tylko gwizdana, dziadek nie grał na niczym. śpiewał ją chyba czasem przy goleniu, tak mi matka mówiła, ale gwizdał najczęściej. Hiacynt78 a w jakim sensie to ma znaczenie?
no właśnie o to mi chodziło, że przyszedł w tej samej formie w jakiej ta melodia żyła za jego życia. nie zagrał jej na gitarze której nie umiał grać, nie zaśpiewał, tylko gwizdnął. to jest dla mnie jeden z tych szczegółów które mnie przekonują że to było coś osobistego a nie losowe
mam podobne doświadczenie z teściową, nie gwizd ale takie stukanie w rytm który ona zawsze robiła palcami w stół kiedy się nad czymś zastanawiała. miesiąc po śmierci usłyszałam to na blacie kuchennym, byłam sama. do dziś nie wiem co o tym myśleć ale ten rytm był jej, naprawdę jej.
ojej Leontynka to musiało być niesamowite, ten rytm palcami to jest tak indywidualna sprawa że po prostu nie moglaby tego usłyszeć od nikogo innego. czy się bałaś wtedy czy bardziej byłas zaskoczona?
właśnie to wzruszenie zostało ze mną najdłużej. strach minął, a tamto uczucie jakby coś się ułożyło - nie. i chyba dlatego trudno mi to wrzucić w kategorię 'to tylko mózg uzupełniał dźwięki'. ten rytm był za bardzo jej.
o matko Leontynka, to z tą teściową to mnie bardzo poruszyło. mówisz że stosunki nie były najlepsze, i to takie stukanie przyszło akurat od niej. zastanawiam się czy to nie jest właśnie ten rodzaj kontaktu kiedy chodzi o jakieś… domknięcie? że ona chciała coś powiedzieć czego za życia nie powiedziała?
to co opisuje Leontynka jest ważnym przykładem - kontakt bez 'treści', tylko sygnatura. w wielu relacjach które czytałam tak właśnie to wygląda, nie przychodzi żaden komunikat, tylko potwierdzenie obecności. jakby samo 'jestem' było wystarczające.
czytam tę rozmowę od początku i jedno mi siedzi w głowie, czy w tych wszystkich przypadkach - gwizd, rytm, zapach - to zawsze pierwsza i jedyna taka sytuacja? bo Rojnik wspomniała o jednym zdarzeniu, i Leontynka też mówiła raz. i zastanawiam się czy to wraca czy to naprawdę jednorazowe
u mnie na razie jednorazowe. minęły już chyba z trzy tygodnie i nic. ale właściwie… nie wiem czy chcę żeby wróciło, czy wolę że to był ten jeden moment. dziwne co?
to wcale nie jest dziwne! ta ambiwalencja jest chyba bardzo ludzka. z jednej strony chcesz wiedzieć że to naprawdę było od niego, z drugiej może boisz się co by znaczyło gdyby się powtórzyło? jakby jeden raz można jeszcze wytłumaczyć, a dwa razy już trudniej.
mózg nie losuje dźwięku z powietrza, Arkana81. uzupełnia to co jest podatnym gruntem czyli to co jest silnie zakodowane emocjonalnie. więc jeśli ta piosenka ma silny ślad w pamięci, to właśnie ją mózg skleja z szumu. to nie jest magia, to jest po prostu to jak działa pamięć asocjacyjna.
ale Caroletta, Rojnik sprawdzała ten serial, nie było tam muzyki w tamtym momencie. z czego mózg miał sklecić gwizd jeśli nie było żadnego szumu melodycznego? bo z zupełnej ciszy to jednak trochę inna sytuacja
mam gdzieś notatki z kilku podobnych relacji które zbierałam przez lata i ciekawa jest jedna rzecz - w zdecydowanej większości gwizd czy charakterystyczny dźwięk pojawia się nie od razu po śmierci, tylko z pewnym odstępem. kilka tygodni, miesiąc, czasem dłużej. zastanawiam się czy to przypadek.
