Cohen poruszył coś, co mnie zawsze zastanawia przy tym archetypie. Czy Chiron aktywuje się tylko przez kryzys, czy może też przez świadomą pracę? Bo jeśli ktoś ma Chirona w 12 i robi regularną terapię albo głębszą pracę z ciałem, to czy to jest ten sam efekt co przejście przez chorobę? Albo inaczej, czy oś 6/12 coś mówi o tym jak ktoś najlepiej aktywuje swój potencjał, przez cierpienie czy przez praktykę?
To co Wierzbina mówi o Chironie w 12 i terapii versus choroba bardzo mi pasuje... przepraszam, złe słowo. Bardzo mi to uderzyło. Ale chcę zapytać coś praktycznego: jak w horoskopie odróżnić, że ktoś jest tym Chironem, który leczy przez 6, od tego, który leczy przez 12? Bo jeśli obydwaj mogą być zranionymi uzdrowicielami, to co ich odróżnia na poziomie mapy?
Patrzyłabym na to gdzie dokładnie Chiron stoi i co go aspektuje. Chiron w 6 to ktoś, kto ranę nosi w ciele, w rutynie, w pracy fizycznej. Przetwarza ją przez służbę codzienną, przez naprawianie, przez kontakt z chorobą dosłownie. Chiron w 12 to ktoś, kto ranę nosi ukrytą, często nieświadomą, i przetwarza ją przez odosobnienie, modlitwę, sen, albo właśnie przez głęboki kontakt z cudzym cierpieniem tam gdzie inni nie chcą wchodzić. Ale to nie wszystko, bo aspekty do Chirona mogą całkowicie przesunąć akcent. Masz te dane do kogoś konkretnego, czy pytasz ogólnie?
Pytam ogólnie, bo chcę zrozumieć zasadę. Ale mam też konkretny przypadek, tylko nie chcę zarzucać wątku cudzym horoskopem. Zapytam osobno. Natomiast to co mówisz o 12 i ukrytej ranie to mnie zastanawia. Jeśli ktoś jej nie widzi, to jak w ogóle zaczyna ją przetwarzać? Przez przypadek?
Przez przypadek albo przez kryzys, który jest tak naprawdę wymuszonym zejściem w dom 12. Choroba, izolacja, żałoba, więzienie w szerokim sensie. Te rzeczy 12 sam organizuje kiedy właściciel za długo ignoruje tę strefę. Ale jest jeszcze trzecia droga, mniej dramatyczna. Snami. Dom 12 mówi przez sny zanim powie przez życie.
Wracając do pytania Zaklinaczki, bo wydaje mi się, że tam jest jeszcze jeden wymiar. Piszesz jak ktoś zaczyna przetwarzać ranę z 12, jeśli jej nie widzi. W tradycjach runicznych inicjacja nie zaczyna się od rozumienia, zaczyna się od przekroczenia progu. Odin wisi na Yggdrasilu zanim dostaje runy, nie dlatego że rozumie po co, ale dlatego że coś go tam zawiesiło. Więc może dom 12 nie wymaga żeby właściciel wiedział, wymaga żeby dał się zawiesić.
Chcę tu wejść z perspektywy tarota, bo Kometka i Filomena mówią o tym czego sam kryzys nie wystarczy. W tarocie Wieża to jest ten upadek, ten kryzys wymuszonego zejścia. Ale po Wieży jest Gwiazda, i Gwiazda to jest właśnie ta rama, nadzieja, że jest sens tego zbierania. Może oś 6 i 12 działa podobnie, 12 to Wieża, a 6 to Gwiazda, codzienna praca odbudowywania?
Nie wiem czy dobrze to rozumiem, ale to co Wierzbina mówi o jednoczesności bardzo mi się zgadza z czymś z mojego życia. Miałam długi okres zdrowotny bardzo trudny i jednocześnie zaczęłam wtedy poważniej medytować. Nie wiem czy to dom 6 i 12 działały razem, ale to wrażenie że choroba i poszukiwanie duchowe szły równolegle, a nie jedno po drugim, to jest bardzo trafne.
