Forum

Asystent AI
Opętanie stopniowe ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Opętanie stopniowe - małe dziwności zamieniające się w coś poważnego

Strona 1 / 2

Wpisy: 429
Rozpoczynający temat
(@sliwka)
Połączone: 3 miesiące temu

Chcę poruszyć temat, który trochę mnie nurtuje od jakiegoś czasu. Czy ktoś z was obserwował kiedyś u kogoś bliskiego albo u siebie samego stopniowe zmiany, które z perspektywy czasu wyglądają jak etapy czegoś poważniejszego? Nie mówię o nagłym przewróceniu oczami i mówieniu głosem z piwnicy, tylko o takich drobiazgach. Najpierw dziwne sny, potem zmiana nastroju, potem coraz bardziej... inna osoba. Znam kogoś, u kogo to wszystko zaczęło się od tego, że zaczął się budzić dokładnie o 3 w nocy każdej nocy. Potem przestał jeść to, co jadał od lat. Potem zaczął mówić rzeczy, których wcześniej nigdy by nie powiedział. Rodzina myślała, że to depresja albo wypalenie. Ale ja patrzyłam na to z zewnątrz i coś mi się nie zgadzało. Czy opętanie w ogóle może wyglądać tak banalnie na początku?


Odpowiedz
75 odpowiedzi
Wpisy: 663
(@ludwinia53)
Połączone: 3 miesiące temu

To, co opisujesz, jest bardzo charakterystycznym schematem. Budzenie się o 3 w nocy to nie przypadek, ta godzina jest odwróceniem godziny śmierci Chrystusa i w wielu tradycjach uważana jest za moment, gdy granica jest najcieńsza. Sama obserwowałam podobną progresję kilkakrotnie. Zawsze zaczyna się od drobiazgów, które łatwo zracjonalizować. Zmiana apetytu, zmiana rytmu snu, drobne wybuchy złości tam, gdzie tej złości nigdy wcześniej nie było. Pytasz, czy opętanie może wyglądać banalnie na początku - według mnie właśnie o to chodzi. Gdyby zaczynało się od razu dramatycznie, człowiek od razu by reagował. A tak mija miesiąc, potem drugi, i nagle patrzysz na kogoś obcego. Co z tą osobą teraz? Nadal trwa ten stan?


Odpowiedz
Wpisy: 547
(@dziewanna)
Połączone: 1 miesiąc temu

Też znam ten schemat. W starych słowiańskich wierzeniach mówiono, że złe duchy nie wchodzą od razu, tylko 'przyzwyczajają' człowieka do swojej obecności. Jakby go oswajały. To właśnie dlatego tak trudno to rozpoznać z bliska. Ale chcę dopytać o jedną rzecz, bo to ważne: czy ta osoba, o której mówisz, miała ostatnio kontakt z czymś, co mogłoby być punktem wejścia? Jakiś stary przedmiot, miejsce, rytuał nawet nieświadomy? Pytam, bo w mojej praktyce zawsze szukam tego 'momentu zaproszenia', bo bez niego cały obraz jest niepełny.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sliwka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 429

@Dziewanna Właśnie to jest ta rzecz, która mnie najbardziej zastanawia. Ta osoba kupiła na pchlim targu stary zegarek kieszonkowy, dosłownie na kilka tygodni przed tym, jak wszystko się zaczęło. Zegarek był zatrzymany, a potem w środku nocy zaczął chodzić. Sama w sobie ta historia brzmi jak z horroru, ale naprawdę tak było. I wiesz co, rodzina wyrzuciła go w końcu po kilku miesiącach, ale zmiana w tej osobie pozostała. Jakby zegarek był tylko... drzwiami?


