Oksanka ma coś, ale dodam od siebie - zauważenie to jedno, a oswojenie to drugie. Znam przypadek gdzie samo potwierdzenie obecności bez żadnego rytuału uspokoiło sytuację. Właścicielka po prostu powiedziała na głos w pokoju 'wiem że tu jesteś, rozumiemy się' i rzeczy przestały się dziać. Może brzmi absurdalnie, ale to działa na zasadzie nieagresji.
ale jak powiesz 'wiem że tu jesteś' do pokoju a tam nic nie ma, to co sie stanie? Nic. A jak tam jest cos, to… no, czy to nie jest zaproszenie do dalszego kontaktu? Trzmielina, czy ty w ogóle chcesz kontaktu z tym czym to jest?
szczerze? nie wiem. Chcę żeby mój syn spał spokojnie i żeby łóżko stało w miejscu. Czy to wymaga kontaktu, czy wypędzenia, czy czegoś jeszcze innego, naprawdę nie wiem. Dlatego tu jestem i pytam.
Trzmielina napisała że chce żeby syn spał spokojnie i żeby łóżko stało. Dobra, to jest właściwe pytanie. Nie 'co to jest', tylko 'co z tym zrobić'. I tu dochodzimy do sedna - bo zależnie od odpowiedzi na pierwsze pytanie, drugi krok jest zupełnie inny. Wypędzanie czegoś spokojnego może być głupotą. Zapraszanie do kontaktu z czymś niepewnym też. Zanim ktokolwiek coś doradzi, Trzmielina musi wiedzieć jedno: czy łóżko ruszyło się znowu odkąd piszesz ten wątek?
tak, ruszyło się. Dziś rano wstałam i znowu był ten milimetr, może dwa. Sprawdzam codziennie i tak naprawdę to chyba się dzieje głównie w nocy albo wczesnym rankiem bo wieczorem jak układam syna jeszcze stoi w tym samym miejscu. A rano jest przesunięte.
O matko, czyli to się dzieje kiedy dziecko śpi. Albo kiedy 'pan' przychodzi. To jest dosłownie ta sama pora. Trzmielina, twój syn śpi przez całą noc czy się budzi? Czy zdarzyło mu się pokazać na ścianę w nocy albo coś mówić przez sen?
Jasne że mówią przez sen, to zupełnie normalne u małych dzieci, mój bratanek tak miał przez cały rok i nic z tego nie wynikało. Ale rozumiem że w tym kontekście każda taka rzecz inaczej brzmi. Powiedz, a te nocne szurania słyszałaś kiedyś sama? Znaczy sam odgłos przesuwającego się łóżka?
to akurat może coś znaczyć. Drewno po drewnie z woskiem albo lakierem może się przesuwać prawie bezszelestnie przy odpowiednio małej sile i odpowiednio powolnym ruchu. Milimetr na noc to jest prędkość którą generuje naprawdę minimalna, stała siła. Ale dalej mam to samo pytanie co wcześniej - czy ktoś sprawdził czy podłoga jest idealnie pozioma? Bo nawet 0,5 stopnia nachylenia w kierunku środka pokoju + wypolerowanie nogi mogłoby to tłumaczyć przez miesiące.
No tak, sprawdź poziomicę. Wibracje. Nóżki. A potem wróć i nam powiedz co pokazała, żebyśmy mogli spokojnie przejść do rozmowy o tym co tu NAPRAWDE się może dziać. Bo cztery lata jak mam szacunek do skrupulatności Halnego, ale w pewnym momencie liczba wykluczonych hipotez zaczyna mówić sama za siebie.
Teodozja, serio? Łóżko jedzie w nocy, dziecko rozmawia z panem w rogu i mamy czekać na poziomicę żeby zacząć rozmawiać o tym co to może być. Ok, rozumiem twój punkt ale chyba możemy obie ścieżki prowadzić równolegle.
Obie ścieżki mają sens i jedno drugiego nie wyklucza, powiem szczerze. Miałam sytuację w starym mieszkaniu gdzie ziemia pod budynkiem była nasiąknięta historią miejsca i jednocześnie piwnica generowała wibracje od starego kotłowni. Jedno było fizyczne, drugie - nie. Obecność nie zawsze wyklucza fizykę, czasem właśnie korzysta z fizycznych kanałów. Łóżko może się przesuwać z powodu nachylenia podłogi i jednocześnie ta sama energia może wzmacniać ten ruch albo korzystać z niego.
ale Simargl, a dlaczego nadnaturalne wyjaśnienie w ogóle musi być 'sformalizowane'? To nie jest praca naukowa, to jest forum gdzie kobieta pyta co robić z sytuacją która ją niepokoi. Nawet jesli podloga jest nachylona to dziecko nadal widzi pana. Tych dwóch rzeczy poziomicą nie zmierzysz
Właśnie. I wróćmy na chwilę do tego co Trzmielina powiedziała o wyglądzie - 'stare ubranie', wysoki, 'czasem miły czasem nie'. Zegota wspominał wcześniej o naturze miejsca. Czy ktoś wie cokolwiek o historii tego budynku albo tej ziemi? Trzmielina, to jest nowe budownictwo czy starsze?
