Edytka, nie musisz jej od razu pokazywać tego powiększenia z twarzą. Ale czy mogłabyś po prostu zapytać ją jak się czuje w tym pokoju, czy jest jej tam dobrze, czy coś ją ostatnio niepokoiło? Bez kontekstu, żeby zobaczyć co powie sama z siebie?
Edytka, to że mama tego nie wie to rozumiem, ale jest jeszcze jedna kwestia. Jeśli zdecydujesz się jej powiedzieć, to kiedy? Bo jedno to sposób, drugie to moment. Powiesz jej przy kolejnej wizycie, twarzą w twarz, czy może przez telefon najpierw żeby miała czas oswoić?
Zdecydowanie twarzą w twarz, przez telefon to bym się bała jak zareaguje i nie moglabym ocenić czy dobrze to przyjmuje. Ale właśnie chodzi o to że nie wiem jak zacząć. Czy mówię najpierw o kartkach, potem o zdjęciu, czy odwrotnie?
To zdanie mamy jest bardzo istotne. Obecność odczuwana jako przyjemna to zupełnie inny profil niż nawiedzenie w rozumieniu potocznym. Czy mama mówiła to rano, zaraz po przebudzeniu?
Wróćmy na chwilę do samego zdjęcia, bo chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Edytka, ta twarz w tle, którą widzisz, jest wyraźna? Mówię o tym czy to jest kształt który można pomylić z cieniem, fałdą zasłony, czymś z wystroju, czy to coś co kiedy raz zobaczysz to nie da się odzobaczyć?
Edytka, czy powiększyłaś to zdjęcie jeszcze raz od tamtego czasu? Pytam bo czasem pierwsze zobaczenie jest inne niż kolejne, gdy już się wie czego szukać.
Że mąż też widzi to ważne, bo wyklucza że tylko Edytka to sugeruje sobie. Tylko mam pytanie, czy mąż wie o kartkach?
Sceptyk który nie brzmi jakby wierzył we własny sceptycyzm to osobna kategoria. Ale wracając do meritum, te kartki z charakterem pisma taty. Czy ktoś poza Edytką i mamą porównywał pismo? Bo to jest element który można by zweryfikować bardziej obiektywnie. Stare listy, dokumenty, cokolwiek co tata pisał.
Edytka, to naprawdę dobry pomysł i jednocześnie naturalny pretekst do rozmowy. Możesz wyjąć te listy razem z mamą, porozmawiać o tacie, i wtedy łatwiej będzie przejść do pytań o to jak mama się czuje w tym mieszkaniu. Nie musisz od razu mówić o twarzy na zdjęciu.
I w ten sposób samo porównanie pisma staje się wejściem w rozmowę, a nie oskarżeniem ani straszeniem. To chyba najlepsze rozwiązanie praktyczne jakie do tej pory padło w tym wątku. Ciekawe co wyjdzie z tego porównania.
Edytka, jak pójdziesz do mamy i zrobisz to porównanie, napisz koniecznie co wyszło. Bo to zdjęcie, kartki, pismo, obecność nocna, wszystko to jest spójne i chciałabym wiedzieć czy pismo się pokrywa. To zmienia dużo w tym jak na całość patrzyć.
Właśnie wróciłam do domu i cały czas myślę o tych listach. Mama trzyma je w tej samej szufladzie od lat, nigdy ich nie wyrzuciła. Jak pojadę to zaproponuję że przejrzymy je razem, jakby tak wspomnieniowo, i wtedy zobaczę jak ona reaguje na cały temat taty. Boję się trochę tej rozmowy ale chyba nie ma wyjścia.
Edytka, to że się boisz tej rozmowy jest zrozumiałe, ale właśnie to podejście przez listy jest najłagodniejsze z możliwych. Nie musisz od razu mówić o twarzy na zdjęciu ani o kartkach. Samo porównanie pisma może zaczekać na dobry moment w trakcie rozmowy.
Ten wątek z praktycznością mamy jest ciekawy. Bo jednocześnie ta sama praktyczna mama powiedziała o nocnej obecności bez alarmu, normalnie. To nie jest zachowanie kogoś kto całkowicie odrzuca taką możliwość, prawda? Można być praktycznym i jednocześnie gdzieś tam coś czuć.