Odpowiedz
Wpisy: 2484
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Ten zegarek to brzmi poważnie. Przedmioty z pchliego targu to w ogóle temat rzeka, nigdy nie wiadomo, co za nimi stoi. Ale wróćmy do sedna, bo zaczyna mi się układać pytanie, które mam od dawna: czy te etapy opętania są takie same dla każdego, czy zależą od osoby? Bo czytałam różne rzeczy i jedni mówią, że jest konkretny schemat, a inni, że to bardzo indywidualne. Ludwinia, ty pewnie wiesz coś na ten temat lepiej niż ja.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@ludwinia53)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 663

@Zorka I tak, i nie. Pewne elementy się powtarzają, ta godzina nocna, zmiana apetytu, narastająca izolacja, ale tempo i intensywność zależy bardzo od człowieka. Im ktoś ma słabsze własne granice energetyczne, tym szybciej to postępuje. I tu nie mówię o żadnej słabości charakteru, tylko o dosłownie energetycznej podatności. Dzieci i osoby po bardzo silnym wstrząsie emocjonalnym są najbardziej narażone, bo ich pole aury jest wtedy porowate, jakby. Ale mam do ciebie i do Sliwki pytanie zwrotne: ta osoba z zegarkiem, czy miała wtedy jakieś szczególnie trudne wydarzenie w życiu? Żałobę, rozstanie, coś dużego?


Odpowiedz
(@sliwka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 429

@Ludwinia53 Tak, i to jest coś, o czym nie wspomniałam wcześniej, bo nie byłam pewna, czy to istotne. Kilka miesięcy przed zegarkiem ta osoba straciła matkę. Więc ta aura, o której mówisz, porowatość... to by się zgadzało. Ale właśnie dlatego tak trudno było to komukolwiek wytłumaczyć, bo rodzina mówiła, że to żałoba. I może to była żałoba plus coś jeszcze?


Odpowiedz
Wpisy: 433
(@iwetka_68)
Połączone: 7 miesięcy temu

Właśnie to mnie zawsze zastanawia w takich historiach, gdzie kończy się trauma psychologiczna, a zaczyna coś innego? Bo objawy, które opisujesz: zerwany sen, zmiana apetytu, wycofanie, zmiana osobowości, to są też klasyczne objawy depresji po stracie. Jak odróżnić jedno od drugiego? Pytam serio, nie żeby podważać, tylko żeby zrozumieć, na co konkretnie patrzeć.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dziewanna)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 547

@Iwetka_68 To jest naprawdę dobre pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Ale z mojego doświadczenia jest kilka rzeczy, które są inne przy głębszym wpływie duchowym. Po pierwsze, ta specyficzna godzina nocna, nie ogólna bezsenność, tylko budzenie się o tej samej porze. Po drugie, coś, co można by nazwać obcością spojrzenia, bliscy mówią często, że widzą kogoś innego w oczach tej osoby. Po trzecie, nagłe odrzucenie rzeczy lub miejsc, które wcześniej były ważne, szczególnie tych związanych z wiarą albo spokojnymi miejscami. Depresja zabiera energię, ale niekoniecznie zmienia samą naturę człowieka. Tutaj ludzie mówią, że ktoś stał się dosłownie inną osobą.


Odpowiedz
Wpisy: 310
(@zanetka81)
Połączone: 5 miesięcy temu

Ale czy nie jest tak, że to 'wejście' przez żałobę to właściwie najczęstszy sposób? Słyszałam, że duchy, szczególnie niskie, szukają właśnie takich momentów, kiedy ktoś jest otwarty na kontakt z tym, co po drugiej stronie, bo sam tęskni za kimś bliskim. Jakby się samo zapraszało to coś, myśląc, że to będzie kontakt z mamą, a potem okazuje się, że to nie mama?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ludwinia53)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 663

@Zanetka81 Trafiłaś w bardzo istotną kwestię. Tak, żałoba jest jednym z najczęstszych momentów podatności, właśnie dlatego, że człowiek sam aktywnie otwiera jakiś kanał tęsknoty. Ale chcę tu być precyzyjna: to nie jest tak, że każda żałoba kończy się tym problemem. Żałoba jest naturalna i bezpieczna sama w sobie. Problem pojawia się wtedy, gdy ktoś zaczyna aktywnie próbować nawiązać kontakt, czy to przez spirytyzm, czy przez obsesyjne myśli wołające kogoś do siebie. To jest ten moment zaproszenia, o którym mówiła Dziewanna.


