Hej, zakładam ten wątek bo trochę szukałem po forum i nie znalazłem czegoś konkretnego o afirmacjach akurat na Vishuddhę. Wiem, że ogólnie afirmacje to coś w stylu 'wyrażam siebie swobodnie' albo 'mój głos ma moc' - ale szczerze? Powtarzam to od jakichś trzech tygodni i nie czuję żeby coś drgnęło. Pytanie do bardziej doświadczonych: czy te standardowe zdania z internetu w ogóle działają, czy to trzeba jakoś bardziej spersonalizować? I czy ważne jest żeby to mówić głośno, czy wystarczy w myślach?
Dobre pytanie, bo ja też przez długi czas używałam tych gotowych zestawów i efekty były... powiedzmy skromne. Dopiero jak zaczęłam układać afirmacje pod swoje konkretne blokady, coś się ruszyło. Mam wrażenie, że Vishuddha jest wyjątkowo wrażliwa na autentyczność - jakby samo gardło 'wiedziało' że powtarzasz coś co nie jest twoje. Ale zanim pójdę dalej - co u ciebie w ogóle wskazuje na tę czakrę? Objawy fizyczne, emocjonalne?
Powiem tak - afirmacje na Vishuddhę to specyficzny przypadek, bo ta czakra odpowiada bezpośrednio za słowo. I tu jest pewien paradoks: jeśli masz głęboką blokadę w wyrażaniu siebie, to samo mechaniczne powtarzanie słów może niczego nie otwierać, a nawet działać jak naklejanie plastra na ranę której nie zbadałeś. Zanim przejdziemy do konkretnych fraz, chciałbym zapytać - czy próbowałeś w ogóle zlokalizować skąd ta blokada pochodzi? Czy to jest coś co pamiętasz z dzieciństwa, może środowisko gdzie nauczyłeś się że lepiej nie mówić, czy raczej coś nowszego?
Mnie zawsze uczono że afirmacje muszą być w czasie teraźniejszym i pozytywne, czyli zamiast 'nie boję się mówić' to 'mówię śmiało i pewnie'. To chyba podstawa i dlatego te z internetu często nie działają bo piszą je byle jak. Na Vishuddhę podobno najlepsza jest mantry HAM wymawiana przy wdechu i wydechu, po dwadzieścia powtórzeń rano. Sam nigdy nie próbowałem ale czytałem że tak robi większość praktyków.
Wtrącę się bo prowadzę notatki z różnych technik i mam obserwację. Próbowałem kilkunastu zestawów afirmacji na Vishuddhę ze znanych źródeł i zauważyłem że te które działały najlepiej miały jedną wspólną cechę - były bardzo konkretne, nie ogólne. 'Wyrażam siebie' to za szeroko. Lepiej coś jak 'mówię prawdę nawet kiedy jest trudna' albo 'mój głos liczy się w tej rozmowie'. Im bardziej trafione w konkretny lęk tym lepiej. Mam pytanie do Aurelka - wspomniałeś o szukaniu źródła blokady, czy masz na myśli jakąś konkretną technikę do tego?
Czytam ten wątek i mam wrażenie że pomijamy jedną ważną rzecz. Vishuddha to nie tylko 'jak mówię' ale też 'czy to co mówię jest moje'. Często blokada w gardle bierze się z tego że przez lata powtarzaliśmy cudze przekonania, cudze wartości - i ciało to pamięta. Afirmacja złożona z cudzych słów na blokadę która pochodzi z cudzych słów... to trochę błędne koło, nie? Dlatego rozumiem Gabrysia że te gotowe zestawy nie działają. Mam pytanie do wszystkich tu obecnych - czy ktoś próbował pisać afirmacje ręcznie zamiast je mówić lub słuchać nagrań?
Ehh, afirmacje to połowa sukcesu. Jak nie masz kamieni dobranch do Vishuddhay to możesz mówić ile chcesz i nic. Niebieski lapis lazuli albo akwamaryna kładzone na gardło podczas afirmacji to duuużo silniejsze działanie. Ja tak robię i po tygodniu czułem różnicę. Bez kamieni to trochę jak modlić się bez świecy - niby można ale działa słabiej. Gabryś - masz jakieś kamienie?
