To bardzo wiele mówi. Dziecko samo się zamknęło kiedy wyczuło że mama się boi. A teraz pytanie - czy po tych dwóch dniach wróciła do tematu sama z siebie, czy ty ją jakoś zachęciłaś?
Poczekajcie - 'pan pyta dlaczego jej nie słucham'? Czyli on komunikuje się przez córkę w obie strony? Ona przekazuje jego słowa do Ilonki, a on wie co Ilonka robi i czuje? To jest już coś innego niż dziecko widzące ducha.
Mam pytanie które może brzmieć głupio, ale muszę je zadać. Czy ktokolwiek w tej sytuacji pomyślał o tym, żeby po prostu... zapytać go czego chce? Przez córkę oczywiście. Czy to nie jest logiczny krok jeśli on i tak przez nią mówi?
Bo mnie zastanawia co innego. Ilonka, wspomniałaś że córka cytuje fragmenty pamiętnika - czy to są konkretne zdania, czy raczej jakieś ogólne treści? Bo jeśli to są zdania które możesz potem sprawdzić w pamiętniku słowo w słowo, to jest zupełnie inna sytuacja niż gdyby mówiła ogólnikami.
Poczekajcie. Pamiętnik jest po niemiecku? Czy córka cytowała też po niemiecku, czy po polsku?
A skąd wiadomo że to nie są akurat te fragmenty które ktoś z rodziny mógł jej kiedyś powiedzieć? Mama Ilonki, babcia? Nie mówię że tak jest, ale zanim pójdziemy dalej z tym rozumowaniem, to warto wykluczyć. Czy córka miała w ogóle kontakt z kimś kto zna treść pamiętnika?
No właśnie, dzici podsłychują i zapamiętują rzeczy dosłownie, to wiadome. Ale tu jest jeszcze ta kwestia z nazwą wioski - to nie jest coś co dziecko mogło po prostu wyłapać z przypadkowej rozmowy dorosłych. To by musiała zapamiętać, skojarzyć i powtórzyć w odpowiednim kontekście. Ile ma lat? Pięć?
Mam trochę inne pytanie. Ilonka, jak córka się zachowuje poza tymi momentami kiedy mówi o panu? Znaczy - czy jest normalnym, wesołym dzieckiem, śpi dobrze, je dobrze? Czy coś się zmieniło w jej zachowaniu od kiedy to się zaczęło?
To jest dobra informacja. Kiedy dzieci są rzeczywiście nękane przez coś nieprzyjaznego, to widać to szerzej - zmiany w zachowaniu, jedzeniu, snie, lęki. Tu tego nie ma. Ale to mnie wraca do pytania Celestyna - czego on właściwie chce? Bo jeśli jest smutny i czeka, i teraz jest aktywny po tylu latach, to coś musiało go poruszyć. Ilonka, kiedy dokładnie to się zaczęło? Tuż po otwarciu pudła?
Czyli otwarcie pudła było wyraźnym wyzwalaczem. To ma sens jeśli te rzeczy były czymś w rodzaju kotwicy. Przez dekady spały zamknięte, prababcia umarła, kontakt się urwał - a potem nagle ktoś otwiera, dotyka, wyjmuje. Jakby ktoś zastukał do drzwi po bardzo długim czasie.
Ilonka, mam do ciebie jedno konkretne pytanie. To pudło z rzeczami pradziadka - co z nim teraz zrobiłaś? Nadal jest otwarte, spakowane z powrotem, oddałaś mamie? Bo wydaje mi się że to ma znaczenie dla tego co dalej.
Pudło jest z powrotem spakowane i stoi w sypialni u mnie. Nie oddałam mamie, bo nie wiem czy to ma sens teraz, po tym wszystkim. Ale też nie wiem czy to był dobry pomysł trzymać je przy sobie. Szczerze? Trochę się boję jej odpowiedzi na to pytanie.
Dobrze że pytasz, bo to naprawdę ma znaczenie. A powiedz mi - od kiedy pudło stoi u ciebie w sypialni, czy coś się zmieniło? Czy córka dalej mówi o panu tak samo często, czy może częściej?