Kryska czy moge zapytac jaki masz ascendent albo co masz w tych domach? Bo to brzmi jakbys miala cos waznego na tej osi. Sama tez mam medytacje jako jedyna rzecz ktura pomaga mi jak jestem chora i zawsze mi sie to wydawalo dziwne, a teraz rozumiem moze dlaczego.
Neptun w 6 to jeden z trudniejszych układów jeśli chodzi o zdrowie właśnie dlatego, że rozmywa granicę między czuciem się dobrze a czuciem się źle. Ale z drugiej strony daje ogromną empatię na poziomie ciała, rozumienie cudzego bólu bez słów. To jest potencjał 6 skierowany w stronę 12. Jowisz jako władca 12 w 9 to z kolei ścieżka przez filozofię, przez sens, przez poszerzanie ram. Czy twoja medytacja ma jakiś konkretny kierunek tradycji?
Nie mam konkretnej tradycji, raczej chodzę różnymi drogami. Budda, trochę Kaszmiru, trochę po prostu siedzenie w ciszy. Ale to co mówisz o Neptunie w 6 i rozumieniu cudzego bólu bez słów, to to czuję bardzo konkretnie. Mam wrażenie, że wchodzę do pomieszczenia i od razu wiem kto się źle czuje.
To co Kryska opisuje to jest coś, o czym rozmawiałyśmy wcześniej przy ścieżce przez 12, ale teraz widzę to inaczej. Neptun w 6 robi z Kryski kogoś kto pracuje 12-ką w ramach 6. Czyli ciało i codzienność stają się miejscem mistycznym. Wierzbina, czy to jest możliwe że układ planet może całkowicie odwrócić logikę osi? Że ktoś żyje 12-ką przez dom 6?
Mam wrażenie, że im dłużej tu czytam, tym bardziej rozumiem że ta oś to nie jest kwestia zawodu tylko kwestia podejścia. Że można być lekarzem z duchem 12 i mnichem z pragmatyką 6. To zmienia trochę moje myślenie, bo zaczęłam ten wątek z pytaniem czy horoskop powie mi co robić z życiem, a teraz mam wrażenie że raczej pyta jak robisz to co robisz.
Novaria powiedziała coś, co mnie mocno trafia. Jak to robisz, nie co robisz. To bardzo przypomina rozróżnienie które znam z kontekstu szamanistycznego, że nie chodzi o to czy ktoś jest szamanem, tylko czy szamanizuje. Czy to jest ta sama logika co oś 6/12, że dom mówi nie o roli ale o sposobie bycia w tym co się robi?
Czytam ten wątek od początku i powoli zaczynam rozumieć, ale mam jedno bardzo proste pytanie, bo chyba nie do końca łapię. Jeśli ktoś pracuje w szpitalu, powiedzmy pielęgniarka, i ma Neptuna w 6, to ona automatycznie robi pracę 12? Czy to musi być jakoś intencjonalne, świadome?
Tak, dokładnie to bym powiedziała. Neptun w 6 to zaproszenie, nie gwarancja. I tu wchodzi ta kwestia intencji albo raczej uwagi, bo intencja brzmi trochę za bardzo mentalnie. Neptun woli działać przez czucie niż przez postanowienie. Ale mam wrażenie, że to wypalenie o którym mówi Pytia to jest właśnie sygnał, że coś z tej osi 6/12 jest zablokowane. Wypalenie w pracy z ludźmi często ma źródło w tym, że 12 jest ignorowana.
To co mówicie o wypaleniu mnie zatrzymuje. Czy macie na to jakieś astrологiczne wskazania, że wypalenie zawodowe to problem osi 6/12? Bo ja bym to może łączyła inaczej, z Saturnem, z domem 10, z limitem energii. Dlaczego akurat ta oś?
