Ostatnio dużo myślę o tym, jak czakra sakralna wiąże się z seksualnością w ogóle, i natrafiłam na kilka tekstów sugerujących, że zmiany w orientacji seksualnej mogą być związane z przebudzeniem albo oczyszczeniem Swadhisthany. Chodzi mi o sytuację, kiedy ktoś przez długi czas identyfikuje się jako hetero, a potem zaczyna odczuwać pociąg do tej samej płci - albo odwrotnie. Czy ktoś z was miał podobne doświadczenia albo spotkał się z taką interpretacją? Zastanawiam się, czy to rzeczywiście praca energetyczna na czakrze sakralnej może 'odkrywać' coś, co było zablokowane, czy to raczej zbieg okoliczności.
To bardzo ciekawy temat, bo Swadhisthana rzeczywiście jest czakrą, która odpowiada za seksualność, ale nie tylko w sensie pociągu - też za twórczość, przepływ emocji i to, jak się odnosimy do własnych pragnień. Jeśli przez lata była zablokowana albo nadaktywna w jednym kierunku, to jej oczyszczenie może ujawniać rzeczy, które wcześniej były stłumione. Ale mam pytanie do ciebie - czy piszesz o sobie, czy raczej opisujesz coś, co zaobserwowałaś u kogoś innego? Bo to trochę zmienia kontekst.
Przeczytałam i muszę powiedzieć, że u mnie było podobnie. Przez długi czas pracowałam z afirmacjami ukierunkowanymi na Swadhisthanę i zaczęłam odczuwać, jakby jakaś warstwa opadała. Nie chodzi o to, że nagle 'zmieniłam orientację', ale jakby coś, co było głęboko schowane, stało się bardziej wyraźne. Mam wrażenie, że ta czakra naprawdę przechowuje coś, czego sami sobie nie przyznajemy. Romcia, a jak pracowałaś z tą czakrą - sama, czy z kimś?
Ja się wtrącę, bo mnie to temat bardzo interesuje. Moja znajoma miała coś podobnego i akurat byłam przy tym jak chodziła do bioenergoterapeuta. On jej mówił, że czakra sakralna bywa 'zamrożona' przez traumy z dzieciństwa albo przez przekonania wyniesione z domu i kiedy się ją odblokuje to człowiek zaczyna czuć rzeczy które zawsze były ale były jakby za szybą. Nie wiem czy to zmiana orientacji czy raczej odkrycie siebie na nowo. Czy to nie jest na jedno wychodzi?
Właśnie to pytanie Majki mnie zatrzymało - czy to zmiana, czy odkrycie. Myślę, że w energetyce to ma znaczenie, bo jeśli traktujemy to jako zmianę, to sugerujemy, że praca z czakrami coś w nas 'przerobi'. A jeśli jako odkrycie - to raczej, że usuwamy blokadę i widzimy to, co było. Te dwie interpretacje prowadzą do zupełnie innych wniosków. Romcia, jak ty to czujesz - to było dla ciebie odkrycie czegoś istniejącego, czy coś rzeczywiście się zmieniło?
Chcę tu wejść z trochę inną perspektywą, bo uważam, że w tej dyskusji mieszamy poziomy. Czakra sakralna w tradycji wedyjskiej nie jest bezpośrednio 'czakrą orientacji seksualnej' - jest czakrą pożądania, emocji i przywiązania w szerokim sensie. Przypisywanie jej tak konkretnej roli jak definiowanie, do kogo nas ciągnie, to dość duże uproszczenie. Nie mówię, że energia z tym nie ma nic wspólnego, ale martwi mnie trochę, kiedy ludzie tłumaczą sobie swoje uczucia wyłącznie przez pryzmat energetyczny, zamiast po prostu pozwolić sobie je poczuć.
Przepraszam, że wchodzę, bo dopiero zaczynam się uczyć tych rzeczy, ale czy dobrze rozumiem - ta czakra sakralna to jest ta pomarańczowa, gdzieś koło brzucha? Bo czytałam różne rzeczy i różnie to opisują. I jeszcze - jak w ogóle można poczuć, że jest zablokowana, bo nie wiem jak to sprawdzić u siebie.
Wracając do głównego pytania wątku - pracuję z bioenergią od wielu lat i obserwowałam u różnych osób coś, co można by nazwać 'przebudzeniem' Swadhisthany. I rzeczywiście, u kilku osób po głębokiej pracy pojawiły się pytania o tożsamość seksualną, których wcześniej nie zadawały. Nie twierdzę, że czakra 'zmieniła' orientację, ale wydaje mi się, że usunięcie blokady pozwoliło tym osobom być bardziej szczerymi ze sobą. Czy to zmiana, czy odkrycie - tu zgadzam się z Celestyną, że to fundamentalne pytanie.
A mnie zastanawia czy to nie może działać też odwrotnie - że jak czakra sakralna jest NADAKTYWNA to człowiek też może mieć zamieszanie z orientacją? Bo czytałam, że nadaktywna Swadhisthana to uzależnienia, obsesje seksualne i tak dalej. Czy ktoś się z tym spotkał?
To jest właśnie sedno tego wątku chyba. Bo jeśli nie umiemy odróżnić odblokowania od nadaktywności, to skąd wiadomo, czy praca z czakrą pomaga, czy może wręcz coś rozregulowuje? Eleonorka, ty masz dużo doświadczenia z bioenergią - jak to wygląda z zewnątrz, kiedy ktoś przez kogoś ma czakrę diagnozowaną?
Dzięki za ten wątek, naprawdę, bardzo dużo tu mądrych głosów. Mam głupie pytanie może - czy mężczyźni też mają tę czakrę sakralną tak samo aktywną jak kobiety? Pytam, bo z tego co czytałem to u mężczyzn rzadziej się o tym mówi, a mam wrażenie że to też mnie dotyczy w kontekście właśnie takich pytań o siebie.
Wracając jeszcze do tego, co powiedziała Franciszka wcześniej o 'niebezpiecznej' interpretacji zmiany vs odkrycia - myślę, że oba podejścia mają swoje miejsce, ale zgadzam się, że framing ma znaczenie. Dla mnie osobiście ważniejsze niż 'skąd to się wzięło' jest to, co teraz czuję i jak z tym żyję. Czy praca z czakrą sakralną dała mi odpowiedź - nie. Dała mi raczej więcej pytań, ale już spokojniejszych, nie lękowych. I chyba o to chodzi?
Romcia03, to co napisałaś na końcu - że ważniejsze jest 'co z tym zrobię' niż 'skąd to się wzięło' - bardzo mi zostało. Ale chcę zapytać konkretnie: jak ty sama rozumiesz to 'zrobię'? Bo to może oznaczać sto różnych rzeczy. Akceptację? Dalszą pracę z czakrą? Zmiany w życiu?
Przepraszam, że znowu wchodzę z podstawowym pytaniem, ale co to znaczy 'kontener' w tym kontekście? Używacie tego słowa i nie jestem pewna czy to metafora, czy jakiś konkretny termin z energetyki?
To bardzo pomogło, dziękuję Ulcia! Mam pytanie do całej grupy - czy ta praca z czakrą sakralną, o której tu mówicie, to jest coś, co można robić samemu w domu, czy to wymaga kogoś z zewnątrz? Bo czytam ten wątek i czuję, że mnie to też dotyczy, ale nie wiem od czego zacząć.
Mnie właśnie zastanawia jedno - czy ta mglistość orientacji i ta mglistość emocjonalna to osobne rzeczy, czy jedno wynika z drugiego? Bo może jak człowiek w ogóle nie czuje dobrze swoich emocji, to i z pożądaniem ma podobnie? Tylko nie wiem czy to ma jakiś sensowne wytłumaczenie w energetyce.
Właśnie - i to jest chyba ważne, żeby to powiedzieć głośno. Że nikt tu nie zna odpowiedzi na pytanie 'dlaczego tak jest'. Pracujemy z tym co czujemy, nie z przyczyną. Czy to nie jest trochę skok w ciemność?
