Mam kota od czterech lat, nigdy nie był nerwowy, zawsze spokojny. Od jakichś trzech miesięcy regularnie siada naprzeciwko ściany w sypialni i wpatruje się w jeden punkt. Sierść mu staje na karku, czasem cicho syczy. Ale to nie jest to, co mnie najbardziej niepokoi. Chodzi o to, że ja sama czuję coś dziwnego w tym miejscu, zwłaszcza wieczorami koło dziesiątej. Takie ciepłe mrowienie na ramieniu, jak gdyby ktoś położył mi rękę. Mój tata zmarł trzy lata temu i właśnie tak lubił mnie witać. Nie wiem co o tym myśleć.
Koty widzą i czują rzeczy, których my nie rejestrujemy zmysłami. To nie jest mit, to jest obserwacja powtarzana przez wiele osób od bardzo dawna. Ale chcę się upewnić, że dobrze rozumiem twoją sytuację. Czy to czucie na ramieniu pojawia się tylko przy tej ścianie, czy gdziekolwiek w mieszkaniu? I czy zawsze o tej samej porze?
A może to po prostu jakiś robak w ścianie albo instalacja elektryczna? Koty reagują na ultradźwięki, których my nie słyszymy. Nie trzeba od razu myśleć o duchach.
Ta regularność pory jest kluczowa. Czy wiesz mniej więcej o której godzinie tata przychodził do domu albo spędzał z tobą czas? Czasem obecności pojawiają się o porach, które miały znaczenie dla osoby po drugiej stronie.
Niesamowite. Czyli to może być jakiś ślad nawyku? Że on po prostu wraca o tej samej porze co zawsze?
W słowiańskich wierzeniach był taki koncept, że bliscy zmarli przez pewien czas trzymają się znanych im miejsc i rytmów. Nie jako pełnowymiarowe duchy, ale bardziej jak echo obecności. Opisywano to jako ciepło, dotyk, znajomy zapach. Nie straszne, raczej towarzyszące.
Chcę dopytać o kota. Czy on tylko siedzi i patrzy, czy też reaguje jakoś inaczej? Znaczy, czy kiedykolwiek merdał ogonem, wydawał miękkie dźwięki, jakby rozpoznawał kogoś bliskiego? Bo jeżenie sierści to jeden sygnał, ale koty reagują też zupełnie inaczej na obecności, które są dla nich neutralne lub pozytywne.
Miałem coś podobnego po śmierci matki. Pies siadał przy jej fotelu i patrzył w górę, jakby ktoś tam stał. Trwało to może miesiąc, potem przestało. Nie wiem co to było, ale też czułem przy tym fotelu coś niewyjaśnionego. Nie bałem się, raczej było mi przez to jakoś spokojniej.
Ale czy to nie jest niebezpieczne? Znaczy, co jeśli to nie jest jej tata tylko coś, co tylko udaje jej tatę? Czytałam, że złe energie mogą przybierać postać bliskich. Przepraszam jeśli to brzmi głupio, ale naprawdę się zastanawiam.
Jest kilka rzeczy, na które warto zwrócić uwagę. Czy po tych wieczornych chwilach czujesz się gorzej, masz gorsze sny, coś cię niepokoi? Czy raczej jest po prostu spokojnie? To jest pierwsze i dość ważne kryterium.
To co opisujesz z tym snem jest ważne. W tarocie jest karta, która symbolizuje spokojne pożegnanie, obecność bez dramatyzmu. Sen, w którym bliska osoba po prostu jest, nie mówi, nie ostrzega, tylko jest obok, to często odczytuje się jako sygnał, że kontakt jest łagodny i nie niesie ze sobą żadnego niepokoju. Myślę, że twój kot też to w końcu wyczuł.
...to często odczytuje się jako sygnał, że kontakt jest spokojny i nie niesie za sobą niepokoju. Ale chciałam dopytać, czy w tym śnie tata wyglądał tak jak za życia, czy może inaczej? To może być ważne.
To z tym stołem jest ciekawe. Jakby on wrócił do miejsca i czasu, w którym wszystko było jeszcze na swoim miejscu. Moja matka śniła mi się w mieszkaniu, które sprzedała dwadzieścia lat przed śmiercią. Nigdy nie wiedziałem co z tym zrobić.
