Nie wiem do końca jak to opisać, ale spróbuję. Mama odeszła trzy tygodnie temu. Kilka dni po pogrzebie na moim telefonie zaczęły pojawiać się zdjęcia, których nigdy nie widziałam. Stare fotografie, jakby zeskanowane, ale nie mam pojęcia skąd się wzięły w galerii. Żadna aplikacja nie synchronizowała nic nowego, sprawdzałam. Na zdjęciach jest mama jako młoda kobieta, miejsca których nie rozpoznaję. I teraz to co mnie najbardziej rozkłada - za każdym razem kiedy otwieram te zdjęcia czuję zapach jej perfum. Tych konkretnych, których już od lat nie produkowali. Czy ktoś miał coś podobnego? Czy to możliwe że ona w jakiś sposób to wysłała?
Ten zapach to jest właśnie to, co mnie uderza w Twojej historii. Bo zdjęcia można próbować tłumaczyć jakąś synchronizacją w tle, ale zapach? To już zupełnie inna kategoria. Jak długo ten zapach się utrzymuje, kiedy otwierasz te fotografie? Czy znika od razu, czy zostaje dłużej w pomieszczeniu?
Zapach nieistniejących perfum to jeden z najczęściej opisywanych sygnałów obecności. Mam pytanie do Ciebie - czy ten zapach pojawia się tylko przy tych konkretnych zdjęciach, czy też zdarzyło Ci się poczuć go w innych momentach, bez telefonu w ręku?
A może to pamięć węchowa? Czytałem że jak się mocno myśli o kimś bliskim, mózg może dosłownie odtworzyć zapach. Takie halucynacje węchowe. Nie mówię że tak jest, ale czy brałaś to pod uwagę?
Ja miałam coś podobnego po śmierci babci, nie ze zdjęciami, ale z zapachem. Przez kilka tygodni czułam w domu jej ulubione mydło, takie fiołkowe. I zawsze w konkretnym kącie salonu gdzie ona siadywała. Rodzina mi mówiła że mi się wydaje, ale ja byłam absolutnie pewna. To było coś prawdziwego.
Pytanie o zapach perfum przy zdjęciach jest kluczowe. Czy te zapachy pojawiają się przy każdym otwarciu galerii, czy tylko przy tych konkretnych fotografiach ze starszymi zdjęciami mamy? Bo jeśli tylko przy nich, to jest to znacznie ciekawszy wzorzec niż losowe epizody.
To co opisujesz z tymi zdjęciami sprzed urodzenia to jest ważny szczegół. Czy pokazałaś te fotografie komuś z rodziny? Czy ktokolwiek rozpoznał te miejsca albo potwierdził że mama tak wyglądała w młodości?
Mam trochę inne podejście do kwestii technicznej zanim pójdziemy dalej. Jaki masz telefon i z jakiego systemu korzystasz? Pytam bo niektóre kopie zapasowe w chmurze, szczególnie jeśli miałaś kiedyś wspólne konto z kimś z rodziny, mogą synchronizować zdjęcia bez Twojej wiedzy. Nie mówię że tak było, ale warto to wykluczyć.
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie że skupiacie się bardzo na weryfikacji, co rozumiem, ale chcę dodać coś od siebie. Zapach jako forma kontaktu pojawia się w bardzo wielu tradycjach. To nie jest przypadkowe. Zapach omija racjonalny filtr mózgu, trafia bezpośrednio do najgłębszych warstw. Jeśli ktokolwiek z tych warstw chciałby się skontaktować, zapach jest jednym z najprostszych sposobów. Nie mówię że tak jest w tym konkretnym przypadku, ale to nie jest żadna egzotyczna idea.
Ja w to wierzę. Moja koleżanka po śmierci taty czuła przez miesiąc zapach jego tytoniu, a on palił przez 40 lat. Wszyscy to czuli w jej mieszkaniu, nie tylko ona.
Nie brzmi głupio. Ten odruch żeby nie ruszać jest często intuicją która ma sens. Ale zastanawia mnie jedna rzecz - powiedziałaś że siostry zdjęcia wyglądają jak mama. Czy masz w domu stare albumy, coś z tamtego okresu, z czym mogłabyś porównać? Chodzi mi o to, żeby zobaczyć czy to autentyczne fotografie z tamtych lat, bo stare zdjęcia mają bardzo charakterystyczną estetykę, kolory, papier.
Miałam podobną sytuację z zapachem, chociaż nie ze zdjęciami. Po śmierci dziadka przez kilka tygodni czułam w jego dawnym pokoju zapach drewna i tabaki. Pokój był wietrzony, posprzątany, a ten zapach wracał. Teraz jak czytam o tych perfumach to mi się to przypomina i zastanawiam się czy to jest jakiś wzorzec w takich przeżyciach.
To co opisujesz, ulga i jednoczesny lęk przed własną interpretacją, jest bardzo zdrowemu podejściem do tego rodzaju doświadczeń. Większość osób albo od razu wszystko odpycha, albo od razu bezkrytycznie przyjmuje. Że masz obie te reakcje jednocześnie to dobry znak. Ale wróćmy do tych zdjęć, bo ciągle nie wiemy co dokładnie na nich jest. Co widzisz na tych fotografiach? Miejsca, ludzie, czy jedno i drugie?
Skany. To ważne słowo. Ktoś te zdjęcia wcześniej zeskanował, co oznacza że fizyczne odbitki istniały albo nadal istnieją. Czy sprawdzałaś czy gdzieś w domu, w papierach mamy, w jakichś pudłach, są oryginały? Stare albumy, koperty ze zdjęciami?
