Nie wiem nawet jak zacząć, ale muszę się gdzieś wyżalić, bo moja rodzina patrzy na mnie jak na wariatkę. Moja córka ma sześć lat i od jakichś trzech miesięcy mówi o "Białym Chłopcu", który podobno mieszka w jej pokoju. Twierdzi, że przychodzi do niej w nocy i z nią rozmawia. Na początku myślałam, że to typowy wyimaginowany przyjaciel, ale ona opisuje go tak szczegółowo... mówi, że jest smutny, że szuka mamy, że nie może wyjść przez drzwi. W nocy słyszę czasem coś jakby szlochanie z jej pokoju, ale jak wchodzę, ona śpi. Nie wiem co o tym myśleć.
To co opisujesz z tym szlochaniem w nocy to ciekawe, bo kilka osób na tym forum wspominało podobne doświadczenia właśnie z dziecięcymi pokojami. Zanim cokolwiek powiem, chciałabym zapytać o kilka rzeczy. Jak długo mieszkasz w tym miejscu i czy wiesz coś o historii tego domu albo mieszkania? To naprawdę ważne, żeby to rozróżnić.
O, ja mam podobną historię! Mój siostrzeniec przez całe lato rozmawiał z kimś przy oknie w salonie. Mówił do ściany i śmiał się. Rodzice go zabrali do psychologa i wyszło, że wszystko okej, ale to szlochanie w nocy bez żadnego źródła to już trochę inna sprawa, nie? Bo jedno to dziecko z wyobraźnią, a drugie to dźwięki, których nikt nie wyjaśnił.
A powiedz, czy Twoja córka boi się tego Białego Chłopca, czy raczej go lubi? Bo czytałam gdzieś, że jeśli dziecko się nie boi, to podobno to dobry znak, chociaż nie jestem pewna czy to ma jakieś głębsze znaczenie.
Chcę zapytać o to szlochanie, bo to mnie tutaj najbardziej interesuje. Czy ten dźwięk jest zawsze w tym samym miejscu w pokoju, o tej samej porze? I czy słyszałaś go zanim córka zaczęła mówić o tym przyjacielu, czy to wszystko zaczęło się mniej więcej w tym samym czasie?
Ten detal ze szafą jest istotny. Dzieci często "lokalizują" obecności właśnie przy szafach albo pod łóżkami, ale to nie musi być tylko wyobraźnia. Przy okazji, Leonora masz rację co do tych ograniczeń przestrzennych. W opisach zjawisk tego typu bardzo często pojawia się motyw ducha, który jest związany z konkretnym miejscem i nie może go opuścić. Sześciolatka raczej tego nie czyta.
Przepraszam że wchodzę, ale chcę zapytać naiwnie, bo nie bardzo się na tym znam. Czy to w ogóle może być coś złego dla dziecka? Znaczy, czy taki kontakt, jeśli faktycznie coś tam jest, może dziecku zaszkodzić?
Ja miałam jako dziecko podobną sytuację i mama opowiadała mi, że przez jakiś czas rozmawiałam z kimś przy oknie. Nie pamiętam tego sama, ale mama się wtedy bardzo bała. Czy ta dziewczynka mówi o tym przy innych ludziach, na przykład w przedszkolu, czy tylko w domu?
Słucham tej rozmowy i mam jedno pytanie, może głupie. To szlochanie które słyszysz w nocy, czy mogłaś go nagrać? Bo rozumiem że to pewnie trudne, ale gdybyś miała nagranie to przynajmniej można by wykluczyć zwykłe fizyczne źródło dźwięku.
Ten ostatni szczegół jest wart uwagi. Nie dlatego że szukam psychologicznego wyjaśnienia zamiast paranormalnego, bo jedno drugiemu nie przeczy. Ale zmiany w strukturze domowej, zwłaszcza częsta nieobecność jednego z rodziców, mogą być czymś co otwiera dzieci na takie doświadczenia. Albo na coś co te doświadczenia dostrzega. Froen jak myślisz, bo ty masz więcej praktyki z takimi historiami?
Czytam to wszystko i zastanawiam się nad jedną rzeczą. Czy Wasza córka kiedykolwiek opisała jak ten chłopiec wygląda dokładniej? Wiek, ubranie, twarz? Pytam bo gdzieś czytałam że szczegółowość takich opisów u dzieci bywa uderzająca i trudna do wytłumaczenia samą wyobraźnią.
Przeczytałem cały wątek i chcę dodać że mój kuzyn jako dziecko mówił o "starym panu w kapeluszu" w piwnicy. Nikt nie brał tego serio, ale po latach jak robili remont znaleźli w tej piwnicy jakieś stare dokumenty i zdjęcia zostawione przez poprzedniego właściciela. Nie twierdzę że to dowód na cokolwiek, ale historia domu naprawdę może mieć znaczenie.