Lata trzydzieste i odbudowa po wojnie - to jest bardzo znaczące. Takie miejsca mają w sobie wiele warstw, i nie zawsze te warstwy są spokojne. 'Stare ubranie' może być dosłownym opisem epoki. Dziecko widzi to co jest, nie filtruje przez dorosłą racjonalizację. Trzmielina, czy twój syn kiedykolwiek powiedział coś o tym panu czego nie mógł wiedzieć z innego źródła? Jakieś słowo, szczegół który był dziwnie precyzyjny jak na czterolatka?
Kamienica z lat trzydziestych w Polsce. To jest kluczowe. Niemal każde takie miejsce przechodziło przez wojnę, wysiedlenia, śmierć, zmiany lokatorów. Nie mówię że na pewno ktoś tam umarł, mówię że statystycznie takie budynki mają swoją historię i ta historia zostawia ślad. 'Pan w starych ubraniach' to nie jest wyobrażony przyjaciel dziecka z lat dwutysięcznych.
Ta historia z kamienicą z lat trzydziestych mnie zmroziła trochę. Serio. Bo myślę sobie, Trzmielina, że ty może nawet nie wiesz co tam się działo, ale dom wie. Budynki pamiętają. Nie wiem czy to dobre słowo, ale jakoś tak to czuję. Czy twoje dziecko coś jeszcze mówi o tym panu? Jakieś szczegóły?
Tylko żeby nie zacząć budować całej narracji na 'kamienica z lat trzydziestych' zanim Trzmielina w ogóle sprawdzi tę podłogę. Historia miejsca to jeden wątek, ale łóżko które się fizycznie przesuwa to zupełnie osobna kwestia. Możemy mieć 'nawiedzony' budynek i jednocześnie pochyłą podłogę. Jedno nie wyklucza drugiego, ale też jedno nie udowadnia drugiego.
Teodozja, ile razy możesz powtórzyć ten sam argument. Rozumiemy że chcesz poziomicy. Wszyscy rozumiemy. Ale czy nie widzisz że tu dzieje się jednocześnie kilka rzeczy, z których część nie ma nic wspólnego z nachyleniem podłogi? Dziecko. Widzi. Kogoś. Tego poziomicą nie zmierzysz.
Cała ta debata o poziomicy trwa już od wielu postów i kręcimy się w kółko. Pozwolę sobie powiedzieć coś innego. Mam za sobą kilka lat pracy z miejscami obciążonymi historycznie i wiem jedno, łóżko dziecka przesuwa się dokładnie w tym kącie gdzie dziecko widuje gościa. To nie jest zbieżność którą można zbagatelizować, bez względu na to ile milimetrów ma nachylenie podłogi.
Nie, to bardzo ważna informacja. Czyli ruch łóżka jest w kierunku miejsca gdzie dziecko widuje postać. Muszę to przemyśleć bo to faktycznie zmienia obraz sytuacji nieco. Nadal nie wiem co z tego wynika, ale to nie jest już tylko przypadkowa zbieżność.
No właśnie, i o tym mówiłam wcześniej. Trzmielina, a ten róg przy szafie, czy tam jest coś specyficznego? Stara szafa, coś pod podłogą, jakiś rejon który wygląda inaczej? I sorry że pytam tak szczegółowo, ale to może być ważne.
Szafa jest nasza, kupiona kilka lat temu z ikei. Nic starego. Ale ten kąt… jest trochę chłodniejszy. Zawsze myślałam że to przez okno blisko, ale okno jest po drugiej stronie. Nie wiem. Może nic, może coś.
Chłodny kąt to bardzo charakterystyczna rzecz. Naprawdę. Miejsca gdzie jest obecność często mają niższą temperaturę, to jest opisywane przez mnóstwo ludzi którzy mieli kontakt. Trzmielina, czy twój syn bawi się w tym kącie za dnia, czy raczej go unika?
To jest jeden z tych momentów kiedy coś nagle zaczyna składać się w całość i robi się nieswojo. Małe dzieci generalnie nie mają problemów z wchodzeniem w każdy kąt pokoju, pod łóżko, za szafę. Jak dziecko jakiś kąt omija to zwykle coś czuje, dosłownie coś czuje nawet jeśli tego nie nazywa.
Małe dzieci omijają też kąty gdzie za bardzo świeci słońce, gdzie leży nielubiany sweter, gdzie tata raz na nie krzyknął. Lista powodów dla których dziecko nie wchodzi w konkretny rejon pokoju jest bardzo długa i większość z nich jest bardzo przyziemna. Nie mówię że tak jest w tym przypadku, mówię żeby nie brać jednej obserwacji jako dowodu.
Simargl, jasne, ale suma tych obserwacji przestaje być przypadkowa w pewnym momencie. Chłodny kąt. Dziecko które go unika. Łóżko jadące dokładnie w tamtą stronę. Postać którą dziecko tam widuje. Każda z tych rzeczy osobno to nic. Razem to jest pewien wzorzec i wzorce mają znaczenie.
Wzorzec faktycznie jest, ale pytanie czy kierunek przyczynowości jest taki jak zakładacie. Może dziecko unika tego kąta bo tam jest zimniej i po prostu nie lubi zimna. Może dlatego śpi bliżej środka i łóżko z czasem stoi inaczej. Może 'pan' to wyobraźnia dziecka pracująca na bazie tego że kąt jest nieprzyjemny. Nie twierdzę że tak jest. Mówię że kierunek strzałki przyczynowej jest tu nieoczywisty.
