Mam córkę, która ma 7 lat i ostatnio zaczęła sama pytać o energię i o to, dlaczego ludzie się różnią. Zaczęłam się zastanawiać, czy to dobry moment, żeby wprowadzić ją w temat czakr, ale nie wiem, czy to nie jest za wcześnie. Czy w ogóle dzieci mają rozwinięte czakry tak jak dorośli? Bo słyszałam, że u małych dzieci to wszystko działa inaczej.
To bardzo ciekawe pytanie, bo faktycznie dzieci to zupełnie inny przypadek niż dorośli. Z tego co wiem i obserwuję, małe dzieci mają czakrę korony i czakrę czoła bardzo aktywne - są blisko świata niematerialnego, dlatego wiele z nich widzi rzeczy, które my już dawno przestaliśmy widzieć. Ale czy masz na myśli pracę z nimi w sensie medytacji, wizualizacji, czy raczej samej edukacji o tym, czym są czakry?
Medytacja dla dzieci to nie jest to samo co medytacja dla dorosłych, nie można tego tak stawiać. Siedmiolatka nie będzie siedziała w ciszy przez 20 minut i skupiała się na oddechu. Ale krótkie ćwiczenia, powiedzmy 3-5 minut, z jakąś historyjką albo wizualizacją w formie bajki - to jak najbardziej. Znasz w ogóle jakieś techniki przystosowane do pracy z dziećmi, czy szukasz czegoś konkretnego?
Wtrącę się, bo mnie to też dotyczy - mój syn ma 9 lat i podobnie zadaje pytania o energię, o aury. Sama się uczę i trochę się boję, żeby mu czegoś nie namieszać w głowie za wcześnie. Czy jest jakiś wiek, od którego to jest bardziej bezpieczne, żeby w ogóle zaczynać?
Słyszałam kiedyś takie ujęcie, że do około 7 roku życia czakra korony jest naturalnie otwarta, a potem zaczyna się stopniowo zamykać w miarę jak dziecko socjalizuje się i wchodzi w schematy dorosłego świata. Nie wiem na ile to dosłowne, ale obserwacyjnie coś w tym jest. Mała dzieci często mówią rzeczy, które potem sami dorośli interpretują jako kontakt z czymś wyższym.
To jest dobre pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Z jednej strony racja - u małych dzieci wiele rzeczy działa samo, bez naszej ingerencji. Z drugiej strony praca z czakrami nie musi oznaczać naprawiania czegoś zepsutego. To może być też świadome pielęgnowanie tego, co już jest. Zależy jak to rozumiesz.
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale mam pytanie. Czy ktoś z was pracował z własnym dzieckiem bezpośrednio? Bo to jedno mówić teorię, a drugie zobaczyć jak dziecko na to reaguje. Zastanawiam się, czy dzieci w ogóle to czują czy to tylko taki rodzaj zabawy dla nich.
Pracowałam ze swoją siostrzenicą, miała wtedy 8 lat. Zaczęłam od bardzo prostej wizualizacji - powiedziałam jej, żeby wyobraziła sobie kolorowe światła w różnych miejscach ciała. Ona od razu powiedziała, że przy brzuchu ma żółte, a przy głowie białe. Nie sugerowałam jej żadnych kolorów. Potem powiedziała, że żółte jest ciepłe i trochę kręci. Dzieci często czują więcej niż my myślimy, bo nie mają jeszcze tej warstwy racjonalizowania wszystkiego.
To co opisuje Magicwoman to według mnie klucz - podejście. Dzieci nie potrzebują wykładu o siedmiu czakrach z nazwami sanskryckimi i symbolami. Potrzebują doświadczenia, które pasuje do ich języka. Kolorowe światła, ciepło, mrowienie - to są rzeczy, które dziecko może czuć i opisać. Teoria może przyjść dużo później, albo wcale.
A ja się zastanawiam nad czymś innym - czy to nie jest przypadkiem coś, co powinno zostawać w sferze wyboru samego dziecka, kiedy dorośnie? Nie mówię, że to złe, ale czy my jako rodzice lub bliscy nie narzucamy trochę swojego światopoglądu? Sam nie wiem jak bym do tego podszedł.
Wracając do samej kwestii czakr u dzieci - jest jeszcze jedna rzecz, o której nikt nie wspomniał. Dzieci do około 14 roku życia przeżywają kolejne fazy rozwoju, które w różnych tradycjach wiąże się z aktywacją kolejnych czakr. Pierwsze siedem lat to mniej więcej czakra korzenia, drugie siedem - sakralna, i tak dalej. Czy ktoś z was miał kontakt z tym podejściem?
Raczej to drugie - chodzi o to, że energetyczny ciężar gatunkowy w danym etapie życia leży w innym miejscu. U bardzo małego dziecka priorytetem jest poczucie bezpieczeństwa, zakorzenieni, to co korzeniowe. Potem pojawia się sfera emocji, relacji. To nie znaczy, że inne czakry nie działają, ale że ta konkretna jest jakby w centrum uwagi całego systemu.