Odpowiedz
Wpisy: 654
(@tobiasz75)
Połączone: 1 miesiąc temu

Słucham tej rozmowy od początku i mam pewną refleksję, która może być niepopularna. Astrologicznie patrząc, to, co opisujecie jako 'etapy wejścia', bardzo pokrywa się z tym, jak działają pewne tranzity Plutona i Neptuna przez wrażliwe punkty w horoskopie. Pluto na Ascendencie albo na Księżycu może dawać dokładnie te same objawy: poczucie obcości we własnym ciele, zmianę temperamentu, przyciąganie mrocznych energii. Nie twierdzę, że redukowałbym to do astrologii, ale pytanie, które mi się nasuwa: czy ktoś z was przy takich przypadkach sprawdzał kiedyś, co się działo niebem w momencie tego 'przełomu'?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sliwka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 429

@Tobiasz75 Nie sprawdzałam, ale teraz jestem ciekawa. Znam datę urodzenia tej osoby i mniej więcej wiedzę, kiedy wszystko zaczęło się zmieniać. Myślisz, że jest sens to sprawdzić z perspektywy tych tranzytów? I czy to w ogóle pomogłoby zrozumieć, dlaczego właśnie ta osoba była podatna, a nie ktoś inny z rodziny, bo wszyscy przeżywali tę samą żałobę?


Odpowiedz
Wpisy: 654
(@tobiasz75)
Połączone: 1 miesiąc temu

Tak, właśnie o to mi chodziło. Podatność jest indywidualna i horoskop natywny może pokazać, które miejsca w czyjejś energetycznej strukturze są naturalnie bardziej otwarte na zewnętrzne wpływy. Księżyc w 12. domu, mocno aspektowany Neptun, niezintegrowany Pluton, to są konfiguracje, które predysponują do większej przepuszczalności granic między własnym a nie-własnym, mówiąc ostrożnie. Jeśli masz te dane, chętnie popatrzę, bo to mogłoby też dać wskazówkę, co teraz wzmacniać.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@iwetka_68)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 433

@Tobiasz75 To ciekawe połączenie, bo czakry też mówią coś podobnego. Dziura w aurze albo zablokowana czakra koronna mogą być tym samym, o czym Tobiasz mówi jako o podatności astrologicznej. Mam pytanie do Ludwinii: czy w twoim podejściu, gdy ktoś przychodzi z takim problemem, zaczynasz od historii czy od sprawdzenia stanu energetycznego tej osoby? Bo zastanawiam się, które podejście daje więcej informacji na początku.


Odpowiedz
(@ludwinia53)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 663

@Iwetka_68 Zawsze zaczynam od rozmowy, ale nie po to, żeby zebrać historię jako taką. Słucham tego, jak ktoś mówi, nie tylko co mówi. Zmiana głosu w trakcie opowiadania, momenty, gdy ktoś jakby odpływa, błysk czegoś innego w środku zdania. To mi daje więcej niż jakiekolwiek sposób diagnostyczne. Stan energetyczny sprawdzam później, ale zgadzam się z tobą, że czakra koronna i czakra splotu słonecznego są zwykle pierwszymi, które pokazują problem. Splot słoneczny to taka brama woli, jeśli ktoś jej nie trzyma, wszystko może wchodzić.


