Nie wiem jak to opisać żeby brzmiało sensownie, ale spróbuję. Kilka tygodni po tym jak ojciec odszedł, obudziłem się w środku nocy od swojego imienia. Wyraźnie. Jego głosem. Nie było to żadne mamrotanie ani coś na granicy snu, to było konkretne, wyraźne, tak jak on wołał mnie z drugiego pokoju. Usiadłem na łóżku i przez dobrą minutę byłem absolutnie pewien że on żyje i że coś się dzieje. Potem wróciła rzeczywistość. Minęło już trochę czasu i nadal nie wiem co o tym myśleć. Czy ktoś miał coś podobnego? Czy to w ogóle jest coś o czym tu można rozmawiać?
To jak najbardziej temat na tę kategorię i dobrze że napisałeś. Zanim cokolwiek powiem, chcę się upewnić że dobrze rozumiem sytuację. Mówisz że obudziłeś się od głosu. Znaczy że byłeś już rozbudzony gdy to usłyszałeś, czy dopiero potem ocknąłeś się i sobie uświadomiłeś? Bo to ważne rozróżnienie przy takich historiach.
Mam ciarki czytając to. Mój wujek odszedł parę lat temu i przez jakiś czas po tym miałam wrażenie że słyszę jego kroki na schodach. Ale to chyba nie to samo co u ciebie, bo to nie było moje imię ani konkretny głos, bardziej takie dźwięki w tle. Zastanawiam się czy to w ogóle to samo zjawisko.
Ja to znam z innej strony bo u mnie pojawiało się to w snach, ale też po stracie bliskiej osoby. Babcia wołała mnie po imieniu i było to tak realne że po obudzeniu szukałam jej w domu. Nie wiem czy to co ty opisujesz to to samo, ale to uczucie że ktoś naprawdę tam jest, to jest nie do pomylenia z niczym innym.
Trzeba rozróżnić między stanem hipnagogicznym a faktycznym przebudzeniem. W stanie przejściowym między snem a czuwaniem mózg potrafi generować głosy, obrazy, całe sceny. Słyszenie swojego imienia to jeden z najczęstszych objawów tego stanu. Nie twierdzę że tak było, ale to pierwsza rzecz którą bym sprawdził.
A ile czasu minęło od jego śmierci do tego zdarzenia? Tydzień, miesiąc, więcej? Zastanawiam się czy jest jakaś prawidłowość kiedy to się pojawia.
Dwa tygodnie to moment kiedy takie rzeczy się zdarzają stosunkowo często. Spotkałam się z tym wielokrotnie w rozmowach z ludźmi. Energia po odejściu bliskiej osoby nie znika od razu, szczególnie jeśli odejście było nagłe albo jeśli zostały jakieś sprawy niedomknięte. Jacek73, jak odszedł twój ojciec? Nagła choroba, długa, był czas na pożegnanie?
Przepraszam że wchodzę z takim pytaniem, ale zastanawiam się czy po tym zdarzeniu Jacek73 poczuł ulgę czy raczej jeszcze większy smutek? Bo czytam różne opisy takich historii i jedni mówią że to przyniosło im spokój, a inni że przez tygodnie potem nie mogli spać.
Czytam i nie mogę oderwać się od ekranu. Moja mama odeszła parę lat temu i nigdy czegoś takiego nie miałam, żadnego głosu, żadnego snu z jej obecnością. Zawsze się zastanawiałam czy to znaczy coś złego, czy może brakuje mi jakiegoś otwarcia albo nie wiem, wrażliwości na to. Czy to jest coś czego można się nauczyć czy albo się ma albo nie?
Wracając do samej historii, bo mnie ciekawi jedna rzecz. Jacek73, czy wołał cię twoim codziennym imieniem, zdrobnieniem, pseudonimem? Jak on normalnie do ciebie mówił?
To zdrobnienie mnie zatrzymało. Czytam ten wątek od początku i właśnie to szczegół, który zmienia wszystko. Imię pełne to jedno, ale zdrobnienie używane tylko przez ojca i mamę? To nie jest coś co mózg losowo generuje ze swojego archiwum. Mam pytanie do Jacek73, czy mama jeszcze żyje i czy jej powiedziałeś o tym co się stało?
Chwila, to mama tak po prostu powiedziała że wiedziała? Bez zaskoczenia, bez pytań? To znaczy że ona też coś czuła albo miała jakieś swoje doświadczenie po jego odejściu? Nie dopytywałeś jej o to?
To co mówisz o mamie jest według mnie znaczące. Czasem bliscy osoby która odeszła mają różne doświadczenia po stracie i każde z nich jest inne. Ona mogła dostać swój sygnał w zupełnie innej formie. Ale mam jedno pytanie, bo wróciłam do początku wątku. Napisałeś że ojciec wołał was, nie ciebie. Czy to było zbiorowe, jakbyś słyszał że woła całą rodzinę, czy jednak skierowane konkretnie do ciebie?
