Myślałam o tym. Poza drzwiami to czasem mam wrażenie że coś jest w przedpokoju wieczorem, kiedy wracam sama do domu. Nie widzę nic konkretnego, tylko takie uczucie że przestrzeń jest jakoś zajęta. Mąż tego nigdy nie czuje. I raz, dość dawno, obudziłam się z poczuciem że ktoś na mnie patrzy, ale nikogo nie było.
To uczucie zajętej przestrzeni w przedpokoju to właśnie przy drzwiach wejściowych? Czy głębiej w korytarzu?
Ułamek sekundy to dużo. To jest właśnie moment kiedy coś jest na tyle bliskie żeby to poczuć. Alusia, czy to uczucie jest zawsze o tej samej porze, wieczorem jak wracasz, czy zdarzało się też w ciągu dnia?
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam wrażenie że nikt nie zapytał o jedną rzecz. Czy kiedy to uczucie pojawia się przy wejściu, to jest cieplej czy zimniej? Zawsze słyszałam że obecności robią zimno, ale też czytałam że to odwrotnie i obecność ciągnie ciepło z otoczenia, więc człowiek czuje zimno, ale nie wiem czy to prawda.
Neutralność jest ważna. To znaczy że albo to coś jest obojętne wobec domowników, albo jest skoncentrowane na sobie, na miejscu, nie na was. Stara obecność związana z ziemią często tak działa, nie atakuje, nie straszy, po prostu jest. Pytanie czy jej otwarcie drzwi cokolwiek zmienia, czy dzieje się to regularnie niezależnie od okoliczności.
Właśnie, Alusia, czy są jakieś dni kiedy drzwi są zamknięte rano? Albo jakiś schemat, dni tygodnia, pogoda, cokolwiek co by się powtarzało? Przez ile czasu to już trwa?
Pół roku różnicy w tym 'jakieś półtora roku' to dużo. Alusia, czy pamiętasz czy cokolwiek zmieniło się w domu albo w życiu mniej więcej wtedy kiedy to zaczęło? Przeprowadzka, remont, coś się stało w rodzinie? Pytam bo ta korelacja czasowa często jest pierwszym tropem.
Zastanawiam się. Remontowaliśmy przedpokój jakieś dwa lata temu, wymieniliśmy podłogę i malowaliśmy. Drzwi wtedy nie ruszaliśmy. Ale czy to mogłoby coś zmienić? Myślałam że remonty to raczej drażnienie czegoś niż przywoływanie.
Remont podłogi w przedpokoju to nie jest mała rzecz w kontekście progu. Wymieniłaś dosłownie warstwę, na której się stoi wchodząc do domu. Pytanie do ciebie, Alusia, czy przy tym remoncie coś znalazłaś pod starą podłogą? Cokolwiek, nawet kawałek starej gazety czy moneta.
Gazety pod podłogą to ciekawe, bo jak remontowali się dawniej to kładli pod deski stare rzeczy celowo. Niby dla szczęścia albo żeby dom 'pamiętał' kiedy był budowany. Jak stary jest ten dom Alusiu? Domy przedwojenne to inna historia niż blok z lat osiemdziesiątych.
A wiecie coś o tych poprzednich właścicielach? Czy ktoś z nich umarł w tym domu? Przepraszam że tak wprost, ale mnie to pierwsze przyszło do głowy gdy czytałam o tym uczuciu przy wejściu.
Kupowałam przez pośrednika, od dzieci poprzednich właścicieli. Wiem tyle że starszy pan mieszkał tu sam przez ostatnie lata, żona umarła wcześniej. Nie pytałam czy w domu, nie pomyślałam wtedy że to ważne. Mogę się dowiedzieć przez sąsiadów, którzy tu mieszkają od dawna.
To jest ważna informacja. Jeśli ktoś żył tu sam przez długi czas i miał silne przywiązanie do tego miejsca, to zostaje ślad. Nie zawsze straszny, często po prostu obecność. To co opisujesz przy wejściu, to uczucie mijania kogoś, pasuje do takiego obrazu. Ktoś kto wielokrotnie chodził tą samą trasą przez wiele lat.
Chcę tu wtrącić jedno zastrzeżenie. Zaczęliśmy od drzwi otwierających się w nocy, co ma mechaniczne wyjaśnienia, przez remont podłogi który mógł coś zmienić w poziomowaniu, przez uczucie przy wejściu, do konkretnego ducha starszego pana. To jest dość szybkie przejście. Alusia, czy rozmawiałaś z mężem o tym uczuciu w przedpokoju? On nic nie czuje, ale czy próbowałaś mu opisać dokładnie i on to potwierdził, że jest zimno, ciepło, cokolwiek mierzalnego?
To że mąż nic nie czuje jest ciekawe samo w sobie. Są domy gdzie jedno z mieszkańców odbiera, a drugie kompletnie nie. Alusia, czy twoja wrażliwość na takie rzeczy pojawiła się dopiero w tym domu, czy wcześniej też miałaś podobne odczucia w innych miejscach?
To co opisujesz jako 'dobre' lub 'złe' pomieszczenie to jest coś o czym mówi się w kontekście geopatii i energetyki miejsca. Ale zostawmy to na bok, bo to osobny temat. Wróćmy do drzwi, bo cały czas nie wiemy czy to fizyczne czy nie. Alusia, czy sprawdziłaś mechanicznie czy zamek w ogóle trzyma? Zawiasy, uszczelka, czy drzwi same nie opadają pod własnym ciężarem?
Zapytałam męża wieczorem o tę zasuwkę. On mówi że sprawdzał i zasuwka jest w porządku, wchodzi w ucho prawidłowo. Ale powiedział coś czego wcześniej nie powiedział, że raz słyszał jakby szarpnięcie w nocy, tylko że był przekonany że to dom pracuje, skurcz termiczny albo coś w tym stylu. Sama nie wiem co o tym myśleć, bo on nigdy wcześniej tego nie wspominał.
