Nie wiem czy dobrze trafilam z tematem ale musialam gdzies o tym napisac bo mi to siedzi w glowie od jakiegos czasu i nie moge sie uspokoic. Moja babcia miala przyjechac do nas na swieta, planowala przyjazd od dawna, nawet bilety byly kupione. I dzien przed wyjazdem dostalismy telefon ze odeszla w nocy. Ale tu jest wlasnie ta dziwna sprawa - tej samej nocy, kolo 2 w nocy, obudzilam sie z poczucia ze ktos jest w pokoju. Nie wiem jak to opisac, po prostu czulam czyjąs obecnosc bardzo wyraznie, jakby ktos stal przy moim lozku. Nie balam sie, to bylo takie… spokojne? I wiesz, po tym telefonie od razu pomyslalam ze to ona. Ze zdazyla sie pożegnac chociaz fizycznie nie dotarla. Czy ktos mial cos podobnego?
To co opisujesz jest jednym z najczesciej notowanych zjawisk tego rodzaju - nawiedza sie je w literaturze jako 'kryzysowa apparycja'. Dusza w momencie przejscia potrafi sie pojawic przy tych, z ktorymi ma silna wieź energetyczna, zanim jeszcze informacja o smierci dotrze kanalami fizycznymi. Zastanawia mnie jedno - napisałas ze nie czułas strachu. To bardzo charakterystyczne. W przypadkach kiedy pojawia sie paniczne przerazenie, czesto chodzi o cos zupelnie innego niz odchodzący bliski. Spokój jest swego rodzaju sygnaturą. Czy zapamiętałas jakiś szczegol z tej chwili, jakis dźwiek, zapach, odczucie temperatury?
No tak, 'kryzysowa apparycja' to ladna nazwa ale nie wyjasnia dlaczego to sie dzieje jednym a innym nie. Moja mama umarla i nic a nic - zero, cisza, zadnych znakow. Wiec skad ta selektywnosc? Jedni dostaja pożegnanie a inni nie? Troche to niesprawiedliwe jesli mam byc szczera. Albo ta twoja babcia Bożenko miała jakiś szczegolny powod żeby do ciebie akurat przyjść, albo po prostu tak zinterpretowałas zwykle przebudzenie w stresującym czasie. Nie mowie ze klamiesz, mowie ze nasz mozg potrafi cuda when jest sie w napięciu.
Zapach to jeden z najsilniejszych kanalow przez ktore manifestuje sie obecnosc duszy w przejsciu. Wech jest ewolucyjnie najstarszym zmyslem, ma bezposrednie polaczenie z ukladem limbicznym, tam gdzie siedzi pamiec emocjonalna. I wlasnie dlatego duchy, jesli w ogole uzywac tego slowa, czesto wybieraja ten kanal - bo to droga najkrotsza do rozpoznania. Tatarak, rozumiem twoja gorycz i masz racje ze to bywa nierowne. Ale to nie jest kwestia sprawiedliwosci - to kwestia gotowosci odbiorcy, stanu energetycznego w danej chwili, i tego jak silna byla nić między nimi.
Hm, ale chwila. Zapach lawendy w nocy moze miec tyle wyjasnioen ze nawet nie wiem od czego zaczac. Otwarte okno, resztki zapachu z ubrania, sugestia ze sie o tej osobie myslalo… Nie chce byc nieprzyjemna ale zanim sie zinterpretuje cos jako kontakt z duchem to warto sprawdzic te prozaiczne mozliwosci. Czarownica - co to znaczy 'gotowość odbiorcy'? Bo moja mama np. w ogole sie nie zajmuje ezoteryką a miała podobne doswiadczenie po smierci brata. Więc co z tą gotowoscią?
A czy to nie jest tak ze takie pożegnania zdarzają się tylko wtedy kiedy smierc była nagla i niespodziewana? Bo w przypadku gdy ktos odchodził powoli, chorował, to jakby ta dusza miala wiecej czasu żeby sie pogodzic i nie potrzebuje tego ostatniego kontaktu? Pytam bo w rodzinie mielismy dwa razy cos takiego - raz przy nagłej smierci wujka byl sen ktory mama opisywala jako bardzo realny, a przy babci co chorowala dlugo - nic.