Wracam do tego co pisałem wcześniej o stanie hipnagogicznym, bo to zdrobnienie faktycznie jest ciekawym szczegółem. Ale zadam pytanie inaczej, nie żeby podważać, tylko żeby zrozumieć. Jak długo znałeś to zdrobnienie? Ile lat ojciec cię tak nazywał? Bo jeśli przez całe życie, to mózg ma to głęboko zakodowane i może odtworzyć łącznie z barwą głosu.
Mam inne pytanie do całej dyskusji. Czy ktoś z was słyszał swoje imię wymawiane głosem żyjącej osoby, która w tym momencie była gdzieś indziej? Bo zastanawiam się czy to zjawisko jest specyficzne tylko dla żałoby czy może pojawia się szerzej.
A mnie zastanawia jeszcze jedna rzecz. Wcześniej napisałeś że rozmawialiście przez telefon kilka dni przed śmiercią ojca, zwykła rozmowa. Czy teraz jak o tym myślisz, było w niej coś co wtedy zignorowałeś albo czegoś nie powiedziałeś? Bo może właśnie to co zostało niewypowiedziane to jest ten kanał o którym mówiła Ewunia_J.
To pytanie mnie zatrzymało. Była zwykła rozmowa, takie gadanie o niczym, ale na końcu on powiedział coś w stylu że jest z nas, ze mnie i brata, dumny. Tak po prostu, bez okazji. Wtedy pomyślałem że to trochę dziwne bo nie mieliśmy jakiegoś ważnego momentu. Teraz myślę że może on po prostu wiedział.
Zatrzymałam się na tym co właśnie napisałeś. Takie zdania bez wyraźnego powodu, powiedziane jakby mimochodem, to pojawia się dość często w historiach które słyszałam. Czy brat też coś takiego dostał od niego w tamtej rozmowie albo innej?
To co piszesz o bracie to osobny temat i rozumiem że nie chcesz tego rozwijać publicznie, ale wracając do głównego wątku, mam pytanie które mi chodzi po głowie od kilku postów. Czy od tamtego zdarzenia, od tego głosu, coś jeszcze się powtórzyło? Jakikolwiek inny sygnał, sen, cokolwiek?
Odpowiadając na pytanie Ninki, bo ono chyba najbardziej przesuwa tę rozmowę do przodu. Nie, nic się nie powtórzyło w takiej samej formie. Żadnego głosu, żadnego imienia. Ale mam wrażenie, i wiem że to może brzmieć naciąganie, że czasem budząc się w nocy czuję jakiś spokój który nie jest mój. Nie wiem jak to inaczej opisać. Jakby ktoś siedział obok, ale nie ma nikogo.
To co napisałeś o tym spokoju który 'nie jest twój' jest dla mnie ważniejsze niż sam głos. Głos był jednorazowy, wyraźny, ale to poczucie które opisujesz brzmi jak coś co trwa. Czy ono pojawia się tylko w nocy, przy budzeniu, czy też w innych momentach?
Też chcę dopytać o to co Jacek73 napisał. To rozróżnienie, spokój który nie jest mój, słyszę je od różnych osób które przeżyły stratę i za każdym razem jest podobnie opisywane. Jakby ktoś przynosił emocję z zewnątrz, nie generował jej w sobie. Czy przed śmiercią ojca znałeś takie stany, czy to jest coś zupełnie nowego?
Przepraszam że się wtrącam bo może to głupie pytanie, ale ten spokój o którym piszesz, czy on pojawia się w jakimś konkretnym miejscu w domu czy wszędzie tak samo? Pytam bo czytałam że duchy trzymają się miejsc ale może to bzdura.
To jest właśnie problem z taką analizą. Sypialnia, pół-sen, rozluźnienie ciała, obniżona kontrola krytyczna. To wszystko są warunki które sprzyjają i głosom i właśnie takim stanom jak spokój który trudno przypisać sobie. Nie mówię że nic się nie dzieje, mówię że te warunki są bardzo niesprzyjające do odróżnienia źródeł.
Od razu był spokój, ale rozumienie, jeśli w ogóle mogę tak to nazwać, to dopiero tu, w tej rozmowie. Naprawdę. Wcześniej nie rozmawiałem z nikim tak szczegółowo o tym zdarzeniu. Mama wie, ale jak pisałem, nie chce drążyć. Więc to co tu piszemy to pierwsze chwile kiedy naprawdę to składam w całość.
To trochę wzruszające że akurat forum stało się miejscem do tego. Ale mam pytanie do całej dyskusji, nie tylko do Jacka. Czy ktoś z was rozmawiał kiedyś z kimś bliskim o takim zdarzeniu i usłyszał od nich że oni też mieli coś podobnego, ale nigdy wcześniej nie powiedzieli? Bo ta mama która 'wiedziała' to mnie zastanawia.
Czytam ten watek od poczatku i mam jedno pytanie do Jacka ktore moze byc gupie ale czy ojciec wiedzial ze sie tak do niego odnosisz? Znaczy to zdrobnienie, czy to bylo tylko washe, rodzinne, czy mowil tak do ciebie przy obcych tez?
