Ale czy to nie jest tak, że skoro czakry są ze sobą połączone, to praca z jedną zawsze wpływa na pozostałe? Czy nie wystarczy wtedy znaleźć jedną i zacząć od niej, a reszta się poukłada?
Geomanta poruszył coś ważnego. Mam wrażenie, że wielu ludzi szuka takiego jednego klucza, który wszystko otworzy. I to jest zrozumiałe, bo praca z lękiem jest wyczerpująca i chciałoby się prostszego rozwiązania. Ale czy ktoś tu ma doświadczenie, że rzeczywiście jedna czakra była tym kluczem i po pracy z nią reszta się poukładała?
U mnie to trochę tak działało, ale nie od razu i nie automatycznie. Kiedy zaczęłam pracować z anahatą, to jakby otworzyło przestrzeń do pracy z resztą. Nadal musiałam świadomie zajmować się innymi poziomami, ale anahata była bramą. Czy to odpowiada na pytanie?
Czytam ten wątek od początku i mam pytanie, bo sama mam lęki i chciałabym coś zrozumieć. Skąd w ogóle wiadomo, czy lęk ma przyczynę energetyczną, czy to jest czysto psychologiczne? Jak odróżnić jedno od drugiego?
To co Wincentyna napisała na końcu bardzo mi pomoże, bo ja właśnie utykam na tym rozróżnieniu. Mam jedno pytanie do Anastazji, bo jej odpowiedź była dla mnie najklarowniejsza. Powiedziałaś, że to dwa opisy tej samej rzeczywistości. Ale jeśli ktoś jest na przykład na lekach psychiatrycznych, to czy praca z czakrami w ogóle ma sens? Czy leki jakoś blokują ten poziom energetyczny?
Czytam odpowiedź Zaneczki i mam dokładnie ten sam wzorzec z tymi nogami. Zawsze myślałam, że to fizyczne, po prostu napięcie mięśniowe. Klimcia, co nogi mają wspólnego z czakrami, bo tego nie rozumiałam?
Zatrzymuję się przy tym co Klimcia mówi o energii uciekającej w dół. Bo ja miałem przez długi czas dokładnie odwrotnie, przy lęku czułem jakby wszystko szło w górę, klatka piersiowa, gardło, głowa. Dosłownie czułem się jak balon. To jest inny wzorzec czy ta sama czakra może dawać różne objawy?
To pytanie Erazma jest bardzo praktyczne i mam na nie własną odpowiedź z doświadczenia. U mnie pracowano najpierw z muladharą właśnie dlatego, żeby dać tej energii gdzieś pójść. Bo jak zaczęłam od anahaty bez zakorzenienia, to przez tydzień byłam roztrzęsiona bardziej niż zwykle. Dopiero gdy wróciłam do podstawy, coś zaczęło się uspokajać.
To rozróżnienie Kamilki między ciężkim i lepkim a musującym bardzo dużo mi daje. Prowadzę notatki przy swoich pracach i nigdy nie zapisałam tego w takich kategoriach, a wydaje się bardzo użyteczne. Czy ktoś ma inny sposób, żeby opisać jakościowo różnicę między lękiem energetycznym a tym, że po prostu jest gorzej?
Ja od siebie dodam, że u mnie wyróżnikiem jest to, czy myśl jest przed czy po odczuciu. Przy zwykłym lęku najpierw jest jakaś myśl, sytuacja, która go wyzwala. Przy tym, co uznaję za energetyczne, odczucie w ciele pojawia się wcześniej, bez konkretnej przyczyny, i dopiero potem głowa próbuje dopasować jakieś uzasadnienie. Ale nie wiem, czy to jest wiarygodne rozróżnienie.
Ale czy to w ogóle ma znaczenie, kto był pierwszy, ciało czy myśl? Jeśli efekt jest ten sam i praca działa, to po co to rozróżniać? Nie chcę upraszczać, ale zastanawiam się, czy ta analiza nie jest pójściem w ślepy zaułek.
Zatrzymuję się na chwilę, bo ta rozmowa idzie w bardzo konkretne miejsca i to dobrze. Ale chciałabym wrócić do początku wątku i zapytać wprost, bo myślę, że nie padła jeszcze wyraźna odpowiedź. Czy jest jakaś czakra, którą większość z was, pracujących z lękowcami, widzi jako najczęściej zaburzoną? Nie mówię, że jedyną, ale tę, która pojawia się najczęściej.
Ja nie jestem ekspertem, ale z tego co czytam w tym wątku, to chyba splot słoneczny wychodzi najczęściej? Bo pojawia się w prawie każdym przypadku, który tu opisywano. Czy się mylę?
Goryczka, nie do końca. Manipura pojawia się bardzo często, ale u kilku osób w tym wątku był jednak inny wzorzec. Erazm opisywał energię uciekającą w górę, gdzie muladhara była problemem źródłowym, a manipura mogła być tylko miejscem tranzytu. Więc powiedziałabym, że manipura jest najczęstszym miejscem objawów, ale nie zawsze miejscem źródła. To ważne rozróżnienie, bo praca z miejscem objawu bez dotknięcia źródła może dawać tylko chwilową ulgę.