Albo mama sama je zeskanowała kiedyś i zachowała gdzieś w chmurze. Nie każdy wie że ma pliki w Google Photos albo iCloud, ludzie często logują się raz i zapominają. To nadal jest najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie techniczne i wydaje mi się że nie zostało do końca wykluczone.
Dobrze że to sprawdzisz, naprawdę. Ale chcę powiedzieć coś innego, bo rozmowa kręci się między techniką a emocjami. Jeśli okaże się że zdjęcia trafiły przez chmurę to jedno. Ale ta regularność zapachu przy ich otwieraniu to osobna sprawa, której technika nie wyjaśni. Czy zapach pojawił się przy każdym ze trzech zdjęć, czy przy którymś konkretnym?
To jest bardzo ciekawy szczegół. Intensywność zapachu przy konkretnym zdjęciu może sugerować że właśnie to zdjęcie niesie największy ładunek emocjonalny, albo że jest z nim związane wspomnienie które mama chce przekazać. Czy wiesz czy to zdjęcie pochodzi z jakiegoś ważnego okresu w jej życiu? Pytam bo w przekazach tego rodzaju rzadko chodzi o przypadkowy moment.
To co mówisz o złożeniu w rogu jest bardzo konkretnym detalem. Fałszywe albo wygenerowane zdjęcia zazwyczaj nie mają takich fizycznych śladów. To brzmi jak skan prawdziwej odbitki. Co by znaczyło że gdzieś ten oryginał istnieje.
Słyszę to wszystko i cieszę się że czujesz ulgę, a nie strach. To ważne. Ale mam jeszcze jedno pytanie, może trochę z innej strony. Czy zanim te zdjęcia się pojawiły, dużo myślałaś o mamie w tamtym czasie, czy to był może trudniejszy dzień albo rocznica czegoś?
To co teraz opisałaś jest dla mnie kluczowe. Sweter, płacz, a potem zdjęcia. Ten ciąg zdarzeń nie wygląda jak przypadek. Dotknięcie fizycznego przedmiotu należącego do osoby, która odeszła, szczególnie czegoś noszonego blisko ciała, bywa opisywane jako moment otwarcia. Jakbyś nieświadomie wysłała sygnał. Mam pytanie, czy przy swetrze też coś czułaś, jakiś zapach poza samym tkaniną?
To jest bardzo ważny szczegół i rozumiem że możesz mieć wątpliwości czy to była pamięć czy coś więcej. Ale chcę zapytać, czy ten zapach przy swetrze i przy zdjęciu z łąką były takie same? Czy miały inną jakość?
Nie brzmi dziwnie. Są relacje gdzie zapach jest silniejszy przy nośnikach symbolicznych niż fizycznych. Ekran może być zaskakującym miejscem kontaktu właśnie dlatego, że nie mamy wobec niego żadnych oczekiwań. Nikt nie spodziewa się zapachu przy telefonie, więc zmysły są jakby mniej przygotowane, mniej filtrujące. Ale Lunarna, chcę się upewnić, czy to był zapach który kojarzyłaś konkretnie z mamą, czy ogólnie kobiecy, floresoans, coś nieokreślonego?
To jest naprawdę niesamowite że go rozpoznajesz. Ja mam podobnie z babcią, ale u mnie to jest zapach gotowanego rosołu i za każdym razem jak go czuję bez powodu to potem coś się dzieje. Czy to może być jakiś wzorzec, że zapachy pojawiają się przed ważnymi momentami?
To jest bardzo konkretny trop. Telefon mamy u cioci, prawdopodobnie zablokowany, ale potencjalnie z automatyczną synchronizacją do chmury ustawioną jeszcze za jej życia. Jeśli mama miała włączone automatyczne kopie zapasowe, zdjęcia mogły trafić na konto, do którego Ty mogłaś mieć dostęp przez jakiś wspólny login albo powiązane urządzenie. Czy w ogóle wiesz jaki telefon miała mama i czy mogła mieć konto Google albo Apple?
Tylko że to nie wyjaśnia zapachu. Nawet jeśli technicznie znajdziemy odpowiedź jak zdjęcia trafiły do galerii, to zapach przy konkretnym zdjęciu zostaje jako osobna zagadka. I ta regularność, że przy pierwszym najsilniejszy, przy rozmytym prawie nic, to nie brzmi jak przypadkowe pobudzenie zmysłów.
A ja myślę o tym inaczej. Może to nie jest kwestia miejsca ani techniki, tylko kwestia tego w jakim stanie emocjonalnym jesteś kiedy otwierasz te zdjęcia. Przy swetrze płakałaś, byłaś bardzo otwarta. W pracy pewnie byłaś myślami gdzie indziej. W jej pokoju znowu jesteś blisko niej. Czy nie brzmi to jak połączenie przez emocje, nie przez przestrzeń?
To nie musi być albo jedno albo drugie. Kontakt jako spotkanie wymaga otwarcia z obu stron, przynajmniej tak to jest opisywane w większości tradycji. Ona może inicjować, ale jeśli Ty jesteś zamknięta to przekaz nie przechodzi. To wyjaśniałoby tę nieregularność. Ale Lunarna, jest jeszcze jedna rzecz której nie sprawdzałaś, a chcę zapytać wprost. Czy mama miała jakiś szczególny związek z tą łąką albo miejscem ze zdjęcia? Jakieś wspomnienie które kiedyś opowiadała?
