Zastanawiam się od jakiegoś czasu, czy praca ze sztuką wizualną może realnie wpływać na szóstą czakrę. Mam na myśli nie tylko medytację z obrazem, ale samo przebywanie z określonymi dziełami, kolorami, formami. Czytałam, że fiolet i indygo to barwy przypisane trzeciemu oku, ale czy samo oglądanie obrazów w tych kolorach coś daje, czy to zbyt duże uproszczenie? Czy ktoś świadomie pracuje z czakrą Ajna przez sztukę i ma jakieś konkretne obserwacje?
Dobre pytanie, bo temat jest szerszy niż się wydaje. Sam kiedyś eksperymentowałem z mandalamiw kontekście pracy energetycznej i efekty były wyraźne, ale nie przypisałbym ich samemu kolorowi. Bardziej chodzi o to, co dany obraz robi z uwagą i skupieniem. Kolor może być wejściem, ale nie sądzę, żeby to był mechanizm sam w sobie. Co cię skłoniło akurat do tego tematu?
Hilma af Klint to ciekawy przykład, bo ona sama twierdziła, że maluje pod dyktando wyższych sił. To nie jest neutralna sztuka dekoracyjna, w jej pracach jest intencja, choć ukryta. Myślę, że intencja twórcy zostaje w dziele i może oddziaływać na odbiorcę. Ale tutaj pytanie: czy to była reakcja czakry, czy po prostu silne pobudzenie estetyczne? Jak odróżniasz jedno od drugiego?
Ja się przy tym pytaniu zatrzymuję, bo sama nie wiem jak to odróżnić. Zawsze jak czytam o objawach aktywacji czakry to mrowienie w okolicach czoła jest wymieniane, ale mnie to samo zdarza się przy intensywnym skupieniu wzroku. Może to po prostu napięcie mięśni?
A czy ktoś próbował świadomie dobierać obrazy pod kątem czakry trzeciego oka, nie przypadkowo? Zastanawiam się, czy jest jakaś logika w tym doborze, czy każdy robi to intuicyjnie. Bo fiolet i indygo to jedno, ale geometria, symetria, spirale to chyba też mają znaczenie w tym kontekście?
Dorzucę do tego wątek, który rzadko się pojawia: nie tylko co oglądamy, ale jak. Pasywne przeglądanie obrazów to jedno, ale jeśli ktoś wchodzi w kontakt z obrazem jako z czymś żywym, jeśli pyta siebie co widzę, co to do mnie mówi, to jest to już inna jakość pracy. Czakra trzeciego oka łączy się z percepcją i intuicją, więc aktywne oglądanie może być jej ćwiczeniem samo w sobie.
Przepraszam, że może banalne pytanie, ale skąd mam wiedzieć, że mam cokolwiek do zrównoważenia w tej czakrze, zanim zacznę jakąkolwiek pracę z obrazami? Czy są jakieś sygnały, że właśnie szósta czakra jest tym słabym punktem?
Wracając do sztuki, bo mnie to bardzo interesuje. Bylica napisała o aktywnym oglądaniu i to mnie poruszyło. Czy ktoś ma jakiś konkretny sposób na taką pracę? Siadam przed obrazem, zamykam oczy, otwieramy, i co dalej? Jak to wygląda w praktyce?
nie ma jednej metody, ale mogę powiedzieć co mi działa. Wchodzę w kontakt z obrazem bez oceniania go estetycznie, staram się nie myśleć czy jest ładny czy nie. Patrzę w punkt środkowy, oddycham i czekam na wrażenie, nie na myśl. Różnica między wrażeniem a myślą jest tu kluczowa. Myśl mówi "to jest fioletowe koło", wrażenie jest czymś przedsłownym. Trzecie oko to percepcja przed interpretacją.
To jest dobra distinkcja, Bylica. Ale mam pytanie do tego: czy nie ma ryzyka, że przy takim podejściu projekcjujemy własne stany na obraz, zamiast naprawdę coś percypować? Skąd wiesz, że "wrażenie" pochodzi z obrazu, a nie z twojego nastroju w danej chwili?
To jest chyba jeden z tych momentów, gdzie ezoteryka i psychologia spotykają się bez jednoznacznej odpowiedzi. Ale praktycznie: czy ktoś dobierał konkretne kolory do pracy z szóstą czakrą i widział różnicę między np. głębokim fioletem a jasnoniebieskim? Bo to też jest coś, co chciałbym przetestować.
Ja się dopiero zaczynam w tych tematach, więc mogę zapytać głupie pytanie: czy trzeba mieć jakieś wcześniejsze doświadczenie z medytacją albo pracą z czakrami, żeby cokolwiek poczuć przy oglądaniu obrazów? Czy to dostępne dla każdego kto po prostu skupi uwagę?
Ja bym powiedziała, że mam coś zupełnie odwrotnego czasem, nie zwalnianie ale jakieś pobudzenie, prawie jak niepokój. I zastanawiam się czy to znaczy że obraz "za mocno" działa, czy że po prostu mi nie służy, czy że to jestem ja a nie obraz. Nie wiem jak to czytać.
Mam podobnie jak Galia z tym niepokojem, ale ja mam go przy zupełnie innym typie obrazów. Przy tych bardzo symetrycznych, prawie matematycznych. Jakby mózg się buntował. Kapturek, czy to znaczy że powinnam właśnie od takich zaczynać, czy lepiej pójść za tym co jest łagodniejsze?
