przeczytałam całą tę wymianę i mam pytanie do Glifia - skąd w ogóle wiadomo kiedy sama praca z czakrami wystarczy, a kiedy potrzeba czegoś więcej? czy jest jakiś sygnał że czas sięgnąć po te metody pracy z ciałem? bo czuję że trochę się gubiłam robiąc humming i licząc że samo przejdzie
Marcelinka, sygnałem jest właśnie to o czym piszesz. jeśli pracujesz regularnie z Vishuddha - humming, mantry, wizualizacja - i wzorzec jest stabilny albo wraca w tych samych sytuacjach, to znaczy że korzeń siedzi głębiej niż energetyczna warstwa. to nie znaczy że czakry nie mają tu nic do roboty, ale że sam do nich dostęp nie jest wystarczający. praca z ciałem i z czakrami mogą iść równolegle
dodam jeszcze cos do tego co Glifia mówi - jest tez kwestia tego jak czujesz sie po sesji. jezeli po humming albo medytacji jest chwilowa ulga ale za godzine wracasz do pełnego napięcia, to znak ze wzorzec jest jakby za mocno zakorzeniony. trwała zmiana to taka kiedy cos zostaje miedzy sesjami, nie tylko podczas
a ja mam inne pytanie może trochę z boku - Marcelinka wspominała wcześniej że w domu nie mogła mówić 'nie'. czy to był konkretny zakaz, tzn. ktoś jej zakazywał, czy raczej takie niepisane zasady że lepiej nie? bo to chyba robi różnicę jak się z tym pracuje?
Felicjan - drugie. nikt mi nie mówił wprost 'nie mów nie'. to było bardziej takie... powietrze w domu. jak powiedziałam nie, robiło się źle, pojawiało się napięcie, milczenie, albo płacz mamy. więc sama przestałam. to nie był zakaz, to był taki cichy nacisk którego nawet nie można było nazwać
Marcelinka to co piszesz o tym 'cichym nacisku' to jest chyba najlepszy opis czegoś na co nie ma dobrego słowa. bo to nie jest przemoc, nie ma jak tego pokazać, a ciało i tak to zarejestrowało. to jest wgl takie coś czego nie wytłumaczysz rodzinie bo powiedzą że przesadzasz, a ty po prostu wiesz że to siedzi
chcę się tu zatrzymać bo ta rozmowa robi się coraz bardziej terapeutyczna i to dobrze, ale warto żebyśmy pamiętali że jesteśmy forum, nie gabinetem. Marcelinka - to o czym piszesz brzmi jak coś z czym naprawdę warto porozmawiać z psychologiem albo terapeutą ciała, nie zamiast tego co tu omawiamy, ale jako uzupełnienie. mówię to bez złośliwości, bo temat jest poważniejszy niż humming
Marcelinka, to co piszesz - że rozmowy o przeszłości nie przekładają się na zmianę w ciele - jest bardzo typowe dla wzorców somatycznych. nie znaczy że psycholog nie pomaga, ale niektóre rzeczy wymagają podejścia od dołu, od ciała, a nie od góry, od narracji. w pracy z Vishuddha jest jedna rzecz którą mało kto uwzględnia - czakra gardła jest pomostem między ciałem a głosem, ale blokada tam często ma korzeń w Muladharze, w poczuciu bezpieczeństwa. warto sprawdzić jak masz z uziemieniem
hej ale jak blokada może byc w korzeniu a objawy w gardle? to jak to działa energetycznie? nie rozumiem tej logiki przepraszam ze pytam tak podstawowo
okej to ja mam pytanie do Marcelinki bo mnie to ciekawi - te sytuacje gdzie drżą ramiona, to są zawsze z obcymi ludźmi czy też z bliskimi? bo jakoś mi się wydaje że to ma znaczenie ale nie wiem czemu
Cebulka03 - to jest naprawdę niegłupie pytanie, bo sama nad tym siedziałam. z obcymi jest gorzej, to fakt. ale nie jest tak że z bliskimi w ogóle nie drżę. z mamą na przykład drżę może mniej, ale za to w ogóle nie mówię co chcę powiedzieć. więc może to jest inny rodzaj tego samego problemu? z obcymi drżę i mówię, z bliskimi nie drżę i nie mówię
o kurde to jest ciekawe... czyli jakby z bliskimi masz inną strategię przeżycia? nie drżysz bo w ogóle się zamykasz? sorry jeśli to brzmi dziwnie bo nie znam się na tym, ale mi się wydaje że to ważne
to co Marcelinka opisuje to jest klasyczny dylemat Vishuddhy w środowisku zamkniętym kontra otwartym. w instytucji, w pracy, nawet w rodzinie - tam gdzie role są sztywne i hierarchia jest wyraźna, gardło reaguje inaczej niż przy nieznajomych, bo przy nieznajomych nie ma co tracić. natomiast nie powiedziałabym że jedno jest gorsze od drugiego, to są po prostu dwie maski tej samej blokady
no wlasnie, Glifia dobrze to mowi. ja mialem kiedys klienta - nie bioenergoterapie, po prostu rozmowe w grupie - ktory w pracy milczal jak zaklety ale na imprezach byl dusza towarzystwa. i co sie okazalo po czasie? ze w pracy bal sie konsekwencji a na imprezie nie mial hierarchii nad soba. czakra gardla to jest zawsze kwestia gdzie czujesz ze masz prawo mowic, nie tylko czy umiesz
sorry że wchodzę bokiem, ale chcę sie upewnić czy dobrze rozumiem - blokada strukturalna to jest taka stała na stałe, a to co Marcelinka ma to jest blokada która się włącza w pewnych sytuacjach? i te dwie wymagają innego leczenia?
a można zapytać - te drżące ramiona, to one drżą zanim zaczniesz mówić, czy w trakcie? bo wydaje mi się że to może wskazywać na coś innego, ale nie wiem czy mam rację
Felicjan - w trakcie. jak już zaczynam mówić, szczególnie jak czuję że muszę powiedzieć coś ważnego albo niepopularnego. zanim mówię to jest raczej ścisk w gardle i płytki oddech, a drżenie pojawia się jak już słowa wychodzą
ten opis z oddechem przed i drżeniem w trakcie jest bardzo konkretny i myslę że warto z nim iść do kogoś kto skanuje ciałem. bo to co tu opisujesz - ścisk to jest jeszcze Vishuddha, ale płytki oddech może już Anahata. serce i płuca to jej teren. może tu jest nakładka dwoch czakr a nie tylko jedna
no właśnie, ja to przeczytałam i pomyślałam to samo co Rezeda. bo jak serce się zamyka to oddech automatycznie się spłyca, a potem ciało szuka innego wyjścia dla tego napięcia i ono idzie w ramiona. to by tłumaczyło dlaczego sama praca z gardem nie załatwia sprawy do końca, nie?
aquamarin albo niebieski lapis lazuli na gardlo to podstawa przy Vishuddha ale jeśli jest nakladka z Anahata to dorzucilbym rozowy kwarc. mozna polzyc oba jednoczesnie podczas medytacji, jeden na mostek, drugi na gardlo. u mnie to dawalo wyrazny efekt ciepla w klatce
