To co czujesz wchodząc do pokoju jest ważnym sygnałem. Ciało nas ostrzega zanim umysł zacznie analizować. Ja bym w takiej sytuacji zrobiła szybkie badanie przestrzeni - czy gdzieś w tym pokoju jest miejsce które wyraźnie czujesz inaczej? Nie chodzi o lęk, bardziej o takie zimne albo 'ciężkie' miejsce.
Koniec korytarza, ciemniej - to wyjaśnia dyskomfort w zupełności, nie trzeba od razu zakładać że przestrzeń jest 'ciężka'. Nasz mózg nie lubi ciemnych, odizolowanych miejsc, to atawizm. Trzmielina, czy ten pokój jest chłodniejszy od reszty mieszkania?
Słyszę tę rozmowę i zastanawia mnie jedno. Nikt nie zapytał o to, co było w mieszkaniu przed Trzmieliną. Takie powolne, spokojne działanie na jeden konkretny obiekt przez tygodnie, zawsze w tym samym kierunku - to jest coś zdecydowanie bardziej osadzonego w miejscu niż w osobie. Coś związanego z historią tego pokoju albo tej ściany, nie z rodziną.
Dobra, to ja se odpowiem sam bo googlowałem chwilę - zarządca budynku to chyba najłatwiejsza droga, podobno mają jakieś księgi lokatorów albo przynajmniej wiedzą kto mieszkał wcześniej. Spółdzielnie prowadzą kartoteki od lat 50-60. W urzędzie gminy też czasem można znaleźć coś w ewidencji ludności, ale to podobno jest różnie z dostępem. Trzmielina, wiesz kto był tu przed tobą? Cokolwiek?
Wiem tyle że starsza pani, mieszkała tu długo. Dostałam mieszkanie po jej śmierci - to mieszkanie zakładowe, byłam na liście. Ale szczegółów nie znam, nie pytałam wtedy bo nie miałam powodu. Teraz żałuję że nie zapytałam sąsiadki z naprzeciwka, ona tu jest od zawsze.
To sąsiadka jest złotym środkiem. Ludzie którzy siedzą w jednym miejscu od lat pamiętają wszystko i chętnie mówią. Zapytaj spokojnie, bez wspominania o łóżku czy panu - po prostu o poprzednią lokatorkę, co to była za osoba, jak żyła. Reszta sama wyjdzie w rozmowie.
A ten pokój gdzie stoi łóżko - to był jej pokój? Bo to by było ważne. Jedna sprawa to kto tu mieszkał, a zupełnie inna to gdzie spędzała czas, gdzie sypiała, gdzie… no, gdzie skończyła. Przepraszam że piszę wprost ale to istotne.
Zanim pójdziesz do sąsiadki z zestawem pytań - wróćmy do tej nogi łóżka. Sprawdziłaś już te stopki gumowe? Bo to wciąż wisząca kwestia i bez tej informacji wszystko inne jest trochę na wyrost.
to akurat znaczy dużo. Wypolerowane miejsce na podłodze to ślad wieloletniego tarcia - czyli ta noga poruszała się tam od dawna, prawdopodobnie długo przed tobą. Pytanie brzmi dlaczego akurat tam i czy poprzednia lokatorka też miała tam łóżko ustawione w podobnym miejscu.
ale wypolerowane to raczej znaczy że sie tam PORUSZAŁO, a nie że samo dryfuje teraz. Co to wyjaśnia w kwestii dlaczego łóżko przesuwa sie teraz, skoro Trzmielina nie popycha?
Albo podłoga jest wypolerowana bo coś przez lata koncentrowało się właśnie tam. Nie tylko łóżko poprzedniczki. Myślę o tym, że miejsca mają pamięć i ta pamięć zostawia ślady. Niekoniecznie w drewnie, ale drewno też jest podatne.
Teodozja ale ty literalnie tlumaczyłabyś WSZYSTKO mechanicznie. Nie ma czegoś takiego jak skumulowana energia w miejscu? Naprawdę zero? Bo to trochę smutna wizja swiata xd
cały czas ten sam schemat - jak nie da sie zmierzyć to nie istnieje. A intuicja? A setki podobnych relacji? A to ze dziecko widzi i mówi o tym zanim fizyczne rzeczy sie zaczną dziać? To wszystko zerujesz bo nie ma przyrządu?
Zostawcie na chwilę ten spór bo krąży w kółko. Mnie interesuje co praktycznego można zrobić w tej sytuacji. Mamy pokój gdzie coś się dzieje - dziecko widzi postać, łóżko się przesuwa, matka czuje niepokój wchodząc po zmroku. Pytanie do Trzmieliny: czy syn boi się tego pana czy raczej po prostu go opisuje bez strachu?
