A ten dziennik który Halszeczka poleca, to ma być jakiś specjalny format? Bo czytałam o dziennikach czakrowych i tam było dużo schematów ciała do zaznaczania i nie wiem czy to konieczne czy to tylko ozdobnik.
Wracając do tego co Nikodem mówił o niemożności mówienia przy porażce, zastanawiam się nad czymś innym. Czy blokada gardłowej czakry w takim momencie jest odpowiedzią ciała czy przyczyną pogłębienia kryzysu? Bo to ważne która strona idzie pierwsza.
Jak tak słucham tej dyskusji to mam wrażenie że w sumie nikt nie powiedział konkretnie co Nikodem może z tym teraz zrobić. Bo rozmawiamy dużo o mechanizmie ale co to oznacza praktycznie? Nikodem, czy ty szukasz teraz pomocy w sensie co robić, czy bardziej rozumieć co się stało?
Dobre pytanie Luiza. Chyba trochę obu. Chcę zrozumieć bo myślę że rozumienie pomaga mi w działaniu. Ale jakieś konkretne rzeczy też by się przydały, szczególnie jeśli chodzi o to gardło, bo ta czakra wydaje mi się nadal niedomknięta mimo że tamta sytuacja jest już za mną.
Jak mówisz że czakra gardłowa nadal nie działa do końca to chciałam zapytać jak to odczuwasz. Bo samo mówienie to jedno, ale jest też kwestia czy mówisz to co naprawdę myślisz, czy dostosujesz się do tego co inni chcą usłyszeć. To dwa różne rodzaje blokady tej czakry.
To ciekawe rozdwojenie, charakter kontra blokada energetyczna. Ale z mojej perspektywy te dwie rzeczy nie muszą się wykluczać. Wzorce charakterologiczne mogą być zakodowane energetycznie, szczególnie jeśli wzmocniły się w momentach dużego stresu. Paprotka, jak ty to widzisz w praktyce?
Zaraz, zaraz. To teraz mówimy że charakter człowieka to jest blokada energetyczna? To brzmi jak tłumaczenie wszystkiego przez czakry i trochę mnie to niepokoi. Bo jak każda cecha osobowości staje się objawem czegoś do naprawienia, to gdzie kończy się samoakceptacja?
To co Eustachy i Emilek piszą jest ważne i nie chcę tego zbywać. Myślę że różnica leży w intencji. Jeśli praca z czakrami służy temu żeby lepiej siebie rozumieć i mieć więcej swobody w działaniu, to jest inna sprawa niż ciągłe szukanie co jest ze mną nie tak. Pierwsze jest rozwojem, drugie może być krzywdzące.
To co Iwetka napisała na końcu jest dla mnie kluczowe, ta różnica między rozumieniem siebie a naprawianiem siebie. Ale chcę zapytać konkretnie Nikodema, bo ty jesteś w tym temacie, nie my. Czy kiedy pracujesz z tą czakrą gardłową, czujesz że idziesz w kierunku większej swobody, czy raczej masz wrażenie że wchodzisz w jakiś rodzaj projektu naprawczego na samym sobie?
To jest chyba dość naturalne, że zaczynasz od frustracji. Mam pytanie trochę z innej strony, bo cały czas się tu kręcimy wokół czakry gardłowej, a ty wcześniej wspomniałeś że i finanse i gardło i fizyczne rzeczy miały swój rytm. Czakra gardłowa to jednak nie jest ta od finansów, prawda? Jak ty to ze sobą łączyłeś?
To co Nikodem teraz opisał, czyli utrata sprawczości jako pierwsza warstwa, to mi bardzo odpowiada. Często widzę że blokada gardłowej jest jakby drugorzędna, nakłada się na coś głębszego. Ale jest też odwrotny wzorzec, gdzie człowiek latami nie mówi prawdy i dopiero to zaczyna niszczyć jego poczucie mocy. Nikodem, czy ty w pracy która tamtej porażki dotyczyła w ogóle miałeś możliwość wyrażenia swoich zastrzeżeń wcześniej?
To milczenie które opisujesz i ta pętla którą Nikodem zauważył, to jest coś co naprawdę dużo osób przechodzi przy porażkach zawodowych czy projektowych. Mam pytanie do Iwetki i Kometki, bo obie macie doświadczenie, czy jest jakaś różnica w tym jak się blokuje czakra gardłowa kiedy człowiek milczy z lęku kontra kiedy milczy bo uważa że to strategiczne, że tak jest mądrzej?
To co Kometka mówi o lęku w przebraniu strategii, to mnie trafia. Ale jak to rozróżnić od środka? Skoro sama ocena może być zakłamana, to jakim sposóbm ciało pokazuje różnicę?
Słucham tego i myślę sobie, że nawet nie wiem czy kiedykolwiek słuchałem swojego oddechu przy podejmowaniu decyzji. To brzmi jak coś bardzo wymagającego uwagi. Nikodem, ty po tym wszystkim co przeżyłeś z tą porażką, czy teraz bardziej słuchasz ciała zanim coś powiesz albo przemilczysz?
