Czekajcie, bo trochę gubię się w tej kolejności. Mówicie że podstawa najpierw, ale co jeśli ktoś nie czuje w ogóle pierwszej czakry? Ja na przykład kompletnie nic tam nie odczuwam podczas medytacji. Czy to znaczy że jest tak zamknięta że w ogóle nie da się zacząć?
Cyrkonia, to jest indywidualne i myślę że nikt ci tu uczciwie nie odpowie ile dokładnie. Mi zajęło kilka tygodni regularnej pracy zanim pojawiło się coś co mogłam nazwać odczuciem. Ale mnie bardziej zastanawia co Kometka powiedziała o różnicy między zamkniętą a utraconą czakrą, bo nigdy tak o tym nie myślałam. To jest coś o czym nie czytałam.
To co Nikodem opisuje, ścisk wyżej i pustka niżej, to mnie zastanawia czy to jest powszechny wzorzec przy porażce, czy to jego indywidualna odpowiedź. Kometka, czy widziałaś u innych osób podobny rozkład?
Mnie to pasuje do czegoś co przeżyłam, ale nigdy tego tak nie nazywałam. Czułam taką twardość w środku, trochę jak gdybym się spiętą od wewnątrz, i jednocześnie miałam wrażenie że nogi są jak z waty. Teraz jak to czytam to wszystko się jakoś układa.
Chaber to co piszesz o nogach jak z waty, ja miałam to samo. Tyle że myślałam że to po prostu zmęczenie albo stres. Nie wiedziałam że można na to patrzeć przez czakry. Czy to znaczy że pierwsze objawy zamknięcia się czakry są właśnie fizyczne, a nie energetyczne?
Trzeba tu uważać z tym co mówimy o fizycznych objawach. Bo nogi jak z waty mogą być po prostu zmęczeniem, niedoborem żelaza, stu innymi rzeczami. Nie chcę gasić tej rozmowy, bo jest wartościowa, ale jeśli ktoś ma stałe objawy fizyczne i interpretuje je wyłącznie przez czakry, może przeoczyć coś ważnego. Zanim ktokolwiek zacznie tu szukać odpowiedzi na dolegliwości fizyczne, proszę żeby najpierw sprawdził to u lekarza.
Zaklinacz dobrze mówi i sama miałam moment gdzie tłumaczyłam sobie pewne objawy energetycznie, a potem okazało się że to było co innego. Ale chcę wrócić do meritum, bo mnie bardziej interesuje ten moment zaraz po porażce. Mówiliście że czakry mogą się zamykać. Czy to się dzieje nagle czy to jest stopniowy proces? Bo wyobrażam sobie to jako płynne przejście, ale może się mylę.
Słucham tej rozmowy i mam jedno konkretne pytanie, bo trochę tracę wątek. Czy da się w ogóle poczuć że czakra się zamknęła W TRAKCIE, czy zawsze to widać dopiero po fakcie? Bo jeśli można to poczuć na bieżąco, to można chyba jakoś zareagować wcześniej?
To co Iwetka powiedziała jest chyba kluczowe dla całego wątku. Właśnie o to chodzi, że w momencie porażki tracimy dostęp do narzędzi które powinny pomóc. I może właśnie dlatego ta praca PRZED kryzysem jest tak ważna, żeby wrażliwość na sygnały ciała była na tyle zakorzeniona że nie znika całkowicie nawet gdy bardzo boli.
To co Nikodem powiedział na końcu, o pracy przed kryzysem, brzmi logicznie, ale mam z tym problem praktyczny. Bo jeśli ktoś nie przeżył jeszcze dużej porażki, to skąd wie jak ćwiczyć tę wrażliwość? To trochę jak ćwiczyć na wypadek czegoś czego nie znasz.
Ale jak konkretnie to ćwiczyć? Bo mi się wydaje że siedzę w medytacji, staram się czuć ciało, i po piętnastu minutach wychodzę i nic. Nie wiem czy to moja niecierpliwość czy naprawdę nic się nie dzieje.
Muszę tu wtrącić jedno zastrzeżenie. Obserwowanie siebie w emocji to jedno, ale żeby dobrze to robić, potrzebna jest pewna praktyka bazowa. Bez niej można sobie naprawdę namieszać w głowie, bo zaczyna się przypisywać energetyczne znaczenie wszystkiemu co czuje ciało pod stresem. Nie mówię że to zły kierunek, ale trzeba uważać na kolejność.
Zaklinacz, a co rozumiesz przez tę praktykę bazową? Bo mam wrażenie że różni ludzie mają inne zdanie na to co jest fundamentem, i trochę mi się tu w głowie miesza.
