A ja mam w sumie inne pytanie do tego całego wątku - czy ktoś z was próbował bidżamantrę bez żadnego przygotowania, tak zupełnie "na zimno", i miał jakiś wyraźny efekt? Bo ja raz zaczęłam nucić OM kompletnie bez intencji, przy zmywaniu naczyń, i miałam potema dziwne mrowienie w okolicach korony przez kilak minut. Niewiem co z tym zrobić.
no właśnie mam watpliwosci co do tego mrowienia... Bo mrowienie mozna sobie bardzo łatwo zasugerować, szczególnie jak sie wie że dana mantra "powinna" dzialac na daną czakrę. Nie mówię że Lunaki klamie, mówię że nasz mozg jest na prawdę niezły w generowaniu odczuć kture pasują do naszych oczekiwan. To się nazywa efekt placebo i jest naprawdę silny.
moim zdaniem ten spor o placebo to troche jałowy bo co z tego? nawet jesli to plaecbo to efekt fizyczny jest. wibracie dźwięku przy glosnym spiewaniu OM sa naprawde odczuwalne fizycznie, mialem kilka razy ze mi trzeszczalo w kragoślupie jak robilem VAM na swadhisthana. to jest fizyka nie magia i to chyba nie kontrowersyjne
Wchodzę trochę z boku bo właśnie przeczytałam cały wątek - i mam wrarzenie że kluczowego pytania Wizjonerki nikt tak naprawdę wprost nie odpowiedział. Czyli: czy słowa bez świadomości działają? Moje doświadczenie mówi że działają, ale słabiej i bardziej... chaotycznie? Jakby bez intencji mantra to taki ogień który się pali ale niknie skad chce zamiast grzać konkretne miejsce.
No i właśnie to co napisała Aeon jest ważne - ten spokój po sesji to nie jest nic. Ja przez długi czas myślałam że jeśli nie czuję czegoś w trakcie to nic się nie dzieje a potem okazało się że to był najgorszy miernik jaki można sobie wymyślić. Ale wracając do sedna - bo trosze gubimy wątek - czy ktoś ma jakieś konkretne obserwacje dotyczące mantr i faz cyklu? Bo Monisia rzuciła to mimochodem i chciałabym żeby ktoś rozwinął bo mnie to na prawdę interesuje.
Dobra, to ja rozwinę skoro pytasz 🙂 Zauważyłam że w okolicach owulacji LAM i VAM idą mi zupełnie inaczej niż w fazie lutealnej. Przy owulacji to jest jak otwarte drzwi, dźwięk jakby szedł głębiej i szybciej coś czuję. A przed miesiączką jest taki opór, jakbym gadała do ściany. Nie wiem czy to kwestia energii czakr w tym momencie czy po prostu jestem wtedy bardziej spięta ogólnie, ale różnica jest wyraźna.
auć, ja to mam trochę odwrotnie, albo inaczej - nie wiem czy odwrotnie, bo nie prowadziłam tak systematycznych notatek. Ale mam wrażenie że przed menstruacją Muladhara jest u mnie wyjątkowo ciężka, jakby zakorkowana. I wtedy mantry nie dają nic, zero. Dopiero jak przejdzie to jakby ktoś odkręcił kurek. To ma sens energetycznie czy to tylko moje odczucie?!
Dobra, ale mam pytanie bo nie rozumiem - skąd wiecie że to "zakorkowanie" to jst coś w czakrze a nie zwykłe PMS i zmiany hormonalne, kture realnie wplywaja na nastroj i odczucia ciała? Serio pytam, nie przekreslam waszych doświadczeń, ale to jest na prawdę trudne do rozdzielenia. Hormony zmieniają się drastyczniee w różnych fazach i to samo w sobie tlumaczy dużo tych różnic.
Muszę się tu wtrącić bo to właśnie dotyczy MOJEGO pierwotnego pytania! Czyli de facto - jeśli mantra działa lepiej w określonej fazie cyklu, to znaczy że coś zewętrznego (hormony? energia? cokolwiek) robi część roboty za nas. I wtedy pytanie o intencję stje się jeszcze bardziej skomplikowane, bo może intencja jest ważna przede wszystkim wtedy gdy energia nie "płynie sama"? Tak to rozumiem?
hej, troche mi sie tu pogubilem w tym cyklu i hormonach bo ja nie mam tych zmian o których mówicie hha. ale mam pytanie - te fazy cyklu to tylko dla kobiet ta obserwacja działa czy mężczyźni tez maja jakoś podobne okresy energetyczne? bo czytałem ze mamy jakies cykle miesieczne ale niewiem czy to prawda
wracam do tego co powiedziała Monisia o "chaotycznym ogniu" bez intencji bo jakoś nie daje mi to spokoju. Moje nucenie OM przy zmywaniu - to był właśnie taki przypadkowy ogień. I mrowienie które po tym poczułam było... no nieprzyjemne trochę? Jakby za dużo, za szybko. Czy to mogło być pzez brak intencji właśnie, jakieś nieukiernukowane pobuzenie Sahasrara?