Wracam do tego co Nikodem powiedział wcześniej o niemożności oceny w środku kryzysu. Bo to się łączy z tym co teraz omawiamy. Jak czakra jest mocno zaburzona, to przecież ten sygnał z oddechu też może być przekłamany przez stres. Ciało jest pod presją i właściwie wszystkie sygnały mogą być zaburzone. Myślicie że w ostrym kryzysie porażki ta samoobserwacja w ogóle daje coś wiarygodnego?
A czy jest jakiś moment po kryzysie, kiedy można powiedzieć że już jest spokojnie dość żeby zacząć tę pracę z czakrami? Pytam bo sama mam za sobą coś trudnego i nie wiem czy jestem gotowa żeby to analizować, czy jeszcze za świeże.
Słuchając tego co Mania opisuje i porównując z tym co mówił Nikodem, zaczynam się zastanawiać czy ten czas po porażce to jest w ogóle ważna zmienna. Nikodem, ile czasu minęło zanim zacząłeś pracować z tymi czakrami po tamtej sytuacji? Czy to było szybko, czy dałeś sobie czas?
Nikodem, to co piszesz o nakładaniu teorii na żywą ranę, to mnie zatrzymuje. Bo to znaczy że sama chęć zrozumienia może być zbyt wczesna? Czyli nawet chęć pracy z czakrami może być jakoś szkodliwa jeśli za szybko?
Patrzę na to tak, że jest różnica między pracą z czakrami a analizowaniem czakr. Możesz pracować z czakrą bardzo wcześnie po kryzysie, to może nawet pomóc, bo oddasz ciału coś do zrobienia. Ale analiza, rozumienie, szukanie wzorców, to wymaga już trochę dystansu. Pytanie do ciebie, czy jak za wcześnie wchodziłeś w to rozumienie, to robiłeś konkretne praktyki przy okazji, czy tylko myślałeś?
To rozróżnienie które Kometka zrobiła między pracą a analizowaniem, jest dla mnie bardzo ważne. Ale chcę dopytać, bo nie jestem pewna czy dobrze rozumiem. Czy praca z czakrą wkrótce po porażce to na przykład medytacja na danym centrum, czy chodzi o coś bardziej fizycznego, oddechowego? Bo to może mieć znaczenie dla tego jak głęboko sięgamy.
Czyli rozumiem że można zacząć od tych prostszych rzeczy, oddechowych, nawet gdy jest jeszcze świeżo? To trochę zmienia moje myślenie, bo zakładałam że albo cały czas czekam, albo w ogóle wchodzę w ten temat. A tu jest jakaś środkowa droga.
Mania, ja też długo robiłam te rzeczy sama z nagrań i mam wrażenie że na początku nie ma wielkiej różnicy. Chodzi chyba bardziej o regularność niż o źródło. Ale wracając do tego co mnie tutaj zatrzymało, Kometka mówiła że przy lęku oddech idzie w górę. Czy podczas tych praktyk po porażce ten oddech się zmieniał, Nikodem? Bo to by pokazywało czy w ogóle coś się ruszało.
Ja miałam dokładnie to co opisujesz. Siedziałam na macie, starałam się wizualizować i po wszystkim czułam że byłam bardzo zajęta w głowie ale ciało jakby nie wiedziało że medytowałam. Dopiero jak ktoś mi powiedział żebym zaczęła od poczucia kontaktu stóp z podłogą albo pleców z ścianą, coś się zmieniło. Małe rzeczy fizyczne najpierw.
To co Nikodem teraz powiedział o gruncie usuwanym spod nóg, to mnie uderza. Bo może ta praca którą opisywał jako zbyt wczesna, była zbyt wczesna właśnie dlatego że zaczął od środkowych czakr, a nie od podstawy? Kometka, czy kolejność pracy ma znaczenie po dużym kryzysie?
Ten wątek z kolejnością pracy z czakrami po porażce to jest dla mnie zupełnie nowe myślenie. Zakładałam że po prostu pracujesz z tym co boli. A tu wychodzi że to może prowadzić donikąd. Modest, ty masz kontakt z numerologią i czasem to łączysz z czakrami, czy w numerologii też jest coś o kolejności i fundamencie?
To co powiedziałem wcześniej o rytmie w numerologii, chcę jednak rozwinąć w kontekście czakr, bo to nie jest tak że to dwie oddzielne rzeczy. Jak ktoś ma w liczbach silny wzorzec ucieczki ku górze, ku myśleniu, ku planowaniu, to dokładnie to samo widać w pracy z czakrami po porażce. Ucieka w ajna, w wizjalizację, a korzenia nie ma. Nikodem, czy to co robiłeś z gardłem, to była twoja naturalna tendencja jeszcze przed tamtą porażką?
Szczerze, tak. Zawsze mi łatwiej było gadać o problemach niż je czuć. Gardziołem rozwiązuję rzeczy od zawsze, więc pewnie i tu poszedłem w to co znane. To mnie trochę zatrzymuje, bo jeśli mamy tendencje, które nas chronią na co dzień, to w kryzysie te same mechanizmy nas mogą zaciągać w złym kierunku.