Odpowiedz
Wpisy: 229
(@chaber)
Połączone: 7 miesięcy temu

Czytam tę rozmowę i jeden wątek nie daje mi spokoju. Mówicie o 'zaproszeniu' jako koniecznym warunku. Ale co jeśli ktoś absolutnie nic nie robił świadomie i po prostu kupił zegarek? Czy przypadkowy kontakt z naładowanym przedmiotem wystarczy bez żadnego wewnętrznego otwarcia? Pytam, bo sama mam zwyczaj kupowania starych rzeczy i trochę mnie to teraz zastanawia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dziewanna)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 547

@Chaber To jest bardzo słuszna obawa i dobrze, że pytasz. Przedmiot może być nośnikiem czegoś, co działa niezależnie od świadomej zgody, szczególnie jeśli był silnie naładowany przez poprzedniego właściciela albo przez okoliczności śmierci. Ale sama podatność osoby nadal ma znaczenie. Dwie osoby kupią ten sam zegarek, jedna nie poczuje nic, a przy drugiej coś się zaczyna. Dlatego przy starych przedmiotach z nieznanych źródeł zawsze zalecam oczyszczenie zanim cokolwiek wniesiesz do domu. Dym z szałwii, sól, płomień. To nie jest zabobon, to jest po prostu higiena energetyczna.


Odpowiedz
Wpisy: 194
(@onyksa)
Połączone: 1 tydzień temu

Przy starych przedmiotach ja zawsze dodatkowo kładę czarny turmalin, zanim cokolwiek wniosę do domu. Ale to na bok. Wróćmy do tego, o czym mówiła Sliwka na początku, ta zmiana osobowości. Mam pytanie, które mnie nurtuje: czy na którymś etapie tej progresji jest jeszcze szansa, że osoba sama to zauważy u siebie? Bo jeśli zmieniasz się powoli, to czy w ogóle możesz zobaczyć, że już nie jesteś sobą?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sliwka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 429

@Onyksa Właśnie to jest najstraszniejsze w tej historii, którą znam. Ta osoba nie miała pojęcia. Mówiła, że czuje się 'bardziej sobą niż kiedykolwiek'. Jakby nowe zachowania i myśli były dla niej naturalne, jakby to była ona. Dopiero gdy jej pokazano zdjęcia z okresu sprzed i usłyszała nagrania rozmów, coś się w niej zachwiało. Ale nawet wtedy przez chwilę tłumaczyła to jako 'w końcu przestałam udawać'. To zdanie mnie prześladuje.


Odpowiedz
Wpisy: 1686
(@gebda)
Połączone: 2 lata temu

To zdanie, 'w końcu przestałam udawać', jest klasycznym sygnałem, który pojawia się w bardzo podobnych opisach. Widziałam to w kartach nieraz, gdy ktoś przychodził z takim problemem i kładłam spread, to w miejscu, które reprezentuje obecny stan osoby, pojawiały się karty całkowicie zaprzeczające jej naturze. Jakby ktoś inny siedział w tej pozycji. Nie chcę wchodzić w tarot za głęboko, bo to nie ten wątek, ale to 'w końcu jestem sobą' przy jednoczesnej całkowitej zmianie to jest dla mnie jeden z mocniejszych sygnałów ostrzegawczych w ogóle.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@iwetka_68)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 433

@Gebda Ta karta w miejscu obecnego stanu, mówisz, że pojawia się coś konkretnego. Mam na myśli to, że to nie jest przypadek, że w tej samej pozycji za każdym razem? Czy to jest jakaś konkretna karta, którą widujesz częściej, czy raczej chodzi o ogólną kategorię kart?


Odpowiedz
(@gebda)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1686

@Iwetka_68 Najczęściej Księżyc albo Diabeł, ale nie w sensie demonicznym, tylko jako karta utraty kontroli nad własną narracją. Czasem Czarownica odwrócona, jeśli pracuję inną talią. Wspólny mianownik jest jeden: coś, co mówi, że osoba nie jest już w pełni autorem własnej historii. Ale to, co powiedziałaś o czakrze koronnej, bo wróciłam do tego po chwili, czy masz wrażenie, że ta konkretna osoba, o której mówi Sliwka, mogła mieć ją permanentnie otwartą przez żałobę? Pytam, bo to by zmieniało podejście do pracy z nią.


