I tu wracamy do sedna. To niedokończone wejście, ta koszulka wzięta i odłożona, to jest właśnie ten węzeł. I nie chodzi o to żeby teraz wchodzić tam na siłę, ale żeby zrozumieć że domknięcie tego będzie potrzebne kiedyś. Tylko że tym razem z przygotowaniem i świadomością, nie tak jak tamtej nocy.
To co Kunia napisała o węźle i tym niedokończonym wejściu, to rozumiem. Ale mam pytanie praktyczne, bo może za bardzo siedzę w szczegółach. Czy to domknięcie o którym mówisz musi się odbyć fizycznie, znaczy przez wejście do pokoju, czy można to jakoś zrobić inaczej? Bo apolonia mówi że nie może wejść i to mi się wydaje ważna informacja.
To dobre pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi. Znam przypadki gdzie domknięcie odbywało się przez rytuał z zewnątrz, bez wchodzenia w to miejsce. Ale znam też takie gdzie fizyczna obecność była konieczna. To zależy od tego co dokładnie jest tym węzłem. I tu znowu wracam do tej koszulki, bo ona była wzięta i odłożona, czyli był kontakt i wycofanie. To może być właśnie ta niespójna sekwencja.
Wzięłam ją bo chciałam ją mieć przy sobie. Ale potem poczułam że nie powinnam i odłożyłam. Nie wiem czy to był błąd. Czy to mogło coś zmienić w tym co się potem stało?
To co opisujesz, wzięcie i cofnięcie, brzmi dla mnie jak przerwany gest pożegnania. W notatkach które mam z kilku różnych źródeł przewija się coś takiego, że niedokończony gest ma ciężar. Nie dlatego że jest zły, ale dlatego że zawiesza intencję w połowie drogi. Tylko że to nie jest wyrok, to jest po prostu otwarty stan.
No i to znowu to napięcie. Z jednej strony mamy stres, melanocyty, reakcję ciała, czyli coś co nauka może próbować opisać. Z drugiej strony mamy niedokończony gest w pokoju i siwe włosy które zostają. Jedno i drugie może być prawdą jednocześnie. Pytanie czy to musi być albo-albo.
Właśnie. Może te wyjaśnienia nie stoją w sprzeczności. Że ciało zareagowało na coś realnego i ta reakcja zostawiła ślad. Tylko że co to było to realne? Stres po wejściu do pokoju syna czy coś czego dotknęła w tym pokoju?
Tak, to był inny zapach. Nie jego, nie nic znajomego. Zimny i ciężki. Wcześniej tam wchodziłam, zaraz po tym, i to nie tak pachniało. To była inna jakość, nie wiem jak to inaczej powiedzieć.
Jak go opisujesz, ten zapach, to mi się przypomina co stara sąsiadka mówiła, że jak ktoś bliski jest gdzieś blisko, to jakby chłód idzie pierwszy. Przed nim, nie po nim. Ona mówiła że to znak że coś przyszło a nie odeszło.
Ten szczegół z pielęgniarką jest ciekawy, bo to jest ktoś kto jest blisko śmierci zawodowo, nie z zainteresowania. Zastanawiam się czy długa ekspozycja na ten próg robi coś z czułością człowieka. Znaczy, czy można się nauczyć to odbierać czy to przychodzi bez treningu.
Ale tu wróćmy do tych włosów bo właściwie to jest tytuł tego tematu i trochę odpłynęliśmy. Ona zapytała czy to możliwe w kilka godzin. I z całej tej rozmowy wynika że tak, ale nie dlatego co mówi medycyna, tylko dlatego że coś co ją spotkało tej nocy miało taką siłę że zmieniło ją fizycznie. Czy to jest właśnie odpowiedź?
Chcę tylko żebyście wiedzieli że ta rozmowa jest dla mnie ważna. Przez długi czas myślałam że to moje ciało po prostu zareagowało na ból i tyle. Że siwe włosy to tylko dowód na to jak bardzo mi było źle. A tu słyszę że może to jest też coś innego. Że może byłam w czymś, nie tylko przy czymś.
I to jest właśnie ten moment kiedy warto się zatrzymać. Nie po to żeby kończyć, ale żeby zapytać, co z tym teraz zrobisz? Mam na myśli czy to jest coś co chcesz zgłębić, czy raczej po prostu zrozumieć i zostawić?
