Forum

Asystent AI
Obecność duchów w w...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Obecność duchów w wynajmowanym domu, moje przeżycia


Wpisy: 6
Rozpoczynający temat
(@iskra778)
Połączone: 18 lat temu

Opiszę wam coś z własnego życia, bo ta historia chodzi za mną do dziś. Jeśli ktoś miał podobne przeżycia, chętnie posłucham.

Kiedy miałam 12 lat rodzice się rozwiedli i wyprowadziłam się z mamą do domku, który wynajmowała od swojego znajomego. Wcześniej mieszkali tam jego rodzice, oboje już nie żyli, choć umarli w szpitalu, nie w tym domu.

U nas w rodzinie temat duchów jest całkiem poważny. Mama, jej siostry i przez to też ja wierzymy, że coś po śmierci zostaje, a rodzinne opowieści wracają przy każdej okazji. Dlatego trochę się tu rozpisze 🙂 Ale skupię się najpierw na tym domu, bo ta historia do tej pory mnie mrozi, zwłaszcza kiedy wracamy do niej z mamą.

Ci starsi ludzie, którzy tam mieszkali, byli podobno bardzo przywiązani do swojego domu i do rzeczy materialnych. Na początku wszystko było spokojnie, adoptowałyśmy pieska, założyłyśmy grządki w ogródku, żyło się normalnie.

Po jakimś czasie zaczęły się drobiazgi, które pewnie można tłumaczyć przypadkiem. Przyśniła mi się jakaś staruszka. We śnie przeglądałam rzeczy z zamkniętego pokoju, w którym znajomy trzymał pamiątki po rodzicach, i spytałam tę staruszką czy mogę dotknąć jej biżuterii. We śnie odpowiedziała mi spokojnie: nie, dziecko, nie ruszaj tego. Była sympatyczna, nie groźna.

Przy jakimś święcie mama nocowała tam sama. Obudziła się w środku nocy i nagle coś zapukało w szybę, wyraźnie, trzy razy. No dobra, można przełknąć.

Ale potem zrobiło się gorzej... Mama zaprzyjaźniła się mocno z tym swoim znajomym, z czasem wyrosło między nimi coś więcej niż przyjaźń, i chyba właśnie od tego momentu zaczęło się na dobre. Dziwne zdarzenia następowały co kilka tygodni.

Pewnej wakacyjnej nocy mama wróciła późno z imienin brata. Weszła do domu, poczuła niepokój. No wiadomo, duży dom, sama, wieczór, strach bywa. Weszła na górę, sprawdziła wszystkie pokoje, zeszła na dół i nagle... coś otworzyło drzwi, skrzypnęły, a potem zatrzasnęły się z hukiem 🙁 Jakby ktoś „poprawił” po niej to, co zrobiła chwilę wcześniej. Mama natychmiast pojechała spać do wujka. Okna były pozamykane, żadnego przeciągu.

Innym razem: spałam na dole, mama na górze. Do pokoju w którym leżałam był dobudowywany drugi pokój i stały tam wysokie stosy styropianu. Mama się obudziła, zagladała do mnie, a tu nagle cały ten styropian przewrócił się łomotem na ziemię. Był tam czujnik ruchu ze światłem automatycznym. Swiatło nie zapaliło się. Ja z krzykiem poleciałam na górę.

Nasz piesek pewnego dnia wypadł z kuchni i wcisnął się między nas, ale nic nie robiłysmy z tego wielkiego, wiadomo, zwierzęta bywają różnie nastrojone. W kuchni miałyśmy porozwieszane różne wazówki, kilka było poluzowanych i często spadały na kuchenkę robiąc straszny hałas. Siedzimy przy telewizji, pies się od nas nie rusza. No i słyszymy to charakterystyczne pac, brzdęk. Wymieniłyśmy spojrzenia w stylu „znowu...” i w przerwie poszłam to pozawieszać z powrotem. Jak weszłam do kuchni, zmroziło mnie dosłownie, wszystkie wazówki wisiały na swoich miejscach. Tego dźwięku nie można było z niczym pomylić.

Był też kredens przyniesiony z góry przez znajomego mamy. Pewnego dnia podczas obiadu trzasnął drzwiczkami tak, że słowa „zatrzasnął” użyć się nie dało.

Często kiedy spałam na dole budziłam się w nocy i ogarniał mnie dziwny, paraliżujący strach. Cała się pociłam, skrzypiała podłoga. Moja cioteczna siostra, która przyjechała do nas na wakacje i nie wiedziała nic o tamtych zdarzeniach, następnego ranka powiedziała że coś ją w nocy strasznie przerażało i nie chce tam więcej spać.

Mama miała podobnie. Kiedy była zmęczona, narastało w niej coś bardzo ciężkiego, zasypiała już, a tu nagle hałas jakby ktoś zbiegał ze schodów, i powietrze od razu robiło się „lżejsze”.

Zdaję sobie sprawę że brzmi to niewiarygodnie, ale przeżyłyśmy to naprawdę, obie, i wiele osob które nas odwiedzało.