Heliosa, to nie jest przypadkowe. Intensywna żałoba to rodzaj hałasu. Zasłania odbiór. Kiedy trochę zelżeje i człowiek wraca do zwykłych czynności - robi herbatę, ogląda serial - właśnie wtedy staje się bardziej dostępny. I wtedy ten sygnał może przebić.
czytam to i mam pytanie, może głupie, ale chcę zrozumieć. ten 'odbiór' o którym mówi Kalikst - to jest coś co się dzieje automatycznie, czy trzeba być jakoś otwartym żeby to usłyszeć? bo Rojnik mówiła że w ogóle nie myślała o dziadku, była przy serialu.
mnie tu bardziej interesuje co Rojnik teraz z tym robi, bo słyszymy analize analize, a przeciez ona zadała konkretne pytanie - czy to wiadomość. i co, mamy odpowiedź? bo ja nie słyszę żeby ktoś jej powiedział co ma zrobić z tym co przeżyła
Rojnik, nie musisz nic robić, ale mozesz. to jest ta roznica. jesli to bylo od niego, to nie żadał niczego w zamian, prawda? więc spokojnie możesz po prostu… przyjąć to. zapamiętać. i tyle. nie trzeba zaraz rytuałów ani niczego.
no właśnie, to ważne co Frydkaa mówi. nie każde takie zdarzenie musi prowadzić do jakiegoś działania. czasem przyjęcie tego co było wystarczy. pytanie jest raczej inne - czy Rojnik czuje że dostała odpowiedź na to czego szukała, czy nadal jest coś co ją niepokoi?
chyba… tak? to znaczy, mniej mi ciąży. nie wiem czy to dlatego że porozmawiałam tu z wami i poukładałam sobie w głowie, czy dlatego że to zdarzenie faktycznie coś dało. może jedno i drugie. nadal nie wiem czy to był 'on', ale przestało mnie to gryźć tak mocno jak na początku.
okej ale mam inne pytanie bo chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu. Heliosa wspominała że w relacjach które zbierała te sygnały przychodzą kiedy żałoba zelżeje. ale co z osobami które w ogóle nie przeżywają klasycznej żałoby? jakiś kontakt z nimi się w ogóle nie zawiązuje? czy jednak zawsze przychodzi kiedy emocje opadają
jest w tym co Rojnik napisała coś co warto zatrzymać. Kiedy powiedziała że 'przestało gryźć', to być może właśnie o to chodziło. Nie o dowód, nie o powtórzenie. O jeden moment rozluźnienia w czymś co było napięte od wewnątrz. Takie sygnały nie są zwykle wielokrotne - są wystarczające.
Kalikst51, ale to co mówisz brzmi tak samo niezależnie od tego czy dźwięk był prawdziwy czy wyobrażony. 'Moment rozluźnienia' można osiągnąć przez masę rzeczy, przez rozmowę, przez czas, przez sen. Dlaczego ten gwizd miałby być czymś więcej niż wyzwalaczem który akurat trafił się w dobrym momencie?
no, trochę tak. choć mnie osobiście zależy na tym żeby ludzie rozumieli co się z nimi dzieje, a nie tylko korzystali z efektu. ale rozumiem punkt.
właśnie, bo to jest ta różnica między 'coś mi pomogło' a 'wiem dlaczego mi pomogło'. i te dwie rzeczy mogą być osobno. Rojnik może nie wiedzieć co to było i nadal z tego korzystać. chociaż… nie wiem, mnie by gryzło to nie wiedzenie. czy kogoś jeszcze?
mnie też by gryzło. i właśnie dlatego tu siedzę i czytam od godziny zamiast zająć się czymś innym 🙂 ale chyba to też zależy od człowieka. jedni potrzebują wiedzieć, inni potrzebują tylko że jest okej.
jest coś co wciąż siedzi mi gdzieś z tyłu przy tym wątku. ta piosenka, którą dziadek Rojnik lubił, to nie był przypadkowy dźwięk. to był klucz. coś wyraźnie oznaczone jako 'jego'. i ta specyficzność, że nie jakiś ogólny szum czy dzwonek, tylko konkretna melodia z konkretną historią, to jest dla mnie najbardziej znaczące w całej tej sprawie.
Caroletta ma rację w kwestii mechanizmu, ale pomija jeden element. W tradycji pracy z bliskimi zmarłymi istotne jest nie to czy mózg był zdolny wygenerować ten dźwięk, ale CZY COŚ ten mechanizm uruchomiło i kiedy. Mózg Rojnik mógł przez tygodnie nie produkować żadnego gwizdu, a potem nagle właśnie to, właśnie wtedy. Pytanie o przyczynę inicjującą jest nadal otwarte.
