A to co Godzimir mowi to jest wlasciwie to samo co technika 'wyladowania dziennika' przed snem ktora polecaja przy medytacji uwaznosci zapisujesz z gory wszystkie sprawy ktore masz na glowie zeby mozg nie przechowywal ich przez noc jako 'niezalatwionych'. Troche jakbys mu mowila 'juz wiem, juz mam to zapisane mozesz sie wylaczyc'.
Lucjanek, to jest zwykła technika psychologiczna z zarządzania stresem, nie ma tu za bardzo związku z energetyką. Nic złego, ale nazwijmy rzeczy po imieniu. Nie każda skuteczna metoda radzenia sobie z lękiem to praca energetyczna.
Wawrzek ma rację w jednym sensie, warto wiedzieć skąd pochodzi metoda i co właściwie robi. Ale to co Lucjanek mówi też jest prawdą praktycznie. Szkopuł w tym że przy tej pracy przed szkoleniem Joasieńka potrzebuje czegoś co działa na poziomie fizycznym i emocjonalnym równocześnie, bo te dwa poziomy są u niej zrośnięte przy tym lęku. Więc rozdzielanie 'to psychologia, to energetyka' ma wartość intelektualną, ale nie praktyczną w tej chwili.
Joasieńko, pytanie praktyczne, ile masz czasu rano na tę całą rozgrzewkę? Bo Otylka mówiła o mruczeniu, Godzimir o zeszycie, Anusia wspomniała o Ajnie, i teraz już masz z tego całą listę zadań. Czy ty w ogóle to zmieścisz przed pracą?
Wstaję na 6:30, pracę mam o 8:30, więc z godzinę jest. Tylko że ja rano to człowiek jestem dopiero po kawie, szczerze mówiąc te pierwsze 20 minut to jestem zombie i nie wyobrażam sobie żebym wtedy cokolwiek intensywnego robiła.
To akurat nie jest problem. To mruczenie które opisałam można robić w łóżku, dosłownie zanim wstaniesz. Nie potrzebujesz do tego ani kawy ani skupienia, to jest coś co ciało robi prawie mechanicznie. Wchodzisz w to powoli i dopiero potem wstajesz. Bardziej skomplikowane rzeczy zostaw na po kawie.
Hej, a czy te metody które tu padają, to mruczenie, ziewanie, mantry, one wymagają jakiegoś specjalnego przygotowania miejsca? Pytam bo mieszkam z rodziną i nie zawsze jest możliwe żebym coś robiła głośno rano. Ciekawi mnie czy jest jakaś wersja 'cicha' tej pracy z gardłem.
To co Kachna napisała o ujjayi mnie trochę rozjaśniło, bo nie wiedziałam że ten oddech w ogóle ma coś do gadania z gardłem. Kojarzyłam go tylko z uspokajaniem. A to faktycznie jest coś co mogę robić po cichu, nawet przy mężu który jeszcze śpi. Ale mam pytanie, jak długo ten oddech żeby miał jakiś efekt? Bo czytałam gdzieś że minimum 10 minut, ale to dla mnie dużo rano.
10 minut to nie jest żadne minimum, to mit który krąży po internecie. Ujjayi przez 5 minut rano da ci wyraźny efekt jeżeli robisz to świadomie a nie mechanicznie. Chodzi o jakość a nie ilość. Czujesz ciepło w krtani podczas oddychania? Bo to jest znak że pracujesz dobrze, nie że siedzisz wystarczająco długo.
A ja sie zastanawiam czy ten caly ujjayi nie jest przypadkiem troche za zaawansowany na start jesli ktos nie ma w ogole doswiadczenia z pranajama. Bo jak sie robi oddech niezupelnie prawidlowo to on dziala inaczej niz ma dzialac, przynajmniej tak mam z roznych technik. Joasieńka, robilas kiedys w ogole pranajame?
Słuchajcie, trochę z boku patrzę na tę dyskusję i mam jedno zastrzeżenie. Zaczęliście od czakry gardła i blokady przed wystąpieniami publicznymi, a teraz macie już listę: mruczenie, ujjayi, zeszyt przy łóżku, Ajna, afirmacje w ciszy. Joasieńka ma do szkolenia dwa tygodnie czy mniej? Bo jeżeli teraz zacznie od zera wdrażać pięć różnych rzeczy jednocześnie, to według mnie zafunduje sobie dodatkowy stres zamiast spokoju.
Wawrzek ma rację i powiem szczerze że sama miałam tę myśl kilka postów temu ale nie napisałam. Lista robi się długa. Joasieńka, co z tego co tu padło faktycznie wzięłaś już pod uwagę jako coś do robienia, a co brzmi dla ciebie abstrakcyjnie? Bo może zamiast dodawać kolejne metody, warto najpierw posegregować co już masz.
No właśnie o to chodzi że trochę mnie już to przytłacza. Na spokojnie to mruczenie brzmi dla mnie najbardziej sensownie bo jest proste i Otylka powiedziała że idzie w łóżku. Zeszyt też spróbuję bo mam wrażenie że te nocne myśli to realny problem. Resztę to trochę nie wiem, Ajna mnie trochę przeraża bo myślałam że pracuję nad gardłem a tu nagle trzecia czakra.
Joasieńko dobrze że to powiedziałaś. Ajna to był mój komentarz na temat nocy i bezsenności, nie nowe zadanie do zrobienia. Nie musiałam tego mówić bo teraz wygląda jakbym dokładała ci na liście. To co dzieje się w nocy jest symptomem, nie osobnym problemem do naprawienia - pracując z Vishuddhą i z oddechem, to i tak się samo ureguluje.
