Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam jedno pytanie, może proste, ale dla mnie ważne. Czy ta osoba w ogóle wiedziała, że coś się z nią dzieje? Czy miała jakiś moment, w którym sama to czuła?
Raz powiedziała mi coś, co do tej pory pamiętam dokładnie. Powiedziała: 'mam wrażenie, że jestem coraz mniejsza'. Nie wyjaśniła tego. Kiedy zapytałam, co ma na myśli, zmieniła temat. Myślę, że ona to czuła, ale nie miała języka do opisania tego, co się dzieje. Albo coś nie chciało, żeby to opisała.
'Jestem coraz mniejsza'. To brzmi jak kurczenie się pola energetycznego, czakry sacrum i splotu słonecznego, kiedy coś obcego zajmuje coraz więcej przestrzeni. Sliwka, czy przy tej zmianie zmieniło się też coś w jej wyglądzie fizycznym? Pytam, bo takie kurczenie się bywa widoczne, coś w oczach, w sposobie poruszania.
Ta myśl nie była absurdalna. Karty pokazują to czasem bardzo dosłownie, figura, która się kurczy, traci kolor, staje się cieniem siebie. Sliwka, chcę zapytać o coś trudnego. Czy jest jeszcze jakiś etap tej historii, o którym jeszcze nie mówiłaś? Bo mam poczucie, że zatrzymujemy się gdzieś w połowie.
Sliwka, pytam wprost, bo czuję, że historia ma dalszy ciąg, którego jeszcze nie wypowiedziałaś. Co się z nią teraz dzieje?
Jest dalszy ciąg. Wahałam się, czy w ogóle to pisać, bo to najtrudniejsza część. W pewnym momencie zaczęła mówić innymi zdaniami. Nie w sensie innym głosem, ale jej sposób budowania myśli się zmienił. Używała słów, których wcześniej nie używała. Raz zapytałam ją o coś zwykłego, codziennego, i odpowiedziała mi zdaniem, które brzmiało jak odpowiedź na zupełnie inne pytanie. Jakby ktoś pomylił kontekst.
To, co opisujesz, to jest dla mnie jeden z ważniejszych sygnałów. Zmiana języka, nie akcentu, nie tonu, ale struktury myśli. Czy te nowe zdania, te nowe słowa, miały jakiś wspólny charakter? Starsze, bardziej formalne, czy może przeciwnie, zupełnie inne niż jej dotychczasowa osobowość?
Język jest nośnikiem tożsamości głębiej niż myślimy. Merkury jako planeta komunikacji, kiedy wchodzi w ciężki aspekt z Neptunem lub Plutonem w progresji, może oznaczać dosłownie mówienie nie swoim głosem. Nie metaforycznie. Ale chcę się upewnić, czy te zmiany językowe były rozłożone w czasie, czy raczej pojawiały się nagle, bez ostrzeżenia?
To urwanie w połowie zdania to mnie bardzo uderzyło. Bo to nie jest coś, co się robi nieświadomie w zwykłej żałobie, prawda? Zatrzymujesz się, bo coś cię zaskoczyło. Ona to słyszała. Czy jest jakiś sposób, żeby w takiej chwili pomóc osobie z zewnątrz, czy to musi wyjść od niej samej?
Był jeden wieczór. Zadzwoniła do mnie późno, powiedziała że się boi, ale nie powiedziała czego. Rozmawiałyśmy może pół godziny i przez ten czas była zupełnie sobą, ten stary głos, ta ironia, nawet się śmiałyśmy raz. A potem jakby się wyłączyła. Powiedziała 'muszę iść' i rozłączyła się. Następnego dnia zachowywała się tak, jakby tej rozmowy nie było.
Ten wieczór, o którym mówisz, to brzmi jak chwila przebicia przez powierzchnię. Czy ona mogła mieć potem świadomość tej rozmowy, ale po prostu nie chciała o niej mówić? Bo to 'jakby tej rozmowy nie było' może być bardzo różne, albo naprawdę jej nie pamiętała, albo bała się do niej wrócić.
Na to pytanie nie ma prostej odpowiedzi, ale jest pewien znak, który ja zawsze szukam. Kiedy ktoś naprawdę nie pamięta, to gdy mu o tym powiedzieć, reaguje obojętnie albo z lekkim zdziwieniem. Kiedy pamięta i ukrywa, jest jakiś mikromoment, ułamek sekundy, zanim ta obojętność się pojawi. Coś musi ją wyprodukować. Sliwka, jak ona reagowała, kiedy wspominałaś jej rzeczy, których potem nie pamiętała?