Wracając do samych afirmacji, bo trochę odbiegliśmy - chciałam zapytać Gabrysia i w ogóle wszystkich: w jakim momencie dnia to robicie? Bo słyszałam że dla Vishuddhay ważne jest mówienie ich głośno, ale czy pora ma znaczenie? Próbowałam wieczorem i zasypiałam w połowie, rano działa lepiej, ale może to kwestia energii dnia a nie samej czakry.
To co Gabryś opisuje jest według mnie istotną wskazówką diagnostyczną samą w sobie. Praca z Vishuddhą w ciszy, bo 'głupio mówić na głos' - to jest dokładnie ten wzorzec który tę czakrę trzyma w blokadzie. Nie piszę tego złośliwie, raczej odwrotnie - to bardzo dobry sygnał że dotykasz sedna. Masz może możliwość wyjścia na krótki spacer samemu? Mówienie afirmacji podczas chodzenia, na świeżym powietrzu, nawet szeptem, jest według mnie bardziej wartościowe niż głośne recytowanie w pokoju ale z blokiem w głowie. Vibration jest ważna, ale intencja i autentyczność ją poprzedzają.
To co Aurelek pisze o spacerze jest ciekawe i faktycznie mam to odnotowane w moich obserwacjach - kilka osób z którymi rozmawiałem na ten temat pracowało z Vishuddhą w ruchu, nie siedząc. Wiąże się to chyba z tym że blokada w gardle często idzie w parze z napięciem w całym torsie, a ruch go trochę rozluźnia. Mam pytanie do Liliana albo Aurelka - czy znacie jakieś konkretne sekwencje jogi które wspierają pracę z afirmacjami na Vishuddhay? Chodzi mi o pozy które otwierają klatkę i szyję jednocześnie.
Dobra, to rozumiem że mówienie na głos jest ważne. Ale konkretnie - co z tym zrobić jak naprawdę nie mam gdzie? Mieszkanie jest małe, rodzina zawsze w pobliżu. Czy jest jakaś obejście tego, czy po prostu muszę jakoś zorganizować tę przestrzeń?
Wracając do pytania o przestrzeń - ja przez długi czas robiłam afirmacje w samochodzie jadąc do pracy. Sama, okna zamknięte, nikt nie słyszy. Brzmi prozaicznie ale to był dla mnie przełom, bo przestałam się pilnować i naprawdę mówiłam głośno. Nie wiem czy Gabryś jeździ samochodem, ale jeśli tak, to może warto spróbować?
Hm, słuchawki i udawanie rozmowy to ciekawy pomysł na obejście wstydu, ale mam wątpliwość. Przy pracy z Vishuddhą chodzi też o to, żeby dźwięk naprawdę wychodził z ciebie, bez żadnej maski. A 'udawanie rozmowy przez telefon' to jednak kolejna warstwa maskowania. Może zamiast tego - czy jest jakiś czas kiedy jesteś w domu sam? Choćby rano przez chwilę?
Ten wątek ze wstydem przed mówieniem na głos staje się coraz ciekawszy i myślę że to jest sedno sprawy dla wielu osób tu siedzących, nie tylko dla Gabrysia. Liliana słusznie zauważa że Vishuddha lubi autentyczność, ale Onufry też ma rację że sam dźwięk coś robi. Pytanie jest inne - czy Gabryś wie co tak naprawdę chce powiedzieć, a czego nie może? Bo afirmacje to tylko forma, treść musi do czegoś się odnosić.
Czytam ten wątek z rosnącym zdziwieniem i mam pytanie, bo nie do końca rozumiem - co to znaczy że Vishuddha 'lubi autentyczność'? Czy to metafora, czy jest jakiś mechanizm za tym? Bo brzmicie jakby czakra była czymś w rodzaju osoby z własnymi preferencjami i trochę mnie to myli.
Ktoś pytał wcześniej o oczyszczanie kamieni i nie odpowiedziano do końca. Lapis lazuli oczyszcza się w soli albo na słońcu, nie w wodzie bo może zmienić kolor. Akwamaryna może być w wodzie. To ważne bo nieoczyszczony kamień może mieć energie poprzedniego właściciela i nie wiem czy to pomaga Vishuddhzie czy nie.
