Lewa skroń. To znaczące. Nie dlatego że to jakaś ezoteryca, ale dlatego że lewa strona ciała jest intuicyjnie odbierana jako bardziej 'odbiorcza' przez wiele tradycji. Czy miałaś wcześniej kiedykolwiek jakieś odczucia właśnie po tej stronie, przed tamtą nocą?
Nie pamiętam czegoś takiego. Ale nie wiem czy zwracałam uwagę. Człowiek nie notuje sobie w głowie każdego przeciągu ani mrowienia.
A to mrowienie było? Bo nie powiedziałaś o mrowieniu, powiedziałaś o chłodzie. To są dwa różne odczucia i oba mogą mówić coś innego o tym co się działo z ciałem.
Szok rozmywa doznania, to prawda. Ale akurat lokalizacja, że to była skroń a nie na przykład kark czy ręce, to jest szczegół który szok raczej nie wymyśla. Ciało to zapamiętuje precyzyjniej niż emocje.
Dobra, ale żeby nie kręcić się w kółko, mam konkretne pytanie. Czy ktokolwiek na tym forum słyszał o udokumentowanym, albo chociaż wiarygodnie opisanym przypadku, gdzie ktoś wskazał konkretne miejsce ciała gdzie czuł kontakt i to miejsce potem zmieniło się fizycznie? Bo to by łączyło wątek chłodu ze skronią z białymi włosami.
Czyli mamy: zimno punktowe, skroń lewa, zmiana fizyczna dokładnie w tym miejscu, wszystko w ciągu jednej nocy. To jest za dużo zbieżności żeby je zignorować, nawet jeśli nie mamy wyjaśnienia. Pytanie które mnie teraz nurtuje jest inne. Apolonia, czy w tym pokoju coś się wcześniej działo? Nie tej nocy, ale w ogóle?
To rozumiem bardzo dobrze. Ja też długo nie wchodziłam do pokoju mamy. Jest coś w tych pomieszczeniach po kimś bliskim. Jakby przestrzeń jeszcze należała do tej osoby. Czy apolonia miała jakiś konkretny powód żeby wejść tej nocy, coś jej do tego pchnęło?
Miałam wrażenie, trudno to wytłumaczyć, że powinnam. Że coś na mnie czeka. Nie bałam się wtedy, dopiero w środku przyszedł ten strach. Ale wejście było jak... odpowiedź na coś.
Odpowiedź na coś. To jest zdanie które zostaje. Apolonia, czy po tamtej nocy wchodziłaś tam jeszcze raz? I czy było inaczej, podobnie, czy po prostu normalnie?
Ze świtem. Słyszałam o tym kilka razy w różnych kontekstach, że takie rzeczy mają swój czas i że świt go kończy. Nie wiem czy to tradycja czy coś więcej. Wedrowiec, czy ty to też obserwowałeś, że jest jakaś granica czasowa?
I wróćmy do tych włosów, bo mam poczucie że doszliśmy do czegoś ważnego, a za chwilę znowu to zgubimy. Mamy: kontakt punktowy, konkretna lokalizacja, zmiana biologiczna w tym samym miejscu, zamknięcie o świcie. Czy ktoś potrafi zaproponować jakiś model, niekoniecznie naukowy, który to łączy w całość? Bo teraz to są osobne obserwacje.
Slawek83 pyta o model. Dobra, spróbuję. Nie jako wyjaśnienie, ale jako szkielet do myślenia. Jeśli przyjmiemy, że coś weszło w kontakt z ciałem apolonii w tym pokoju, i że ten kontakt był punktowy i zlokalizowany, to mamy dwa pytania. Pierwsze: co spowodowało zmianę w mieszku włosowym. Drugie: dlaczego akurat tam, akurat ta skroń. Na pierwsze pytanie nie mam odpowiedzi biologicznej. Na drugie mam hipotezę, ale to tylko hipoteza. Lewa skroń to okolica, którą wiele tradycji łączy z odbiorem tego co niewidzialne. Nie dlatego, że tak zdecydowali ezoterycy, ale dlatego że tak ludzie to opisywali przez wieki, niezależnie od siebie.
Mam notatki z kilku podobnych przypadków, które opisywałem przez ostatnie lata. W trzech z nich osoby mówiły o chłodzie punktowym. W żadnym nie było zmiany włosów. Ale w dwóch były inne zmiany fizyczne, czerwienienie skóry, uczucie nacisku. Więc wzorzec chłód punktowy jest, ale zmiana w tym samym miejscu to rzadkość. Apolonia ma coś czego te trzy przypadki nie miały.
