Nie wiem czy to tylko u mnie, ale ostatnio zaczęło mi się zdarzać coś dziwnego. Siedzę sobie wieczorem przy biurku, cisza, nikt w domu, i nagle czuję wyraźne dotknięcie w ramię. Taki delikatny ucisk, jakby ktoś położył dłoń. Odwracam się, oczywiście nikogo nie ma. Zdarzyło mi się to już chyba z pięć razy w tym samym miejscu w pokoju. Za pierwszym razem pomyślałam, że to nerwy albo zmęczenie, ale teraz już nie wiem co o tym myśleć. Czy ktoś z was miał coś takiego? Jak to interpretować, czy to w ogóle może być kontakt z jakimś bytem?
Ja miałem coś podobnego, ze dwa razy czułem jakby ktoś mnie trącił w bok, ale za każdym razem byłem wtedy bardzo niewyspany. Więc nie wiem czy to zjawisko paranormalne czy po prostu organizm robi dziwne rzeczy jak jest zmęczony. Pytanie do ciebie: o jakiej porze to się dzieje, zawsze wieczorem?
Dotyk to jeden z częstszych sposobów w jaki byty próbują nawiązać kontakt. Znacznie rzadziej niż dźwięk albo zapach, ale za to bardziej bezpośredni. Ważne jest to co czujesz przy tym - czy jest ci zimno, czy masz uczucie niepokoju, czy może odwrotnie, jakiś spokój albo ciepło. To daje dużo wskazówek co do tego z czym masz do czynienia.
Zanim zaczniemy tutaj budować teorie o bytach, to warto jednak zapytać o kilka rzeczy. Jak długo w tym mieszkasz? Czy coś się zmieniło ostatnio w twoim życiu, przeprowadzka, stres, nowe meble w tym miejscu w pokoju? Bo uczucie dotyku przy braku wyraźnego bodźca zewnętrznego to może być zwykłe zjawisko neurologiczne. Ciało potrafi produkować takie wrażenia samo z siebie, szczególnie przy napięciu.
No ale Bukowa, neurologia neurologią, ale pięć razy w tym samym miejscu to już nie przypadek. Jak coś się powtarza regularnie to jest jakiś wzorzec i warto go zbadać. Ja bym tu postawił na obecność ducha, może kogoś bliskiego kto odszedł i chce dać znak. Stasia, czy straciłaś kogoś bliskiego ostatnio?
Miałam kilka takich przypadków opisywanych przez znajomych i to co mówi Martusia ma sens. Charakter dotyku dużo mówi. Czy to był pojedynczy ucisk, czy raczej coś jakby przesunięcie dłoni? I czy czułaś przy tym jakieś emocje, coś z zewnątrz, nieswoje?
Hmm, emocje… właściwie to za każdym razem czułam taki dziwny spokój zaraz po tym, co samo w sobie jest trochę dziwne bo przecież można by się przestraszyć. Babcia mi umarła jakieś trzy lata temu i miałyśmy bardzo bliską relację. Gustlik, taki kierunek myślenia mi też przychodził do głowy.
Ja też czułam coś takiego raz, dotknięcie we włosy, takie jakby ktoś głaskał po głowie. Byłam wtedy w bardzo złym miejscu emocjonalnie i to dziwnie mnie uspokajało. Nigdy nie wiedziałam czy to sobie wymyśliłam czy nie.
To co opisujesz, Stasia, ten spokój po dotyku, to jest właśnie charakterystyczne dla kontaktu z kimś z rodziny. Ciemniejsze byty działają inaczej, zostaje po nich niepokój, zimno, jakiś ciężar. Spokój to dobry znak. Nie wiem czy warto to przepędzać, może ona po prostu chce ci powiedzieć że jest.
Dobry znak, zły znak, ciemniejsze byty… tu się trochę za szybko buduje cały system interpretacji na podstawie jednego subiektywnego odczucia. Spokój po niespodziewanym bodźcu to może być po prostu ulga, że nic się złego nie wydarzyło. Układ nerwowy tak działa. Nie mówię że Stasia kłamie czy cokolwiek wymyśla, mówię że interpretacja to co innego niż samo doświadczenie.
A ja czytałam gdzieś, że te kontakty przez dotyk zdarzają się głównie w miejscach gdzie kiedyś była silna więź emocjonalna, przy konkretnym miejscu w pokoju albo przedmiocie. Stasia, czy w tym miejscu przy biurku jest coś szczególnego? Jakiś przedmiot po babci albo coś co z nią kojarzysz?
Ok to faktycznie ciekawy szczegół ze zdjęciem. Ale mam pytanie do bardziej doświadczonych, bo to mnie ciekawi: czy byty w ogóle mają zdolność fizycznego kontaktu? Tzn. skoro nie mają ciała to jak miałyby wywierać fizyczny ucisk? To mnie zawsze zastanawiało w tych opowieściach.