To akurat brzmi obiecująco, bo te pytania pokazują że ona naturalnie szuka jakiegoś języka dla tego co czuje. Czakry mogą być takim językiem, ale nie muszą. Ważniejsze jest to, że w ogóle pyta i że ty słuchasz.
Właśnie, i to jest coś, co chciałem powiedzieć od jakiegoś czasu w tym wątku. Czakry to jeden z języków opisu rzeczywistości energetycznej. Dzieciom można spokojnie zaproponować różne języki i zobaczyć który do nich trafi. Nie trzeba zaczynać od systemu siedmiu czakr jako jedynej słusznej mapy.
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie, że trochę mieszamy dwa różne pytania. Jedno to - czy dzieci mogą pracować z czakrami. Drugie to - jak rozmawiać z dziećmi o tym co czują w ciele i w emocjach. To drugie jest moim zdaniem ważniejsze i nie wymaga wcale żadnej tradycji ani nazw.
A co z sytuacją kiedy dziecko samo zaczyna coś obserwować i opisywać, ale w zupełnie innych słowach niż my? Mam siostrzenicę, która mówi że "widzi kolory przy ludziach" odkąd pamięta. Nikt jej tego nie mówił. Jak to traktować?
To jest moim zdaniem jeden z najtrudniejszych momentów w wychowaniu - kiedy dziecko zadaje pytanie, na które nie ma jednej dobrej odpowiedzi. Możesz powiedzieć że różni ludzie widzą to różnie i opisują różnymi słowami. To jest uczciwe i jednocześnie otwiera rozmowę zamiast ją zamykać.
Słucham i myślę o mojej sytuacji. Chyba właśnie bałam się tego - że jak zacznę temat, to będę musiała dać jej gotową odpowiedź. A tu wychodzi że wcale nie muszę. To trochę zdejmuje z mnie ciężar.
Właśnie - wracając do oryginalnego pytania tematu, bo trochę odpłynęliśmy. Czy ktoś ma konkretne doświadczenie z prowadzeniem czegoś w rodzaju ćwiczenia z dzieckiem poniżej 10 lat? Nie teorię, tylko co faktycznie zrobiło i jak dziecko zareagowało. Bo widzę że Magicwoman już opisała jedno, ale ciekawa jestem więcej przykładów.
Więc to bąbelki były dla niej wystarczającym sygnałem? Nie próbowała dalej dopytywać co to znaczy, skąd to pochodzi? Pytam bo mam wrażenie że dzieci albo w ogóle nie drążą takich rzeczy albo wręcz przeciwnie - zasypu pytaniami.
I tu wracamy do pytania z tytułu - od którego wieku. Bo to co opisujesz to jest właśnie ten moment kiedy dziecko jest naturalnie otwarte. Ale czy to jest coś co można zaplanować, powiedzieć sobie "teraz zaczniemy pracować z czakrami" - to już inna sprawa.
To że ona pyta "czy inni też tak mają" jest według mnie ważniejsze niż sama odpowiedź którą jej dasz. Ona szuka potwierdzenia że nie jest sama z tym doświadczeniem. Możesz jej powiedzieć że tak, są ludzie którzy widzą coś podobnego i różnie to opisują - to jest już wystarczające na początek.
Właśnie słucham i myślę o mojej córce. Ona ma 8 lat i chyba jest gdzieś pośrodku - lubi konkret, ale jak jej powiem "nie wiem" to też to przyjmuje. Zastanawiam się czy to jest dobry moment żeby zaproponować jej jakieś proste ćwiczenie, czy jeszcze poczekać aż sama coś zapyta.
A co by miało być sygnałem że czas zacząć? Bo jeśli czekasz na jakiś wyraźny znak z jej strony to może nigdy nie przyjść - nie dlatego że nie jest gotowa, tylko dlatego że nie wie że coś takiego w ogóle istnieje.
Inicjowanie nie musi znaczyć narzucania. Możesz po prostu zaproponować coś przy okazji, na przykład wieczorem przed snem - połóżmy ręce na brzuchu i posłuchajmy co czujemy. Bez tłumaczenia całego systemu czakr. Zobaczyć co z tego wyjdzie. Jeśli ją nie zainteresuje, po prostu się nie powtarza.
To ważna uwaga. Oczekiwanie blokuje. U dorosłych zresztą też - ktoś słyszy "poczuj czakrę serca" i zaczyna się zastanawiać czy to co czuje to jest to czy nie to, zamiast po prostu poczuć cokolwiek. Z dziećmi tym bardziej trzeba uważać na to jak formułujemy polecenia.
Wracając do mojej siostrzenicy - ona nie ma tego problemu, ona po prostu opisuje co widzi, bez oceniania. Ale właśnie dlatego nie wiem jak z nią rozmawiać o tym co widzi. Jak nie zniekształcić tego co ona sama naturalnie odbiera swoją interpretacją?
