Mam taki problem, że od wielu lat nie potrafię płakać. Znaczy czuję, że coś jest w środku, jakiś ucisk, napięcie w klatce piersiowej i gardle, ale łzy nie przychodzą. Nawet przy bardzo trudnych sytuacjach. Ktoś mi ostatnio powiedział, że to może być kwestia zablokowanej czakry i zaczęłam się tym interesować. Czy ktoś miał podobnie i czy praca z czakrami coś zmieniła?
To, co opisujesz, bardzo często wiąże się z blokadą czakry serca, czyli anahaty. Ale zanim cokolwiek powiem więcej, powiedz mi jedno: czy ten ucisk w gardle też jest stały, czy tylko w momentach emocjonalnych? Bo jeśli stały, to może być też wiszuddha, czakra gardła, a te dwie rzeczy razem to zupełnie inny obraz.
Też o tym myślałam czytając ten opis. Ja miałam coś podobnego przez długi czas i okazało się, że to był problem głównie z czakrą splotu słonecznego, manipurą. To zaskakujące, bo niby ona odpowiada za coś innego, ale kiedy jest zablokowana, człowiek traci kontakt z własnymi emocjami, a nie tylko z ich wyrażaniem. Czy masz też poczucie, że jakby odcinasz się od uczuć zanim w ogóle do ciebie dotrą?
Mur w połowie drogi to dobre określenie i pasuje mi tutaj właśnie do manipury. Ale Poludnica ma rację, że gardło też warto sprawdzić, bo to nie jest tak, że czakry działają w izolacji. Blokada jednej potrafi zacisnąć sąsiednie. Mnie bardziej zastanawia co innego: od kiedy tak masz? Bo jeśli zawsze, to może być coś strukturalnego, a jeśli to przyszło po konkretnym wydarzeniu, to zupełnie inna praca.
Jeśli zaczęło się w dzieciństwie, to prawie na pewno czakra podstawy, muladhara. Ona odpowiada za poczucie bezpieczeństwa i jeśli dziecko nie czuło się bezpiecznie w wyrażaniu emocji, to ta czakra zamknęła się jako mechanizm ochronny i potem blokuje wszystko wyżej. Przynajmniej tak to rozumiem.
Szczerze mówiąc czytam to z ciekawością, ale trochę nie rozumiem jak to sprawdzić, która czakra jest zablokowana. Czy jest jakiś sposób żeby to realnie zbadać, czy to bardziej intuicja?
Ja kiedyś robiłam medytację z prowadząca która 'skanowała' czakry i powiedziała mi że mam zamknietą czakre serca. Wtedy nie bardzo wiedziaiam co z tym zrobić. Jakie są w ogóle pierwsze kroki żeby zacząć nad tym pracować?
Dla mnie podstawą było nauka akceptacji własnych emocji, zanim w ogóle sięgneło się po cokolwiek ezoterycznego. Bo pracować z czakrą serca przy jednoczesnym odcinaniu się od czucia to jak polewać kwiat przez szybę. Coś tam robisz, ale nic nie dociera.
Dla mnie pomogło zatrzymywanie się w momencie kiedy czuję że coś się 'ścina' w ciele i po prostu siedzenie z tym bez próby zmieniania. Brzmi prosto ale jest naprawdę trudne. Nie wychodzisz z odczucia, nie zajmujesz się czymś innym, tylko siedzisz i pytasz ciało co chce powiedzieć. Mnie to otworzyło bardziej niż jakakolwiek medytacja z nagrania.
To co pisze Wikusia ma sens, ale chcę dodać jedno zastrzeżenie: jeśli blokada pochodzi z czegoś naprawdę głębokiego, to takie siedzenie z odczuciem może być destabilizujące bez wsparcia. Nie każdy jest gotowy robić to sam. Mam znajomą, która zaczęła intensywną pracę z anahata i skończyło się dużym kryzysem emocjonalnym. Nie mówię żeby nie próbować, ale warto być świadomą co można obudzić.
A czy jest jakaś różnica między pracą z czakrami przez medytację a na przykład przez afirmacje? Pytam bo sama bardziej czuję afirmacje niż medytacje, które mi jakoś nie idą.
Ciekawy temat. Mam podobny problem, mężczyzna, i zawsze myślałem że to po prostu wychowanie. Nigdy nie przychodziło mi do głowy żeby to łączyć z energią.
Romek51, u mężczyzn to jest bardzo częste i myślę że wychowanie gra tu dużą rolę, ale energetycznie to jedno się nakłada na drugie. Przekaz 'nie płacz' odbierany przez lata dosłownie zamraża przepływ energii w obszarze serca i gardła. To nie jest metafora, ciało to zapamiętuje.
