Hej, chciałam zapytać o kamienie bo ostatnio zaczełam pracować z czakrami i trochę się pogubiam w tym co kupić. Generalnie wiem że np. ametyst jest na trzecie oko ale jak idę do sklepu to sprzedawca próbuje mi wepchnąć wszystko naraz i wychodzę z workiem kamieni i nie wiem co z tym zrobić. Czy ktoś może powiedzieć które kamienie NAPRAWDĘ działają a które to może tylko marketing? Bo ceny są koszmarne i nie chcę wydawać kasy na coś co leży potem na półce.
Dobre pytanie i cieszę się, że ktoś to wreszcie porusza wprost. Bo tak szczerze? Połowa tego co sprzedają w sklepach z kryształami to albo barwione szkło, albo kamienie z piecyka, czyli podgrzewane dla zmiany koloru. A do pracy z czakrami to jest trochę różnica. Najpierw powiedz mi, z którą czakrą chcesz pracować? Bo inaczej będę tu wymieniać wszystko i nic z tego.
Dokładnie to samo pytanie miałam rok temu i też wyszłam ze sklepu z torbą rzeczy których nie potrzebowałam. Crystaline ma rację, zacznij od jednej czakry. Ale ja bym jeszcze dodała, że kamień musi być autentyczny i tu jest pies pogrzebany, bo skąd wiadomo czy jest prawdziwy? Sama długo tego nie umiałam ocenić.
różowy kwarc jest na tyle popularny że tak, podróbki są powszechne. Ale nie każdy tani kwarc jest zły. Żeby sprawdzić autentyczność, trzymaj go w dłoni przez chwilę, prawdziwy kwarc długo trzyma chłód. Szkło dość szybko łapie temperaturę ciała. To nie jest pewna metoda ale jako wstępny test się sprawdza. Przy Anahacie oprócz różowego kwarcu polecam też zielony awen, malachit albo awenturyn. Ale malachit nie każdemu leży energetycznie.
Ja tam uważam że do serca najlepiej działa rodonit, nie różowy kwarc. Kwarc jest za miękki energetycznie jeśli blokada jest głęboka. Rodonit wchodzi głębiej, szczególnie jak blokada pochodzi z dawnych zranień. Przynajmniej u mnie tak było.
Słuchajcie, a czy to w ogóle ma znaczenie który konkretnie kamień, czy raczej chodzi o to żeby w ogóle zacząć praktykę? Pytam bo mam wrażenie że czasem ludzie kupują kamienie i myślą że one same zrobią robotę, a tu jednak chodzi o regularną pracę. Może jestem nie fair, ale widziałam to u siebie na początku.
To w takim razie jak właściwie sie używa kamień podczas medytacji na czakrę serca? Kładzie sie go na klatce piersiowej i tyle czy jest jakiś protokół? Bo widziałam różne filmy i każdy mówi coś innego, jeden mówi wizualizacja, drugi mantra, trzeci nic tylko leżeć.
Nie ma jednego protokołu i to jest właśnie to co ludzie często chcą usłyszeć a nie istnieje. Podstawa to uważność na to co czujesz. Kamień na klatce podczas medytacji może pomóc skupić uwagę na obszarze serca, reszta zależy od tego czego ci brakuje. Mantry przy Anahacie to YAM, wizualizacja to zielone lub różowe światło. Ale naprawdę, testuj co tobie odpowiada, nie szukaj jednego schematu.
A ile czasu to w ogóle zajmuje żeby poczuć efekty? Bo już miesiąc mediuję z różowym kwarcem na sercu i nie czuję żadnej różnicy i zaczynam myśleć że może jednak to nie działa albo mam zły kamień.
Sny to bardzo często sygnał że coś pracuje. Przy pracy z czakrą serca czasem wychodziły mi we snach stare sprawy, osoby z przeszłości, właśnie te niezaleczone relacje. To nie jest przyjemne ale to znak że coś się rusza. Bogusia, nie odpuszczaj tak szybko.
Mam pytanie bo czytam ten wątek i zastanawiam się, czy kamienie działają na każdego tak samo? Rozumiem że to nie jest lekarstwo, ale jeśli ktoś jest mocno sceptyczny, to czy kamień w ogóle może zadziałać, czy potrzebne jest jakieś nastawienie?
Crystaline, zatrzymajmy się chwilę przy tym piezoelektrycznym argumencie bo on dość często krąży w środowisku i warto go sprecyzować. Efekt piezoelektryczny w kwarcu pojawia się pod wpływem nacisku mechanicznego, nie samego leżakowania kamienia na ciele. Czy masz na myśli coś innego, czy powielasz uproszczenie? Pytam serio, nie złośliwie, bo widziałem że to idzie w obieg jako uzasadnienie naukowe a nie jest do końca trafne.