Poczekaj - córka zapytała czy on może zostać? Czyli ona go postrzega jako kogoś kto jest tu chwilowo i może odejść? Bo to jest jakiś rodzaj świadomości u dziecka że ta sytuacja jest tymczasowa.
To nie brzmi głupio, to brzmi jak typowy objaw obecności. Budzenie się w nocy z tym uczuciem to jedna z najpowszechniej opisywanych rzeczy. Chociaż masz rację że stres robi swoje. Ale zestawione razem - pudło w sypialni, częstsze rozmowy córki, twoje przebudzenia - to jest jednak jakiś wzorzec.
To jest ważne że na początku była spokojna. Bo to znaczy że ona tego nie odczuwa jako czegoś strasznego, prawda? Przynajmniej nie normalnie. Ten jeden raz kiedy nie chciała iść spać - czy powiedziała coś więcej o tym jak wyglądał pan chodzący po pokoju?
Chodzi i szuka. To jest konkretna informacja. Ilonka, a powiedz mi - czy pamiętnik który otworzyłaś był w tym pudle sam, czy były tam też inne rzeczy? I czy wiesz cokolwiek o okolicznościach śmierci pradziadka?
Zaraz, mama była wstrzemięźliwa w temacie listów? To jest nowy wątek. Czy pytałaś ją o to konkretnie - o listy - czy raczej ogólnie o pradziadka?
I czy córka kiedykolwiek wspominała o listach albo o czymś co mogłoby się do nich odnosić? Bo jeśli on czegoś szuka i to jest w tym pudle, to może właśnie to są te listy, a nie sam pamiętnik.
O listach to mama powiedziała tylko tyle, że są i że nie czytała. Ale jakby... ucięła temat. Zapytałam czy warto je przejrzeć, a ona stwierdziła że to stare sprawy i nie ma po co grzebać. Dosłownie tymi słowami: 'nie ma po co grzebać'. Wtedy mi to nie dało do myślenia, ale teraz rozumiem że to było dziwne.
Poczekaj - twoja mama widziała te listy, wie co w nich jest albo przynajmniej się domyśla, i mówi że nie ma po co grzebać? To nie jest neutralna odpowiedź. To jest 'wiem coś i nie chcę żebyś wiedziała'.
Szczerze? Nie wiem nic konkretnego. Mama zawsze mówiła że pradziadek był porządnym człowiekiem, nauczycielem. Ale rzeczywiście - bardzo mało o nim opowiadała. Jakby temat był jakiś ciężki. Myślałam że to po prostu dlatego że go nie znała, bo umarł zanim się urodziła.
Ilonka, jedno pytanie zanim pójdziemy dalej. Czy córka kiedykolwiek mówiła o listach albo wspomniała cokolwiek o pisaniu, listach, kopertach? Cokolwiek co mogłoby się kojarzyć z tymi rzeczami z pudła?
Smutny bo nie może powiedzieć - to jest bardzo konkretne. Zupełnie inaczej niż 'chodzi i szuka'. To już nie jest tylko fizyczne poszukiwanie czegoś, ale jakaś niezałatwiona komunikacja. Ludwinia, czy to zmienia cokolwiek jeśli chodzi o to jak do tego podejść?
Inny rejestr - to mnie zastanawia. Czy to jest różnica w tonie głosu, w słownictwie, w tempie mówienia? Bo jeśli dziecko nagle mówi wolniej albo inaczej intonuje, to jest coś co jest opisywane przy takich przypadkach.
Tak, jedno zapamiętałam bo mnie wtedy uderzyło. Powiedziała kiedyś: 'pan mówi że sprawa jest niedomknięta'. Słowo 'niedomknięta' w ustach czterolatki. Zapytałam ją gdzie to słyszała i wzruszyła ramionami jak zwykle.
Okej, to słowo mnie zatrzymuje. 'Sprawa jest niedomknięta' - to jest bardzo specyficzne sformułowanie, prawie prawnicze albo urzędowe. Czterolatki nie mówią tak nawet jak powtarzają coś za dorosłymi, bo to jest zbyt abstrakcyjne żeby zapamiętać jako frazę.