Ale to co było „najgorsze” wydarzyło się pewnego zimowego dnia. Wróciłam ze szkoły z


Odpowiedz
4 odpowiedzi
Wpisy: 9
(@pawel-8)
Połączone: 18 lat temu

no nie wiem co powiedziec na to co tu napisano bo temat jest dość dziwny dla mnie... ale przyznaje że sporo prawdy w tym jest, naprawde sporo


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@cisza773)
Połączone: 17 lat temu

Wpisy: 2

@pawel_8 dziękuję, miło że tak to odczuwasz 🙂 wiesz, te tematy chyba nie każdemu są bliskie i nie każdy musi miec jakieś słowa na ten temat, rozumiem cię doskonale.

A co do wpisu jednej z koleżanek wyżej... naprawdę czyta się świetnie, z takim dreszczykiem. Sama nigdy nic takiego nie przeżyłam, a szczerze mówiąc to bym chciała. Pozdrawiam serdecznie 🙂


Odpowiedz
(@blekitnywir49)
Połączone: 19 lat temu

Wpisy: 151

@cisza773 rozumiem ten dreszczyk, to naprawdę coś co zostaje w głowie 🙂

Chcę opowiedzieć historię bliskiej mi osoby, bo ona sama w sobie jest dość niezwykła, biorąc pod uwagę kim jest ta koleżanka. Twardo stąpająca po ziemi, pragmatyczna, absolutnie nie mistyczka. Miała starszą sąsiadkę, samotną kobietę, której często pomagała, robiła zakupy, zajmowała się różnymi sprawami. Pewnego dnia ta starsza pani zasłabła w mieszkaniu, koleżanka wezwała pogotowie... niestety staruszka nie przeżyła. Mieszkanie zostało przez spółdzielnię zaplombowane.

Już po kilku dniach od pogrzebu córki mojej koleżanki zaczęły się budzić w nocy z płaczem, twierdziły że widzą w swoim pokoju tę zmarłą panią. Odmawiały spania same. Aż pewnej nocy koleżanka obudziła sie z silnym niepokojem, usiadła na łóżku i w drzwiach do przedpokoju zobaczyła... tę postać. Zerwała się, zapaliła światło, oczywiście nikogo nie było. Ale zgasić już nie odważyła się do rana.

Na tym nie koniec. Następnego dnia przyszedł do niej sąsiad, ktorego mieszkanie sąsiadowało ze ścianą tej zaplombowanej nieruchomości. Mówił, że słyszał nocami kroki, przesuwane krzesła i musiał nawet przesunąć łóżko. Gdy pierwszy raz to usłyszał, myślał że włamanie, wyjrzał ostrożnie na klatkę i zobaczył... plomby nadal nienaruszone na drzwiach.

Wspólnie zdecydowali żeby zamówić mszę za spokój duszy tej pani. Robią to co roku, w rocznicę jej śmierci, dołącza się też nowy lokator który kupił tamto mieszkanie. I od tamtej pory wszystko ustało.

Znam to od koleżanki bezpośrednio i nie mam żadnego powodu żeby jej nie wierzyć.


Odpowiedz
Wpisy: 23
(@anna-27)
Połączone: 19 lat temu

Takie byty, które zamieszkują domy, mają swoje specyficzne nawyki. Naśladują sposób życia, głos, powtarzane czynności osób, które kiedyś tam mieszkały. Niekoniecznie chodzi o kogoś, kto już nie żyje, wystarczy że ktoś po prostu wyprowadził się z tego miejsca.

Mogą wywoływać uczucie zimna, w pewnym stopniu ruszyć jakiś przedmiot, drzwi, rzeczy w kuchni i podobne. Natomiast fizycznie skrzywdzić człowieka nie są w stanie. Zdarza się też, że próbują narzucić swoją obecność osobie aktualnie mieszkającej w takim miejscu, ale nie są w stanie przeniknąć czyjejś osobowości ani jej zmienić. To tylko rodzaj projekcji tego, czym same są.

Ja, czy to szczęśliwie czy nie, miałam w życiu spore „szczęście” do takich miejsc. W ostatnim przez kilka dni leżał trup, konkretnie wisiał na klamce drzwi. Drzwi oczywiście od razu wymieniłam, ale zaczęły się problemy z rzeczami, które zostały po poprzednim lokatorze, na każdej pojawiało się coś przypominającego krople krwi.

Żaden ze znajomych bioterapeutów nie był w stanie tam wejść, a jak już próbował, natychmiast robiło się nieprzyjemnie. Potem wyszło na jaw, że historia tego mieszkania jest mocno związana z historią całego budynku i ludzi, którzy w nim mieszkali. Budowany przez więźniów, a potem przez lata zamieszkiwany w dużej mierze przez byłych esbeków i ubeków.

Postać tego wisielca dawała się wyczuć nieraz w różnych miejscach. Jedno z pięter od lat było regularną umieralnią, osoby tam mieszkajace zaczynały chorować na raka. Sprawa rozwiązała się, gdy po prostu stwierdziłam że nie mam powodu się bać, bo właściwie dlaczego „to coś” miałoby mi zrobić krzywdę?

Co ciekawe, niedługo potem te duchy przeniosły się na jakiś czas do sąsiedniego mieszkania, tak przynajmniej mnie poinformowano. A finał był taki, że gdy kilka osób z byłych służb definitywnie się stamtąd „wyprowadziło”, wszystko ucichło. Zaczęły się wprowadzać rodziny z dziećmi.

Morał z tego jest właściwie jeden, to człowiek jest generatorem takich zjawisk.


Odpowiedz
Udostępnij: