Hej, chciałam napisać o czymś co mnie ostatnio bardzo nurtuje i nie wiem czy to tylko moja wyobraźnia czy coś więcej. Mam taką tendencję, że daję od siebie wszystko - dosłownie wszystko - znajomym, rodzinie, nawet osobom które ledwo znam. Pożyczam pieniądze których nie mam, pomagam nawet kiedy sama jestem wykończona, nie potrafię odmówić jak ktoś potrzebuje... i zawsze myślałam że to piękna cecha, że mam otwarte serce. Ale ostatnio przyszło mi do głowy że może to wcale nie jest zdrowe. Czytałam że Anahata może być nadaktywna i wtedy człowiek właśnie tak funkcjonuje - daje bez końca, zapomina o sobie, czuje się pusta w środku bo za dużo oddaje. Ale jak to rozróżnić? Kiedy to jest naprawdę miłość i otwartość serca, a kiedy już blokada czy rozregulowanie? Bo sama nie wiem co u mnie jest grane, szczerze mówiąc.
O, to jest bardzo ciekawy temat i akurat z Anahatą to nie jest tak oczywiste jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Bo większość ludzi jak słyszy 'zablokowana czakra serca' to wyobraża sobie kogoś zimnego, zamkniętego, niezdolnego do miłości. A tu masz sytuację odwrotną - i to też jest forma rozregulowania. Nadaktywna Anahata właśnie to robi - człowiek otwiera się na innych do granic możliwości, ale równocześnie traci kontakt z własną energią. To nie jest piękna otwartość, to jest dziura w polu energetycznym przez którą wszystko wycieka na zewnątrz. Pytanie do ciebie - czy po tym dawaniu od siebie czujesz się spełniona i naładowana, czy wręcz przeciwnie, zupełnie pusta i zmęczona?
Hmm, tylko że ja bym się tu zatrzymała z tym 'nadaktywna Anahata'. Bo kompulsywne dawanie to niekoniecznie jest nadczynność czakry serca - to może być też blokada głębiej, na przykład w Manipurze. Jak ktoś nie ma poczucia własnej wartości i granic, to kompensuje to właśnie przez dawanie - żeby czuć się potrzebnym, żeby zdobyć akceptację. To jest manipura, nie anahata. Nie mylmy tych rzeczy bo to ma zupełnie inne źródło i inne podejście w pracy.
Czytam to i myślę sobie, że ta dyskusja robi się ciekawa, ale trochę się gubicie w dywagowaniu czy anahata czy manipura. Żadna z was nie zapytała o najważniejszą rzecz: jak długo to trwa i czy było jakieś konkretne wydarzenie które uruchomiło ten wzorzec? Bo kompulsywne dawanie prawie zawsze ma swoje konkretne korzenie i to rzutuje na to gdzie szukać przyczyny energetycznie. U jednej osoby to będzie trauma z dzieciństwa kiedy miłość rodziców była warunkowa - musisz dawać żeby być kochaną. U innej to może być jeden konkretny związek który opróżnił zasoby. To bardzo zmienia obraz.
Śledzę ten wątek i coś mnie zatrzymuje... to co u siebie opisujesz Jagusieńka, to jest coś z czym sama się zmagałam przez wiele lat. I wtedy jak robiłam skanowanie dłonią nad własną Anahatą to czułam coś dziwnego, nie ciepło ani mrowienie jak przy zdrowej czakrze, ale taki nieprzyjemny opór, trochę jakby watę, i jednocześnie ta czakra była ogromna, rozlana, bez wyraźnych granic. Jakby energetycznie nie wiedziała gdzie kończy się ona a zaczyna ktoś inny. Dla mnie to był sygnał nie tyle że jest zamknięta czy otwarta, ale że ma zatarty kontur i miesza się z polem innych ludzi.
oj to opisanie z tą watą i rozmytymi granicami to bardzo trafne. ja to bym dodała że u mnie wahadełko nad sercem kręciło sie w elipsę zamiast w kółko i to mi terapeuta energetyczny wytłumaczył jako właśnie taki brak osi, brak centrum w tej czakrze. Ale nie wiem czy tu ktoś pracuje z wahadełkiem czy raczej bardziej z dłońmi?