Może głupie pytanie, ale skąd wiadomo że kamień jest oczyszczony? Czy jest jakiś objaw albo odczucie? Pytam bo interesuję się tym dopiero od chwili i chciałbym wiedzieć czy to jest coś co można wyczuć czy po prostu zakładamy że po oczyszczeniu jest ok.
Wróćmy na chwilę do afirmacji, bo mam wrażenie że trochę zeszliśmy na kamienie, a ja jeszcze nie wiem jedno - czy afirmacje na Vishuddhę można robić cicho, bez głosu, tylko poruszając wargami? Coś między myślami a głosem na głos. Czy to w ogóle ma sens czy tracę czas?
Próbowałam tak i powiem że to jest coś pośredniego - lepsze niż same myśli, bo ciało jednak angażuje mięśnie gardła i ust, ale słabsze niż pełny głos. Dla mnie działało jako etap przejściowy, kiedy nie miałam odwagi mówić głośno. Nie powiedziałabym że tracisz czas, ale też nie powiedziałabym że to docelowa forma pracy z Vishuddhą.
Słucham tego wątku od dłuższego czasu i mam pytanie do bardziej doświadczonych - czy ktoś próbował łączyć afirmacje na Vishuddhę z runami? Konkretnie Ansuz wydaje mi się powiązana z komunikacją i głosem, to Odynowa runa. Czy ktoś to łączył i co z tego wyszło, bo mam ochotę spróbować ale nie wiem czy to ma sens razem.
Przepraszam że wchodzę z boku, ale wróćmy do pytania Gabrysia bo mi ono zostało w głowie. Mówienie wargami bez głosu - czy ktoś ma doświadczenie jak to działa długoterminowo? Liliana mówiła że to etap przejściowy, ale czy ktoś utknął na tym etapie i nie przeszedł dalej do głośnego mówienia?
Mam notatki z ostatnich tygodni i widzę coś ciekawego. Kiedy robiłem afirmacje tylko w myślach - brak zmiany. Kiedy zacząłem szeptać - po kilku dniach lekka różnica w tym jak mi się rozmawiało. Kiedy przeszedłem na normalny głos - zmiana wyraźna. Jakby każdy kolejny poziom coś dodawał. Ale to moje osobiste obserwacje, nie twierdzę że tak musi być u każdego.
Wszyscy mówią o afirmacjach ale nikt nie wrócił do tematu mantry HAM. Moim zdaniem bez mantry to jest połowa roboty. Afirmacja to słowa, ale HAM to wibracja która dosłownie drgaje w gardle i ją odblokuwuje. Jedno drugiego nie zastąpi.
Przepraszam za podstawowe pytanie, ale jak się wymawia HAM w tej praktyce? Tak jak czytamy po polsku, 'ham', czy jest jakaś inna wymowa sanskrycka? Chcę spróbować ale nie chcę robić czegoś źle od początku.
Czytam ten wątek od początku i mam jedno pytanie które mnie nurtuje. Wszyscy mówicie o różnych technikach - afirmacje, mantra, kamienie, runy. Czy jest jakaś kolejność w której to robić, czy można mieszać wszystko na raz? Bo dla kogoś kto zaczyna to brzmi jak dużo naraz.
Gabryś, wydaje mi się że to jest pytanie do ciebie, nie do nas. Co bardziej cię pociąga - mówienie słów czy śpiewanie dźwięku? Twoja odpowiedź na to pytanie powie ci od czego zacząć, bo Vishuddha lubi to co jest autentyczne dla ciebie, nie to co działa dla Liliana albo dla mnie.
Dobra, zastanawiam się nad tym co napisała Ametystka75 i chyba mam odpowiedź - bardziej mnie pociągają słowa niż dźwięki. Znaczy czuję się z tym naturalniej. Więc może zacznę od afirmacji i zobaczę co się dzieje. Tylko jakich konkretnie słów używacie? Bo czytałem różne wersje i jedne brzmią dla mnie pusto, inne bardziej... prawdziwie? Czy to ma znaczenie jakie słowa wybieram?
