Nie wiem czy to właściwe miejsce, ale nie mam gdzie napisać. Moja rodzina od jakiegoś czasu zauważa bardzo dziwną rzecz - we wszystkich domach, w których mieszkają bliscy z mojej rodziny, w nocy słychać głośne pękanie drewna. Nie mówię o jakichś cichych trzaskach, tylko naprawdę wyraźne, głośne odgłosy. U mnie, u siostry, u rodziców. Zaczęło się to mniej więcej w tym samym czasie. Mama mówi, że to normalne, że drewno pracuje, ale to nie tłumaczy dlaczego u WSZYSTKICH naraz i dlaczego zawsze w nocy, często między drugą a czwartą. I jest jeszcze jedna rzecz, o której nie chciałam pisać, ale chyba muszę. Za każdym razem kiedy to się dzieje, gdzieś w domu gaśnie albo mocno przyciemnia się jedno konkretne światło. Bez żadnego powodu. Czy ktokolwiek miał coś podobnego?
To z tym światłem mnie zatrzymało. Masz na myśli że żarówka fizycznie gaśnie i potem wraca, czy bardziej że po prostu... świeci słabiej przez chwilę?
Zanim ktoś zacznie mówić o elektryce - to zjawisko z synchronicznym przyciemnianiem w kilku domach jednocześnie jest opisywane w kontekście zbliżającego się trudnego okresu dla rodziny. Nie wiem czy słyszałaś o tym, ale w tradycji słowiańskiej zanikanie światła bywało traktowane jako rodzaj sygnału. Nie zawsze złowrogiego, ale sygnału. Pytanie do ciebie - czy w ostatnim czasie w rodzinie coś się dzieje? Ktoś choruje, są jakieś napięcia, może ktoś starszy nie czuje się dobrze?
Muszę tu wejść bo to co piszesz o świetle mnie zastanawia. Słyszałam o kilku przypadkach gdzie takie przyciemnianie poprzedzało wiadomość o czyjejś śmierci albo poważnej chorobie w rodzinie. To jest bardzo stary sygnał, nie tylko słowiański. Ale żeby to ocenić - czy to zawsze to samo światło, czy różne? I czy wy wszyscy w rodzinie to widzicie, czy tylko ty?
Nie chcę was straszyć, ale moja babcia zawsze mówiła że jak światło przygasa bez powodu i czujesz przy tym jakiś chłód albo ciężkość w powietrzu - to ktoś z tamtej strony próbuje dać znać. Czy przy tych momentach jest jakoś inaczej w domu? Temperatura, powietrze, jakieś uczucie?
To przeczucie jest ważne. Nie ignoruj tego. Ciało często odbiera zanim umysł zdąży przetworzyć. Bryza słusznie pyta o szczegóły, bo diabeł tkwi w detalach przy takich sprawach. Mam jeszcze jedno pytanie - kiedy dokładnie się to zaczęło? Czy zbiegło się z jakimś wydarzeniem, nawet z pozoru nieważnym? Przeprowadzka, remont, śmierć kogoś bliskiego, może ktoś przyniósł do domu coś nowego?
Przepraszam że się wtrącam, ale czytam to i mam pytanie do ekspertów. Czy to że to się dzieje we wszystkich domach jednocześnie zmienia interpretację? Bo jak dobrze rozumiem, to jakby jedno źródło wpływało na kilka miejsc naraz, tak?
Czytam i zastanawiam się nad jedną rzeczą. Napisałaś, że zaczęło się mniej więcej w tym samym czasie u wszystkich. Ale czy naprawdę rozmawialiście o tym i potwierdzili że to ten sam tydzień, czy może każde z was zakładało że tamci mają to od dawna? Pytam bo zdarza się, że zjawisko trwa długo, ale dopiero kiedy się o nim zacznie rozmawiać, wszyscy nagle łączą fakty.
No i tu jest odpowiedź na pytanie skąd to się wzięło. Pogrzeb to moment kiedy cała rodzina gromadzi się w jednym miejscu ze wspólną energią żałoby, i jeśli ktoś po tamtej stronie chce nawiązać kontakt, to właśnie wtedy ma najlepszy dostęp do wszystkich naraz. Pytanie jest inne - czy wujek był osobą, która miałaby powód żeby wracać? Coś niedopowiedzianego, jakaś sprawa niedomknięta?
To ma bardzo duże znaczenie. Osoby, które pełniły funkcję centrum rodziny, często zostawiają silniejszy ślad energetyczny właśnie dlatego, że były połączone z każdym z was mocniej niż przeciętna relacja krewnego. To nie jest bez znaczenia. Ale muszę zapytać - czy wujek miał jakieś charakterystyczne nawyki, coś co robił regularnie w związku z domem, z drewnem, z czymkolwiek?
Właśnie to mnie interesuje w tej historii. Drewno jako materiał ma w tradycji bardzo konkretną symbolikę - jest żywe nawet po ścięciu, pracuje, reaguje. Ale to że pracuje w kilku miejscach jednocześnie i przy tym gasi się światło to już co innego niż fizyka budowlana. Mam pytanie do Heleny - czy te trzaski mają jakiś rytm? Czy to jest jeden głośniejszy trzask, kilka po sobie, a może jakiś powtarzający się wzorzec?