Żeby nie zostawić tego w powietrzu, bo Crystaline przyznała mi rację w kwestii piezoelektryki, ale padło tam coś o 'stabilności wibracyjnej' i chciałbym dopytać co konkretnie masz na myśli. Struktura sieci krystalicznej jest faktem, ale co z tego wynika dla oddziaływania na pole człowieka? Jakim mechanizmem?
No właśnie, zataczamy koło. Ale wróćmy do sedna bo Hazel pytała przecież o konkretne kamienie na serce i trochę nam wątek uciekł w filozofię. Hazel, próbowałaś jeszcze czegoś oprócz różowego kwarcu? Malachit na przykład? Zielony kolor, czakra serca, dużo osób z nim pracuje.
Malachit jest intensywny i to nie jest mit. Sama miałam z nim doświadczenie gdzie po jednej sesji byłam emocjonalnie rozbita przez kilka dni. Dla kogoś z głębszą blokadą serca to może być za dużo na start.
A co z awenturynem? Zielony, też na serce, ale podobno łagodniejszy od malachitu. Ktoś pracował z awenturynem i może porównać?
Dobra, to ja mam pytanie praktyczne, bo słucham tej rozmowy o malachicie i awenturynie i zaczynam myśleć że może mój różowy kwarc po prostu za słabo działa i dlatego po miesiącu nie czuję spektakularnych zmian. Może powinnam zamienić?
To co pisze Bogusia o snach mnie nie dziwi, przy pracy z Anahatą mi się to zdarzało wielokrotnie. Serce trzyma dużo starych historii i one muszą gdzieś wyjść. Sny są do tego idealnym miejscem, bo nie masz wtedy tylu blokad co na jawie.
Ale jak to interpretować te sny w kontekście pracy z czakrą? Tzn. czy to znaczy że coś rzeczywiście sie odpblokowuje, czy może to przypadek i nasze mózg to po prostu codzienna aktywność a nie żaden sygnał z czakry?
Hazel, to jest dobre pytanie i uczciwa odpowiedź brzmi: nie wiadomo. Sny są przetwarzaniem emocjonalnym, to jest strona poznawczo dobrze opisana. Czy mają związek z pracą przy kamieniu akurat tej nocy, trudno jednoznacznie stwierdzić. Ale jeżeli wzorzec snów zmienia się po rozpoczęciu praktyki, to jest przynajmniej korelacja warta uwagi.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam jedno pytanie które mnie nurtuje. Czy kamień musi dotykać skóry żeby działać, czy może leżeć na ubraniu? Pytam bo widziałam różne zalecenia i nie wiem czy to ma znaczenie przy medytacji z kwarcem na klatce.
Słuchajcie, przy okazji pytania Storczyk chcę dorzucić coś do wątku o malachicie, bo to mnie nadal kręci. Monisia mówiła że była rozbita kilka dni, ale nie powiedziała nic o tym, co robiła z tą energią PODCZAS sesji. Bo malachit to nie jest kamień do leżenia i czekania, on wymaga jakiejś intencji kierunkowej, inaczej po prostu miesza.
To mnie zastanawia bo czytałam że przy malachicie właśnie nie powinno się 'zostawiać pustej przestrzeni' w sensie że bez intencji kamień wyciąga wszystko co napotkia. Ale z drugiej strony nie wiem czy to nie jest jeden z tych mitów internetowych. Crystaline, spotkałaś się z czymś takim?
Hazel, to częsta narracja w litoterapii i jest w niej trochę sensu, chociaż 'wyciąga wszystko' to uproszczenie. Malachit jest mocno absorpcyjny energetycznie, w związku z czym sesja bez jakiegokolwiek zamiaru bywa chaotyczna w skutkach. Ale też nie każdą emocjonalną burzę po nim trzeba tłumaczyć brakiem intencji, czasem po prostu jest po prostu ciężki materiał do ruszenia.
Słuchajcie, trochę zmieniając wątek ale nadal przy kamieniach na serce: ktoś wspomniał awenturyn jako łagodniejszą alternatywę dla malachitu. Ale ja widziałam że awenturyn jest często opisywany jako kamień szczęścia i obfitości, nie serca. Jak to w ogóle jest z tymi przypisaniami, bo często jeden kamień pojawia się przy kilku różnych czakrach w zależności od źródła?
Ale tu jest jeszcze coś o czym nie mówimy, czyli własna reakcja na kamień. Ile razy słyszałem od osób że teoretycznie 'zły' kamień na daną czakrę działał u nich świetnie, a ten z listy nie robił nic. Może system to mapa, a nie terytorium?
Właśnie! Ja na przykład mam jadeit i nigdzie nie byłam na niego ukierunkowana, kupiłam bo mi się spodobał, i czuję przy nim coś spokojniejszego niż przy kwarcu. Ale jadeit to podobno też serce, więc może trafiłam intuicyjnie? Czy może to są po prostu moje skojarzenia z kamieniem?