To jest ważne pytanie i nie spieszmy się z odpowiedzią. Bo są dwie bardzo różne drogi i żadna nie jest błędem. Tylko że każda prowadzi gdzie indziej. Apolonia, nie musisz odpowiadać teraz, ale to pytanie Wędrowca powinno gdzieś w tobie zostać.
Nie wiem jeszcze co z tym zrobię. Wedrowiec, to dobre pytanie, ale teraz jestem w miejscu gdzie po prostu chcę wiedzieć co to było. Nie szukam kontaktu, nie chcę rytuałów, chcę tylko zrozumieć czy to co poczułam w tamtym pokoju i to co zostało na mojej głowie ma ze sobą jakiś związek. Czy to jest dla was oczywiste że tak?
Dla mnie tak, ale chciałbym żebyś mi powiedziała jedną rzecz. Czy przed tamtą nocą miałaś już wcześniej siwe pasma, choćby pojedyncze włosy? Bo to zmienia trochę kontekst, nie unieważnia go, ale zmienia.
Chwila, bo coś mnie tu uderzyło. Mówimy cały czas o tym co się stało z jej ciałem, ale nie zapytaliśmy o jedną prostą rzecz. Apolonia, ile godzin minęło między wejściem do pokoju a tym kiedy zobaczyłaś te włosy po raz pierwszy?
Osiem do dziesięciu godzin. To jest bardzo krótko. I nie spałaś tej nocy, co oznacza że ciało było w stanie ciągłego czuwania, jakby na warcie. Zastanawiam się czy to czuwanie mogło w jakiś sposób przyspieszyć to co normalnie trwa miesiącami.
Ale jak to rozumieć, to 'coś bez nazwy'? Bo Wedrowiec, ty to mówisz tak spokojnie, jakbyś miał na to jakieś ramy. Skąd te ramy?
Ja mam pytanie które może jest głupie, ale co to znaczy że byłeś 'przy sytuacji granicznej'? Przy czyjejś śmierci? Przy czymś innym? Bo to brzmi poważnie i chciałabym rozumieć co masz na myśli zanim to wezmę jako argument.
To co mówi Wedrowiec o progu i o ciele które reaguje inaczej w takich momentach, to mi się łączy z tym co apolonia opisywała wcześniej. Ten zapach, ten chłód, to ciężkie powietrze. Jakby pokój był osobnym miejscem tego wieczoru. Czy to brzmi dla kogoś znajomo? Mam na myśli, czy ktoś tu miał podobne doznanie w pomieszczeniu gdzie ktoś niedawno umarł?
Ja miałam. Nie w pokoju syna, ale w domu rodziców, kilka lat po śmierci mamy. Weszłam do jej sypialni po jakimś czasie i poczułam coś co nie pasowało. Nie strach, nie smutek, coś innego. Jakby temperatura się zmieniła w połowie drogi do łóżka. I wyszłam szybko. Nie wróciłam tego dnia.
Ale to jest właśnie ten problem, że każda z tych historii jest 'łagodniejsza' albo 'trochę inna'. Chciałbym żeby ktoś powiedział wprost czy to co spotkało apolonię i to co opisuje Dobrusia to jest ten sam rodzaj zjawiska czy tylko podobny odczuciowo. Bo to nie jest to samo pytanie.
I wróćmy do tych włosów, bo Szeptun ma rację że trochę odpłynęliśmy. Jeśli to była zmiana środowiska odczuwana ciałem, to siwe włosy mogą być jej śladem. Nie symbolem, nie metaforą, tylko dosłownym śladem biologicznym czegoś co zadziałało na ciało z zewnątrz. To jest hipoteza, ale ona mi tu pasuje najlepiej.
Jak to mówisz, ślad biologiczny, to mi się coś porządkuje w głowie. Bo ja przez cały czas czułam że to nie jest tylko ból po stracie. Że coś weszło do mnie tamtej nocy, przez tę skroń może, i zostało. Te włosy są białe właśnie tam gdzie czułam ten chłód najbardziej. Przypadek?
To co apolonia mówi o skroni, że tam czuła chłód i tam włosy zbielały, to jest szczegół który mnie zatrzymał. Czy to było od razu przy wejściu do pokoju, ten chłód właśnie tam? Czy dopiero w środku?
Od progu. Jak otworzyłam drzwi, to najpierw poczułam ten ciężar w powietrzu, a potem, może kilka sekund później, ten chłód z lewej strony głowy. Jakby ktoś przyłożył mi coś zimnego do skroni. Ale nie było nic. Pomyślałam że to przeciąg, ale okno było zamknięte.
