Tak, to pudło stoi właśnie w sypialni. W rogu przy oknie. Teraz jak to piszę to... czuję się głupio że tego nie skojarzyłam. Czy powinnam je wynieść z sypialni? I gdzie? Nie wiem czy do piwnicy, skoro stamtąd to zabrałam.
Zanim cokolwiek ruszysz - powiedz mi jedno. Czy córka wie że to pudło tam stoi? Czy kiedykolwiek sama do niego zaglądała albo się przy nim kręciła?
Czekajcie, ale czy to naprawdę ma aż takie znaczenie czy dotykała czy nie? Ona i tak cytuje te teksty, rozmawia z kimś w nocy, coś się dzieje - niezależnie od tego czy brała pamiętnik w ręce czy nie.
Właśnie. I tu mam pytanie które chodzi mi po głowie od kilku postów: skąd wiadomo że to ten pradziadek a nie ktoś inny? Bo Ilonka znalazła jego rzeczy, córka cytuje jego pamiętnik - ale czy ktokolwiek to zweryfikował? Może to zbieżność?
Chwila. To jest konkretna informacja. Dziecko opisuje kogoś kogo nie mogło zobaczyć bo nie widziało zdjęcia - to nie jest już 'może wyobraźnia'. Ilonka, to zdjęcie masz w domu? Czy ona mogła jakoś na nie natrafić?
To zmienia postać rzeczy. Wąsy i mundur to szczegóły których małe dziecko nie wymyśla samo z siebie, szczególnie jeśli nie miało dostępu do żadnego obrazu. Chcę wrócić do tych przedmiotów w pudle - wieczne pióro i metalowa puszka. Czy wiesz co jest w tej puszce?
A moze warto ją otworzyc? Albo moze lepiej nie, nie wiem. Jak my z bratem znaleźlismy stara szkatulke po prababci to mama mówiła żeby nie ruszac bo 'jej rzeczy nie są dla nas'. Nie wiem czy to prawda czy przesąd ale może ktoś wie?
To jest kluczowe zdanie. 'Szuka czegoś ważnego' - i mamy pudło z jego rzeczami w sypialni, mamy pamiętnik którego treść jakoś do niej dociera. Czy możliwe że to o co mu chodzi jest właśnie w tej puszce którą jeszcze nie otwierałaś?
Albo w ogóle chodzi o sam pamiętnik i o to żeby go... nie wiem, oddać komuś? Pochować z nim? Przepraszam że pytam tak naiwnie, ale co się robi z rzeczami osoby która szuka spokoju?
Ilonka, to zdanie 'pan szuka czegoś ważnego' to nie jest przypadkowy obrazek w głowie dziecka. Chcę żebyś mi powiedziała jedną rzecz: czy córka rozmawiając z tym panem mówi do niego wprost, jakby prowadziła normalną rozmowę? Czy to bardziej wygląda jakby powtarzała coś co słyszy?
'To jest tutaj' - to mnie uderzyło. Wskazywała na coś konkretnego kiedy to mówiła? Na pudło, na pamiętnik, na puszkę?
Przepraszam że wejdę z boku, ale czy ta puszka stoi teraz w sypialni razem z resztą tych rzeczy? Bo jeśli tak, to dziecko mogło po prostu machinalnie wskazać na nią nie rozumiejąc co robi.
Pudło stoi przy oknie w sypialni. Wyjęłam z niego pamiętnik i wieczne pióro i trzymam je na komodzie. Puszka jest wciąż w pudle.
Ilonka, przenieś te rzeczy. Nie mówię żeby wyrzucić, ale żeby nie stały w tej samej sypialni gdzie śpi córka. Najlepiej do innego pomieszczenia, im dalej od jej łóżka tym lepiej. To nie jest egzorcyzm ani żaden rytuał - to po prostu zdrowy rozsądek.
A moze jak sie przeniesie te rzeczy to on pojdzie za nimi do nowego pokoju? Bo jak duchy 'chodzą za przedmiotami' to może właśnie o to chodzi i wtedy będzie w innym miejscu ale nadal w domu.
Mam pytanie trochę z innej strony. Ilonka, córka jest jedyną osobą która ma z tym kontakt czy ty albo ktoś inny z rodziny też coś czuł w tym mieszkaniu? Bo zastanawiam się czy dziecko jest tu jakimś szczególnym przypadkiem, czy po prostu ona jest bardziej otwarta.
Czyli to nie jest tylko dziecko. To już naprawdę nie brzmi jak sama wyobraźnia córki, bo skoro ty też coś czułaś... Ilonka, jak dawno to było, to twoje wrażenie przy komodzie?
To się zgadza czasowo. Pudło przyszło do domu, rzeczy zaczęły 'działać', córka zaczęła mówić o panu, ty poczułaś coś przy komodzie. Wszystko zaczęło się razem. Czy ktoś w rodzinie wiedział że te rzeczy mają jakąś historię zanim Ilonka je dostała?
Właśnie - kto dał jej to pudło? Bo skoro prababcia zachowała te rzeczy przez tyle lat i nikt wcześniej nie otwierał, to może ktoś celowo tego nie ruszał?
Ale mamy wąsy i mundur które córka opisała, a których nie mogła widzieć. To jest dla mnie najmocniejszy argument w tej całej historii. Wszystko inne można jakoś wytłumaczyć, a to nie bardzo.
Ilonka, zadzwoń do mamy i zapytaj wprost: czy w rodzinie mówiło się coś o tym pradziadku? Czy zginął w specjalnych okolicznościach, czy miał coś niedokończonego, czy może był jakiś konflikt. Pamiętniki pisze się kiedy jest coś do powiedzenia, coś ważnego. I ten pan szuka czegoś ważnego.
Zadzwoniłam do mamy przed chwilą. Powiedziała że pradziadek zginął podczas wojny, gdzieś na wschodzie, i że ciała nigdy nie odnaleziono. Prababcia do końca życia mówiła że 'on nie wie że nie żyje'. Mama mówiła to tak jakby to był żart albo sposób prababci na radzenie sobie ze stratą, ale teraz mam ciarki jak o tym myślę.
Ilonka - 'on nie wie że nie żyje'. To prababcia naprawdę tak mówiła? Bo to nie brzmi jak metafora żałoby. To brzmi jakby wiedziała coś więcej.
To jest bardzo ważna informacja. Ciało nieodnalezione, śmierć na obczyźnie, żona która przez lata trzyma pamiętnik i jego rzeczy... To są klasyczne warunki dla tego co nazywamy przywiązaniem. On mógł po prostu nie przejść. A teraz ktoś otworzył pudło i przestał to zamykać. Ilonka, czy prababcia żyje jeszcze?
Zaraz, zaraz. Bo to wszystko zaczyna układać się w historię, ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Mówicie że ten pradziadek przez te wszystkie dziesiątki lat był jakby... czekał? I teraz poprzez dziecko próbuje coś powiedzieć? Czy ja dobrze rozumiem ten kierunek myślenia?
Ale to rodzi pytanie - po co? Co on chce przez to dziecko powiedzieć? Bo jeśli przez tyle lat czekał, to pewnie ma jakiś powód. Ilonka, córka cokolwiek mówiła o tym 'panu' poza tym że jest tu i że patrzy? Jakieś słowa, prośby, cokolwiek?
Smutny i czeka... ale na co czeka? Czy pytałaś córkę na co czeka ten pan? Bo dzieci jak już mówią to czasem mówią więcej niż myślimy że powiedzą jak się ich zapyta wprost.
