Nie wiem czy dobrze trafiłam z tym tematem, ale nie miałam gdzie indziej napisać. Od jakiegoś czasu, zupełnie losowo, czuję zapach który kojarzy mi się wyłącznie z moją babcią. Taki charakterystyczny - trochę róże, trochę coś starego, trudno opisać. Babcia zmarła trzy lata temu. Ten zapach pojawia się w różnych miejscach, w domu, raz nawet w samochodzie. Nie mam żadnych jej rzeczy przy sobie, nie używam podobnych perfum. Szukałam źródła za każdym razem i nic. Czy ktoś miał coś podobnego?
Mnie to bardzo poruszyło, bo sama przez długi czas czułam zapach papierosów mojego dziadka, a on nie żyje od wielu lat i nikt w domu nie pali. Też nie wiedziałam co o tym myśleć. Czy ten zapach pojawia się o konkretnych porach, np. wieczorami, czy zupełnie bez reguły?
To jest bardzo częste pytanie i szczerze nie ma na nie prostej odpowiedzi. Autosugestia istnieje, ale to nie znaczy że każde odczucie po zapachu jest wymyślone. Mam wrażenie że ludzie często się sami zagłuszają tym pytaniem i potem nie zwracają uwagi na coś co mogłoby być prawdziwe.
A czy ktoś wie skąd w ogóle te zapachy? Znaczy - jeśli duch nie ma ciała, to jak miałby wytwarzać zapach? Zawsze mnie to zastanawiało i nigdy nie dostałem sensownej odpowiedzi.
Znam kilka osób które miały podobne doświadczenia. Jedna kobieta czuła zapach tytoniu fajkowego ojca, inna czuła konkretne perfumy matki. Za każdym razem mówiły że to było niesamowicie intensywne, nie jakiś ledwo wyczuwalny ślad. Jak u ciebie z intensywnością, to jest wyraźne czy subtelne?
Intensywność to ważna wskazówka. Subtelne zapachy można wytłumaczyć różnie - resztki na ubraniu, nawiew, cokolwiek. Ale jeśli to jest mocne i nagłe, bez stopniowego narastania, to jest trudniejsze do wytłumaczenia w prosty sposób. Jak długo to trwa zanim zaniknie?
U mnie było podobnie, te kilka sekund i po wszystkim. Trwało chyba z pół roku, potem zaczęło się pojawiać coraz rzadziej i w końcu ustało. Nie wiem czy to coś znaczy.
Wracając do pierwszego posta - napisałaś że trzy lata temu. Czy ten zapach jest od początku czy zaczął się pojawiać niedawno? Bo to może mieć znaczenie jeśli chodzi o to z czym to wiążesz.
To że nie zaczęło się od razu jest bardzo charakterystyczne. Słyszałam to wielokrotnie - jakby potrzeba było czasu zanim coś takiego w ogóle zaczyna docierać. Nie wiem dlaczego tak jest, ale to zbyt częste żeby było przypadkowe. Czy w tym czasie działo się coś ważnego u ciebie, coś czym babcia by się interesowała?
Teraz jak to tak sobie układam w głowie... to chyba zaczęło się niedługo po tym jak zaczęłyśmy z mamą rozmawiać o dacie. Nie byłam tego wcześniej świadoma. To trochę mnie przeraża że dopiero teraz to widzę.
Nie przeraź się tym słowem. To że nie łączyłaś faktów wcześniej jest absolutnie normalne. Ludzie rzadko od razu widzą takie zestawienia, szczególnie kiedy coś jest emocjonalne. Dopiero jak ktoś zapyta wprost, zaczyna się układać. Czy rozmawiałaś z mamą o tym co czujesz?
Poczekajcie, bo mnie ten moment trochę zatrzymał. Skoro zapach pojawia się akurat teraz, przy planowaniu ślubu, to jak odróżnić że to faktycznie coś więcej, a nie po prostu podświadomość, która sama produkuje ten zapach bo tęskni i chce żeby babcia była przy ślubie? Serio pytam, nie staram się tego podważać.