Wracając do pytania Jagusieńki o to skąd ta tendencja - tak, ma znaczenie czy to wzorzec z dzieciństwa czy coś nabytego. Wzorzec dziecięcy jest mocniej zakorzeniony i sama praca z Anahatą może nie wystarczyć. Bo tu masz prawdopodobnie coś co sięga do Muladhary - poczucia bezpieczeństwa i przynależności. Jak jako dziecko nauczyłaś się że jesteś kochana warunkowo, to Muladhara jest niestabilna i Anahata kompensuje to przez nadmierne dawanie. To nie jest prosty przypadek 'otwórz serce i będzie dobrze'.
hej, mam pytanie bo czytam i troche nie rozumiem, skoro ta czakra serca jest nadaktywna to nie powinna właśnie przepuszczać więcej energii? tzn skoro ona pracuje na pełnych obrotach to nie powinna dawać więcej siły a nie mniej? jakoś mi to nie klika logicznie
no tu niestety nie ma szybkiej drogi, szczególnie jeśli to wzorzec latami budowany. Ale nie chcę być pesymistą bo są rzeczy które można zacząć robić od zaraz i które dają efekt. Choćby praca z granicami energetycznymi - to nie jest magia, to jest dosłownie codzienna praktyka świadomości. Zanim coś dasz, zrób trzy oddechy i sprawdź co czuje twoje ciało. Brzmi banalnie, ale to jest właśnie praca na poziomie serca i splotu słonecznego jednocześnie.
Czytam tę rozmowę i czuję że wchodzicie w coś ważnego, ale mam wrażenie że gdzieś umknął ten aspekt energetyczny, konkretnie praca z samą Anahatą. Bo o granicach można rozmawiać godzinami i to wszystko prawda, ale jeśli czakra jest naprawdę rozregulowana, to sama świadomość nie wystarczy. Potrzeba pracy z polem - czy to meditacją z dźwiękiem YAM, czy wizualizacją zielonego lub różowego światła skupionego w środku klatki piersiowej, nie rozlewającego się na zewnątrz, ale mającego wyraźny środek i powierzchnię. Kamień który mi bardzo pomagał w tego typu pracy to rodochrozyt - on akurat dobrze działa na właśnie tę granicę między dawaniem a przyjmowaniem.
a co z różowym kwarcem? bo gdzieś czytałam że to jest klasyczny kamień do Anahaty i miałam go przy sobie przez kilka tygodni ale nie czułam wielkiej różnicy. Może źle go używałam?
wracając do Jagusieńki i jej pytania o spowolnienie odruchu - w praktyce pomocna jest tak zwana pauza ciała. To nie jest myślenie, tylko dosłowne fizyczne zatrzymanie zanim zareagujesz. Coś jakby chwila nieobecności zanim odpiszesz czy odpowiesz. Na początku trwa sekundę, z czasem można ją wydłużać. To buduje przestrzeń między bodźcem a reakcją i właśnie w tej przestrzeni powoli zaczyna mieścić się pytanie: czy chcę to zrobić, czy tylko czuję przymus? To jest długa droga ale od czegoś trzeba zacząć.
okej próbowałam tej pauzy o której pisała Marchewka i... coś w tym jest. Znaczy nie zawsze mi wychodzi, ale kilka razy udało mi się dosłownie zatrzymać zanim otworzyłam usta. I wtedy poczułam coś dziwnego w klatce - taki ścisk, ale nie nieprzyjemny, bardziej jakby coś robiło miejsce. Nie wiem czy dobrze to opisuję. Czy to może być znak że ta Anahata zaczyna 'oddychać'?
ten ścisk który opisujesz to bardzo ciekawe. u mnie jak zaczęłam pracować z granicami to najpierw był właśnie taki dyskomfort w klatce, nie ból, ale jakby napięcie. i dopiero po kilku tygodniach to się zaczęło zmieniać w coś cieplejszego. więc może nie martwić się tym ściskiem od razu, tylko go obserwować?
hej mam pytanie trochę z boku, bo zaglądam tu od początku i zastanawiam sie - skoro ta cała praca z czakrami wymaga tyle czasu, to jak wy w ogóle wiecie że coś sie zmienia a nie że po prostu tak macie i tyle? tzn skąd wiadomo że to efekt pracy a nie przypadek
wracając do tej pauzy - Jagusieńka, ten ścisk to jest dokładnie to o czym mówiłem wcześniej. ciało zaczyna inaczej przetwarzać impuls. to nie jest jeszcze zmiana w czakrze, to jest zmiana w reakcji nerwowej, ale te dwie rzeczy idą razem. płaszczyzna energetyczna i fizyczna to nie są osobne światy.
o matko, czytam i czytam i mam nieodparte wrażenie że opisujecie moją mamę co do słowa. ona całe życie dawała wszystkim dookoła i w końcu zachorowała poważnie. lekarze mówili stres i osłabienie układu odpornościowego, ale znajoma która się zajmuje energetyką twierdziła że to klasyczne wyczerpanie Anahaty po latach przecieku. nie wiem co o tym myśleć szczerze.
