Mieszkam od jakiegoś czasu w bloku z dwiema współlokatorkami i od pewnego momentu wszystkie trzy zaczęłyśmy niezależnie od siebie budzić się z dziwnymi śladami na ciele. Zasinienia, zadrapania, raz coś w rodzaju małego oparzenia na nadgarstku. Żadna z nas nie pamięta, żeby cokolwiek robiła w nocy. Ale to nie wszystko - na klatce schodowej kilka razy widziałam coś w kącie, jakiś cień, który znikał zanim zdążyłam się porządnie przyjrzeć. Współlokatorka mówi, że słyszy kroki na klatce, kiedy wiem na pewno, że nikogo tam nie ma. Nie wiem czy to ma związek. Czy ktoś miał podobną sytuację, że kilka osób w jednym miejscu zaczyna doświadczać tego samego naraz?
To, że trzy osoby w tym samym miejscu i czasie zaczynają mieć podobne doświadczenia, to jest akurat bardzo charakterystyczny wzorzec. Nie przypadek. Pytanie jest inne - czy wszystkie trzy macie te ślady w podobnych miejscach na ciele, czy każda w innych? To by mogło sporo powiedzieć o tym, z czym macie do czynienia.
Zanim pójdziemy dalej - kiedy to się zaczęło? Coś się wtedy zmieniło w mieszkaniu albo w okolicy? Nowe meble, przeprowadzka, remont na klatce, ktoś się wyprowadził lub wprowadził?
Przepraszam że wchodzę, ale mam podobny problem u siebie. Budzę się z siniakami na rękach i nie mam pojęcia skąd. Jestem sam, więc nikt inny nie śpi w tym mieszkaniu. Myślałem że może we śnie uderzam w ścianę albo coś, ale łóżko stoi daleko od ściany. Nie wiedziałem że to może być związane z czymś takim.
Ta godzina między drugą a czwartą w nocy pojawia się naprawdę często w takich relacjach. Nie mówię że to dowód na cokolwiek, ale ten wzorzec jest powtarzalny. Jolanta - czy te przebudzenia zdarzają się regularnie o tych samych godzinach, czy raczej losowo?
To dobrze że zapisujesz. A piszesz też co czujesz zaraz po przebudzeniu? Bo sam sposób przebudzenia - czy to gwałtowne, z sercem bijącym mocno, czy spokojne, jakbyś po prostu otworzyła oczy - też może coś mówić o naturze tego, co się dzieje.
Nie brzmi głupio. To poczucie "czegoś co właśnie wyszło" jest zupełnie inne niż klasyczny strach nocny i inaczej powinno być traktowane. Mnie bardziej zastanawia co ze śladami na ciele. Jolanta, mówiłaś o oparzeniu na nadgarstku - jak ono wyglądało? Był jakiś kształt, wzór, czy po prostu zaczerwienienie?
To jest strasznie niepokojące to co opisujesz. Ja bym się bała tam zostać. Czy rozmawiałyście o tym żeby sprawdzić mieszkanie, zrobić jakieś oczyszczenie albo coś? Nie wiem za bardzo jak się to robi ale chyba powinnyście coś zrobić?
Ale warto spróbować. Serio. Nawet jeśli odpowie zdawkowo, to czasem w tym co pomija albo jak reaguje na pytanie, można wyczytać więcej niż w samej odpowiedzi. Jolanta, czy wiesz kto mieszkał tu przed wami? Bo sąsiad co się wyprowadził to jedno, ale historia samego mieszkania może sięgać dalej.
Wrzuć zdjęcie jeśli możesz, nawet przez jakiś hosting zewnętrzny i daj link. Okrągłe ślady to akurat coś, co mnie interesuje ze względu na pewne wzorce runiczne. Nie mówię że to runy, ale symetria i regularność śladu może powiedzieć coś o naturze kontaktu. Czy ślad był na wewnętrznej stronie nadgarstka, czy zewnętrznej?