To że dziecko nie czuje strachu jest ważnym sygnałem. Małe dzieci reagują instynktownie na to co wrogie - jeśli by tam było coś agresywnego, dziecko by się bało. To raczej wskazuje na obecność która jest… oswojona z miejscem. Związana z nim. To jest różnica.
o matko, ten fragment z lampką… to brzmi jakby ten pan był jednak realny dla chłopca, nie jak fantazja. Moje siostrzeńce miały urojone przyjaciółki ale nigdy nie skarżyły się że robią im coś wbrew ich woli. Trzmielina, ile ma lat ten synek?
To zdanie z lampką jest kluczowe. 'Pan nie lubi jak pan to robi' - dziecko rozróżnia, że ta obecność ROBI coś, nie tylko stoi. To nie jest wyobraźnia czterolatka, bo czterolatek wymyśla rzeczy które są dla niego przyjemne, nie takie które mu przeszkadzają. Trzmielina, czy syn kiedykolwiek próbował z tym 'panem' rozmawiać?
Tak. Raz słyszałam jak mówił do ściany 'nie, nie chcę, idź tam' i wskazywał na kąt przy drzwiach. Weszłam, zapytałam z kim rozmawia - powiedział że z panem od okna i że mu powiedział żeby poszedł dalej bo chce spać. Nie wiem co z tym zrobić, serio nie wiem.
o boże, 'idź tam i wskazywał kąt' - to brzmi jakby dziecko próbowało go przeprowadzić w inne miejsce żeby mu nie przeszkadzał. Czterolatek negocjuje z duchem. to jest niesamowite i trochę przerażające jednocześnie. Mistique pisałaś że brak strachu to dobry znak - ale co z tym że chłopiec jednak próbuje go odesłać? to juz nie jest całkowita akceptacja
Zanim zaczniemy analizować czy duch 'słucha' dziecka - wróćmy na chwilę do fizyki. Mam pytanie do Trzmieliny: ta wypolerowana plama na podłodze, po której stronie nogi jest? Przed nogą w kierunku przesuwania, czy z tyłu, czy dookoła? To może dużo powiedzieć o kierunku i historii ruchu.
ma, i to spore. Jeśli wypolerowanie jest po stronie środka pokoju, to oznacza że siła od dawna działa w tym kierunku, i to konsekwentnie. Simargl ma rację że faktura się zmieniła i noga ześlizguje się łatwiej. Ale żeby ześlizgiwała się REGULARNIE i W TEN SAM KIERUNEK, potrzebna jest jakaś stała siła. I tu się zatrzymuję, bo nie mam prostego wyjaśnienia fizycznego.
Żeby być precyzyjnym: stała siła to mogą być mikrowibracje z jakiegoś urządzenia w ścianie lub podłodze. Lodówka, pralka na innym piętrze, instalacja CO. Mają swój rytm i mogą przez miesiące powoli przesuwać lżejsze meble. Ale przyznaje że milimetr po milimetrze przez kilka tygodni to jest dużo jak na wibracje.
Wibracje. Zawsze wibracje. Słuchajcie, w pewnym momencie trzeba sobie powiedzieć wprost: jeśli każde zjawisko tłumaczymy wibracjami, instalacją CO i wypolerowaną podłogą, to po co w ogóle jesteśmy na tym forum. Nie mówię że Simargl się myli, mówię że nie wszystko co niewyjaśnione jest niewyjaśnialne.
Teodozja, dziecko mówi do kogoś w rogu pokoju i negocjuje z nim żeby nie gasił lampki. W którym miejscu twoja 'uczciwa droga dociekania' obejmuje dzieci widzące niewidoczne postacie?
ja się trochę zgadzam z Teodozją w tej jednej kwestii - moja bratanica w tym wieku miała całą rodzinę wyobrażoną, z imionami, historią, kłótniami. ale nigdy nie skarżyła się że ktoś z tej wyobrażonej rodziny robi coś WBREw jej woli. to jest chyba ta różnica o której pisałam wcześniej. Trzmielina, czy synek wcześniej, zanim to się zaczęło, miał jakichś wyobrażonych przyjaciół?
To że 'pan' jest tylko w tym konkretnym pokoju to jest bardzo ważny szczegół. Wyobrażony przyjaciel chodzi za dzieckiem wszędzie. Lokalizacja to jest coś innego, coś związanego z miejscem a nie z dzieckiem. Czy synek kiedyś opowiadał jak ten pan wygląda? Wiek, ubranie, coś?
ta odpowiedź dziecka - 'czasem tak, czasem nie' - bardzo mi przypomina relacje ze zjawiskami które są związane z konkretnym miejscem i jego historią. To nie jest demon, to nie jest coś wrogiego, ale to też nie jest spokojny duch. Coś pomiędzy. Coś co ma swoje humory, żeby tak powiedzieć. Takie obecności zazwyczaj nie potrzebują egzorcyzmu, potrzebują żeby… no, żeby ktoś je zauważył.