Wieczory i noce mają sens w kontekście tego co tu piszecie, bo to czas kiedy jest ciszej i mniej bodźców zewnętrznych. Ale chcę wrócić do czegoś innego. Mówisz że babcia była centrum rodziny. Czy ktoś przejął jej rolę po śmierci? Albo czy w ogóle jest ktoś kto teraz koordynuje rodzinę? Pytam dlatego, że to może mieć związek z tym, skąd ta energia idzie - czy szuka nowego centrum, czy coś innego.
Czytam całą rozmowę i mam inne skojarzenie. Czy ktoś wziął po babci jakiś przedmiot? Mebel, obraz, cokolwiek drewnianego? Nie mówię że to musi coś znaczyć, ale jeśli jakiś element z jej domu trafił do kogoś z rodziny, to może być punkt wyjścia do czegoś.
Fotel to nie jest mała rzecz. Przedmioty, przy których ktoś spędzał dużo czasu, szczególnie w chwilach odpoczynku, rozmów, może choroby - mogą przechowywać bardzo silny ślad. I jeśli ten fotel jest teraz u rodziców, a u rodziców to zjawisko jest najsilniejsze, to może właśnie to jest punkt. Gituska trafiła na coś ważnego.
To że nie czujesz zagrożenia jest ważną informacją. Ciało reaguje inaczej na obecność obcą niż na obecność kogoś bliskiego, nawet po tamtej stronie. To co opisujesz - gęste powietrze, niepokój, ale nie strach - brzmi bardziej jak próba kontaktu niż intruzja. Ale co dalej zrobić z tym fotelem i z całą tą sytuacją, to już wymaga dokładniejszego rozpoznania. Czy ktoś w rodzinie rozmawiał na głos o wujku od czasu pogrzebu, tak normalnie, wspominał go?
To jest konkretna informacja. Fotel w korytarzu, korytarz gdzie gaśnie światło. Czy to dzieje się przy fotelu, znaczy czy lampa którą gaśnie jest bezpośrednio nad nim czy w pobliżu? Bo to może być ważne dla tego co można by dalej zrobić.
Hej no ale poczekajcie, drewniany fotel w korytarzu gdzie ciągnie zimne powietrze od drzwi wejściowych to idealne miejsce żeby pękał w nocy. Serio. Zmiana temperatur, wilgoć z zewnątrz. To nie jest żaden sygnał, to jest fizyka. Dlaczego nikt tego nie mówi głośno?
To ciekawe że akurat oni, którzy mają fotel i mają to najsilniej, są najmniej poruszeni. Chociaż to może być też kwestia wieku i pokolenia, niektórzy starsi po prostu nie przypisują takim rzeczom znaczenia, nie dlatego że nie czują, ale dlatego że inaczej to nazywają.
Czytam to od dłuższego czasu i chciałam zapytać o jedno. Mówicie dużo o fotelu i o korytarzu. Ale czy poza tym korytarzem są inne miejsca w domu rodziców gdzie coś się dzieje? Czy zjawisko jest skupione przy fotelu, czy jest po całym domu?
To że w salonie nic nie słyszałaś może być właśnie wskazówką. Korytarz jest jakby bramą między zewnętrzem a resztą domu, fotel stoi tam od początku tych zdarzeń. Mam pytanie do Pajeczyny albo Cohena - czy w kontekście takich zjawisk miejsce przy wejściu ma jakieś szczególne znaczenie? Bo mi się tu coś układa, ale chcę usłyszeć od kogoś kto wie więcej.
No właśnie i może po prostu dlatego że nic jej nie jest. Żarówka się przepaliła, drewno pęka bo stare, fotel stoi w przeciągu. Serio nie rozumiem czemu wszyscy tu szukają wzorca. Może wzorzec nie istnieje i to są trzy różne rzeczy które po prostu się zebrały w jednym opowiadaniu.
Czytam i zastanawiam się nad czymś. Jeśli fotel należał do babci, to czy ktokolwiek pytał skąd pochodzi, czy ma jakąś historię? Stare meble potrafią mieć swoje... no nie wiem jak to powiedzieć, swoje ślady. Czy to jest fotel który ona sama przez lata użytkowała?
Fotel z sypialni nieżyjącej osoby, który trafia do korytarza przy wejściu. To jest sporo w jednym zdaniu. Mam jedno konkretne pytanie zanim powiem cokolwiek więcej - czy ktoś z rodziny, niekoniecznie mama, spał na tym fotelu albo spędził przy nim dużo czasu od kiedy tam stoi?
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam podobną historię z fotelem po dziadku, chociaż u mnie nie było trzasków. Było za to to uczucie obecności które Helena opisywała wcześniej. Dokładnie taki sam opis, ktoś jest w pokoju, trwa chwilę i przechodzi. Nie wiem czy to pomaga, ale wydało mi się że warto powiedzieć.
A w korytarzu pęka drewno tak samo jak w innych miejscach, czy raczej tam jest cisza a trzaski są gdzieś indziej? Bo jeśli fotel jest w korytarzu i jednocześnie tam jest spokój, a dźwięki są w innych pokojach, to trochę wywraca ten trop.
No właśnie dlatego cała ta rozmowa krąży w kółko bo nie ma konkretnych danych. Nikt nie sprawdził skąd dochodzą dźwięki, nikt nie wie czy fotel w korytarzu w ogóle jest częścią układanki. Mówię od początku że szukacie wzorca tam gdzie go może nie być, a każde nowe pytanie otwiera kolejny temat bez zamknięcia poprzedniego.
