no dobra, opiszę wam coś co mi się przydarzyło jakiś czas temu i co do tej pory mi nie daje spokoju...
bliska mi osoba trafiła do szpitala w bardzo złym stanie. lekarze przez trzy tygodnie właściwie tylko ją obserwowali, żadnych leków, zero konkretnej diagnozy. byłem wtedy w domu i po prostu wariowałem z bezsilności, przestałem ufać lekarzom, non stop przeczesywałem internet szukając jakiegoś wyjaśnienia. psychicznie byłem naprawdę na dnie.
i pewnej nocy się obudziłem. i ktoś do mnie mówił. serio, jakiś głos, taki męski, trochę jak mantra albo modlitwa. nie rozumiałem co mówi przez większość czasu, ale w pewnym momencie wyraźnie usłyszałem nazwę choroby. takiej niby błahej, ale mogacej dawać różne powikłania, podobne do tych które miała ta osoba. trwało to może z kilkanaście sekund.
i wiecie co? później się okazało, że te powikłania pasowały. dowiedziałem się o tym po wszystkim.
KTO do mnie mówił?? bo to nie był sen, przynajmniej tak to czułem. i ta historia cały czas do mnie wraca, nie potrafię tego wyjaśnić.
może ktoś z was miał coś podobnego albo chociaż słyszał o takich przypadkach?
no więc trochę pocieszę, że skończyło sie dobrze 🙂 ale lekarze mimo mnóstwa badań tak i nie dowiedzieli się właściwie co to bylo. w wypisie ze szpitala wpisali tylko same objawy, żadnej konkretnej diagnozy nie było...
mogło to być coś bliskiego... duch kogoś ze znajomych albo z rodziny, a może jakiś opiekun który czuwa. wiem że takie rzeczy nie dają spokoju i człowiek potem wraca do tego myślami, ale skoro teraz jest już okej to staraj się nie rozgrzebywać tego za bardzo.
jeśli czujesz jakiś niepokój, weź święconą wodę i skrop mieszkanie, zwłaszcza kąty bo tam najczęściej coś zostaje. dobra będzie też modlitwa, zwykłe „Aniele stróżu” albo „Ojcze nasz”... to nie są jakieś kościelne formułki bez sensu, naprawdę działa.
cokolwiek to bylo, podziękuj w sercu Bogu za pomoc i poproś o ochronę. i po prostu żyj dalej 🙂