Słucham tej rozmowy o niepokoju i diskomforcie i mam pytanie do grupy: czy ktoś zastanawiał się, że ta reakcja może być po prostu neuronalna? Mózg nie lubi pewnych wzorów wizualnych, spirale mogą wywoływać coś w rodzaju optycznego dysonansu. Nie mówię, że to wyklucza energetyczny wymiar, ale czy bierzemy to pod uwagę?
To co Seid mówi o wracaniu do centrum jest dla mnie kluczowe. Myślę, że praca z obrazem przy szóstej czakrze to nie jest kontemplacja całości, tylko ćwiczenie z uwagą. Obraz jest pretekstem do tego, żeby uczyć się gdzie uwaga "mieszka". Czy to nie jest trochę jak trataka, tylko zamiast świecy jest obraz?
Próbowałam tratakę dwa razy i za każdym razem kończyłam z łzawiącymi oczami i frustracją. Może za duże oczekiwania. Z obrazami jest inaczej, bo nie ma presji nieruchomości, mogę przenosić wzrok i wracać. To jest chyba mniej wymagające wejście do podobnego stanu. Choć nie wiem czy tak samo skuteczne.
Wracam do pytania Whisper sprzed chwili, bo myślę że odpowiedź jest gdzieś między. Trataka to technika z bardzo konkretnym celem i protokołem. Praca z obrazem to bardziej eksploracja. Jedno i drugie może aktywować szóstą czakrę, ale inaczej. Trataka działa precyzyjniej, obraz daje więcej przestrzeni. Dla kogoś kto zaczyna, obraz jest bezpieczniejszym miejscem startowym.
Wracam do tego co mówiła Bylica o zostawaniu z niepokojem. Próbowałam dziś przy jednej reprodukcji z dużą ilością fioletu i intensywnych kątów. Zostałam z tym może ze dwie minuty. Niepokój nie zniknął, ale gdzieś po minucie pojawił się taki moment, że przestałam go oceniać. Nie wiem co z tym zrobić, ale coś tam się zmieniło.
To rozluźnienie za oczami pojawia się u kilku osób w tym wątku. Leonora mówiła o "uspokajaniu za oczami", Galia teraz to samo. Zastanawiam się czy to jest sygnał specyficzny dla szóstej czakry, czy po prostu ogólna odpowiedź na skupienie wzroku. Kapturek, ty pracujesz z tym od dawna, jak to oceniasz?
Chcę wrócić do czegoś co Whisper powiedział wcześniej o uczeniu się gdzie uwaga mieszka. Myślę że to jest sedno całej tej dyskusji. Obraz jest wtórny. Liczy się to co dzieje się z uwagą podczas kontaktu. Czy wracamy do centrum, czy rozpraszamy się, czy potrafimy wrócić bez wysiłku. Forma i kolor tylko ułatwiają albo utrudniają to ćwiczenie.
Dodam do tego co Seid mówi, że w tradycji tantrycznej yanty właśnie to robią. Nie są ozdobą, są mapą dla uwagi. Forma jest nośnikiem. Dlatego dobór obrazu ma znaczenie praktyczne, a nie tylko estetyczne. Ktoś pytał wcześniej o przedmioty, nie tylko obrazy. Mam wrażenie że ta część wątku trochę zaginęła.
Raz, ale nie metodycznie. Miałam ametyst w dłoni przy oglądaniu reprodukcji Hilmy af Klint. Trudno powiedzieć co z czego wynikało. Czy było głębiej, bo obraz, bo kamień, bo stan w którym byłam. Nie potrafię tego rozdzielić. I nie wiem czy powinnam próbować.
Myślę że ta rozmowa o sugestii kontra "prawdziwy efekt" jest może trochę z boku głównego tematu. Wróćmy do czegoś konkretnego. Ktoś wspomniał o kolorach, Kunia o yantach, Bylica o kamieniach. Mam pytanie do bardziej doświadczonych, czy jest jakaś kolejność w pracy z tymi elementami? Zaczynam od obrazu, potem dodaję kamień, potem co?
Ciekawe że wracasz do tej samej artystki. Mnie też do niej ciągnie powtarzalnie. Zastanawiam się czy to jest coś w samej strukturze tych obrazów, czy może to już kwestia skojarzeń, że po kilku dobrych doświadczeniach z danym obrazem wracam bo go znam. Czy ktoś miał podobną powtarzalność z konkretnym dziełem?
Słucham tej rozmowy i mam pytanie może trochę z boku. Leonora na początku pytała o kolory i przedmioty jako wejście do tematu. Dużo mówicie o yantach i kamieniach, ale co z samym kolorem? Czy oglądanie czegoś fioletowego albo granatowego, nawet jeśli nie jest to żaden specjalny obraz, może coś uruchomić?
Wracając do koloru, bo to ważny wątek w kontekście sztuki wizualnej. Czy ktoś miał doświadczenie z pracą przy obrazach gdzie dominujący kolor był nieoczywisty, tzn. ani fiolet, ani indygo, a mimo to coś z Adżną się działo? Pytam bo zastanawiam się czy ta korelacja kolor-czakra jest przyczynowa czy bardziej symboliczna.