Dobrze że Anusia to wyjaśniła, bo naprawdę ten wątek poszedł trochę w kilka stron naraz. Joasieńka, zostańmy przy tym co mówiłaś, mruczenie i zeszyt. Masz już jakiś niebieski kamień? Bo przy pracy z Vishuddhą akwamarynem albo błękitnym kwarcem można wzmocnić efekt i to jest coś co nie zajmuje czasu, po prostu leży przy łóżku.
Niebieski kamień to nie jest priorytet na dwa tygodnie pracy. Najpierw praktyka, potem gadżety. Serio, kamień niczego nie zrobi jeżeli nie ma pod nim regularnej pracy energetycznej. To jest dodatek, nie fundament.
A ja właśnie chciałam zapytać o te kamienie bo sama zaczynam pracę z czakrami. Akwamaryn i lazuryt to są dwa różne kamienie na gardło? Bo widziałam w sklepie oba opisane jako 'na Vishuddhę' i nie wiem czy one działają tak samo czy inaczej. Przepraszam że trochę off-topic ale skoro kamienie już weszły do rozmowy.
Wróćmy do tego co Kachna pisała o ciszy, bo ja mam to samo co pytałam i jeszcze nie do końca wiem. Ujjayi mogę robić w ciszy, ok. Ale afirmacje w myślach przy Vishuddhzie, czy to faktycznie działa? Intuicyjnie mi się wydaje że skoro gardło to dźwięk, to afirmacja w głowie to trochę jakby ćwiczyć śpiew bez śpiewania.
Ja mialem kiedys podobny problem z halasem w mieszkaniu i skonczylem na tym ze robilem mantry w samochodzie po drodze do pracy. Szczerze polecam, nikt nie patrzy, mozesz śpiewać ile chcesz i to jest swietny czas ktory normalnie marnujesz na radio. hAM w aucie brzmi troche dziwnie na poczatku ale czlowiek sie przyzwyczaja 🙂
Haha Lucjanek ja tez to robie! Sasiadka mnie raz przylapala jak stalam przy samochodzie i cos mruczalam i chyba mysli ze jestem niespelna rozumu ale co tam. Joasieńko jak masz auto to serio to jest dobry pomysl bo nikt nie slyszy i mozesz glosno.
Auto mam, ale do pracy jadę 10 minut więc to może być trochę mało. Chociaż i tak lepsza ta codzienna 10 minut niż nic, masz rację Wandka. Zastanawiam się czy to wystarczy żeby ciało cokolwiek zapamiętało o czym pisała Otylka.
10 minut dziennie przez 14 dni to 140 minut praktyki. To jest więcej niż jednorazowa godzinna sesja przed samym szkoleniem. Regularność bije intensywność jeżeli chodzi o pracę z czakrami, więc auto jak najbardziej. I jeszcze jedno, zanim zaczniesz mantry w aucie, daj sobie minutę ciszy na początku jazdy żeby poczuć gardło. Gdzie jest napięcie, gdzie jest swoboda. To jest prosta diagnostyka którą możesz robić codziennie.
10 minut dziennie przez 14 dni to 140 minut praktyki. To jest więcej niż jednorazowa godzinna sesja przed samym szkoleniem. Regularność bije intensywność jeżeli chodzi o pracę z czakrami, więc auto jak najbardziej. I jeszcze jedno, zanim zaczniesz mantry w aucie, sprawdź czy w ogóle czujesz jakieś napięcie w okolicy gardła jak mówisz głośno. Bo czasem blokada Vishuddhy daje o sobie znać dopiero przy głośnym mówieniu, nie przy cichym mruczeniu.
No to ciekawe bo właśnie sobie teraz próbowałam powiedzieć coś głośno do siebie i chyba tak, jest jakiś taki zacisk gdzieś tutaj, nie wiem czy to gardło czy szyja ale coś jest. Albo mi się wydaje bo za dużo o tym czytam i sugestuję sama sobie. Trudno stwierdzić.
Joasieńka, to że czujesz zacisk przy głośnym mówieniu a nie przy cichym to jest akurat diagnostycznie ciekawe. Przy blokadzie Vishuddhy dość często jest właśnie tak, że przy szepcie albo cichej rozmowie nic nie czuć, a przy głośniejszym mówieniu albo śpiewie od razu coś się spina. Możesz sprawdzić wahadełkiem nad piątą czakrą ale jeśli nie masz to na razie po prostu obserwuj. Kiedy masz to szkolenie?
Dwa tygodnie to jest dwa tygodnie. Ani mało ani dużo, zależy co chcesz osiągnąć. Żeby zupełnie odblokować Vishuddhę jeżeli blokada jest głęboka to dwa tygodnie pewnie nie wystarczą, ale żeby poczuć się odrobinę pewniej przy mówieniu głosem to tak, codzienna praca ma sens. Tylko Joasieńka, jedna rzecz, to że czujesz zacisk może być też po prostu napięcie mięśniowe od stresu, nie wszystko jest od razu energetyczne.
Wawrzek masz rację ale to nie jest tak że to jest albo-albo. Napięcie mięśniowe i blokada energetyczna mogą iść ze sobą w parze, jedno nakręca drugie. U mnie kiedyś było tak że zaczęłam od rozluźnienia fizycznego, dosłownie masaż szyi i karku, i nagle mantry zaczęły wychodzić zupełnie inaczej. Więc Joasieńka, dorzuć do swojej listy też trochę fizycznego rozluźnienia tej okolicy, niekoniecznie masażysta, wystarczy że wieczorem samodzielnie popracujesz trochę nad szyją.