Poltergeist to zupełnie inne zjawisko i stawianie znaku równości miedzy poltergeistem a cichym dotykiem to lekkie nadużycie, Gustlik. Poza tym przypadki poltergeistów tez nie mają żadnego potwierdzenia naukowego, więc to tłumaczenie jednej nieudowodnionej rzeczy przez drugą.
Prowadzę notatki z takich relacji od jakiegos czasu i jedno co mi sie powtarza to wlasnie ta kwestia miejsca i pory. Zawsze to samo miejsce, zawsze podobna pora. Jakby cos sie trzymalo schematu. Stasia, a czy to zawsze prawe ramie czy rozne strony?
Prawe ramię od tyłu, zawsze. To jest bardzo konkretny wzorzec. W relacjach które zbierałem przeważnie jak strona jest stała to nie jest przypadkowe błądzenie energii, to coś co wie gdzie jesteś i skąd do ciebie podchodzić. Nie chcę budować za dużej teorii ale to szczegół który naprawdę wyróżnia twój przypadek.
Stasia, to ze zdjęciem to może być kluczowe. Czy pamiętasz kiedy dokładnie zaczęły się te dotknięcia? Tzn. czy zdjęcie tam stało już wcześniej czy postawiłaś je w tym miejscu mniej więcej w tym samym czasie?
Zdjęcie stoi tam chyba od zawsze, odkąd tu mieszkam. Ale te dotknięcia zaczęły się, hmm, może z pół roku temu? Wcześniej nic takiego nie czułam. Albo może czułam i nie zwracałam uwagi, nie wiem, teraz sama nie jestem pewna.
Ojej, właśnie przyszło mi do głowy coś ciekawego. Czytałam że rocznice mogą aktywować takie kontakty. Nie koniecznie rocznica śmierci, ale np. urodziny osoby która odeszła, albo jakiś rodzinny moment który obie pamiętałyście. Kiedy twoja babcia miała urodziny?
Przepraszam ale to "aktywowanie przez rocznice" to jest coś co brzmi logicznie właśnie dlatego że jest nieprecyzyjne, zawsze można dopasować jakąś datę w okolicy. Mamy 365 dni w roku, urodziny, imieniny, rocznica śmierci, rocznica poznania, i tak dalej. Któraś zawsze będzie pasować.
no i właśnie, po co tyle analizowania? Stasia ma spokój po tym dotyku, mówiła że czuje się ok, to po co od razu szukac dziury w całym. jakby to był zły byt to by wiedziała, niepokój, zimno, to są sygnały których nie można pomylić z niczym innym
a ja mam jeszcze inne pytanie do Gniewki, bo to ze strona jest zawsze ta sama to faktycznie ciekawe. czy w twoich notatkach jest coś o tym że strona kontaktu może coś znaczyć? tzn prawa lewa jakaś symbolika z tym związana?
to ciekawe co mówi Gniewko bo u mnie było z tyłu głowy, ten dotyk we włosy o którym pisałam wcześniej. też czułam spokój. może ten spokój to jest właśnie ten wspólny element a nie konkretne miejsce?
Mam pytanie do Stasi, trochę z innej beczki. Czy twoja babcia za życia dużo cię dotykała? Tzn. czy była osobą która wyrażała uczucia przez fizyczny kontakt, głaskanie, obejmowanie? Bo jeśli tak to ma sens że jako byt też by to robiła, to był jej język.
O matko, Ulita, to mnie zatrzymało. Tak, babcia zawsze kładła mi rękę na ramieniu jak rozmawiałyśmy. Dokładnie na tym prawym ramieniu. To było jej coś, taki jej gest. Teraz mi się robi jakoś dziwnie na sercu jak to piszę.
Ten szczegół jest bardzo znaczący. Byt który był bliską osobą często powtarza gesty które były jego własne, bo to jedyna forma komunikacji jaką zna. To nie jest coś wymyślonego, takie relacje pojawiają się bardzo często. Ulita88 dobrze to uchwyciłaś.
No dobra ale tu mam problem z rozumowaniem. Stasia wspomniała o tym geście babci dopiero teraz, po tym jak Ulita zapytała. Wcześniej tego nie było w opisie. To znaczy że Stasia teraz dopasowuje wspomnienie do zjawiska czy zjawisko do wspomnienia? Nie wiem które, i to jest właśnie problem.
hmm ale Bukowa, czy to że coś sobie uświadamiamy dopiero po pytaniu znaczy że to nieprawda? Ja mnóstwo rzeczy sobie uświadamiam dopiero jak ktoś zapyta. to nie znaczy że to wymyślone
