Nie wiem czy dobrze trafiam z tym tematem, ale muszę się z kimś podzielić, bo zaczyna mnie to naprawdę niepokoić. Od kilku tygodni czuję w domu zapach mojej zmarłej mamy. Ona używała konkretnych perfum, takich starszych, trochę różanych, i dokładnie ten zapach pojawia się w różnych miejscach, głównie w salonie i przy jej dawnym fotelu. Ale to nie jedyna dziwna rzecz. Zaczęłam też zauważać, że pewne przedmioty znikają. Szukam ich po całym mieszkaniu, nie ma, a potem po tygodniu albo dwóch leżą dokładnie tam, gdzie je zostawiłam, albo w jakimś zupełnie nieoczekiwanym miejscu. Na przykład mój różaniec, którego szukałam chyba z dwa tygodnie, znalazłam w zamrażarce. Sama go tam nie wkładałam, jestem tego absolutnie pewna. Czy ktoś miał coś podobnego?
Zapach perfum to jeden z najczęstszych sygnałów, które opisują ludzie po stracie bliskich. Czytałem o tym sporo i w wielu tradycjach uważa się to za formę kontaktu. Ale mnie bardziej zastanawia ten różaniec w zamrażarce. To brzmi jak coś innego niż zwykła "wizyta". Jak dawno straciłaś mamę, jeśli mogę zapytać? I czy te znikające przedmioty to zawsze rzeczy związane z nią, czy też zupełnie losowe?
Różaniec w zamrażarce to nie jest typowe zachowanie ducha bliskiej osoby, która chce dać znak. To mi bardziej kojarzy się z poltergeistem albo z jakąś energią, która nie do końca wie, co robi. Czy w tym mieszkaniu ktoś jeszcze mieszka? Dzieci, partner? Bo aktywność tego typu często jest powiązana z konkretną osobą w domu, nie z miejscem.
Pół roku to stosunkowo niedługo. Duch osoby, która niedawno odeszła, bywa zdezorientowany i może przejawiać aktywność w sposób nieregularny, właśnie taki jak opisujesz, raz zapach, raz ruszające się przedmioty, bez wyraźnego wzoru. Ale chcę zapytać o jedną rzecz: czy te zapachy i znikanie rzeczy pojawiły się równocześnie, czy jedno było pierwsze?
Ja miałam coś trochę podobnego po śmierci babci. U mnie to był zapach jej ulubionych ciastek, waniliowy, i zdarzało się, że nie mogłam znaleźć okularów, a potem leżały na środku stołu. Ale nigdy nic tak konkretnego jak zamrażarka. To naprawdę dziwne miejsce. Może to nie mama, tylko coś, co przyczepiło się do tego zapachu albo do jej energii w tym miejscu?
Zanim zaczniemy mówić o konkretnych działaniach, chcę zapytać o coś ważniejszego. Czy ty sama czujesz się przy tym zapachu spokojnie, czy czujesz lęk? Bo to jest bardzo istotna różnica. Obecność bliskiej osoby rzadko wywołuje strach, raczej ciepło, nostalgia. Jeśli jest inaczej, to ta sytuacja może być nieco innego rodzaju.
To jest interesująca rozbieżność. Zapach niesie spokój, a przesuwanie przedmiotów wywołuje niepokój. Możliwe, że mamy do czynienia z dwoma różnymi zjawiskami jednocześnie. Albo że mama daje ci sygnały zapachem, ale coś innego, co mogło wejść razem z żałobą, bo żałoba otwiera człowieka energetycznie, odpowiada za te figle z przedmiotami. Bylica, co ty o tym myślisz?
Powiem szczerze, że ta kombinacja mnie zastanawia. Żałoba faktycznie potrafi osłabić to, co niektórzy nazywają ochroną energetyczną. I wtedy do przestrzeni mogą wchodzić rzeczy, których normalnie byś nie wpuściła, nawet nieświadomie. Ale nie chcę od razu straszyć. Najpierw zapytam, czy w domu coś się zmieniło poza zapachem i przedmiotami? Temperatura, dźwięki, sny?
Muszę tu wtrącić słowo ostrożności. Bo pięknie to brzmi, że mama czegoś szuka, ale równie dobrze możemy projektować na tę sytuację to, czego sami chcemy. Żałoba sprawia, że chcemy wierzyć w kontakt. Nie mówię, że nic tu nie ma, ale czy jest coś, co jednoznacznie wskazuje na mamę, poza zapachem jej perfum i tym snem?