Slawek83 pyta o model, a ja się zastanawiam czy w ogóle mamy wystarczająco danych żeby go budować. Wiemy: chłód, lewa skroń, zmiana włosów, jedna noc, świt jako granica. Ale nie wiemy jak wyglądał pokój, jak apolonia stała, czy okno było otwarte, jaka była pora roku. Nie pytam o mundane wyjaśnienia, pytam dlatego że każdy model potrzebuje więcej niż pięć zmiennych.
Mogę dopowiedzieć. Było lato, okno zamknięte. Stałam przy biurku syna, patrzyłam na jego rzeczy. Nie siedziałam, stałam. Pokój jest mały, może dziesięć metrów. Nie pamiętam żebym stała w jakimś przeciągu.
To eliminuje przeciąg, przynajmniej ten oczywisty. Lato, zamknięte okno, małe pomieszczenie. To jest ważne. Apolonia, a jak długo stałaś zanim poczułaś ten chłód? Czy to było zaraz po wejściu, czy po jakimś czasie?
Kubek. To znaczy, że byłaś skupiona na konkretnym przedmiocie należącym do syna, nie rozglądałaś się po pokoju. Czy to może mieć znaczenie? Że kontakt przyszedł kiedy uwaga była skupiona na czymś osobistym po nim?
Byłam bardzo smutna. I jednocześnie spokojna, co było dziwne, bo wcześniej płakałam prawie codziennie. Ta noc była inna. Jakbym była pusta w środku, ale nie w złym sensie. Nie wiem jak to inaczej opisać.
Pusta ale nie w złym sensie. Ja to rozumiem. To jest taki stan kiedy przeszło się przez najgorszą falę i ciało po prostu jest. Nie walczy. Zastanawiam się czy właśnie taki stan, bez oporu, bez defensywy, nie sprawia że jesteśmy bardziej... przezroczyści na coś co chce przejść.
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam pytanie, bo jestem sceptyczna, ale nie odrzucam wszystkiego. Czy ktoś rozważył, że ten stan który opisuje apolonia, ta pustka, spokój po płakaniu, to jest stan bliski dysocjacji? I że w takim stanie ciało może inaczej reagować nawet na normalne bodźce, odczuwać je jako coś zewnętrznego, paranormalnego, choć źródło jest wewnętrzne?
Czytam to od początku wątku i mam pytanie może naiwne. Czy ta zmiana włosów, te białe pasma, są trwałe? Czy zostały takie, czy może potem wróciły do poprzedniego koloru? Bo jeśli zostały, to jest to coś innego niż chwilowe zbielenie z szoku.
Srebrzyste, nie białe jak śnieg. I zostały. To jest dla mnie ważna różnica. Bo gdyby to był tylko szok fizyczny, jakieś nagłe zaburzenie pigmentacji, to mogłoby się cofnąć. Ale skoro zostały, i dokładnie tam gdzie był chłód... Apolonia, a to miejsce na skroni, czy jest jakoś wyczuwalne dotykiem? Czy włosy w tym miejscu mają inną strukturę, czy tylko kolor?
Dotykałam kilka razy. Są chyba trochę cieńsze, ale nie wiem czy mi się nie wydaje. Fryzjerka nic nie mówiła o strukturze, tylko o kolorze. Srebrne pasmo, powiedziała. I zapytała ile mam lat, bo wyglądało jakby to był naturalny siwy, nie z farby czy z chemii.
To jest bardzo konkretny szczegół. Fryzjerka, która na co dzień widzi włosy, nie powiedziała że coś jest nie tak ze strukturą, powiedziała że to wygląda jak naturalny siwy. To znaczy że to nie jest uszkodzenie, to jest zmiana pigmentacji. I to jest właśnie ta część której żaden przeciąg, żaden stres psychiczny nie wyjaśnia tak łatwo jak by się mogło wydawać.
To jest dobra obserwacja. Dokumentacja jest zawodna w takich sytuacjach bo nikt nie spodziewa się że trzeba to rejestrować. Apolonia nie wiedziała że rano znajdzie zmianę, więc nie ma punktu wyjścia, nie ma zdjęcia z poprzedniej nocy. Możemy tylko wierzyć jej ocenie. A ona mówi że tego wcześniej nie było.
Wracając do tego co mówiła apolonia o pustce w środku. W niektórych tradycjach istnieje pojęcie stanu otwartego, kiedy człowiek jest między stanami emocjonalnymi, ani w bólu, ani w spokoju, tylko właśnie w tej szczelinie po płaczu. Mówi się że to czas przepuszczalny. Nie twierdzę że to wyjaśnienie, mówię że to wzorzec który pojawia się niezależnie w różnych miejscach.
Myślałam o tym. Wcześniejsze noce były... głośne w środku. Dużo myśli, dużo bólu. Ta noc była cicha. I tamto skupienie na kubku, to nie było celowe, po prostu patrzyłam i patrzyłam i przestałam myśleć o czymkolwiek poza tym że on go dotykał. Że jego ręce tego dotykały.