Przepraszam że znowu wchodzę z podstawowym pytaniem, ale czy sprawdzałaś u sąsiadów? Znaczy, czy to możliwe że słyszysz płacz cudzego dziecka przez ścianę albo z ulicy? Pytam zupełnie serio, nie żeby negować, ale żeby wykluczyć.
Ta reakcja sąsiadki to jest naprawdę ciekawy sygnał. Podobnie było z tym domem mojego kuzyna, o którym pisałem, ludzie z sąsiedztwa coś wiedzieli ale nie mówili wprost. Czy jest jakaś możliwość żebyś zapytała ją jeszcze raz, może bardziej bezpośrednio? Albo kogoś innego ze starszych sąsiadów?
Słucham i mam takie wrażenie że wszyscy skupiacie się na historii miejsca, a ja cały czas wracam do tego co powiedziała córka, że chłopiec "wygląda jakby miał płakać, nawet jak się śmieje". Dla mnie to jest najważniejszy szczegół tej całej rozmowy. To nie brzmi jak coś co dziecko mogłoby sobie wymyślić, skąd sześciolatka miałaby taki opis?
Chcę tu wejść z innej strony, bo myślę że warto też pomyśleć co dalej, nie tylko co to jest. Niezależnie od tego czy jest to coś paranormalnego czy nie, mamy dziecko które jest przywiązane do czegoś czego nie widać, płacze gdy nie może z tym porozmawiać, i przekazuje opisy których sama by nie wymyśliła. Czy rozmawiałaś z kimś o tym poza tym forum? Mam na myśli kogoś kto mógłby zobaczyć to miejsce.
Okej, to jest punkt zwrotny w tej rozmowie. Dziecko podaje imię które dostało od kogoś niewidzialnego. Chcę zapytać coś może trudnego, Lena, ale jak córka reaguje gdy pytasz ją o Maciusia? Otwiera się, czy robi się nieswoja?
I czy ona w ogóle rozumie że wy tego chłopca nie widzicie? Pytam serio, bo dzieci w tym wieku czasem nie robią tej granicy tak wyraźnie.
Właśnie to miałem na myśli. Jeśli sąsiadka widziała wielu lokatorów, to może wie też dlaczego tak często się zmieniali. To nie jest normalne w jednym mieszkaniu. Lena, rozmawiałaś z nią więcej niż raz, czy to był jednorazowy kontakt?
I w jakim tonie to powiedziała? Bo dzieci jak mówią o smutku kogoś bliskiego, to inaczej brzmi niż jak mówią o postaci z bajki. Czułaś że ona to rozumie, czy raczej powtarza coś co usłyszała?
To jest ważna obserwacja. Jeśli córka emocjonalnie wchodzi w ten smutek, a nie tylko go opisuje, to znaczy że ta relacja jest dla niej realna na poziomie uczuciowym. I teraz pytanie do ekspertów, czy to powinno zmienić podejście do całej sytuacji?
Czekajcie, ale gorsze spanie to może być po prostu ona też słyszy ten szloch w nocy. Małe dzieci nie zawsze mówią że coś je obudził, a Lena mówiła że to jest między dwudziestą trzecią a pierwszą. Czy sprawdzałaś o której córka się budzi jak nie śpi?
A może stary cmentarz niedaleko albo jakaś historia budynku? Czytałem że miejsca mają pamięć i dzieci są na to bardziej otwarte niż dorośli. Czy wiesz cokolwiek o historii tej kamienicy?
Przepraszam że tak napisałam i ucięłam. Ale to naprawdę tak jakby te wszystkie kawałki nagle wylądowały w jednym miejscu i zrobiły się czymś konkretnym. Szloch nocny, Maciuś który jest smutny, córka która budzi się w nocy i chodzi do mnie, sąsiadka która ma może coś do powiedzenia. Czuję się głupio że nie myślałam o tym razem wcześniej.
Pięć lat to bardzo otwarte dziecko jeśli chodzi o percepcję. W tym wieku granica między tym co realne a tym co odczuwane jest naprawdę cienka, i to nie jest wada, to jest po prostu inny poziom odbioru. Betalia, ty masz więcej doświadczenia z przypadkami dziecięcymi, jak to wygląda z twojego punktu widzenia, czy to że dziecko słyszy i widzi jednocześnie zmienia coś w ocenie sytuacji?
Ja bym zaczął od sprawdzenia historii budynku i od pytania w rodzinie o imię. To są dwa równoległe tory i żaden nie wymaga żadnych rytuałów ani interwencji, tylko informacji. Dopóki nie wiemy kto to może być, działanie na oślep jest bez sensu. Paradoxa zgadzasz się?
To ciekawe że dziecko przyjmuje to jako oczywiste. Jakby to była zasada którą on jej przekazał, a nie coś co ona sama wymyśliła. Czy to nie jest właśnie ten typ komunikacji o którym Betalia mówiła wcześniej?
