Ostatnio coraz więcej czytam o tym, że problemy w pracy zespołowej można powiązać z zablokowanymi czakrami. Mamy w robocie totalny chaos - ludzie się nie dogadują, każdy ciągnie w swoją stronę, szef krzyczy. Zastanawiam się, czy to może mieć jakieś energetyczne podłoże. Niby śmieszne, ale skoro wszystko inne zawiodło, to może warto spojrzeć na to inaczej. Czy ktoś w ogóle rozpatrywał konflikty grupowe przez pryzmat czakr? Która czakra za to odpowiada - gardłowa, solarnego splotu?
To chyba nie chodzi tylko o jedną czakrę, bo konflikty w grupie to kilka warstw naraz, prawda? Wydaje mi się, że czakra gardłowa to komunikacja, więc logicznie - jeśli ludzie się przekrzykują albo milczą, to tam coś nie gra. Ale czy to przypadkiem nie jest tak, że najpierw trzeba by wiedzieć, kto konkretnie ma problem, żeby cokolwiek robić?
Myślę, że Joasieńka ma rację - nie da się pracować nad energią grupy bez spojrzenia na poszczególne osoby. Ale z drugiej strony, w pracy nie zawsze możesz komuś powiedzieć: hej, mam wrażenie, że masz zablokowaną czakrę solarnego splotu 🙂 Henio, a możesz powiedzieć więcej o tym, jak wyglądają te konflikty? Bo to, że szef krzyczy, to jedno, ale czy ludzie między sobą też? Czy raczej jest ciche napięcie?
To co opisujesz brzmi klasycznie jak problem z czakrą gardłową i jednocześnie splotową - ta pierwsza to komunikacja i mówienie prawdy, ta druga to ego, kontrola, władza. Szef który nie bierze odpowiedzialności to podręcznikowy przykład zablokowanego splotu słonecznego. Ale mam pytanie - czy ty sam czujesz, że możesz tam swobodnie mówić co myślisz?
A da się jakoś szybko odblokować czakrę gardłową przed ważnym spotkaniem? Bo czytałem o afirmacjach i kamieniach, ale nie wiem czy to w ogóle działa na tu i teraz, czy to jest raczej długi proces.
Wracając do Henia - to co mnie zastanawia, to czy praca nad swoją własną energią może w ogóle zmienić coś w dynamice grupy. Bo skoro nie możesz wpłynąć na czakry szefa i współpracowników, to co ci zostaje? Tylko własna praca i może jakieś oczyszczanie przestrzeni?
Nie chcę być sceptyczna, ale naprawdę mam wątpliwości. Czy to nie jest trochę tak, że szukamy mistycznego wyjaśnienia dla czegoś, co ma zupełnie przyziemną przyczynę - po prostu zły management albo toksyczna kultura organizacyjna? Nie mówię, że czakry nie istnieją, ale może tu problem jest gdzie indziej?
Mantra_F ma coś rację, ale Henio też. W energetyce jest taka zasada, że środowisko i ludzie wokół nas często odzwierciedlają nasz własny stan wewnętrzny. Nie mówię, że to twoja wina - ale twoja praca nad własną czakrą gardłową i splotową może realnie zmienić to, jak reagujesz na tamtych ludzi, a to z kolei zmienia dynamikę. Przynajmniej przestajesz dokładać do konfliktu ze swojej strony.
A jak w ogóle sprawdzić, która czakra jest zablokowana? Czytałam gdzieś o wahadle, ale nie wiem czy to wiarygodne. Henio, a ty skąd wiesz, że to czakra gardłowa a nie na przykład serca?
Wahadelko to jedna z metod, ale musisz mieć na tyle spokojny umysł, żeby nie sugerować odpowiedzi własnym napięciem. Wiele osób nieświadomie kręci wahadłem zgodnie z tym, czego oczekuje. Przy czakrach dużo bardziej cenię obserwację fizycznych objawów i emocji - zablokowana gardłowa to nie tylko problemy z komunikacją, ale często też ból gardła, chrypka, poczucie, że masz coś w gardle.
To ciekawe co Dorotka mówi o fizycznych objawach, bo moja koleżanka z pracy non stop ma problemy z gardłem i ona jest typem, który nigdy nie mówi wprost co myśli. Zawsze wydawało mi się to przypadkiem, ale teraz zaczynam się zastanawiać. Henio, a ty masz jakieś fizyczne symptomy, czy to bardziej emocjonalne u ciebie?
To napięcie w szyi i ramionach po spotkaniach to bardzo typowy sygnał. Nie mówię, że to dowód na zablokowaną czakrę - możesz mieć też po prostu napiętą posturę ze stresu - ale połączenie tego z poczuciem, że nikt cię nie słucha, jest warte uwagi. Zastanawiam się, Henio, czy próbowałeś kiedyś jakiejkolwiek medytacji albo ćwiczeń oddechowych skupionych właśnie na tym obszarze?
To napięcie w szyi po spotkaniach mnie uderzyło, bo sam mam dokładnie to samo. Irenka_92, pisałaś, że zastanawiasz się nad czymś - nie dokończyłaś myśli. Co miałaś na myśli?