To jest akurat szczegół który mnie zatrzymuje. Brak przebudzenia mimo śladu. Bo jeśli cokolwiek fizycznego dzieje się z ciałem, to zwykle jest jakaś reakcja. Albo w nocy, albo przynajmniej jakieś zmęczenie, niepokój po przebudzeniu. Mówiłaś że czujesz się normalnie w takie poranki?
U mnie jest tak samo. Te noce z siniakami to właśnie te, po których wstaję jakby nigdy nic. Gorsze samopoczucie mam po tych nocach kiedy się budzę i coś czuję. Nie wiem co z tym zrobić.
To poczucie bycia zauważonym przez coś czego się obserwuje jest jednym z bardziej charakterystycznych sygnałów w takich przypadkach. I nie mówię tego żeby podsycać lęk, tylko że to naprawdę coś innego niż gra wyobraźni albo złudzenie optyczne. Jolanta, czy to poczucie znika od razu jak odejdziesz od okna czy klatki, czy trwa jakiś czas po powrocie do mieszkania?
To jest dość znaczące. Zwykłe złudzenia optyczne, parasomnie, cokolwiek z listy racjonalnych wyjaśnień, nie generują takiej konsekwentnej odpowiedzi. Zupełnie inaczej wygląda kiedy ktoś mówi "czasem tak, czasem nie".
To już coś mówi samo w sobie, prawda? Zamyka się w pokoju. Może ona wie coś więcej albo po prostu czuje że tam nie chce wychodzić.
To że "nie jest dobrze" to też jest jakiś sygnał. U mnie też tak było zanim w ogóle zobaczyłem cokolwiek konkretnego, najpierw był taki niepokój bez powodu w pewnych miejscach.
Skupienie w konkretnych punktach przestrzeni to jest wzorzec który widzę w kilku relacjach tu na wątku. I u Jolanty klatka schodowa, i u Nibira przedpokój plus okno. Czy ktoś jeszcze kto pisze tu o własnych doświadczeniach ma takie wyraźne miejsca?
Przedwojenna kamienica to już jest konkretny kontekst. W takich budynkach historia potrafi być bardzo gęsta, szczególnie jeśli stała przez wojnę. Jolanta, a czy ta klatka schodowa, na której go widujesz, jest środkowa, przy wejściu, czy może boczna, kuchenna? W starych kamienicach bywa że były dwa różne ciągi komunikacyjne i to nie jest bez znaczenia.
Drzwi do korytarza, potem drzwi wejściowe, potem klatka, potem drzwi do piwnicy. To jest dosłownie jeden ciąg. Jakby granica między przestrzeniami była rozmyta na całej tej linii, a nie tylko w jednym punkcie. Kadula, czy w kontekście run byłoby tu jakieś znaczenie dla takiej ciągłości progów?
Może mieć, a może nie. Nie chcę tu budować za szybko teorii na jednym detalu. Ale otwarte drzwi to otwarty próg, i jeśli ta linia o której mówił Ballen ma znaczenie, to warto o tym pomyśleć.
to nie jest przypadek, a przynajmniej nie powinniśmy tak tego traktować bez sprawdzenia. Puste mieszkanie zmienia energię całego budynku. Czy wiesz ile stało puste i czy ktoś tam już teraz mieszka?
Mogę się wtrącić z głupim pytaniem? Bo u mnie to podwórko bez słońca, u Vormika cmentarz za oknem, a u Jolanty ten schemat z pustym mieszkaniem. Czy te budynki same w sobie mogą być jakby naładowane, niezależnie od tego kto mieszka?
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i jedno mnie zastanawia. Wszyscy mówimy o tym co jest na klatce, w piwnicy, przy oknach. Ale te ślady są na ciele Jolanty. Czy ktoś z was myślał o tym, że może nie chodzi o miejsce, tylko o nią samą jako osobę?
Koleżanka. To chyba pierwszy raz o niej wspominasz w tym wątku? Ile ona tu mieszka i czy kiedykolwiek rozmawiałaś z nią o tym co się dzieje?