Chusta, której nie powinno być. To zmienia obraz sytuacji dość mocno. Mam jedno pytanie, bo to ważne dla zrozumienia: czy ta chusta pojawiła się w miejscu, gdzie mama siadywała, czy może gdzieś zupełnie przypadkowym?
To brzmi jak bardzo wyraźny sygnał. Nie chcę mówić na pewno, bo nie mam jak tego zweryfikować, ale ta kombinacja, konkretne miejsce, konkretny zapach na fizycznym przedmiocie, to już nie jest coś, co łatwo zbyć. Rodis, jak ty to interpretujesz? Czy to bardziej pasuje do obecności, czy do czegoś głębszego?
To rozumiem, ja bym też tak zrobiła. Ale zastanawiam się, czy zostawienie jej tam nie jest jakimś komunikatem z twojej strony do mamy? Że ona może zostać?
Nie ma w tym nic głupiego, szczerze. Wiele osób rozmawia z bliskimi po śmierci i to nie jest nic dziwnego nawet poza ezoteryczną rozmową. Ale mam pytanie do ekspertów tutaj: czy takie urwane w połowie rozmowy mogą coś zakłócić? Bo jakby zacząć i nie skończyć, to brzmi jak otwarta brama.
Długopis to ciekawa anomalia. Chyba że ktoś by stwierdził, że mama szuka czegoś do zapisania. Co trochę brzmi jak interpretacja na siłę. Bylica, jak odróżnić, kiedy wzór istnieje, a kiedy sami go tam wkładamy?
To robi z tego fotela coś w rodzaju miejsca zakotwiczenia, nie? Jakby on był punktem, przez który ta obecność się przejawia. Czy to ma sens z waszego punktu widzenia, że jeden przedmiot może być silniejszy od innych?
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i jedno mi chodzi po głowie. Wszystkie te rzeczy, fotel, bluzki, chusta, zapach, tworzą razem coś w rodzaju mapy jej obecności w twoim mieszkaniu. Zastanawiam się, czy te przedmioty, które znikają, to przypadkowo właśnie te, które są z nią związane, czy też znika coś, co jej nie dotyczy?
To, co mówisz, jest dla mnie znaczące. Właśnie ta bierność, że nie szukasz, że jesteś zajęta czymś prozaicznym, kiedy to się pojawia, to jeden z tych szczegółów, na które zwracam uwagę. Jolanta, czy potrafisz sobie przypomnieć, co robiłaś dokładnie w momencie, kiedy chusta znalazła się na fotelu? Mówię o tym, co robiłaś chwilę przed tym, zanim ją zauważyłaś.
Właśnie, pytanie "po co" jest tu ważniejsze niż "czy to możliwe". Rozumiem, że pytamy o racjonalne wyjaśnienia, ale sama eliminacja ludzkich możliwości też daje jakąś odpowiedź. Bylica, jak rozumiesz to, co się tutaj zbiera? Bo mam wrażenie, że rozmawiamy już o czymś więcej niż o zjawisku.
To, co teraz powiedziałaś, brzmi dla mnie inaczej niż cała wcześniejsza rozmowa. Że nie bałaś się, mimo że znalazłaś coś tak niewyjaśnialnego. To chyba coś mówi, nie? Rodis, jak to interpretujesz, tę reakcję emocjonalną, a nie lękową?
To jest bardzo ważne rozróżnienie. Narracje budujemy retrospektywnie i nie ma w tym nic złego, ale warto mieć tego świadomość. Wzorzec, który widzimy w tej rozmowie, może być częściowo wzorcem, który Jolanta sama scala teraz, patrząc wstecz. To nie wyklucza tego, że coś się dzieje. Ale rozróżnienie między "wiedziałam wtedy" a "widzę teraz" jest dla mnie istotne.
To, że od kiedy zaczęłaś mówić, zaczęło się więcej dziać, jest czymś, co słyszę bardzo często. Nie wiem, czy to uwaga skierowana ku temu przyciąga kolejne zdarzenia, czy po prostu zaczynamy je inaczej rejestrować. Jolanta, jak teraz wygląda zapach? Czy nadal się pojawia, czy od kiedy pojawiła się chusta, coś się zmieniło?
Czy to nie jest trochę tak, jakby chusta była właśnie tym, na czym mamie zależało? Że zapach był wezwaniem, a chusta odpowiedzią?