Słuchajcie, ale wróćmy do tych kartek przez chwilę, bo mi to nie daje spokoju. Edytka, ile tych kartek było łącznie do tej pory? Jedna, kilka? I czy pojawiały się regularnie czy to były pojedyncze przypadki?
Trzy kartki to już wzorzec, nie incydent. Edytka, co było napisane? Rozumiem że to może być intymne, ale chodzi mi o charakter treści, czy to były zdania, słowa, coś co miało sens dla ciebie albo dla mamy?
To że treść jest uspokajająca a nie groźna jest dla mnie jednym z ważniejszych elementów całej tej historii. To nie jest wzorzec niepokojącej obecności. Treść, ton, kontekst z nocnym poczuciem przyjemnej obecności, to wszystko układa się w coś spójnego. Sauwak, ty też to czytasz tak samo?
Kontynuacja obecności, to brzmi poważnie. Ale mam pytanie do ekspertów, bo nie rozumiem jednej rzeczy. Jeśli to naprawdę tata Edytki, to dlaczego kartki trafiają na stół mamy, a nie do Edytki bezpośrednio? Ona mieszka osobno?
To jest ważna obserwacja Idziego. Miejsce ma znaczenie. Jeśli kartki są u mamy, w jej przestrzeni, to sugeruje że to mama jest punktem docelowym tej komunikacji, a nie Edytka. Edytka jest może tym który to zauważa i bierze na poważnie, ale adresatką jest mama.
To słowo zakorzeniona jest bardzo celne, nawet jeśli Edytka użyła go intuicyjnie. Spokój który nie wynika ze zobojętnienia tylko z poczucia że coś jest, że ktoś jest, to zupełnie inna jakość przeżywania żałoby. Nie mówię że to tłumaczy wszystko, ale jako opis stanu mamy brzmi spójnie.
Mam pytanie, które może brzmieć prozaicznie przy tym wszystkim, ale chcę się upewnić. Edytka, te kartki są nadal? Mama je zachowała czy wyrzuciła?
Właśnie mi przyszło do głowy coś co Gienia napisała. Jak będę u mamy w ten weekend to zapytam o kartki. Ale teraz sie zastanawiam czy w ogole mam jej mowie po co pytam. Ona jeszcze nie wie ze ja to porownuję z pismem taty na tych dokumentach co mam. Nie wiem czy to dobry pomysł żeby jej to wszystko naraz powiedzieć.
To ważne pytanie, bo mama jest tu kluczową osobą. Ale mam inaczej niż myślisz. Czy mama w ogóle wie o tym zdjęciu? O tej twarzy w tle? Bo jeśli nie wie, to może być warte żeby zobaczyła, zanim zaczniesz pytać o kartki.
Edytka, ale rozważ jedno. Mama ma nocne poczucie obecności, kartki trafiają do niej, a nie do ciebie, i jak sam Sauwak zauważył, ona jest punktem docelowym tego wszystkiego. Może właśnie dlatego ona powinna być pierwsza która zobaczy to zdjęcie, nie ty?
To jest ten dylemat który mnie też tu zastanawia. Edytka chce mieć jakąś odpowiedź, ale każdy ruch może zmienić to co mama powie albo jak zareaguje. Jeśli najpierw zobaczy zdjęcie, będzie to w głowie kiedy będzie odpowiadać na pytania o kartki. A jeśli najpierw zapytasz o kartki, to reakcja na zdjęcie może być już zabarwiona całą rozmową.
To co opisujesz jest bardzo czytelne i myślę że to ważna informacja. Jeśli mama napina się kiedy ty zaczynasz, a sama wspomina bez problemu, to ona ma swoją przestrzeń z tym tematem i rządzi tym kiedy do niej wchodzi. Pytanie o kartki może być odebrane jako wchodzenie w tę przestrzeń bez zaproszenia.
Słucham was i rozumiem, ale mam inne pytanie do Edytki. Czy ty sama chcesz żeby mama wiedziała o zdjęciu i kartkach jako o czymś nadprzyrodzonym, czy raczej szukasz tylko potwierdzenia że to nie ty wymyśliłaś? Bo to trochę różne cele i prowadzą do różnych rozmów.