Przy pracy z czakrą serca kamienie mi bardzo pomagały. Różowy kwarc na początek, potem malachit jak było potrzeba głębszego oczyszczania. Trzymałem je przy ciele podczas leżakowania albo po prostu w kieszeni. Nie wiem czy to placebo czy nie, ale po kilku tygodniach naprawdę coś się ruszyło i pierwszy raz od dawna poczułem że oczy same chcą płakać przy jakimś filmie.
Wracając do tego co pisałem o kamieniach, chcę doprecyzować bo może brzmiało jak przepis na wszystko. Różowy kwarc mi pomagał w otwieraniu, ale sam w sobie nic nie 'zrobi' jeśli człowiek nie ma gotowości. U mnie to był bardziej sygnał dla ciała niż jakaś magia w czystej formie. Mniszek, ciekawi mnie jedno: piszesz że emocja urywa się w połowie drogi. Urwanie to jest bardziej w klatce piersiowej, w gardle, czy gdzieś niżej?
To zaciśnięcie w klatce podczas prób czucia to naprawdę klasyczny znak anahaty. Ale mam pytanie bo to ważne: czy to zaciśnięcie pojawia się ZANIM spróbujesz poczuć cokolwiek, czy dopiero w momencie kiedy emocja zaczyna się pojawiać? Bo to zmienia interpretację.
Słucham tej rozmowy i coraz bardziej myśle, że u wielu osób te dwa typy po prostu współistnieją. Ja miałam i znieczulenie i napięcie naprzemiennie, zaleznie od dnia. Czy to możliwe żeby jedna czakra była jednoczesnie częściowo zablokowana i częściowo w trybie obronnym?
Słuchajcie, mam wrażenie że ta rozmowa zakłada, że każdy od razu wie co czuje w klatce piersiowej albo w brzuchu. Ale co jeśli ktoś w ogóle nie czuje tych obszarów, nie potrafi skupić uwagi na ciele? Jak w ogóle zacząć tę obserwację?
A wracając do tego co pisała wcześniej Poludnica o mechanizmie obronnym, zastanawiam się, czy afirmacje w ogóle docierają do czegoś takiego. Skoro to reakcja ciała, a nie tylko przekonanie w głowie, to powtarzanie słów chyba mało pomaga?
Ja bym tu jeszcze dodała kwestię snów. Jeśli ktoś ma zablokowaną czakrę serca, to często w snach pojawiają się motywy uwięzienia, zamkniętych pomieszczeń, niemożności krzyku. Mniszek, czy masz takie sny? Bo to by potwierdzało że blokada jest głęboka i działa też nocą.
Wchodzę tu z boku, ale to co Karolciaa napisała o mechanizmie obronnym, który z czasem staje się trwałą blokadą, to mi bardzo dużo wyjaśnia. Przez lata byłem przekonany że po prostu 'jestem taki'. A tu może chodzić o coś co się utrwaliło.
Nie wiem skąd dokładnie pochodzi. Pamiętam że w domu nie płakało się 'bez powodu', więc może stąd. Ale nie chcę teraz wchodzić za głęboko w tamte rzeczy.
To co Mniszek opisuje, że w domu nie płakało się bez powodu, to brzmi jak coś naprawdę istotnego. Czy takie wczesne zakazy mogą fizycznie wpłynąć na czakrę, nie tylko na psychikę? Pytam poważnie, bo zawsze myślałam o tym oddzielnie.
Zgadzam się z Poludnicą. Poza tym praca bezpośrednio z ciałem i oddechem często sama prowadzi do źródła, bez świadomego 'kopania'. Ciało pamięta i jak dasz mu przestrzeń to samo pokaże co chce pokazać. Mniszek, czy próbowałaś kiedyś po prostu leżeć i pozwolić oddechowi być głębszy, bez żadnego celu?
To kontrolowanie oddechu to bardzo charakterystyczna rzecz. Spontaniczny głęboki oddech może uruchomić emocje, które ciało trzymało w zamrożeniu, i ciało 'wie' o tym lepiej niż świadomość. Dlatego zamiast pozwalać oddechowi się pogłębić, jest blokowanie. To trochę jakby anakarta pilnowała własnej bramy.
Przy silnych blokadach serca jest też kwestia tego, że jak emocja w końcu zaczyna wychodzić, to może pojawić się w snach zanim wyjdzie na jawie. Mniszek, te sny z niemym krzykiem, czy pojawiają się częściej w ostatnim czasie kiedy zaczęłaś się tym zajmować?
A może jedno i drugie naraz? Częściej i bardziej zauważasz. Ja jak zaczęłam pracę z medytacją to też miałam wrażenie że sny się 'intensywują', ale nie wiem czy to były nowe sny czy po prostu zaczęłam je pamiętać.