Odpowiedz
Wpisy: 2484
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Czekajcie, bo chcę wrócić do tego zegarka, bo mi nie daje spokoju. Sliwka mówiła, że zaczął chodzić sam w środku nocy. Ale czy ta osoba próbowała się go pozbyć na jakimś etapie? Bo z tego, co wiem, przedmioty, które już nawiązały tę więź, nie odpuszczają łatwo. Czy ktoś zna historię, gdzie oddanie lub zniszczenie przedmiotu cokolwiek zmieniło?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dziewanna)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 547

@Zorka Znam kilka takich historii i wbrew temu, co się często słyszy, samo fizyczne pozbycie się przedmiotu rzadko kończy sprawę, jeśli więź już powstała. To tak, jakbyś usunęła wrota, gdy coś już dawno przez nie przeszło. Przedmiot w pewnym momencie przestaje być kluczem, staje się tylko pamiątką po otwarciu. Ale to, co powiedziała Sliwka o 'nie ma sensu', to nie jest rezygnacja z braku siły. To brzmi jak wyciszenie oporu od środka. I to jest moment, na który trzeba uważać.


Odpowiedz
Wpisy: 429
Rozpoczynający temat
(@sliwka)
Połączone: 3 miesiące temu

Próbowała wyrzucić zegarek. Raz. Znalazła go z powrotem na stoliku nocnym, na tym samym miejscu, co zawsze. Nie potrafiła wyjaśnić jak. Potem przestała próbować i to jest chyba najbardziej niepokojąca część tej historii, że przestała chcieć się go pozbywać. Powiedziała, że 'nie ma sensu'.


Odpowiedz
Wpisy: 229
(@chaber)
Połączone: 7 miesięcy temu

To 'nie ma sensu' mnie zatrzymało. Bo czy można tu odróżnić, czy to jest myśl tej osoby, czy już coś obcego, co zaczęło mówić jej głosem? Pytam serio, nie retorycznie, bo sama nie wiem, gdzie szukać tej granicy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@ludwinia53)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 663

@Chaber Właśnie dlatego rozmawiam z ludźmi w kółko, nie raz. Bo ta granica przesuwa się stopniowo i osoba tego nie czuje. Pytam zawsze o zdania, które zaczęły się pojawiać 'znikąd', szczególnie takie, które brzmią jak zakończenie rozmowy, jak 'to nic nie da', 'i tak jest za późno', 'nie ma sensu próbować'. To nie są myśli z głębokiej rezygnacji, one są zbyt spokojne, zbyt pewne. Głęboka rezygnacja boli. Te myśli nie bolą.


Odpowiedz
Wpisy: 225
(@antek_52)
Połączone: 1 miesiąc temu

Ale czy jest jakiś punkt, od którego da się to jeszcze cofnąć? Bo ta historia brzmi tak, jakby wszystko tylko się pogłębiało. Czy naprawdę nie było momentu, kiedy można było to zatrzymać wcześniej?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sliwka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 429

@Antek_52 Pewnie był, ale nikt wtedy nie wiedział, na co patrzeć. To jest właśnie to, o czym pisałam na początku tego wątku, że zaczyna się od drobiazgów. Nikt nie zareaguje na to, że ktoś przestał jeść zupy albo zaczął chodzić spać dwie godziny później. Reakcja przyszła dopiero, kiedy ta osoba publicznie powiedziała coś, co kompletnie do niej nie pasowało. Ale wtedy minęło już dużo czasu.


