a u mnie ten rytm który słyszałam, to był rytm który on wybijał palcami w stół kiedy oglądał mecze. żadna piosenka, żaden znany motyw, po prostu tup-tup-tup-tup, cztery uderzenia z pauzą. nikt inny tego nie robił. więc mi to 'silne zakodowanie emocjonalne' odpada jako wyjasnienie, bo to nie był żaden kulturowy motyw, tylko jego prywatny nawyk.
Leontynka, czekaj, a ten rytm to usłyszałaś w ciszy, czy były inne dźwięki wokół? bo zastanawiam się czy gdyby było coś grające w tle to mozna by powiedzieć że mózg wyłowił ten akurat wzorzec ze strumienia dźwięku. ale z ciszy to juz inaczej.
czytam tę rozmowę i myślę że wszyscy trochę kręcimy się wokół tego samego punktu. czy to sygnał zewnętrzny czy wewnętrzny, tylko że te dwie opcje nie muszą się wykluczać. bywa że to co zewnętrzne uruchamia wewnętrzne, i odwrotnie. sam moment gwizdu mógł być i z zewnątrz i przez mózg przetworzony w to co Rojnik mogła przyjąć. to nie musi być albo-albo.
to co napisał Kalikst wcześniej o 'jednym momencie rozluźnienia' i to co Leontynka mówi o rytmie, prywatnym, nieznanym nikomu innemu, to dla mnie dwie różne kategorie zdarzeń i nie powinniśmy ich wrzucać do jednego worka. Rojnik słyszała piosenkę, którą dziadek lubił, ale tę piosenkę znali pewnie też inni. Leontynka słyszała rytm który był absolutnie jego, prywatny, bez nazwy. to naprawdę inna klasa zdarzenia i zastanawiam się czy ktoś tu ma jeszcze podobny przykład, takie coś co było wyłącznie prywatnym znakiem danej osoby, nie piosenką, nie ogólnym dźwiękiem, ale czymś charakterystycznym tylko dla niej.