To trochę brzmi jakbyśmy mieli nauczyć się nie myśleć podczas myślenia, i nie wiem czy dobrze to rozumiem. Znaczy, jak ćwiczyć obserwację bez interpretacji, jeśli samo zwracanie uwagi na coś już jest jakąś interpretacją?
Czytam i myślę sobie, czy wracamy trochę do tego co jest sednem tematu. Bo zaczęliśmy od porażki i zamykania się czakr, a teraz jesteśmy przy technikach medytacji. Mam wrażenie że odpowiedź na pytanie Nikodem71 o to jak czakry się zachowują przy porażce jest gdzieś w tym wszystkim, ale jakoś się rozproszyliśmy.
Chaber ma rację, i dziękuję za to sprowadzenie z powrotem. Mnie właśnie zastanawia jeden konkretny moment, czy to zamknięcie czakry przy porażce jest ochroną, czyli coś mądrego co robi ciało, czy to jest błąd systemu, coś czego nie powinno być?
To pytanie Nikodema jest dla mnie kluczowe, bo sama nie wiem co o tym myśleć. Z jednej strony, jak organizm coś robi automatycznie, to może mieć w tym jakiś sens, instynktowne okopanie się. Ale z drugiej, jak zostaje się w tym za długo, to chyba przestaje być ochroną.
Słuchajcie, bo mi się teraz nasuwa coś z numerologicznej strony, chociaż nie wiem czy tu pasuje. Ale rok w którym ktoś przechodzi dużą porażkę w swojej osobistej numerologii potrafi dużo tłumaczyć o tym jak długo trwa to zamknięcie. Czy ktoś z was próbował to zestawić?
Modest, numerologia i czakry to chyba dwa różne języki, nie? Jak jedno miałoby tłumaczyć drugie? Szczerze pytam, bo mi to brzmi jak mieszanie jabłek z gruszkami.
Wracając do pytania Nikodem71, bo naprawdę chcę przy tym zostać. To czy zamknięcie jest ochroną czy błędem systemu zależy chyba od tego z jakiej perspektywy patrzysz. Jeśli patrzysz z perspektywy przetrwania, to jest ochrona. Jeśli patrzysz z perspektywy wzrostu, to jest przeszkoda. Oba opisy są prawdziwe jednocześnie.
To bardzo dobre spostrzeżenie i zgadzam się z nim. Porażka zawodowa uderza przede wszystkim w solarną, w poczucie sprawczości i tożsamości. Porażka relacyjna to zazwyczaj sercowa, ale też sakralna jeśli było w to zaangażowane ciało albo głęboka intymność. Czy czujesz wyraźnie to rozróżnienie u siebie?
Ten wątek z solarną mnie zastanawia, bo słyszałam kiedyś że solarna w porażce nie tylko się zamyka ale może też przereagować w drugą stronę, stać się nadaktywna jako kompensacja. Coś takiego jak praca do upadłego żeby nie czuć. Czy ktoś to zna z doświadczenia?
Przepraszam że wejdę, ale jak w ogóle odróżnić nadaktywność czakry od normalnego funkcjonowania? Bo to co Zaklinacz opisuje jako symptom, czyli praca, skupienie, to przecież też może być zdrowe.
To co Zaklinacz mówi o przymusie, to mnie uderzyło, bo sama to znam. Miałam okres po jednej trudnej sytuacji że byłam bardzo produktywna i wszyscy mówili że świetnie sobie radzę. A ja w środku byłam jak automat. Dopiero jak to się zatrzymało, to poczułam co tak naprawdę było pod spodem. Tyle że wtedy byłam bardziej otwarta na kamienie i zaczęłam pracować z tygrysim okiem na solarną, co może nie jest metodą dla każdego, ale dla mnie coś ruszyło.
Ja trochę się gubię w tych wszystkich czakrach bo to jest dla mnie nowe. Ale to co czytam tutaj o tym że ktoś pracuje normalnie a w środku jest automat, to brzmi strasznie znajomo i wcale nie w kontekście ezoteryki. Czy to zawsze jest kwestia energii czy to może być po prostu psychologia?
To pytanie Iwetki jest dla mnie ważne, bo ja od jakiegoś czasu kombinuję czy nie warto robić obu rzeczy równocześnie. Ale nie wiem czy to nie jest za dużo naraz, czy te podejścia nie będą sobie przeszkadzać.
Zastanawia mnie jedno, bo siedzę i czytam od dłuższego czasu ten wątek. Wszyscy mówimy o tym co się dzieje jak czakra jest zamknięta albo nadaktywna. Ale czy jest jakiś sygnał wczesny, zanim to się utrwali? Jak złapać ten moment kiedy coś zaczyna iść nie tak, a nie dopiero jak już jest problem?