Ja dodam ze doswiadczenia z pożegnaniem podczas smierci to nie jest cos nowego, mam ksiazke Moody'ego gdzie są dziesiatki takich opisow i tam tez sie pojawia temat zapachu, dotyku, ciepla. Zreszta mam kolege ktory mial dokladnie to samo co ty Bożenko - przebudzil sie w nocy, poczul obecnosc dziadka, a rano telefon. I ciekawe ze on zupelnie w to nie wierzył wczesniej a teraz juz co innego mowi. Wg mnie to dowod ze chodzi o cos realnego a nie o autosugstie
Zapisuje sobie te watki bo mam cos podobnego w notatkach ze zeszlego roku. Moja sasiadka mi opowiadala ze w nocy kiedy umierala jej matka w szpitalu sniło jej sie ze mama do niej przyszla i powiedziala ze wszystko dobrze i ze idzie. Nazajutrz zadzwonili ze mama odeszla wlasnie w nocy. Ale pytanie - czy to byl sen czy cos wiecej? Bo sen a to co opisuje Bożena to chyba jednak rozne kanaly? Bożena byla przebudzona prawda?
tak, bylam przebudzona, a przynajmniej tak mi sie wydawalo. Nie bylam w polsnie, mialam pewnosc ze nie spie. Choc potem zastanawialam sie czy czasem nie bylo tak ze przebudzilam sie i od razu zasnelam znowu nie zdajac sobie sprawy… nie wiem. To bylo bardzo wyraziste ale nie moge byc w 100% pewna. Gienia98 masz racje ze to chyba wazne rozroznienie
Czytam i nie moge sie zdecydowac co o tym myslec. Z jednej strony to naprawde wzruszające i czesc mnie chciałaby wierzyc ze bliscy sie zegnaja. Z drugiej strony - jesli to sie dzieje wybranym a nie wszystkim, to jak to dziala? Czy to zaleznosc od duchy? Od nas? Od okolicznosci? Ktos tu pisał o gotowosci odbiorcy ale co z tymi co bardzo chcieliby dostac znak i nie dostaja?
To pytanie o selektywnosc jest kluczowe i nie ma na nie jednej odpowiedzi. W tradycji slowiańskiej wierzono ze dusza przez trzy doby po smierci odwiedza miejsca i ludzi do ktorych jest przywiazan - nie wszystkich naraz, bo to nie jest mozliwe, tylko tych z najsilniejsza wiezia. Wiec nie chodzi o to ze ktos jest bardziej kochany a ktos mniej - chodzi o rodzaj nici energetycznej, ktora jest inna niz samo uczucie. Mozna kogos bardzo kochac a byc energetycznie slabiej polaczonym, bo ta nić tworzy sie inaczej, przez wspolne przezycia i pewien rodzaj otwarcia.
ojej, to co napisala Renia to mnie troche ukoilo bo moja babcia tez odeszła rok temu i tez nie mialam żadnego znaku i troche mnie to bolalo. Myslalam ze cos ze mna nie tak. A wiec to nie o to chodzi? Mozna byc z kims blisko a jednak ta energetyczna nic byc slabsza? Jak sie w ogole wyczuwa czy sie ma taka wieź?
Druidka, nie bierz tego zbyt dosłownie. Renia mowi o pewnym modelu a nie o diagnozie twojej relacji z babcia. Znam ludzi ktorzy mieli bardzo silne znaki od osob z ktorymi relacja za zycia była trudna, a brak znaku od kogos kochanego to wcale nie znaczy ze wieź była słabsza. Moze ta osoba miala inny sposob przejscia, moze sie zegnala inaczej, moze znak dostał ktos inny z rodziny. Nie robic z tego hierarchii uczu, bo to niedobra droga.
a co jesli po prostu taki sen albo przebudzenie to jest nasza psychika ktora sama sobie to generuje? bo my wiemy ze ktos ma przyjechac, wiec mysl o tej osobie jest aktywna, i nocą kiedy filtry sa wylaczone to nasz mozg to przetwarza i tworzy doswiadczenie ktore interpretujemy jako wizyte. nie mowie ze to na pewno tak jest ale chyba tej mozliwosci tez nie mozna odrzucic bez zastanowienia
Mam pytanie do Bożeny - czy babcia wiedziała ze tęsknisz za jej przyjazdem? Czy przed śmiercia miałyscie czesty kontakt? Bo zastanawiam sie czy ta intencja po stronie babci - ze chciala sie z toba zobaczyc - mogla byc tak silna ze niejako 'dokonała się' energetycznie mimo ze fizycznie sie nie udało. Jakby ta chec przyjazdu znalazla swoje wypelnienie inaczej.