Ale jak w ogóle odróżnić sen, który coś znaczy, od zwykłego snu? Bo ja też śnię o swoich bliskich i nie wiem czy to cokolwiek oznacza, czy to po prostu mój mózg mi ich odtwarza. Czy jest jakaś cecha, która to odróżnia?
No właśnie, to jest problem z całą tą rozmową. Każdy interpretuje po swojemu i nie ma żadnego sposobu żeby sprawdzić kto ma rację. Sen może być snem, mrowienie może być krążeniem, kot może reagować na ultradźwięki. Wszystko może być wszystkim.
Ale czy to naprawdę jest okłamywanie siebie, jeśli to jej pomaga? Serio pytam, bo nie rozumiem gdzie jest granica między zdrowym radzeniem sobie ze stratą a złudzeniem.
Zresztą w słowiańskiej tradycji nie było takiego rozróżnienia, że albo duch jest realny, albo to tylko głowa. Traktowano te doświadczenia jako coś pośredniego, prawdziwego dla przeżywającego, niezależnie od tego co jest po drugiej stronie. To trochę inne podejście niż to albo-albo.
Mnie wasze dyskusje nie przeszkadzają, serio. Ale powiem wam że przez te trzy miesiące ani razu nie poczułam strachu. Ani przy ścianie, ani po tych snach. Gdyby to była tylko żałoba i wyobraźnia, to chyba miałabym też złe chwile z tym związane, nie? A jest odwrotnie.
To jest ważna obserwacja. Czy kot też wydaje się spokojniejszy w tych momentach, czy nadal ma tę napiętą postawę? Bo pisałaś wcześniej, że zaczął siadać bez napięcia, ale chcę się upewnić czy to jest regularnie czy sporadycznie.
Przepraszam że wchodzę, ale czy kot może czuć obecnosc tak samo dokladnie jak ludzie? Znaczy czy jego reagowanie jest wiarygodne tak samo jak ludzkie odczucia, czy moze inaczej? Zawsze myslalam że zwierzeta są bardziej wrazliwe ale nie wiem na ile to prawda.
Mnie tu zastanawia jedna rzecz. Habba pisała, że to zawsze to samo ramię, zawsze ta sama pora. Czy próbowałaś kiedyś siedzieć o tej godzinie, ale w innym miejscu w mieszkaniu? Ciekawi mnie czy mrowienie jest związane z porą, z miejscem, czy z tobą samą.
Trzymam kciuki za ten eksperyment z kuchnią, naprawdę. I nie bój się, że nic nie poczujesz, bo każdy wynik coś mówi. Brak mrowienia w innym miejscu też jest informacją, nie?
Właśnie, Dobrusia_69 ma rację. Brak reakcji w kuchni nie oznacza porażki, oznacza że mrowienie jest przypisane do miejsca albo do kierunku. I to samo w sobie jest dość wymowne. Habba, a pamiętasz, czy to zawsze to samo ramię, po tej samej stronie co ściana, przy której siadasz?
Tak, zawsze lewe ramię. I siadam zazwyczaj po lewej stronie sofy, która jest bliżej tej ściany. Ale nie wiem czy to zbieżność czy nie. Nie siadałam nigdy po prawej specjalnie żeby sprawdzić.
To może być warte sprawdzenia. Jak już robisz ten eksperyment z kuchnią, to przy okazji usiądź odwrócona, plecami do tej ściany zamiast bokiem. Ciekaw jestem czy mrowienie zostanie na tym samym ramieniu czy zmieni stronę.
Słuchajcie, wiem że to forum ezoteryczne, ale jednak powiem. To co opisujecie, te eksperymenty z ramionami i stronami, to brzmi jak szukanie potwierdzenia, nie szukanie odpowiedzi. Jak wynik będzie po myśli, to powiecie że to dowód. Jak nie, to znajdziecie inne wytłumaczenie.
Zresztą to co Habba robi, obserwując regularnie te same elementy, porę, miejsce, ramię, i teraz planując zmienne, to jest całkiem systematyczne. Niekoniecznie naukowe, ale systematyczne. Różnica jest spora.