W tradycji nordyckiej jest coś, co to bardzo dobrze opisuje. Eir, bogini uzdrowienia, jest wymieniana wśród asyń ale ma naturę przejściową, łączy świat umarłych i żywych. Uzdrawia, bo rozumie obie strony. Bez tej wiedzy z drugiej strony, bez czegoś z 12, uzdrawianie byłoby tylko techniką. Myślę, że to jest ta sama logika.
Kapłanka to ciekawe skojarzenie i je rozumiem, ale trochę ostrożnie. Nie sądzę, że dom 12 musi być w pełni przepracowany zanim 6 może działać. To jest raczej proces równoległy. Można być w połowie drogi i już dawać coś ważnego innym. Pytanie jest raczej czy jest jakiś ruch, jakaś praca, czy jest martwy punkt.
Chce zapytac o cos innego bo troche sie zgubiłam. Mówiłyście ze dom 12 to duchy, nieświadomość, izolacja, a dom 6 to codzienna robota i zdrowie. Ale co z osobami ktore np uzdrawiają przez modlitwę albo takie energetyczne rzeczy? To jest dom 6 czy dom 12? Bo ani to zawod w sensie lekarza ani to nie jest klasztor.
Pytia powiedziała coś ważnego o tej podzieloności. Bo to mi się zgadza z czymś, co obserwuję w tarocie, kiedy ktoś przychodzi z pytaniem o powołanie. Często widzę coś w rodzaju ucieczki w duchowość zamiast rzeczywistego działania. I to właśnie wygląda jak niezintegrowana 12, która udaje że jest lepsza od 6. Czy astrologia daje jakiś sygnał tego podziału w horoskopie?
Wierzbina to mi otwiera inne pytanie, które mnie chodzi po głowie od jakiegoś czasu. Czy taka niezintegrowana 12 może być też przyczyną tego, że ktoś wchodzi w kariery pomocowe z bardzo szlachetnymi intencjami, ale po kilku latach jest cyniczny i wypalony? Jakby ta niedokończona praca na sobie zaczyna się mścić przez zawód?
Cohen powiedział coś, co mi bardzo siedzi. Szaman w tradycji syberyjskiej nie wybiera powołania, powołanie go wybiera, często przez chorobę inicjacyjną. Nie ma tu miejsca na pytanie skąd motywacja, bo ten proces jest wymuszony. Czy dom 12 działa podobnie, że on nie pyta o motywację, tylko po prostu wciąga?
Filomena to piszesz o wypaleniu jak o szansie, ale dla osoby która jest wypalona to nie wygląda jak szansa, to wygląda jak koniec. Czy ta interpretacja nie jest trochę za dużo optymistyczna? Pytam serio, bo to mi bliskie.
Wierzbina, ale jak to rozróżnić od środka? Znaczy, jak ktoś jest w środku kryzysu, to skąd wie, że to jest to 12 które czeka, a nie po prostu koniec i czas zmienić zawód? Bo mi się wydaje, że to jest kluczowe pytanie i nie wiem jak na nie odpowiedzieć.
Właśnie to mnie też zastanawia przy tej całej osi. Bo mówicie o domu 12 jak o czymś co czeka i zbiera dług, ale to brzmi jak coś pasywnego. Czy ta oś może działać aktywnie, że ktoś świadomie pracuje z 12 zanim jeszcze pojawi się kryzys? I czy to w ogóle jest możliwe bez jakiegoś tranzytowego wyzwalacza?
To są dwa różne pytania i oba ważne. Gosik, od środka kryzysu odróżnienie jest naprawdę trudne. Ale jest jedna rzecz, którą obserwuję i w horoskopach i w rozmowach. Jeśli kryzys otwiera w człowieku pytanie o sens, o to czym właściwie jest ta służba i dla kogo, to jest 12. Jeśli pytanie jest tylko o to czy wytrzymać czy nie, to może być zmęczenie struktury, Saturn, dom 10. Ale to nie jest reguła, to jest kierunek szukania.