Gizelka, ale czy terapia konwersacyjna jest inna? Też często nie wiesz dlaczego masz dany schemat, a mimo to praca z nim coś zmienia. Dla mnie praca z czakrami to podobna logika - nie muszę wiedzieć skąd blokada, żeby próbować ją rozluźniać.
Weszłam tu przypadkiem szukając czegoś innego i wciągnęłam się w czytanie. Mam takie proste pytanie z boku - czy kamienie, które wymieniała Romcia03 na początku, karneol i kalcyt, naprawdę coś robią czy to bardziej jako skupienie uwagi na tej okolicy ciała? Bo sama używam kryształów przy kartach, ale nie wiem jak to działa przy czakrach.
Wróćcie do tego co Gizelka mówiła o 'skoku w ciemność' - bo mnie to bardzo trafia. Jak wy w ogóle wiecie, że to co robicie działa? Czy jest jakiś moment, kiedy poczułyście 'ok, to ma sens', a nie tylko 'mam nadzieję że działa'?
To jest może najlepsze pytanie w tym wątku, Wikusia. Dla mnie ten moment był kiedy przestałam czekać na dowód i zaczęłam po prostu obserwować siebie przez kilka tygodni po pracy z czakrami. Nie szukałam 'efektu', a zauważyłam zmiany. Może to naiwne, ale inaczej nie umiem tego ocenić.
Dokładnie tak samo u mnie było. Nie ma miernika, jest obserwacja. I wracając do tematu wątku - właśnie dlatego trudno mi jednoznacznie powiedzieć 'czakra sakralna wpłynęła na moją orientację' albo 'nie wpłynęła'. Mogę tylko powiedzieć co zaszło w czasie i że te dwa procesy szły równolegle.
Dziękuję wam wszystkim za te odpowiedzi, naprawdę bardzo. Celestyna, Eleonorka - tak, to chłód i pustka to dobre słowa. I chyba właśnie dlatego to co Romcia napisała o obserwacji bez szukania efektu jakoś do mnie przemówiło. Ale mam jeszcze jedno pytanie - czy ta obserwacja siebie ma być jakaś ustrukturyzowana? Czy po prostu codziennie sprawdzam jak się czuję?
Mnie to Gizelka wniosła dużo do myślenia tym 'skokiem w ciemność'. Bo z jednej strony rozumiem ten sceptycyzm, ale z drugiej - jak Romcia mówi, że to podobne do terapii konwersacyjnej - to mi się wydaje, że to naprawdę dobry punkt. Terapia tez nie daje gwarancji. I tez nie zawsze wiesz dlaczego coś się zmienia.
Celestyna, to bardzo ważne co mówisz. Sama miałam podobną sytuację wcześniej - za dużo uwagi na Swadhisthanie bez pracy z Muladharą. I to wróciło mnie do pytania, które gdzieś na początku tego wątku postawiłam - bo właśnie przez tę pracę zaczęłam zauważać zmiany w tym co mnie przyciąga. I nadal nie wiem czy to czakry, czy po prostu uważność na siebie. Może to jedno i to samo?
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale właśnie to zdanie Romci mnie zatrzymało - 'zaczęłam zauważać zmiany w tym co mnie przyciąga'. Czy możesz to jakoś rozwinąć? Bo przez cały wątek czytam o blokadach i energii, ale nie pamiętam żebyś konkretnie opisywała co się u ciebie zmieniło. Albo czy to za bardzo osobiste żeby pisać tu?
Romcia, to chyba najbardziej bezpośrednia odpowiedź w tym wątku i bardzo doceniam że to napisałaś. Mam jedno pytanie - czy w momencie kiedy to zaczęłaś zauważać, odczuwałaś to jako coś niepokojącego, czy raczej jako ulgę? Bo zastanawiam się czy reakcja emocjonalna na samo odkrycie nie mówi czegoś ważnego.