Mierzenie czegoś takiego to chyba ślepy zaułek. Zapach znika zanim zdążysz cokolwiek zrobić. Jedna z tych kobiet co mi opowiadała o ojcu z fajką, mówiła że kilka razy próbowała otworzyć okno i sprawdzić czy to z zewnątrz - i zawsze okazywało się że nic nie było. Ale to też niczego nie dowodzi w żadną stronę.
Ja nie miałam takich doświadczeń, ale słucham i mam pytanie do was wszystkich - czy ktoś czuł kiedyś zapach osoby, która jeszcze żyje? Bo zastanawiam się czy to jest coś specyficznie związanego z odejściem, czy może to może się zdarzyć też inaczej.
To z sypialnią jest ciekawe. Bo jeśli byłoby to czysto psychologiczne, związane ze zdjęciem jako bodźcem wzrokowym, to raczej nie powinno pojawiać się tam gdzie nie ma żadnego jej śladu. Czy pamiętasz co robiłaś kiedy poczułaś to w sypialni? Byłaś w połowie snu, zasypiałaś, czy byłaś przytomna?
Ten moment między snem a jawą to osobna kategoria. Technicznie to stan hipnagogiczny albo hipnopompiczny, zależy od kierunku. Mózg jest wtedy inaczej przepuszczalny, żeby tak to ująć. Wiele osób właśnie w tym stanie doświadcza rzeczy których nie potrafią potem wyjaśnić.
nie brzmi dziwnie. Brzmi bardzo uczciwie. To jest coś co rzadko ktoś tak wprost nazywa.
To jest bardzo konkretna wskazówka. Kuchnia i pokój dziecięcy - oba miejsca mają wyraźny ładunek wspólnych wspomnień, prawda? Nie pytam retorycznie - chcę wiedzieć, czy babcia faktycznie była z tobą w tych przestrzeniach w sposób szczególny.
To jest niesamowite że zapach nie pojawia się w miejscach neutralnych, tylko dokładnie tam. Czy ktoś ma jakieś doświadczenie podobnego "zakotwiczenia" zapachu w konkretnej przestrzeni?
Kot to ważna informacja. Serio. Zwierzęta nie mają naszych mechanizmów obronnych i nie sugerują się oczekiwaniami. Czy to zawsze ten sam punkt w pomieszczeniu gdzie patrzy?
Słucham tej rozmowy i mam głupie pytanie. Czy ktoś próbował kiedyś sprawdzić takie miejsce w jakiś bardziej ustrukturyzowany sposób? Nie mówię o sprzęcie do ghost hunting, ale o czymś prostym - siedzeniu tam, skupieniu, zapisywaniu. Czy to miałoby sens?
Chyba chcę zrozumieć co się dzieje. Kontakt brzmi za dużo. Potwierdzenie... nie wiem czy mnie to uszczęśliwi. Ale rozumienie - tak, tego szukam od początku tego wątku.
To jest bardzo czyste rozróżnienie. Doświadczenie i refleksja nad nim to dwie osobne warstwy. I może to jest właśnie odpowiedź na to co mówiłaś wcześniej - że analiza rozkłada. Ona rozkłada, ale tylko w swojej warstwie. Sama chwila zostaje nienaruszona.
Rytmu nie widzę. Są okresy kiedy jest częściej, są tygodnie kiedy nic. Nie zależy od pory roku, nie zależy od tego czy jestem zmęczona czy nie. Nie znalazłam żadnego klucza.
A czy zależy od tego co robisz? Bo mówiłaś o zlewie i o szafie - oba to miejsca, nie czynności. Ale może jest jakieś zajęcie, przy którym to się pojawia częściej niż przy innych?
I to jest ta odpowiedź na moje wcześniejsze pytanie o rytm. Rytmu zewnętrznego nie ma, ale może jest rytm wewnętrzny. Przychodzi kiedy nie czekasz. Nie wiem czy to cokolwiek wyjaśnia, ale opisuje.
To pytanie mnie zatrzymało. Czy coś musi być "nie tylko nami" żeby było prawdziwe? Pytam serio, bo sama nie wiem. Mam własne doświadczenia których nie rozumiem i zastanawiam się to samo.