Odpowiedz
Wpisy: 654
(@tobiasz75)
Połączone: 1 miesiąc temu

Sprawdziłem wstępnie tranzyt Plutona przez Ascendent dla osoby, o której mowa, zakładając przybliżoną datę urodzenia, którą Sliwka podała wcześniej. Jeśli moje wyliczenia się zgadzają, to mniej więcej wtedy, gdy zaczęły się pierwsze objawy, Pluton wchodził w opozycję do jej Księżyca. To jest jeden z najtrudniejszych tranzytów z perspektywy integralności osobowej, dosłownie rozkłada to, co psyche zbudowała jako granicę między 'ja' a 'nie-ja'. Nie mówię, że astrologia wyjaśnia to w całości. Mówię, że ta osoba mogła być w tym czasie szczególnie otwarta na zatarcie tej granicy, z jakiegokolwiek źródła.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@iwetka_68)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 433

@Tobiasz75 Opozycja do Księżyca w połączeniu z żałobą po matce... Księżyc to przecież matka w horoskopie. Czy to nie jest zbyt wiele naraz? Pytam, bo zastanawiam się, czy to, co opisujesz, to był punkt wyjątkowo podatny, czy raczej taki, w którym każda z tych warstw wzmacniała pozostałe.


Odpowiedz
(@tobiasz75)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 654

@Iwetka_68 Dokładnie to drugie. Każda warstwa osobno mogłaby zostać przepracowana. Razem tworzyły coś w rodzaju rezonansu, przepraszam za słowo, ale nie ma tu lepszego terminu technicznego, gdzie żałoba, tranzyt i przedmiot spiętrzały się na siebie w tym samym oknie czasowym. Znam tę konstelację z kilku innych przypadków i zawsze kiedy do mnie trafiały, zanim skończyło się dobrze, była długa praca. Nigdy przypadkowe wyjście.


Odpowiedz
Wpisy: 310
(@zanetka81)
Połączone: 5 miesięcy temu

A propos tej pracy, bo chcę się upewnić, że dobrze rozumiem. Czy to znaczy, że nie ma żadnego szybkiego oczyszczenia, które by pomogło? Słyszałam o rytuałach, które zamykają to w jeden wieczór. Czy to nieprawda?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dziewanna)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 547

@Zanetka81 Rytuał w jeden wieczór może zamknąć wejście, ale nie cofnie tego, co już w środku zdążyło się zakorzenić. To jak zamknięcie okna po tym, jak burza już weszła do środka. Musisz jeszcze posprzątać. I właśnie ta część pracy, ta po rytuale, jest najczęściej pomijana, bo ludzie czują ulgę po ceremonii i myślą, że koniec. A to dopiero środek.


Odpowiedz
Wpisy: 194
(@onyksa)
Połączone: 1 tydzień temu

Mam pytanie do Sliwki, bo cały czas myślę o tej historii od strony praktycznej. Czy ta osoba miała wtedy kogoś bliskiego, kto mógł ją obserwować z zewnątrz? Bo te wszystkie zmiany, o których mówisz, sen, apetyt, to, co mówiła, są łatwiejsze do wychwycenia, jeśli ktoś jest obok. Czy ona była wtedy sama?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sliwka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 429

@Onyksa Mieszkała sama od roku, od śmierci matki. I to jest coś, o czym nie mówiłam wcześniej wprost, ale chyba powinnam. Ta izolacja, o której wspominała Ludwinia jako jeden z etapów, tutaj była już gotowa zanim zaczęło się cokolwiek innego. Nie było komu zareagować z bliska.


Odpowiedz
Wpisy: 663
(@ludwinia53)
Połączone: 3 miesiące temu

Właśnie to jest ten wzorzec, który widzę najczęściej. Izolacja nie musi być efektem, może być warunkiem wyjściowym. I wtedy wszystkie te małe sygnały, które przy kimś bliskim zostałyby zauważone, rosną cicho. Sliwka, powiedz mi jeszcze jedno, bo to jest ważne dla zrozumienia całości: czy w pewnym momencie ta osoba zaczęła mówić o matce inaczej niż wcześniej? Nie o śmierci, tylko o samej osobie, o tym, jaka była?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sliwka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 429

@Ludwinia53 Tak. Zaczęła mówić o niej z dystansem, jakby opisywała kogoś obcego. Wcześniej nie mogła o niej rozmawiać bez płaczu. Potem nagle, sucho, prawie chłodno. Myślałam, że to postęp w żałobie. Teraz myślę, że nie.


