Psycholog nie musi nic wiedzieć o czakrach, żebyś mogła robić obie rzeczy jednocześnie. Możesz z nim pracować nad mechaniką lęku, a z czakrami pracować sama lub na forum. To nie jest albo-albo. I szczerze, przy tym co opisujesz z tamtym atakiem paniki, naprawdę bym nie rezygnowała z opcji powrotu do kogoś.
Tylko rozmowy. Dużo pytań o dzieciństwo, o relacje, o to co czuję. Nic co dotyczyłoby ciała. Może dlatego miałam wrażenie, że to nie trafia w sedno.
to akurat dużo tłumaczy. Lęk zapisany w ciele przez konkretne zdarzenie, to znaczy ten atak paniki na poboczu, nie zawsze odpowiada na samą analizę słowną. Stąd zresztą zainteresowanie takimi podejściami jak somatic experiencing, o którym mówiła Agatha. Ale wróćmy do warstwy energetycznej, bo o to tu chodzi. Jeśli układ nerwowy jest cały czas w trybie gotowości, jak myślisz, czy praca z muladharą w ogóle może przebić się przez to napięcie?
To jest chyba jedno z trudniejszych pytań w całej pracy z czakrami. Z mojego doświadczenia efekt nie jest natychmiastowy i nie działa jak wyłącznik. Raczej jak stopniowe przekonywanie układu nerwowego, że może odpuścić. Ale wymaga czasu i regularności. Kento, ile czasu jesteś w stanie poświęcić na codzienną praktykę?
Może z kwadrans rano, tyle jestem w stanie realnie wygospodarować. Czy to wystarczy?
Kwadrans dziennie przy regularności jest lepszy niż godzina raz na tydzień. Tylko mam pytanie, czy rano to dobry moment akurat przy tym lęku anticipacyjnym? Jeśli z rana już masz napięcie na myśl o tym, że za kilka godzin będziesz jechać autostradą, to może akurat wtedy trudniej wejść w stan potrzebny do praktyki?
Przy fobiach komunikacyjnych jest jeszcze jedna kwestia, o której nie mówiliśmy. Chodzi o to, że sama jazda autostradą jest bodźcem, który mózg skojarzył z zagrożeniem. Czy ktoś próbował pracy wizualizacyjnej z muladharą w połączeniu z wyobrażaniem sobie tej konkretnej sytuacji? Nie jako ekspozycja, tylko jako oswajanie obrazu przy jednoczesnym zakotwiczaniu w ciele?
Próbowałam raz na jakimś warsztacie stoję boso na ziemi i próbuję poczuć ciężar ciała. Coś czułam, ale nie byłam pewna czy to prawdziwe odczucie czy sugestia. Po tym co Liki mówiła wcześniej o błędzie obserwacji, trochę mi to znowu wróciło.
Trochę spokojniej chyba. Ale to był intensywny dzień, dużo się działo, więc ciężko mi powiedzieć co z czego wynikało.
To jest właśnie ten problem z jednorazowymi doświadczeniami, że nie można nic z nich wyciągnąć. Regularna praktyka daje coś, czego jednorazowe zdarzenie nie da, a mianowicie wzorzec. I dopiero z wzorca można cokolwiek odczytać. Myślę że na tym etapie ważniejsze od rozstrzygania kwestii teoretycznych jest żebyś po prostu zaczęła i zapisywała co się dzieje.
A jakie ćwiczenie konkretnie polecacie na początek dla muladhary? Bo czytałam o różnych rzeczach, wizualizacja czerwonego koła, kamień szlachetny, dźwięk LAM, i trochę mi się to miesza. Co jest najłatwiejsze jako punkt startowy?
Fizyczny kontakt z ziemią przy oddechu, to ma sens, bo angażuje ciało bezpośrednio. Ale Kenta, właśnie chciałem zapytać, ta blokada oddechu, którą opisywałaś wcześniej, kiedy ona się pojawia? Tylko w trakcie jazdy autostradą, czy też przy samym myśleniu o tym?
Głównie w trakcie, ale jak wiem że za kilka godzin muszę jechać, to już rano czuję takie ściśnięcie. Niekoniecznie że nie oddycham, ale jakby oddech był płytszy, krótszy.
Trochę tak. Nie bardzo mocno, ale coś jest w klatce piersiowej. Ciekawe że dopiero teraz to zauważam po twoim pytaniu.
To jest właśnie to o czym mówiłam wcześniej, że uwaga zmienia stan ciała. Samo zauważenie napięcia już coś robi. To nie jest dygresja, to jest punkt wyjścia do całej pracy z muladharą, bo żeby do niej dotrzeć, trzeba w ogóle nauczyć się słuchać sygnałów z ciała.
Chyba w klatce przede wszystkim. I trochę w brzuchu, taki węzeł. Nigdy nie myślałam o tym gdzie dokładnie, po prostu wiedziałam że jest.
Klatka i brzuch to ciekawe połączenie. Manipura jest właśnie w okolicach splotu słonecznego, a ona odpowiada między innymi za poczucie sprawczości i kontroli. Czy lęk autostradowy jest dla ciebie związany z brakiem kontroli nad sytuacją? Nie pytam retorycznie, naprawdę ciekawi mnie jak to czujesz.
Chyba tak. Na autostradzie nie mogę po prostu zatrzymać się gdziekolwiek chcę, muszę jechać do pobocza awaryjnego, i ta myśl że nie wyjdę kiedy chcę, to jest chyba część tego lęku. Nie myślałam o tym w ten sposób.
Nie, po prostu nie wiem od czego zacząć, stąd pytam. Jak Seid powiedział o manipurze, to po raz pierwszy coś kliknęło, że może tam jest jakiś klucz. Ale nie muszę robić dwóch naraz.
Dobry plan. I wróćmy do tego co Taurus zostawił jako pytanie, bo nie odpowiedzieliśmy do końca, mianowicie czy wizualizacja połączona z wyobrażaniem sobie jazdy autostradą to zbyt dużo na raz czy nie. Shangie, ty masz doświadczenie z takimi kombinacjami?
Trochę coś ściska. Nie panika, ale jest jakieś napięcie natychmiast. Chyba właśnie w tym splecie słonecznym o którym Seid mówił.
To co Shangie mówi jest ważne. Kenta, zanim zaczniesz próbować pracować z lękiem o autostrady bezpośrednio, masz w ogóle jakieś momenty w ciągu dnia kiedy czujesz się zakorzeniona? Cokolwiek, nie musi być związane z medytacją. Chodzi o to, czy wiesz jak ten stan w ogóle u ciebie wygląda.
Ciekawe pytanie Seida, bo ja przez długi czas nie wiedziałam jak odróżnić zakorzenienie od zwykłego zmęczenia, które też powoduje że się siedzę nieruchomo i jestem spokojna. Kenta, masz podobnie, czy to dla ciebie jest jakoś wyraźne?