Czytam od jakiegoś czasu tą rozmowę od jakiegoś czasu i chcę coś powiedzieć wprost. Pytanie Wizjonerki o to czy słowa bez świadomości działają ma w tradycji mantrycznej jednoznaczną odpowiedź: tak, działają, ale jak dziecko bawiące się zapałkami. Dźwięk jest aktywny. Intencja decyduje czy jesteś gospodarzem tego co wywołujesz czy tylko widzem. I to nie metafora - to jest fundament całej pracy z mantrą w każdej tradycji z której pochodzzi LAM czy OM
a ja mam inne pytanie do Anyzek - co to znaczy być "gospodarzem" tego co wywołujesz prez mantrę? bo to brzmi ważnie ale nie do końca wiem jak to wygląda w praktyce. co robisz konkretnie żeby być gospodarzem a nie widzem?
phi, a co jeśli ktoś nie ma warunków do zamykania czegokolwiek, bo np. mantruje w autobusie albo przy zmywaniu jak Lunaki? to jest osobny problem bo jak ja jadę komunikacją i cicho powtarzam bidżę to potem wstaję na przystanku i... no po prostu wysiadam. żadnego zamykania. i szczerze nie czułam żeby to robiło jakiś problem?
Ludzie, to jest ważna gałąź tej rozmowy bo dotyka czegoś co nazywam "higieną praktyki". i tu powiem rzecz która może kogoś zaskoczyć - różne tradycje różnie do tego podchodzą. w niektórych nurtach bhakti śpiewa się mantry absolutnie wszędzie i przez cały dzień bez żadnego rytuału zamknięcia, bo sama mantra jest uważana za samodomykającą się. w innych podejściach tantrycznych zamknięcie jest tak samo ważne jak otwarcie. więc pytanie "czy trzeba zamykać" niema jednej odpowiedzi, zależy od systemu w którym pracujesz.
chcę powiedzieć że ta rozmowa daje mi dużo do myślenia, naprawdę! ale mam jedno pytanie które cały czas chodzia mi po głowie i nie wiem czy padło wprost - czy intencja musi być słowna? bo ja mam czasem taki stan podczas medytacji, szczególnie w pewnych momentach cyklu, że jest jakieś... skupienie, ale bez słów, bez myśli o konnkretnym celu. czy to tez "liczy się" jako intencja?
ojej, wizjonerko, to jest może najciekawsze pytanie w całym wątku. W wielu tradycjach rozróżnia się sankalpa - świadomą wolę sformułowaną w słowach - od czystej dharany, skupienia bez obiektu. Obie są formami intencji ale działają inaczej. Sankalpa kieruje, dharana otwiera. Więc żeby odpowiedzieć wprost: tak to liczy się, ale jako inny rodzaj pracy.
o matko, właśnie przez to rozróżnienie które Izar opisała, rozumiem wreszcie dlaczego czasem moje sesje są dobre bez żadnego konkretnego celu a czasem mam cel a nic nie idzie! jak mam sankalpa to jakby popycham, a jak jestem w tym otwartym skupieniu to jakby płynę. i to się u mnie mocno zmienia właśnie z cyklem - w owulacji naturalnie wchodzę w to skupienie bez słów, a przed miesiączką chcę mieć cel i plan i kontrolę.
hej wracam do tematu bo mi sie coś skojarzyło. czy to że intencja zmienia sie z cyklem dotyczy tylko kobiet czy ja tez jako facet moge miec takie "okna"? bo w tamtym poście Wieszczbiarz wspomniał o jakims cyklu 23 dniowym i w sumie szukalem i nie wiem czy to lgit. ktoś wie?
wtrace się bo ta rozmowa cały czas kreci się miedzy doświadczeniem a teorią i chce zadać pytanie do wszystkich - czy ktokolwiek tu probowal sprawdzić dzialanie bidzamantr bez intencji w kontrolowanych warunkach? czyli np. powtarzać LAM przez 10 minut codziennie przez miesiac, bez żadnej wziualizacji bez nastawienia, i obserwować co sie dzieje z Muladharą? bo rozmawiamy dużo ale nie slysze żeby ktos to tak poprostu przetestował.
dokładnie na to chciałam odpowiedzieć!! paradoks obserwatora w praktyce mantrycznej jest realny i to wróciło nas prosto do pytania Wizjonerki - czy słowa bez świadomości działają. jeśli nie możemy testować bez świadomości to może odpowiedź jest już w pytaniu.