Wracam do pytania Iwetki, bo myślę, że nie padła jeszcze pełna odpowiedź. Klimcia powiedziała o manipurze jako miejscu objawów, ale ja na podstawie własnego doświadczenia powiedziałbym, że u mnie muladhara była absolutnie pierwsza. Manipura reagowała wtórnie. Czy to możliwe, że dla każdego typu lęku jest inna czakra pierwszoplanowa? Bo lęk lękowi nierówny.
Czytam to co Anastazja napisała i próbuję przypisać swój lęk do którejś kategorii. Mój jest chyba najbliżej lęku egzystencjalnego, bo najczęściej dotyczy poczucia, że ziemia się pode mną usuwa, dosłownie tak go opisuję swojej psychiatrze. I mam właśnie te ciężkie nogi, o których wcześniej mówiłam. To by pasowało do muladhary?
Zaneczka, może spróbuj to zapisywać? Ja prowadzę dziennik przy pracy z czakrami i dopiero po kilku tygodniach notatek zaczęłam widzieć wzorce, których wcześniej nie dostrzegałam. W trakcie samego odczucia bardzo trudno to obserwować, ale zaraz po można próbować odtworzyć kolejność.
Mam pytanie, może trochę z boku, ale wydaje mi się ważne. Czy ktoś z was pracuje równocześnie z terapeutą od zdrowia psychicznego i z osobą pracującą przy czakrach? I czy to w ogóle da się pogodzić, czy te podejścia sobie przeszkadzają?
Wracam do pytania o tę czakrę pierwszoplanową, bo Anastazja dała bardzo konkretną ramę, ale chciałabym dopytać. Czy w praktyce pracy z osobami lękowymi zdarza ci się, że identyfikujesz centrum energetyczne, zaczynasz tam pracować, i okazuje się, że to był błędny trop? I co wtedy, cofasz się, zmieniasz metodę?
Zdarza się. I nie traktuję tego jako błąd, tylko jako informację. Ciało bardzo wyraźnie sygnalizuje, kiedy praca idzie w nieodpowiednie miejsce, albo przez brak reakcji, albo przez nieproporcjonalnie silną reakcję. W obu przypadkach to znak, żeby się zatrzymać i zapytać, co właściwie się dzieje. Praca z czakrami to dla mnie raczej dialog niż schemat.
Trochę się pogubiłem w tej dyskusji. Macie jakiś konkretny sposób na odblokowanie tej manipury, żeby te efekty były szybko? Bo czytam od jakiegoś czasu i nie widzę konkretnych ćwiczeń.
Dobra, rozumiem, że nie ma skrótów. Ale czy mógłby ktoś powiedzieć chociaż, od czego w ogóle zacząć? Bo czytam tu o muladharze, manipurze, o kierunku reakcji i tak dalej, i czuję się jak na wykładzie, a nie wiem co zrobić jutro rano.
Gabryś, ja rozumiem to poczucie. Ja też tak miałam przez długi czas. Ale Wincentyna ma rację, te notatki zrobiły u mnie różnicę. Nie musisz pisać dużo. Ja piszę trzy zdania zaraz po, jak trochę opadnę. Gdzie czułam napięcie, jak oddychałam, co pomogło. I dopiero po kilku tygodniach zobaczyłam wzorzec.
Właśnie to jest kluczowe przy pracy z lękiem i czakrami, że wzorzec widać dopiero w czasie, nie w jednym epizodzie. Gabryś, masz wrażenie, że ataki przychodzą w podobnych sytuacjach, czy kompletnie losowo?
To właśnie jest trudne w całej tej rozmowie, że te objawy fizyczne, które traktujemy jako 'po prostu lęk', często niosą informację o konkretnym centrum energetycznym. Ja przez lata ignorowałam napięcie w okolicach żołądka jako objaw lęku, a dopiero kiedy zaczęłam to traktować jako sygnał manipury, coś się zmieniło w podejściu do pracy.
Ten wątek o słuchaniu ciała zamiast walki z nim bardzo mocno pojawia się też w pracy rytualnej przy stanach lękowych. Nieprzypadkowo chyba. Zastanawia mnie, czy ktoś z was pracował z czakrami przy lęku w kontekście ciała, czyli przez ruch, a nie tylko przez medytację czy wizualizację? Bo w moim przypadku czysto mentalne podejście przez długi czas nie robiło prawie niczego.
Filomena, to ważny wątek. Ja pracuję z jogą kundalini od kilku lat i tam praca z czakrami zawsze jest cielesna, nigdy czysto mentalna. I przy lęku to podejście przez ciało jest według mnie mocniejsze, bo lęk sam w sobie żyje w ciele, nie w abstrakcji. Ale mam pytanie do Anastazji: czy w twojej praktyce widzisz różnicę w efektach między osobami, które pracują przez ciało, a tymi, które pracują głównie przez wizualizację?
