Zaczęło się dosyć niedawno. Siedzę, rozmawiam normalnie z kimś i nagle z moich ust wychodzą słowa, których w ogóle nie planowałem powiedzieć. To nie jest tak, że się przejęzyczyłem czy powiedziałem coś głupiego bez zastanowienia. To jest coś innego. Jakby ktoś mówił przeze mnie. Zdania są sensowne, spójne, czasem odnoszą się do rzeczy, o których akurat myślała osoba obok. Ale ja tego nie inicjuję. Czy ktoś miał coś podobnego? Czy to możliwe, że coś mnie opanowuje?
O matko, brzmi to poważnie. A jak długo to już trwa? I czy dzieje się to tylko przy konkretnych osobach, czy przy wszystkich?
Zanim ktokolwiek zacznie mówić o opętaniu czy przejęciu, chcę zapytać o kilka rzeczy. Czy towarzyszą temu jakiekolwiek inne objawy? Bóle głowy, luki w pamięci, dziwne sny, uczucie jakbyś obserwował siebie z zewnątrz? Bo samo mimowolne mówienie może mieć różne źródła i nie wszystkie są paranormalne.
Te dziwne sny to ważna wskazówka. Co się w nich dzieje? Czy są powtarzające się motywy, jakieś postacie, miejsca? Bo jeśli jakaś obecność próbuje się komunikować, to często najpierw przychodzi przez sny właśnie, zanim przejdzie do jawy.
Może to jakaś forma telepatii? Słyszałam że niektórzy ludzie mają zdolności mediumiczne i nie zdają sobie z tego sprawy, i wtedy to może wychodzić w niekontrolowany sposób.
To co opisujesz to brzmi jak niekontrolowane otwarcie kanału mediumicznego. I to nie jest sytuacja, którą warto lekceważyć, ale też nie powód do paniki. Zanim pójdę dalej, chcę wiedzieć jedno: czy to zaczęło się nagle, po jakimś konkretnym zdarzeniu? Przeprowadzka, strata kogoś bliskiego, pobyt w jakimś miejscu, eksperyment z planszą czy wywoływaniem?
A czy to nie może być związane z aktualnym układem planet? Słyszałam że Merkury wsteczny potrafi zaburzać komunikację i wpływać na to jak i co mówimy, może to jakoś działa w drugą stronę też?
No to mamy już konkretny punkt wyjścia. Praca z oddechem, szczególnie intensywna, może wywoływać stany zmienionej świadomości i jeśli nie było przy tym odpowiedniego prowadzenia i zamknięcia, można wyjść z takiej sesji z otwartymi rzeczami, które powinny być zamknięte. Kto prowadził ten warsztat i czy była jakaś część końcowa, uziemiająca?
To że trafiasz w konkret to jest właśnie najbardziej niepokojące. Ogólniki mógłby powiedzieć każdy intuicyjny człowiek. Ale szczegóły o chorobie matki, o których nie wiedziałeś, to już inna kategoria. Ktoś musi mu pomóc to poukładać, bo samo 'poczekaj i obserwuj' tu nie wystarczy.
Szeptun, to co piszesz o szczegółach - choroba matki kolegi, problemy siostry z pracą - to nie jest przypadkowe trafienie. Ale zanim powiem cokolwiek więcej, chcę zrozumieć jedną rzecz: czy czujesz jakiś impuls przed tym jak to mówisz? Coś w gardle, nacisk w głowie, nagłe ciepło? Czy to przychodzi absolutnie bez żadnego sygnału?
Właśnie próbowałem to sobie przypomnieć po tym jak tu piszę. Chyba jest jakieś dziwne napięcie w klatce piersiowej chwilę wcześniej. Ale bardzo krótkie, prawie niezauważalne. Może nie zwracałem na to uwagi wcześniej.
To napięcie w klatce to może być czakra serca albo gardłowa. Pracuję z czakrami od jakiegoś czasu i wiem, że jeśli któraś jest za bardzo otwarta po jakiejś intensywnej pracy energetycznej, mogą przez nią przepływać rzeczy bez kontroli. Szaman, czy to się wpisuje w to o czym myślisz?
Tu jest coś ważnego do rozróżnienia. Są ludzie, którzy mają naturalną zdolność wychwytu, coś na kształt empatii rozszerzonej, i to nie wymaga żadnego duchy ani otwarcia. A są sytuacje gdzie ktoś faktycznie działa jak kanał dla czegoś zewnętrznego. Jak to odróżnić? Właśnie po tym napięciu, po tym czy czujesz że to ty mówisz czy że coś przez ciebie mówi. Szeptun, jak jest dokładnie?