Odpowiedz
Wpisy: 1686
(@gebda)
Połączone: 2 lata temu

Ten chłód to jest coś, co pojawia się w odczytach bardzo wyraźnie. Karty pokazują odcięcie od własnego rdzenia emocjonalnego zanim cokolwiek innego staje się widoczne z zewnątrz. Czy ktoś wie, czy to jest etap, który da się zidentyfikować jako odwrotny, tzn. czy powrót emocji do opowieści o matce mógłby być sygnałem, że coś się odwraca na lepsze?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@iwetka_68)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 433

@Gebda Powrót emocji do tego tematu to byłby dla mnie znak, że czakra serca znowu pracuje. Ale bałabym się tu stawiać mocne tezy, bo emocje po długim otępieniu mogą być bardzo chaotyczne i trudno od razu ocenić, czy to zdrowienie, czy po prostu nowy etap czegoś głębszego. Ludwinia, co o tym myślisz?


Odpowiedz
Wpisy: 1686
(@gebda)
Połączone: 2 lata temu

To pytanie o powrót emocji zostawię na chwilę otwarte, bo chcę najpierw usłyszeć, co Sliwka pamięta z dalszego przebiegu. Bo jeśli ten chłód był etapem, to co było potem? Czy emocje w ogóle wróciły, i jeśli tak, to w jakiej formie?


Odpowiedz
Wpisy: 429
Rozpoczynający temat
(@sliwka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wróciły. Ale nie tak, jak bym się spodziewała. Nie było stopniowego ocieplenia, tylko nagle, przy zupełnie nieistotnym zdarzeniu, jakiś film, chyba reklama, wybuch płaczu, który trwał może godzinę. Ona sama mówiła potem, że nie wiedziała, czego ten płacz dotyczył. Nie matki, nie siebie. Jakby kogoś innego. To jest fragment, który mnie wtedy bardzo przestraszył, bo wyglądało to jak emocja bez właściciela.


Odpowiedz
Wpisy: 433
(@iwetka_68)
Połączone: 7 miesięcy temu

Emocja bez właściciela. To jest coś, co słyszę pierwszy raz i od razu rozumiem, o co chodzi. Czy ona próbowała potem wrócić do tego, co ją uruchomiło? Bo mnie zastanawia, czy to był jakiś przeciek spod tej blokady, czy właśnie odwrotnie, coś obcego, co przez chwilę wyszło na powierzchnię.


Odpowiedz
Wpisy: 663
(@ludwinia53)
Połączone: 3 miesiące temu

Sliwka, zatrzymaj się na chwilę przy tym, co powiedziałaś, że ona sama nie wiedziała, czego ten płacz dotyczył. Czy przy innych okazjach zdarzało jej się nie wiedzieć, skąd pochodzi jakaś jej reakcja, nie tylko emocjonalna? Mam na myśli decyzje, słowa, które powiedziała i potem się dziwiła, że je powiedziała?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sliwka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 429

@Ludwinia53 Tak, i to zaczęło się chyba nawet wcześniej niż ten płacz. Raz napisała do mnie wiadomość, której potem nie pamiętała. Dosłownie, zapytała mnie następnego dnia, czy rozmawiałyśmy, bo nie ma pewności. Wiadomość była spokojna, normalna, nic niepokojącego w treści. Ale to, że jej nie pamiętała, było dziwne.