No dobra, ale wróćmy na chwile do tej kwestii godzin bo to jest dla mnie kluczowe. Bożena - czy wiesz o której babcia umarla i czy to sie zgadza z godzina twojego przebudzenia? Bo jesli tak to to jest juz cos konkretnego do analizy a nie tylko interpretacja.
ojej no właśnie to pytanie Michasi jest bardzo konkretne i… nie wiem dokladnie. Mam wrażenie że to było gdzies kolo czwartej rano, tak mi sie wydaje ze patrzyłam na zegarek po tym wszystkim. A mama potem mowiła ze do szpitala zadzwonili jakoś tak przed świtem, może piąta? Nie mam pewności co do minut ale ogólnie to by sie zgadzalo. Tylko że nie wiem czy najpierw bylo przebudzenie a potem śmierć czy odwrotnie i to mnie meczy
no ok, 'gdzies kolo czwartej' i 'moze piata' to jest godzina rozrzutu i to jest duzo. Rozumiem ze bylas rozbita i nikt nie patrzy wtedy na minuty, ale ta roznica jest istotna. Przy takich historiach diabeł tkwi wlasnie w szczegolach i nie mowie ze klamiesz, ale pamiec po przebudzeniu w srodku nocy jest bardzo zawodna. Mozg dokleja potem chronologię
Michasia ma rację że szczegóły są ważne, ale chce zwrócić uwagę na coś innego - Bożena pisze że potem patrzyła na zegarek, czyli jest jakaś kotwica. Pytanie do ciebie Bożeno - czy ten czas na zegarku zapamiętałaś bo byłaś zdenerwowana po przebudzeniu i chciałaś sprawdzić ile śpisz, czy raczej sprawdziłaś zegarek JUŻ po tym jak się coś działo? Bo to dwie różne sytuacje i to zmienia sposób odczytywania tego zdarzenia
właśnie napisałam to sobie w notatkach bo mam podobny przypadek który zbierałam - koleżanka też nie znała dokładnej godziny, też miała 'jakos przed świtem'. Zastanawiam sie czy to nie jest tak ze w ogóle te doświadczenia zdarzają sie własnie w tych godzinach, jakoś między trzecią a piąta? Czy ktoś zna przypadek gdzie to bylo np. w poludnie albo wieczorem?
hm to jest ciekawe co Gienia pyta, bo ja tez gdzies czytalem ze te godziny przed switem sa jakos szczegolne energetycznie. Nie pamietam skad ale chyba bylo cos o tym ze zaslon między swiatami jest wtedy cienszy? Czy to ma jakies podstawy czy to mit
okej ale ta 'godzina wilka' jak ją znam z różnych miejsc, to też może tłumaczyć czemu ludzie częściej coś czują właśnie wtedy - po prostu więcej osób się budzi, więcej ma dziwne stany, więc statystycznie więcej takich historii pochodzi z tych godzin. To nie musi znaczyć ze zasłona jest cieńsza, może po prostu więcej świadków jest aktywnych
przepraszam że wchodzę w środek ale to o czakrze korony mnie zaciekawiło. Skad wiadomo kiedy jest 'bardziej otwarta'? Czy to jest coś co można sprawdzić czy to bardziej takie poczucie? pytam bo dopiero zaczynam z tymi tematami i chce rozumieć
4:07 to już jest konkret, i to że zapamiętałaś dokładnie bo poczułaś niepokój - to jest ważny szczegół. Pamięć kotwi się przy emocjach. Zostaje pytanie o godzinę zgonu i rozumiem że może nie chcesz tego sprawdzać, ale jeśli kiedyś będziesz miała dostęp do tej wiedzy bez presji, to warto porównać. Nie po to żeby udowodnić cokolwiek, ale żeby zamknąć tę wątpliwość dla siebie
4:07 to ciekawe. Numerologicznie 4+0+7=11, to liczba mistrzowska, niektórzy przypisują jej znaczenie 'mostu' między planami. Nie mówię że to coś udowadnia ale takie zbiegi bywają wymowne. Michasia zapewne znowu powie że to przypadek 🙂
Mnie w tym co teraz napisała Bożena uderza co innego - napisała że poczuła niepokój i że 'coś jest nie tak'. To nie jest zwykłe przebudzenie. W opisach takich momentów bardzo często pojawia się właśnie to przeczucie że coś się dzieje, zanim jeszcze pojawi się zapach czy obraz. Jakby dusza najpierw wysyłała sygnał alarmowy a dopiero potem następował właściwy kontakt
właśnie to co Renia pisze, ten niepokój jako pierwszy sygnał, to mnie bardzo trafia. Miałam cos podobnego gdy zachorował mój tata, nie przy śmierci ale przy poważnym ataku, wyczułam ze coś jest nie tak zanim ktokolwiek do mnie zadzwonił. Czy to może działać w obie strony, że bliscy nas czujemy nawet bez fizycznej śmierci?