No właśnie, to jest chyba mój problem. Nawet jak próbuję coś powiedzieć, to mam poczucie, że nie ma sensu. Czy to jest kwestia czakry, czy po prostu uczę się na doświadczeniu, że mówienie nic nie daje? Bo to chyba trochę inne rzeczy.
To jest bardzo dobre pytanie i cieszę się, że je zadajesz, bo większość ludzi tego nie rozróżnia. Czakra gardłowa zablokowana z powodu jakiejś dawniejszej historii to co innego niż sytuacja, w której środowisko cię warunkowo uczy milczenia. W tym drugim przypadku twoja psychika po prostu wyciąga wniosek, że bezpieczniej jest siedzieć cicho. I fizycznie to może wyglądać tak samo - napięcie, zaciskanie szczęki, ból szyi - ale źródło jest inne.
Właśnie o to mi chodziło kilka postów wcześniej, tylko inaczej to ujęłam. Czy nie jest tak, że skupiamy się na czakrach, bo to daje poczucie sprawczości - robię coś, medytuję, pracuję nad sobą - a prawdziwy problem, czyli ta toksyczna dynamika w zespole, pozostaje nienaruszony?
Wróćmy może do tego wahadełka, bo Henio pisał, że ma, ale nie wie jak używać. Dorotka mówiła o sugestii własnym napięciem - czy to znaczy, że wahadełko w ogóle się nie nadaje do diagnozowania czakr, czy po prostu trzeba się odpowiednio przygotować?
A jak wygląda to skanowanie dłońmi w praktyce? Czy to jest coś, co można robić samemu, czy potrzeba drugiej osoby?
Przepraszam, że wchodzę z czymś z boku, ale zastanawiam się, czy ktoś z was pracował nad czakrami w kontekście pracy zespołowej i widział faktyczną zmianę w relacjach z konkretnymi osobami? Bo to, że ktoś się lepiej czuje wewnętrznie, wierzę. Ale czy naprawdę zmienia się coś na zewnątrz?
Właśnie to lubię w tej rozmowie, bo nikt tu nie mówi, że czakry to jedyna prawda ani że to bzdura. Mam jeszcze jedno pytanie - czy jest jakaś czakra, od której powinno się zacząć pracę, zanim przejdzie się do gardłowej? Czytałem gdzieś, że praca od góry bez uziemienia może być niestabilna.
Tak, to ma sens. Generalnie zaleca się zaczynać od podstawy - czakra korzenia, potem sakralna, potem splot - zanim przejdzie się do wyższych. W twoim przypadku, jeśli masz problem z bezpieczeństwem w środowisku pracy, czakra korzenia jest pierwszym miejscem, które sprawdziłabym. Brak poczucia stabilności i zagrożenie podstawowych potrzeb - jak zatrudnienie, finanse, pozycja w grupie - to właśnie jej obszar.
Henio, to co opisujesz z plotkami i z tym, że nikt nic nie mówi wprost - to brzmi jak środowisko, w którym faktycznie nie ma bezpieczeństwa. W sensie nie energetycznego, tylko zwykłego, ludzkiego. Jak długo tak tam jest?
Dobra, a wracając do czakry korzenia - jak w ogóle się pracuje nad czakrą, która odpowiada za poczucie bezpieczeństwa, kiedy to poczucie bezpieczeństwa jest obiektywnie zagrożone? To trochę jak próba uspokojenia się, kiedy naprawdę coś ci grozi.
To co mówi Irenka o zakorzenieniu ma sens, ale jak to wygląda konkretnie? Znaczy, siadam, oddycham - i co dalej? Bo jak wracam z tej pracy do domu, to jestem tak nakręcony, że żadna medytacja mi nie wchodzi. Siedzę i myślę o tym, co ta jedna z nich powiedziała na korytarzu i kto to słyszał.
To jest właśnie sygnał, że czakra korzenia jest w trybie przetrwania. Nie da się jej 'wyciszyć' siłą woli, bo układ nerwowy jest wtedy w trybie alarmowym. Pytanie do ciebie - czy próbowałeś czegoś fizycznego zamiast siedzenia? Chodzenie boso, kontakt z ziemią, dosłownie? Brzmi banalnie, ale to nie jest medytacja, tylko regulacja ciała.
Henio, ja bym zaczęła od jednej, bardzo prostej rzeczy - wieczorem po pracy, zanim zaczniesz cokolwiek 'robić z czakrami', po prostu połóż się na podłodze. Dosłownie. Twarda podłoga, plecy, pięć minut. Brzmi głupio, ale to jest najbardziej dosłowne zakorzenienie jakie możesz zrobić. Czy kiedykolwiek próbowałeś?
Daje przede wszystkim sygnał ciału, że jest podłoże. Że coś cię trzyma. Przy czakrze korzenia to jest dosłowne - poczucie, że stoisz na czymś solidnym. W sensie psychicznym. Ale efekt nie przyjdzie po jednej próbie, muszę być z tobą szczera.