Ale czy to musi być coś złego? Słyszałam o automatycznym piśmie i automatycznej mowie, gdzie medium przekazuje przekazy od przewodników duchowych. Może to jest coś podobnego tylko że w formie mówionej?
A te dziwne sny o których wspomniał wcześniej, nikt do nich nie wrócił. Szeptun, czy w tych snach pojawiają się postacie które coś do ciebie mówią? Bo jeśli coś chce nawiązać kontakt, to sny i mimowolna mowa to dwa końce tego samego sznurka.
Ten sen z postacią w rogu to brzmi strasznie. Ja bym się bała spać po czymś takim. Czy ta postać w ogóle się rusza, czy stoi jak posąg?
To poczucie zakazu podchodzenia jest ważne. Często jest to naturalny mechanizm ochronny, psychika sama stawia granicę. Ale chcę wrócić do warsztatu. Czy tam była jakakolwiek praca z wyobraźnią, wizualizacje gdzie zapraszałeś kogoś do przestrzeni, otwierałeś drzwi, witałeś kogoś? Nawet symbolicznie?
I tu jest właśnie clou sprawy. 'Zapraszanie mądrości do środka' podczas intensywnej pracy z oddechem, bez właściwego zamknięcia, to jest dosłownie otwarte zaproszenie. Nie wiem co prowadzący przez to rozumiał, ale energetycznie taka intencja jest bardzo konkretna. Szaman, czy to nie brzmi jak klasyczne niekontrolowane otwarcie?
To co opisujesz, to 'bycie obok siebie', ma nawet swoją nazwę - depersonalizacja. Nie mówię że to wyjaśnia wszystko, ale to uczucie że obserwujesz siebie z zewnątrz, razem z mimowolną mową, może wskazywać że coś rzeczywiście zostało rozchwiane na poziomie energetycznym. Szaman, jak to oceniasz z perspektywy tego co widziałeś u innych po takich pracach?
Ten powtarzający się sen z postacią w rogu to może być ważniejszy niż myślisz. Jeśli ta postać stoi tyłem i nie odwraca się, to według tego co czytałam może oznaczać że coś nie chce się ujawnić, nie chce być rozpoznane. Czy ta postać jest zawsze w tym samym rogu pokoju, czy zmienia miejsce?
Czekajcie, czy dobrze rozumiem, że to może być coś co dosłownie poczekało aż Szeptun straci czujność? To brzmi jak coś z horroru. Czy są jakieś konkretne sytuacje gdzie ta mimowolna mowa się pojawia, na przykład tylko z konkretnymi ludźmi albo w konkretnych miejscach?
To co mówi Szeptun o bliskich kontra mniej znanych ludziach mogłoby się zgadzać z tym że czakra gardłowa reaguje na bezpieczną przestrzeń inaczej. Przy bliskich jest bardziej zamknięta, przy obcych mniej. Ale to tylko hipoteza, Szaman czy to w ogóle ma sens w kontekście tego co opisuje?
Czy poza mową jest cokolwiek innego? Gesty, mimika, coś co robisz i potem się zastanawiasz dlaczego to zrobiłeś? Pytam bo jeśli to jest tylko mowa, to jest jeden rodzaj sytuacji. Jeśli rozlewa się na inne zachowania, to jest zupełnie inna rozmowa.
Może warto żebyś przez kilka dni po prostu obserwował, nie próbował zatrzymać ani analizować w momencie, tylko potem zapisywał co się wydarzyło. Ja wiem że to brzmi prosto, ale czasem sam opis z zewnątrz daje więcej niż próba analizy na gorąco.
To jest kluczowa informacja. Że to jest trafne, że pasuje do sytuacji, że coś poruszyło. To zmienia obraz z przypadkowego wycieku na coś co ma intencję. Nie mówię złą, ale intencję. Szaman?
Albo ta osoba poczuła coś i przestraszyła się. Ludzie często reagują zmianą tematu kiedy coś ich za bardzo uderza. Mnie bardziej ciekawi co dokładnie powiedziałeś, oczywiście jeśli możesz, bo to mogłoby dać wskazówkę kto albo co chce przez ciebie mówić.
Ja mam zupełnie inne pytanie, może naiwne, ale czy próbowałeś po prostu zapytać wprost. Tak na głos, kiedy jesteś sam. Coś w stylu kto tu jest, czego chcesz. Wiem że to brzmi głupio ale może to przynajmniej da jakiś znak.
