyce, żeby ludzie z podobnymi układami szli zupełnie różnymi drogami?
Wierzbina, to co powiedziałaś o dwóch osobach z podobnym układem, jeden na SOR, drugi w centrum medytacji, to mnie zaciekawiło bardziej niż cokolwiek wcześniej w tej rozmowie. Skoro układ podobny, to co w ogóle decyduje, że jedna osoba idzie w 6, a druga w 12? Bo to brzmi jakby horoskop był tylko tłem, a nie wyrocznią.
Gosik77 zadała dobre pytanie i ja też chcę usłyszeć odpowiedź Wierzbiny, ale wrzucę własne trzy grosze. Myślę, że to jest właśnie ten moment, gdzie wchodzi Saturn. Gdzie stoi, jak aspektuje tę oś, bo Saturn nadaje formę temu, co jest potencjałem. Neptun daje tęsknotę za 12, ale Saturn mówi czy w ogóle masz strukturę, żeby wytrzymać w tej ścieżce. Ktoś bez Saturna przy tej osi może tęsknić za duchowością i nigdy jej nie zorganizować w coś trwałego.
Mogę wejść z głupim pytaniem? Mówicie o Saturnie, Neptunie, Uranie, ale ja się gubię kiedy tyle planet naraz. Czy jest jakaś kolejność patrzenia na tę oś? Tzn. od czego zaczyna Wierzbina kiedy analizuje czyjś horoskop pod kątem 6 i 12?
A co jeśli władca 6 i władca 12 są w złym aspekcie do siebie? To znaczy, że ta oś jest w konflikcie wewnętrznym? Mam wrażenie, że u mnie coś takiego jest, ale nie umiem tego nazwać.
Ta pętla, o której mówi Pytia, to mi się skojarzyła z kartą Koła Fortuny. Nie wiem czy to pasuje do astrologicznego kontekstu, ale w tarocie ta karta pokazuje właśnie taki rytm, że nie ma jednego stałego miejsca, jest ruch między poziomami. Może oś 6/12 w napięciu to jest właśnie takie Koło, a nie błąd w horoskopie?
Mam pytanie bo troche sie zgubilam. Mowilyscie o tym ze pusty dom ma wladce i przez niego dziala. A co jesli ten wladca jest tez w trudnym aspekcie do jakiejs innej planety, nie do osi? Czy to tez wplywa na te domiki 6 i 12? Bo u mnie maz ma wladce 6 w kwadracie do Marsa i nie wiem czy to ma cos wspolnego.
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam jedno pytanie, które mnie drąży. Czy ta oś, dom 6 i 12, naprawdę coś mówi o powołaniu? Bo słyszę, że mówi o tym jak ktoś przetwarza trudne rzeczy, jak obsługuje ból, ale czy astrologia w ogóle wskazuje na powołanie? Bo to brzmi jakby horoskop wiedział coś, czego my sami nie wiemy o sobie.
Novaria poruszyła coś ważnego. Bo jeśli horoskop nie mówi o powołaniu, tylko o skłonnościach, to z powrotem wracamy do pytania z tytułu. Czy lekarz i kapłan to tak naprawdę dwie różne skłonności wpisane w horoskop, czy dwie różne strategie obsługi tego samego napięcia? Wierzbina wcześniej powiedziała, że prawdziwe pytanie to gdzie ktoś obsługuje swój ból. Ale co jeśli ktoś nie wie, gdzie ten jego ból jest?
Przepraszam, że się wtrącam, bo jestem raczej słaby z astrologii. Ale jak słucham tego co Wierzbina mówi o Chironie w 12, że ukrywa ranę, to mi się to skojarzyło z czymś, co czytałem o tzw. zranionym uzdrowicielu w kontekście szamanizmu. Że szaman często przechodzi chorobę inicjacyjną i dopiero przez nią zyskuje dostęp do wiedzy o leczeniu. Czy to jest powiązane z tym, co mówicie o Chironie, czy to dwie różne tradycje, które tylko brzmią podobnie?
