ta zbieżność ze snem i pękniętym łańcuszkiem jest ciekawa. Ale chcę zapytać coś innego - mówiłaś wcześniej że babcia wskazuje za tobą. Czy w snach stoisz tyłem do czegoś konkretnego, jakiegoś miejsca które rozpoznajesz, czy to jest nieokreślona przestrzeń?
Korytarz i drzwi w tradycji słowiańskiej to próg, symboliczne przejście. Nie mówię że tak to należy czytać dosłownie, ale jeśli w snach pojawia się ten sam element przestrzenny, to warto go zapamiętać. Mam pytanie do Ismer - czy w kontekście przedmiotów, które się psują, ta lokalizacja przestrzenna w snach cokolwiek zmienia według ciebie?
No to teraz mamy komplet. Resztki serwisu siedzą dokładnie tam, gdzie babcia wskazuje w snach. Czy to może być zbieżność? Może. Ale mam wrażenie że wiele osób w tej rozmowie za bardzo ostrożnie chodzi dookoła czegoś co jest dość czytelne. Ismer, Teodozja - co z tym fantem?
A czy ktoś w ogóle powiedział jej co z nimi zrobić? Bo ta rozmowa kręci się od dłuższego czasu wokół tego co się dzieje, ale ja nie słyszałam żadnej konkretnej propozycji. Barni, Ismer, Teodozja - ktokolwiek - co Ulka powinna teraz zrobić z tymi rzeczami?
Właśnie tez chciałam o to zapytać. Bo moja sasiadka mówiła że ona oddała rzeczy po teściowej do kościoła i wszystko się uspokoiło. Ale nie wiem czy u niej coś sie psuło wcześnier. Ulka, a próbowałas komuś te rzeczy oddac?
Oddanie do kościoła to chyba za duże uproszczenie. Słyszałam że jak oddasz zanim 'to' się skończy, możesz tylko przenieść problem na kogoś innego. Choć nie wiem czy to prawda, bo różnie się mówi.
Właśnie. I tu mam wrażenie że wchodzimy na grząski grunt. Ulka pyta dlaczego rzeczy się psują, a zaczynamy rozmawiać o tym żeby czegoś nie oddawać bo przeniesie problem. Zanim pójdziemy dalej w tę stronę, wróćmy do tego pudła w szafie. Ulka, kiedy ostatnio je otwierałaś?
Zaklejone pudło z rzeczami, zegarek który stoi na tej samej godzinie, sny w których babcia wskazuje na korytarz. Rozumiem że każde z osobna można tłumaczyć inaczej, ale razem to tworzy jakiś obraz. Nie chcę wyciągać wniosków za Ulkę, ale chcę zapytać - Ulka, co ty sama czujesz kiedy przechodzisz obok tej szafy?
Zamknęłam je zaraz po pogrzebie. Myślałam że jak nie będę tego otwierać, to jakoś mi się łatwiej będzie. Ale czytam co piszecie i zaczynam się zastanawiać czy właśnie to zamknięcie czegoś nie blokowało. Nie wiem jak to powiedzieć inaczej.
To co teraz powiedziałaś jest ważniejsze niż cały ten wątek ze snami. To zamknięcie i zaklejenie pudła - czy to była świadoma decyzja, że 'nie teraz', czy bardziej ucieczka od podjęcia jakiejkolwiek decyzji? Bo to są dwie różne rzeczy i myślę że Barni i Ismer mogą mieć inne zdanie na temat każdej z nich.
Joasia trafia w sedno. Bo jeśli to była ucieczka, to pudło w korytarzu jest czymś w rodzaju zawieszonej sprawy. I teraz pytanie do Ismer, bo mnie to interesuje z praktycznego punktu widzenia - czy w takim układzie ma sens otwierać je bez żadnego przygotowania, czy lepiej żeby Ulka najpierw wiedziała co chce z tym zrobić?
Wcale nie brzmi głupio. To brzmi jak coś bardzo ludzkiego. Ale chcę wrócić do kwestii rzeczy, bo to jest w końcu tytuł tego wątku. Psujące się przedmioty, zegarek który stał, pęknięty łańcuszek - czy któraś z tych rzeczy była w tym pudle, zanim zaczęła się psuć, czy wszystko co się popsuło było już wcześniej wyjęte?
Czy możliwe że to pudło w ogóle nie ma z tym związku i wszyscy teraz skupiamy się na czymś pobocznym? Pytam serio. Bo zanim babcia wskazywała korytarz, już się psuły rzeczy. Albo psuły się wcześniej niż sny? Ulka, co było pierwsze - sny czy psujące się przedmioty?