przepraszam ze wchodze w temat ale troche nie rozumiem - jak czakra sie wyczerpuje to czy mozna to jakos 'doladowac' z zewnatrz? tzn czy ktos inny moze pomoc energetycznie czy to tylko praca własna musi byc? pytam bo mam znajoma w podobnej sytuacji i chcialem pomoc
mam pytanie do Damianki i reszty - a co z malachitem? czytałam że pomaga właśnie przy przepracowanej Anahacie, bo ma działanie bardziej porządkujące niż otwierające. ale u jednej znajomej podobno wywołał intensywne oczyszczanie emocjonalne i miała bardzo ciężki tydzień. to normalne?
okej po tym co napisał Damianek to się cieszę że sięgnęłam po różowy kwarc a nie malachit, haha. ale dalej mam to pytanie czy może po prostu źle z nim pracowałam. bo trzymałam go w kieszeni i tyle, żadnej medytacji ani nic. czy to za mało żeby coś poczuć?
ojej, ten wątek to jest niesamowite, tyle się tu nauczyłam, serio! mam pytanko do wszystkich - czy te objawy o których pisze Jagusieńka, to znaczy to automatyczne dawanie i potem pustka, mogą się nasilać przy pełni księżyca? bo ja sama coś takiego zauważyłam u siebie, że przy pełni jestem bardziej 'rozlana' energetycznie i trudniej mi utrzymać cokolwiek przy sobie
przy pełni energie ogólnie są wzmocnione, więc jeśli masz tendencję do przecieku, to pełnia może to nasilić, to logiczne. ale nie szłabym w kierunku że pełnia jest winna. wzorzec jest wzorcem niezależnie od fazy księżyca, pełnia go tylko uwypukla. to może być dobry moment do obserwacji właśnie, bo wszystko jest wyraźniejsze.
a wracając do tego co pisała Ewelinka o tej 'wacie' w polu - próbowałam sama trochę poskanować dłonią nad Anahatą i naprawdę poczułam coś dziwnego. nie umiem tego nazwać, ale była jakaś asymetria, z lewej strony jakby cieplej a z prawej jakby bardziej pusto. czy to ma jakieś znaczenie czy po prostu za dużo myślę?
ta asymetria którą czujesz jest bardzo znacząca. lewa strona to strona odbioru, prawa to strona dawania. to co piszesz, cieplej po lewej a pusto po prawej, mogłoby sugerować że odbiór energii jakoś jest, ale strona wyjścia jest nadwyrężona albo w ogóle nie ma tam nic co by trzymało. to jest bardzo subtelne skanowanie i dobrze że to czujesz.
zanim pójdziemy dalej w interpretacje tego skanowania - mam pytanie do Jagusieńki. czy kiedykolwiek robiłaś to skanowanie wcześniej, na innych czakrach albo u kogoś innego? pytam bo odczuwanie dłonią wymaga pewnej kalibracji i bez punktu odniesienia ciężko stwierdzić czy to co czujesz to faktycznie informacja energetyczna czy po prostu temperatura skóry i sugestia. nie mówię że zmyślasz, mówię że to ważna zmienna.
obserwuję ten wątek od samego początku i jakoś się nie odzywałam, ale ta rozmowa o dawaniu od siebie i czakrze serca to jest coś z czym się bardzo identyfikuję. u mnie to wyglądało tak że przez lata myślałam iż jestem po prostu 'opiekuńczą osobą z natury' i byłam z tego dumna nawet. a dopiero jak zaczęłam bardziej świadomie pracować z kartami i patrzeć na swoje wzorce, to zobaczyłam że za tym opiekowaniem się innymi był strach, że jak przestanę dawać to mnie nie będą kochać. to chyba nie jest zdrowa Anahata, prawda?
no i właśnie, Jagusieńka, to co opisałaś z tą asymetrią i tym pierwszym skanowaniem, to ja bym się nie zniechęcała tym że nie ma punktu odniesienia. u mnie też tak było, pierwsze razy to człowiek nie wie co czuje a co sobie wmawia, i to jest właśnie ten moment kiedy zaczyna się uczyć słuchać. ja pamiętam że przez długi czas myślałam, że nic nie czuję bo jestem jakoś nieudolna albo za mało 'otwarta', a potem okazało się że czułam cały czas, tylko nie umiałam tego zidentyfikować. ta prawa strona, ta pustka którą opisałaś, to mi się skojarzyło z czymś o czym Ewelinka pisała wcześniej o tej stronie dawania. ja miałam podobne odczucie kiedyś przy pracy z Anahatą i okazało się że to nie była pustka w sensie 'nic tam nie ma', tylko właśnie takie wyczerpanie, jakby mięsień który się napracował za bardzo. nie wiem czy to ta sama sytuacja, ale tak mi się skojarzyło
