Mieszkamy na ostatnim piętrze bloku, nad nami jest tylko stropodach i nic więcej. Od jakichś trzech tygodni słyszymy w nocy wyraźne kroki nad głową. Dosłownie stąpanie, jakby ktoś chodził w butach po twardej podłodze. Mąż mówi, że to pewnie zwierzęta na dachu, ale to brzmi zupełnie inaczej niż jakieś ptaki czy koty. To są regularne, ciężkie kroki. Czasem idą z jednej strony na drugą, czasem się zatrzymują. Dzieje się to głównie między pierwszą a trzecią w nocy. Ktoś miał coś podobnego?
Ostatnio przeglądałem sporo relacji o tego typu zjawiskach i to, co opisujesz, pasuje do klasycznych sygnałów obecności jakiegoś bytu. Ta regularność jest szczególnie zastanawiająca. Zwierzęta nie chodzą tak... metodycznie. Pytanie pierwsze: czy te kroki zawsze idą w tym samym kierunku, czy różnie? I czy w tym czasie dzieje się w domu cokolwiek innego, jakieś zimne przeciągi, wybudzenia bez powodu, cokolwiek?
O rany, to brzmi niesamowicie. Słyszałam, że duchy pojawiają się często właśnie na górnych piętrach bo są bliżej... no nie wiem, może jakiejś energii? Czytałam gdzieś, że trzeba zapalić białą świeczkę i głośno powiedzieć, żeby sobie poszło. Próbowałaś czegoś takiego?
A sprawdzaliście czy na dachu nie ma jakiegoś wejścia, z którego ktoś korzysta? Pytam serio, bo zanim człowiek idzie w kierunku nadprzyrodzonego, to jednak warto wykluczyć to co możliwe do sprawdzenia. Złodzieje na dachach to nie jest bajka.
Ja bym powiedziała, że to pewnie jakiś duch z poprzednich lokatorów albo kogoś kto kiedyś mieszkał w bloku. Takie duchy często nie wiedzą, że czas minął i chodzą swoimi starymi ścieżkami. Słyszałam o mnóstwie takich przypadków w blokach z wielkiej płyty. Te budynki zbierają energie przez lata.
Ojej, to bardzo smutne. Ale może to pocieszające, że jest blisko? Może chce coś powiedzieć? Ja bym spróbowała porozmawiać, po prostu głośno, w środku nocy jak te kroki się zaczną.
Szczerze? Nie wiem czego chcę. Część mnie jest przestraszona, część smutna, a część... nie wiem, może chciałaby jakoś powiedzieć przepraszam. Ale mąż nie może o tym wiedzieć, bo by się załamał albo wściekł, jedno albo drugie.
Mam przyjaciółkę, ale ona jest totalnie sceptyczna, śmiałaby się. Mama daleko. Właściwie to jest tak, że na tym forum czuję się bardziej zrozumiana niż w swoim otoczeniu, co brzmi pewnie dziwnie.
O, to akurat rozumiem. Moja teściowa robiła dokładnie to samo i to było źródło niejednej cichej awantury. Ale tu mam pytanie, czy to napięcie o którym mówiłaś wcześniej z teściową, to miało coś wspólnego właśnie z tym, z kuchnią albo domem ogólnie?
A ja mam pytanie może z innej strony, czy ktoś w ogóle zapytał Lenę co ona czuje do teściowej teraz? Nie co czuła, nie co między nimi było, ale teraz, po jej odejściu. Bo to może mieć znaczenie, prawda?
Słyszę że rozmowa idzie w kierunku bardzo osobistym i rozumiem to, ale chcę zapytać o coś co mnie nurtuje od jakiegoś czasu w tym wątku. Czy te dźwięki, zarówno kroki jak i to przesuwanie, czy są zawsze w nocy i rano, czy zdarzają się też w inne pory? Pytam bo w moim przypadku, dawno temu, pory miały znaczenie.
Tak. Ona wstawała bardzo wcześnie, to była jej ulubiona pora. Gotowała śniadanie dla wszystkich zanim ktokolwiek wstał. Mąż zawsze to wspominał. Nad kuchnią, rano. Boże.
Wie. Słyszał parę razy, ale mówi że pewnie stary budynek, stropodach, rury. On tak ma że szuka wyjaśnienia i jak je znajdzie, to zamyka temat. Ja nie mogę zamknąć. Szczególnie teraz gdy zobaczyłam to powiązanie z porą i miejscem.
Tak. Chyba tak właśnie to wygląda.
Bardzo podobny. On jest jej synem pod tym względem jeden do jednego. Ona milczała, on milczy. Ona nie pytała wprost, on nie pyta wprost. Nigdy wcześniej tak tego nie nazwałam ale tak, tak właśnie jest.