Odpowiedz
Wpisy: 229
(@chaber)
Połączone: 7 miesięcy temu

Przepraszam, że wchodzę, ale to z tą wiadomością. Czy ona mogła po prostu ją napisać w nocy, w jakimś półśnie? Bo znam to uczucie, budzę się i mam otwarte aplikacje, których nie pamiętam. Pytam, bo chcę rozumieć, czy to jest coś, co można jeszcze wyjaśnić inaczej.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sliwka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 429

@Chaber Wiadomość była wysłana o trzynastej w południe. Nie w nocy. Ona była wtedy w pracy.


Odpowiedz
Wpisy: 225
(@antek_52)
Połączone: 1 miesiąc temu

Dobra, bo ja się tutaj trochę gubię w chronologii. To z wiadomością, ten płacz, zegarek, kiedy to wszystko się działo względem siebie? Bo mam wrażenie, że te fragmenty układają się w jakiś ciąg, ale nie wiem, który był pierwszy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@sliwka)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 429

@Antek_52 Zegarek był prawie od początku, zaraz po śmierci matki. Chłód emocjonalny przyszedł kilka tygodni później. Wiadomość, której nie pamiętała, gdzieś w środku tego okresu. Płacz bez właściciela, jak to teraz sama nazywam, to był już późniejszy etap, kiedy zaczęłam się naprawdę niepokoić.


Odpowiedz
Wpisy: 654
(@tobiasz75)
Połączone: 1 miesiąc temu

Właśnie ta kolejność jest dla mnie astrologicznie ważna. Bo jeśli zegarek pojawił się tuż po śmierci matki, a tranzyt Plutona, o którym mówiłem, przypadał na ten sam czas, to mamy do czynienia z czymś, co można by nazwać otwarciem przez żałobę. Pluton w opozycji do Księżyca przy silnym emocjonalnym wstrząsie to nie jest tylko podatność. To jest aktywne rozrzedzenie granic między warstwami. Czy ktoś z was widział podobny wzorzec, w sensie żałoba jako konkretny katalizator, a nie tylko tło?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@dziewanna)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 547

@Tobiasz75 Widziałam. Kilka razy. I za każdym razem to nie była zwykła żałoba, tylko taka, w której nie było rytuału domknięcia. Dawniej były obrzędy, które zamykały ten czas przejścia, nie tylko dla umarłego, ale właśnie dla żyjących. Bez tego ta granica, o której mówisz, zostaje przepuszczalna znacznie dłużej niż powinna.


Odpowiedz
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2484

@Dziewanna A co rozumiesz przez rytuał domknięcia? Bo słyszałam to określenie, ale różne osoby rozumieją je zupełnie inaczej. Czy mówisz o czymś konkretnym, religijnym, czy o czymś starszym?


Odpowiedz
(@dziewanna)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 547

@Zorka Mówię o czymś starszym niż większość religii, które znamy. Chodzi o moment, w którym żyjący świadomie puszcza, nie wypiera, ale puszcza. Dawne obrzędy żałobne budowały taki moment strukturalnie, przez czas, przez ciało, przez konkretne działania. Kiedy tego nie ma, żałoba zostaje otwarta jak rana bez opatrunku. I to jest przestrzeń, w której różne rzeczy mogą się zaczepić.


Odpowiedz
(@zanetka81)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 310

@Dziewanna Ale skąd mamy teraz wiedzieć, czy coś się 'zaczepiło', jak to Dziewanna mówi, czy to jest po prostu ciężka żałoba bez wsparcia? Pytam szczerze, bo nie chcę każdej trudnej emocji traktować jako opętanie.


Odpowiedz
(@ludwinia53)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 663

@Zanetka81 To jest jedno z najważniejszych pytań w tym temacie i cieszę się, że je zadajesz. Różnica, którą ja szukam, to właśnie ta nieciągłość. Ciężka żałoba jest ciągła, boli, ale to jest twój ból. Coś obcego zostawia luki, momenty, których nie pamiętasz, reakcje, których nie rozpoznajesz jako swoje. To nie wyklucza się z żałobą, może iść razem, ale te luki są dla mnie sygnałem, że dzieje się coś więcej.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: